Statek łagodnie osiadł na poduszce grawitacyjnej przy stacji dokującej numer siedem trzeciej platformy startowej w strefie wojskowej Enklawy.
- Jesteśmy na miejscu. AI kontroli lotów przekazuje, że komitet powitalny czeka przy zejściu na platformę. Program taktyczny zaleca posłanie hologramu. - Phoenix przekazał komunikat i ukazał na ścianach obraz na zewnątrz statku. Fioletową ścieżką zaznaczył drogę do miejsca gdzie stali oficjele.
- Dobrze... - Odparł Cai. - Mimo, to wolałbym pójść sam... -
- Nie martw się. Wrażenia holograficzne nie ustępują tym, które doświadczasz swoimi 5 standardowymi zmysłami. - Na Caibre’a z sufitu opadła żółta poświata.
Cai nagle poczuł się inaczej niż na statku. Nie zdążył nawet świadomie odnotować, gdy znalazł się na zewnątrz. Nie zaraz... Był tu tylko w postaci hologramu. Na twarzy czuł powiem stęchłego powietrza dżungli. Wrażenie było niesamowite. Odczuwany realizm poraził go. Jedynie jego zmysły związane z psioniką były zdezorientowane. Dziarskim krokiem ruszył w miejsce spotkania.
Czekali na niego. Dwie srebrzystobiałe kobiety o aparycji modelek i to COŚ. Na samym czele niesamowicie absurdalna istota. 3 Metrowy potwór z rogami na barkach i czole. Ze brązową skórą z wystającymi gdzie niegdzie płytkami przypominającymi diamenty. Wraz z wydychanym powietrzem zionął ogniem. Cai czuł zapach siarki. Demon? Tak, demon. Nie wyglądał jak Taanari. Cai słyszał, że żyli jacyś w Świecie Agendy, lecz nikt nie mówił jak wyglądają. Zapewne nie uznalibyście demona za groteskowego gdyby nie fakt, że tkwił wbity w smoking, oczywiście szyty na jego miarę a na głowie miał wysoki cylinder. Jedynie butów nie miał. Jego stopy przypominające szpony harpii nie zniosłyby żadnych butów. Ale wypolerowane pazury świeciły równie mocno jak wypucowane lakierki. W ręku zaś dzierżył laskę zakończoną rękojeścią w kształcie czarnej kulo od czasu do czasu wysyłającej słaby impuls światła. Cai podniósł głowę i spojrzał na twarz demona. Zauważył okrągłe binokle na jego haczykowatym nosie. Cai przełknął holograficzna ślinę by nie parsknąć śmiechem.
Demon postąpił dwa kroki na przód, podparł się o laskę i wyciągnął drugą rękę w geście pozdrowienia – Caibre Greyblade....Jestem Lykajos. Zapewne nie słyszałeś o Pencie i jej członkach... –
Cai machnął głową na nie. Agenda jak zwykle wiedziała już wszystko.
- Posiadasz coś, co należy do nas.. Znaczy do Distanta.... – Demon wskazał laską na statek – Jak tylko przybył do Świata, Pilar poinformował mnie o wadze tego wydarzenia. Jest to legendarna jednostka, równie stara jak pan tego świata. –
- Z miłą chęcią wam go oddam. Jest bezużyteczny... – Cai odetchnął z ulgą w myślach. Czuł, że ten statek go przerasta i nie będzie w stanie za jego pomocą nic osiągnąć.
Na twarzy pojawił się wyraz szoku – Nie możesz!.. Ależ możesz... – Szok szybko zastąpił chytry uśmiech. – Widzisz to nie takie proste. Uwalniając Phoenixa, ten w podziękowaniu związał swój los z tobą. Wszelkie AI Agendy są uwarunkowywane na lojalność. Nie złamie przyrzeczenia. Zawsze podąży za tobą..–
Cai przymrużył jedno oko. A więc to tak. Perspektywa bycia na uwięzi statku nie była zachęcająca. - Po co? –
- By cię chronić. Takie ma zadanie względem Pilota. –
- Pilot. To raczej eufemizm. –
- Być może... W każdym bądź razie widzę, że możemy dojść do porozumienia... – Demon wykonał ruch ciałem tak jakby chciał usiąść. Momentalnie z podłoża wyrosło krzesło.
- Rozsiądź się wygodnie.. -
Cai niepewnie poszedł w ślady demona i już siedział w najwygodniejszym fotelu w stylu prosto z jego rodzinnego Myyrt.
- Spójrz.... – Demon uniósł laskę i wskazał w powietrze przed sobą. Rozbłysła kula światła i ukazał się realistyczny trójwymiarowy obraz. Stwory o wielu odnóżach mordowały inne anonimowe dwunożne koto-podobne istoty.
- Shivanie... – Cai zacisnął zęby.
- Tak to oni. To nie była nawet cywilizacja stadium warp. Zapewne odkryli tam cenne złoża Trilarium i uznali, że najpierw trzeba przeprowadzić deratyzację. Zniszczyli takie piękne złoże, które można było wydobyć po cichu pod kamuflażem.... -
-, Co mają do tego Shivanie? –
- Są niebezpieczni, ekspansywni, bezlitośni. Już zachwiali status quo. Dostarcz nam Shivanina w polu stazy czasowej a wtedy Pilar przekaże kod pozostawiony przez konstruktora statku i uwolni cię od statku. –
- Czy nie żądacie za wiele? To ja mam coś, co wy chcecie a nie na odwrót....-
Demon zaśmiał się i zaklął siarczyście (dosłownie i w przenośni) coś pod nosem – Z pewnością potrafisz ocenić sytuację, lecz spójrz. Czyż ci goście nie zaatakowali twojego domu? Masz, szansę na rewanż. Phoenix’a nie uszkodzi nawet cała flota Shivan zgromadzona w jednym miejscu. – Przysunął twarz do Cai’a i powiedział już szeptem - Problem w tym, że przy rozsądnej taktyce możliwości produkcyjne Shivan przebijają nasze siłę niszczącą i naszych sojuszników nawet licząc Phoenixa i nie wychylimy nosa z naszej dziury na wyczerpującą wojnę o patowym wyniku.... –
Cai wzdechnął - Czyli dacie mi środki do walki z Shivanami? –
- Już je posiadasz.... Jeśli przyjmiesz misję. Phoenix otrzyma od Pilaru najnowsze plany generatora pola stazy czasowej. Przy twoim profilu walki bezpośredniej nasze komputery dają ci 67 % szansy powodzenia na złapanie jednego Shivanina. To całkiem sporo... – Demon wyciągnął rękę przed siebie jak by chciał uchwycić jakieś naczynie. Po chwili w ręce trzymał filiżankę jakiegoś podejrzanego napoju....
Gdy Demon popijał wywar, Cai myślał. Agenda oaza dobroci chcąca zdjąć wielki ciężar z jego barków i walcząca o równowagę pomiędzy wymiarami?... Naaah... Nie widział jeszcze haczyka, chodź na pewno był haczyk....
_________________ Nothing is impossible...
|