Demeter
„Coś była zawsze nie tak z tym okrętem, jeszcze zanim wy się tu pojawiliście” Sahaqiel do Araela i Leliela
„Zapisy mówiły o siedmiu tego typu statkach: Eclipse, Eclipse II, Yamato, Ikari, Torment, Utopia i Firebolt.. Dodatkowo ten jest spośród nich najstarszy, a ty byłeś wtedy w rejonie Yamato i Ikari! Dlaczego przeleciałeś pół galaktyki właśnie do tego okrętu?” Sahaqiel do ARka
„Nie wiem, co jest nie tak z naszą Demeter ani co było… but I like it!” Zereul
„Słyszałeś o statkach widmach? Ten jest ich matką” ARek
Każdy boi się ciemności. Nie ma co do tego wyjątku, taka niepisana zasada wszechrzeczy. Jedyną różnicą w tej kwestii jest wytrzymałość poszczególnych istot na ten żywioł. Nawet te, które stanowią ciemność. Nawet te, które żywią się cieniem. Każdy pogrążony w mroku poczuje wreszcie, jak coś ściska go w gardle. Zacznie rozglądać się nieznacznie częściej. Na ułamek sekundy jego ciało drgnie. Oddech będzie niczym szum wodospadu pośród nieruchomej, absolutnej ciszy. Instynkt nakazuje ucieczkę, ruch, gdziekolwiek byle nie stać w jednym miejscu! Na powrót wraca część pewności siebie, wynikającej z możliwości poruszania się. Mogę chodzić i biegać, więc mogę uciec, prawda?
Słychać stukot butów na stalowej powierzchni, przez cień przebija się niczym miecz igła światła, natychmiastowo przykuwając uwagę.
Ale zapominasz skąd ona doszła.
Poruszasz się dalej. Czujesz powracający ucisk gardła. Myśli wygasają, jedna po drugiej, niczym świecie.
Z każdym mijanym przejściem, z każdym potknięciem, dotknięciem nieczynnego terminalu, odkrywasz coś o wiele gorszego od strachu. Zdajesz sobie sprawę, że mrok nie jest jedynie prostym zjawiskiem fizycznym. Nie jest to „brak dostępu do światła”. O nie nie nie nie, co to to nie, mój przyjacielu. Ciemność jest żywą istotą, tak metaforycznie jak realnie. Ma swój
umysł, świadomość.
<…odglądacz, morderca, zabójca, gwałciciel, motywator, szaleństwo, nadzieja, seks, wspomnienia, nauczyciel, życie, dusiciel, sposób, moc, matka, stałość, zmiana, śmier…>
Kroczysz korytarzami statku. Nawet ta świadomość nie jest w stanie powstrzymać narastającego strachu. Torment, Demeter, ARek- tak się nazywa.
Nie, to bez sensu. Nie ma trzech różnych nazw. Poza tym, nikt ci tego nie powiedział, nie widziałeś dokumentacji, a na kadłubie nie było napisu. Nie znałeś nazwy!
< Torment, Demeter, ARek, Pilot, Wymiar >
Ale te imiona znasz. Podobnie jak inne.
Idziesz dalej. Ciemność zostaje nagle rozerwana przez błysk błękitu. Zdajesz sobie sprawę, że znajdujesz się w ciasnych korytarzach super statku bojowego. Przynajmniej kiedyś tym byłeś.
ALE SKĄD TO WIEM?! Skąd wiem… skąd, kim jestem?
Tracisz świadomość. Z przerażeniem podnosisz dłonie do twarzy, dotykając się i starając przypomnieć swój wygląd. Paniczna sekunda dezorientacji, w której nie znasz swojego imienia, wieku, celu, rasy, nie wiesz gdzie góra a gdzie dół.
Ciemność wiruje, gdy padasz na ziemię krzycząc milczącymi ustami i wybałuszonymi oczami
Naraz powracają wspomnienia.
Oczywiście, jak mogłem zapomnieć, przecież wiem kim jestem. Podnosisz się… czemu upadłeś? Zasnąłem? Chyba tak, wędrowałem dość długo…
Ruszasz dalej, boleśnie świadom iż ten mrok, ten tutejszy mrok wpełza wszędzie. Czujesz go na skórze, przeszywający chłód. Muska twoje oczy, sprawiając że co chwila mrugasz. Do diabła, jesteś świadom go nawet we własnych genitaliach! Dookoła mięśni. Wzdłuż kości. Żerujący na mózgu.
Statek widmo od wieków przemierzał granice multiwersum, stale rozszerzające się krawędzie poznania. Pomimo panującego wewnątrz cienia, cieszy się światłem. Nikłe, białe punkty na granatowoczarnym aksamicie nieba. Władca tego miejsca kocha przestrzeń.
Statek porusza się w swoim dwukrotnie powiększonym odbiciu. To Leliel…
<…ejne nieznane imię, skąd znam imiona, nie znam…>
… prześwitująca powierzchnia kolektywu ukazuje gargantuiczny okręt. Milczące narzędzie wojny, które nigdy nie widziało pola bitwy. Superbroń, zdolna obracać w perzynę planety. A jednak niszczyła jedynie dusze.
Baterie tysięcy dział zostały zmienione. Jak? Gdzie? Przez jaki dok? Kto mógł dokonać takiej transformacji tak dużej jednostki? Turbolasery zostały zmienione na broń plazmową i protonową. I po co? Kto mógł to obsługiwać?
Dwustutysięczna załoga została od swej śmierci na statku. To oni pogłębiali ciemność. To ich wzrok czuło się na karku, to ich był ten lodowaty oddech. To błysk ich zbroi, ich insygniów dało się od czasu do czasu dojrzeć w mroku. Szli krok w krok z tobą, prowadząc i gubiąc. Byli równie głodni jak to miejsce i jego władca. To był ich dom, a wszystko inne- intruzi. Chcieli śmierci wszystkiego co depcze ich pokład oraz ucieczki stąd.
Ciemność zagęszcza się. Nie było szans na wydostanie się z tego miejsca, to było prawie 17, 5 kilometra! Ile mogło być pokładów? Schody, korytarze, pomieszczenia, turbowindy, teleporty… to nie wystarczało.
Pada się na kolana. Strach szaleje i rozszarpuje serce. Krzyk nie nachodzi, dławisz się drobinkami kurzu i zanosisz kaszlem.
Osiemnastu. Ten statek zamieszkuje osiemnaście istot, plus Władca. Lord. Oni nie widzą tego jak inni, to ich dom, baza operacyjna, piekło, niebo i Genesis. Amen.
Tu niejako się narodzili, wszyscy co do jednego: Sachiel, Shamshel, Ramiel, Gaghiel, Israfel, Sandalphon, Matariel, Sahaqiel, Iruel, Leliel, Bardiel, Zeruel, Arael, Armisael i… i… nie można sobie przypomnieć kolejnych imion. Na pewno osiemnaście? Nie. Tak. Puknij dwa razy na nie, raz na tak.
Zaklęcia tu nie działają normalnie. Mgła Araela wszystko wypacza, pochłania. Część zaklęć zadziała, lecz większość zostanie rozproszona. A jeśli czarodziej będzie naciskał… cóż… niech się nie zdziwi, jeśli ta część umysłu która zapamiętała dany czar zostanie wypalona. Dosłownie.
Jaką siłę posiadał ten statek? Ile setek broni, milionów informacji zebranych w całej wszechrzeczy? Czyż w końcu walutą Lorda nie była właśnie wiedza?
<… jaki LORD!>
Cały okręt był skarbcem samym w sobie. Skradzione artefakty, sprawna broń, dosłownie tony pieniędzy najróżniejszych nominałów i rodzajów. Skąd one się wzięły? Czyje? Moje?...
Idziesz dalej. Kolejne kroki są jedynym dźwiękiem, jaki dane jest słyszeć. Można je także potraktować jako zegar! Jednak skąd wrażenie, że nie zrobił ani jednego kroku?
Z każdym mijanym pomieszczeniem lub zrujnowanym korytarzem w twojej głowie pojawia się szaleńcza myśl, iż od kiedy tu trafiłeś, nie zrobiłeś ani jednego kroku. Że to pokład sam przesuwał ci się pod stopami, podczas gdy ty ani drgnąłeś.
Z trudem pamiętasz jak tu trafiłeś… tak!
Oczywiście, twój statek rozbił się na jakiejś przeszkodzie, której nie dostrzegł żaden z sensorów! Jaki statek?
Przebił się przez mroczny pancerz okalający statek! Czyj pancerz?
Zostałeś tu zaproszony! Przez kogo?
Przyszedłeś, ponieważ potrzebowałeś kupić informację o kimś! O kim?
Zostałeś wzięty w niewolę, miałeś zostać pożarty! Przez kogo?
Byłem tu przysłany…
Sam tu przyszedłem…
Ja…
On…
Powód był oczywisty. Ale teraz nie miał znaczenie. Zgodził się sam ze sobą, że idiotyczne jest poszukiwanie tutaj sensu. Ciemność zgadzała się z nim. Nic nie miało znaczenia, nawet to kim się jest. Bo w obliczu śmierci wszyscy jesteśmy równi! Tak jest też tutaj. Tak, to było dobre.
Gdy myślał, wiązki mroku zacisnęły się wokół jego nadgarstków. Czule, delikatnie. Niczym jego kochanek, kochanka. Przymknął oczy, chowając się za znajomą ciemnością własnych powiek. Był świadom prawdziwych oczu śledzących go. Wszak był ich Panem. Był Lordem.
Gdzieś daleko usłyszał muzykę.
<… Waalking In Memphis…>
Zobaczył postać. Otaczało ją osiem wielkich, mlecznobiałych kryształów. Przez moją głowę przebiegło określenie „rzutnik cero”. Sekundę później zdałem sobie sprawę, iż myślałem o czymś zupełnie innym.
Postać odwróciła się. Nie znał jej. Nie wiedział kim jest.
Wiedział, że był Lordem.
ARek podniósł dłoń. Pomiędzy nimi przebiegła prosta myśl.
Witamy na Demeter.
A potem nie było już nic. Ciemność absolutna.
_________________ Have no fear, shadow ass is here!
|