Na planecie lądował oddział ratunkowy Imperium. Ze statku ewakuowano załoge, którą odwieziono do najblizszych okrętow szpitalnych.
- Z nim co? - spytal się medyk, wskazując na zwijającego się z bólu człowieka. Nosił dystynkcje kapitana. A także nie mial obrażeń fizycznych.
- A co mu jest? - to był dowódca oddzialu ratunkowego.
- Nie wiem. Jest calkiem zdrowy.
Imperialny nie sluchał go. Podszedł do leżącego, i przyklęknął. Tamten sie na chwile opanował, i szepnął kilka słów.
- Jest jedno miejsce, gdzie mu pomogą. - rzekł dowódca wstając - Zawieźcie go do bazyliki żywiołów.
W przeciągu kilkunastu godzin planeta stała się pusta. Pozostala tylko bruzda po deimosie, trochę pogubionych śrub i innego zelastwa oraz okrwawione marchewki.
Kilka lat później grupa badaczy dociekała, czemu Imperialne okrety nie podjęły pościgu jesli mogły zgnieśc piratów.
Dociekali tez, czy wiązało się to w jakiś sosób z osobą kapitana Daedlusa, który zniknął kilkanaście dni o wydarzeni, gdy odbyl już rehabilitacje.
_________________ "Przestańmy własną pieścić się boleścią, przestańmy ciągłym lamentem się poić, Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią, Mężom przystoi w milczeniu się zbroić"
|