Topic Ressurecion!
Ostatnio śniły mi się takie dziwne sny, że muszę się nimi pochwalić...
1: Siedzę na polanie w wielkim ciemnym lesie. Podchodzi do mnie ogromny wilk. Wsiadam na niego jak na konia i jeździmy po lesie. Coś nas ganiało, ale czułem się całkowicie bezpieczny. Sen skończył się widokiem wschodu słońca na skraju lasu. Kiedy się obudziłem, poczułem, jakby kamień spadł mi z serca, jakbym zrobił coś ważnego i trudnego.
2: Sen wyśniony po ciekawej dyskusji o tarocie i kabale z kolegą.
Spaceruję po moim mieście. Wchodzę na ulicę Tumską i dochodzę nią do Katedry. Jest dużo większa niż w rzeczywistości, zbudowana nie z cegły, a z białego kamienia. Kiedy do niej wszedłem, w tle zabrzmiała muzyka dziwnie podobna do tej z "Kodu Leonarda da Vinci". "Co to jest?"- zapytałem rzeźby przedstawiającej Archanioła Gabriela. "Muzyka Sfer"- usłyszałem odpowiedź. Podszedłem do nawy głównej, w której zamiast ołtarza ustawiono tron dla Hierofanty, przypominającego mojego dziadka. W prawej dłoni trzymał zwyczajną brązową doniczkę, w której ktoś zasadził Drzewo Życia. Pojąłem, że znajduję się w Wieży Babel, a z tego Drzewa wydobywa się Muzyka Sfer. Dziadek rozbił doniczkę o podłogę. W Wieżę trafił piorun. Więcej ze snu nie pamiętam
3: Po dwugodzinnej dawce FullMetal Alchemist (u koleżanki).
Jeżdżę na rowerze po mieście. Tylne koło mam uwalane w lakierze samochodowym, tak, że zostawiam za sobą zielony ślad. Gdy objechałem praktycznie całe miasto, wróciłem do punktu, z którego zacząłem, najeżdżając na własny ślad. Było to na wysokiej górze, widziałem z niej cały Płock. Były trzy takie góry dookoła miasta. Na każdej widać było ognisko i jednego z moich przyjaciół. Na horyzoncie zbierały się wojska Stanów Zjednoczonych (nie wiem czemu, po prostu tak). Za mną również płonął ogień. Robiło się ciemno. Ogień zgasł na wszystkich wzgórzach jednocześnie. Ja i moi przyjaciele równocześnie położyliśmy dłonie po wewnętrznej stronie linii. którą narysowałem. Okazała się być ona Kręgiem dookoła całego miasta i okolic. Zielone światło rozlało się po całym mieście, tworząc złożony wzór oparty na trójkącie równobocznym, którego wierzchołkami były trzy nasze góry. Dookoła miasta utworzyła się zielonozłota ściana ognia. Gdy wojsko próbowało się przez nią przedrzeć, cały krąg jaśniał, a oni stawali w płomieniach. Potem pojawili się amerykańscy alchemicy, którzy bezskutecznie próbowali przebić się przez tarczę. Poszczułem ich kulistymi piorunami, którymi strzelałem z rąk. Inni też dawali sobie radę. W końcu wojsko odpuściło i zawróciło. Odnieśliśmy zwycięstwo, chociaż jednocześnie uwięziliśmy się za ścianą ognia. Będzie trzeba rozwiązać ten problem.
PS:Jeszcze jedno: Płock jest na Nizinie Mazowieckiej, więc o żadnych górach nie ma mowy.
PPS: No, ale się naprodukowałem
