WWW- Jesteś pewna, że... WWW- Tak. WWW- Ale minęło tyle czasu. Mogła zostać zniszczona. WWW- Dobrze wiesz, że ona nie może zostać zniszczona. WWW- Skąd u licha wzięła się właśnie tutaj? WWW- Być może... WWW- Nie sądzisz chyba, że... WWW- Nie sądzę. Ale i tak musimy się upewnić. WWW- Co chcesz zrobić Sirrah? WWW- Nic. WWW- Sirrah... WWW- Po prostu chcę ją dotknąć. Nic więcej.
WWW* * * * * *
WWWGdy weszli do środka Bokler pokręcił tylko głową.
WWW- Wiedziałem, że się urządzisz mój lordzie, ale nie przypuszczałem, że stworzysz tak ładne miejsce.
WWWJego wzrok spoczął na Sirrah.
WWW- No i oczywiście, że otoczysz się tak wspaniałym towarzystwem.
WWW- To wspaniałe towarzystwo, na które tak się teraz gapisz Boklerze, jest jego siostrą - Sirrah kokieteryjnie założyła nogę na nogę.
WWW- Ekhem.... Sirrah, daruj sobie - odchrząnął Mephis.
WWW- Co jeszcze bardziej przydaje ci pani na znaczeniu - Bokler skłonił się lekko diablicy. Ta również kiwnęła głową i uśmiechnęła się.
WWW- Widzisz - powiedziała do brata. - Nie każdy jest takim gburem jak ty i potrafi dostrzec coś więcej, niż tylko moje wdzięki - morlock skrzywił się na te słowa a Sirrah pokazała mu język. - Tak przy okazji, jestem Sirrah.
WWW- Witaj Boklerze - Mephis ukłonił się lekko po czym przekrzywił lekko głowę. - Zmieniłeś się diametralnie.
WWW- Witaj lordzie Mephis - Diabeł kiwnął głową podchodząc bliżej do stołu.
WWW- Teraz przynajmniej jakoś wygląda - diablica zaczęła wodzić palcem po dolnej wardze. - Z tamtą kocią mordą było mu zdecydowanie nie do twarzy - roześmiała się. Bokler uśmiechnął się również.
WWW- Zdarzyło się to i owo - odpowiedział wymijająco.
WWWNastała chwila ciszy przerywana szelestem spadającej wody i cichym szumem płomieni.
WWW- Może spoczniesz, drogi Boklerze? - zaczęła Saovine wskazując biesowi miejsce przy... no właśnie... stół w Pieczarze przeszedł kolejną metamorfozę stając się idealnym kwadratem. Pojawił się przy nim trzeci fotel, przeznaczony dla nowego gościa.
WWW- Mineła chwila od naszego ostatniego spotkania - zaczął bies siadając.
WWW- Ano troszeczkę - morlock uśmiechnął się lekko. - Wybacz, że osobiście nie nadzorowałem powrotu twoich legionów do domu. Ale pewne nagłe sprawy zmusiły mnie do natychmiastowych działań.
WWWSaovine czuła się odrobinę nieswojo. Otaczało ją trzech niezwykłych gości - dwa diabły i diablica. Usiadła wreszcie na swoim miejscu i chwyciła za kielich z trunkiem. Goście wydawali się bardzo zadowoleni ze spotkania, najwyraźniej też mieli sobie parę rzeczy do powiedzenia. Jej pozostawało tylko czekać, aż Bokler wspomni o balu. Lekkie zakłopotanie śmierci nie uszło uwadze diablicy.
WWW- Śmierci - Sirrah nachyliła się lekko nad stołem. - Nie przejmuj się tym tak bardzo, tam gdzie pojawią się dwa diabły, gadaniu nie bedzie końca - puściła do niej oko.
WWW- Pani Sirrah, uszczypliwa jak tylko się da - Bokler zmierzył diablicę.
WWW- Zawsze kochany, zawsze - posłała całusa biesowi wytrzymując jego wzrok. Śmierć tymczasem sięgnęła do misy z nuan i wyciągnąwszy duży kawałek czerwonawego ryhtali zaczeła głośno chrupać.
WWW- Czyżbyś była niecierpliwa pani Saovine? A może coś nie daje ci spokoju? - Bokler spojrzał na śmierć wzrokiem innym niz poprzednio. Bardziej ją teraz oceniał niż obserwował. Kobieta nie odpowiedziała. Wzruszył więc ramionami i spojrzał znów na Mephisa. - Jest coś, o czym powinniśmy porozmawiać.
WWW- Tak? Czyżby twoje plany pokonania demonów spełzy na niczym?
WWW- Ależ nie, wszystko jest tam pod jak nalepszą kontrolą. I dziękuje za troskę.
WWW- A może przestaniesz być takim burakiem braciszku i zaproponujesz temu uroczemu diabłu coś do picia?
WWWMephis zignorował siostrę, westchnął tylko i przed Boklerem pojawiła się podobna karafa z zielonkawym płynem i kryształowy kielich. Bies podniósł rękę dziękując za propozycję.
WWW - Skoro twój świat jest wolny od demonów - zaczęła Sirrah, akcentując słowo 'demony'. - To w takim razie o czym tak naprawdę chciałeś z nami rozmawiać?
WWW- Jesteś dociekliwa pani Sirrah, musze przyznać. Nie, sytuacja na Baatorze nie była celem mojej wizyty - Bokler wstał i podszedł do Mephisa wyciągając coś z pod płaszcza. Położył przed nim zapieczętowany zwój, po czym wrócił z powrotem ma miejsce. - Bez ciebie nic nie może się wydarzyć - dadał tajemniczo.
WWWŚmierć odstawiła kielich na stół i ponownie sięgnęła do misy, jednocześnie spod fałdów płaszcza wyciągnęła swoje zaproszenie.
WWWMorlock patrzył na zwój przez chwilę.
WWW- Co to jest do diaska? - siegnął doń, ale jego dłoń zatrzymała się nad przedmiotem.
WWW- Drogi diable nigdy nie widziałeś zwoju? - śmierć zachrupała ryhtali po wypowiedzi.
WWWDiablica roześmiałą się.
WWW- Cóż cię tak rozbawiło moja droga? - spytał Bokler zaskoczony lekko.
WWW- Zastanawiam się, jaką ripostą mój braciszek odpowie - nie przestając się śmiać Sirrah sięgnęła po kielich i zwróciła się do brata. - Przyznaj kochany, że to było dobre.
WWW- Przyznaj kochana, że ciebie też ciekawi, co jest wewnątrz - odpalił siostrze i zwrócił się do Saovine wzruszając ramionami. - Owszem, widziałem coś takiego, ale w zamierzchłej przeszłości, droga śmierci. Preferuję jednak nowocześniejsze formy przekazu. Co mi jednak w niczym nie pomaga, bo dalej nie wiem, co w tym zwoju jest.
WWWŚmierć, korzystając z okazji... jak i nieograniczonych możliwości swojej siedziby, zaczęła wodzić wzrokiem po ścianach. Kiedy tak na nie spoglądała, po Pieczarze rozniosła się cicha, intrygująca rozmowa. Była tak dopasowana do sytuacji, że nie przeszkała rozmówcom. Jednocześnie niecierpliwiła się coraz bardziej. Rozmowa z biesem w Kaganku i podczas drogi tutaj trochę ją rozstroiła.
WWW- Bal - zaczął Bokler. - Nic innego jak bal kilku osób, które zaprosiłem. Niby nic takiego, wiele jest bali. Lecz jakże bal trójcy diabłów mógł być zwyczajny - Bokler wstał i podszedł do ściany Pieczary przygląjąc się jej dokładnie. - Nic tu nie jest takie jak wygląda, prawda?
WWWSaovine zignorowała to pytanie.
WWW- Nic takiego? - obruszyła się. - I dlatego zapraszasz gości osobiście? Czy tylko nas spotkał ten zaszczyt? - chciała powiedzić zupełnie co innego, ale ugryzła się w język.
WWW- Bal... - rozmarzyła sie Sirrah. - Jakże dawno nie byłam na balu. Prawda Roe? Od czasów zaprzysiężenia Triumwiratu nie mieliśmy czasu na odrobinę zabawy.
WWW- Owszem siostrzyczko, ale wątpię, żeby to był tylko jakiś tam bal, mam rację Boklerze?
WWW- Oczywiście że nie, po co miał bym się trudzić gdyby nie było w tym celu? - diabeł usiadł spowrotem zwracając się w stronę śmierci. - Jeśli cię to uszczęśliwi, będziesz mogła osobiście się tam spotkać z Mawią, o którą tyle pytałaś.
WWWŚmierć omal się nie zakrztusiła. Na szczęście nikt nie zauważył.
WWW- Miałam w głowie inną propozycję, ale chyba znam na nią odpowiedź - odparła wymijająco.
WWWMephis zamilkł. Wyczuł napięcie pomiędzy Saovine a biesem. Sirrah też to zauważyła. Rodzeństwo przysłuchiwało się wymianie zdań między nimi popijając od czasu sullamon.
WWW- Moja droga, powiedz mi, co ci leży na sercu, bo nie będę się już bawił w te wszystkie gierki - baatezu podparł się na rękach spoglądając na śmierć beznamiętnie.
WWW- Poza tym... - kontynuowała, jakby znowu zupełnie ignorując słowa Boklera. - Jak mniemam, moja obecność nie jest obowiązkowa.
WWWBies westchnął.
WWW- Widzę, że z ramienia siewców śmierci będę musiał się zapewne zadowolić jedynie obecnością Gabriela.
WWWNa dźwięk imienia anioła Sirrah drgnęła i wymieniła się szybkim spojrzeniem z bratem. Ten tylko potrząsnął lekko głową. Zmrużył tylko oczy i spojrzał na śmierć. Diablica również utkwiła wzrok w kobiecie w czarnej pelerynie. Bokler ze spokojem sączył alkohol i uśmiechał się zagadkowo w stronę Saovine. Ta jednak nie skomentowała ostatniej wypowiedzi biesa. Wstała.
WWW- Dlaczego wszyscy mi się przyglądają, jestem brudna? - uśmiechnęła się krzywo. Powoli ruszyła w stronę baatezu. - Nigdy nie byłam duszą towarzystwa Boklerze, ale przyjmuję twoje zaproszenie - zawachała się lekko podnosząc palec do góry. - Ale tylko ze względu na dziewczynkę - ruszyła dalej mijając Sirrah. - Jestem ciekawa - rzekła po chwili zatrzymując się przy Mephisie. - Jakie zdanie o żywych gościach w piekle masz ty? - spojrzała na morlocka.
WWWTen roześmiał się.
WWW- Żywi goście w piekle? Rozejrzyj się tutaj pani Saovine, gościsz mnie, moja siostrę oraz Boklera, a jesteśmy jak najbardziej żywi. Żywi w miejscu, gdzie... - zrobił krótką przerwę - dominują umarli. Oczywiście nie twierdzę, że piekło to cel wycieczek, ale nie widzę w tym nic niestosownego.
WWW- Nie mówię o diabłach - żachnęła się śmierć. - Mówię o małych, żywych dzieciach.
WWW- Ależ nie o to chodzi - wtrącił Bokler. - Chodzi o podejście do sprawy wykształcenia i jego właściwego odebrania - wycedził, a słowa 'wykształcenie' i 'właściwy' wypowiedział wręcz z obrzydzeniem.
WWW- Uważasz, że piekło kształci w dobrym kierunku? - Saovine zwróciła się do biesa. Jednocześnie oparła rękę o biodro, drugą o stół. - Małe dziewczynki?
WWW- A jakiż jest ten dobry kierunkiem? Ten wyznaczony przez monotonny kurs spokoju?! Toż to śmierć za życia i piekło na ziemi!
WWWWyraźnie było widać, że ta wymiana zdań ma dłuższą historię niz początkowo mogło się wydawać. Mephis nie wiedział wszystkiego, ale doszedł do wniosku, że tak naprawdę nie chodzi o jakąś małą dziewczynkę, tylko bardziej o sprawy ambicjonalne. Śmierć, podporządkowana jeszcze Przeznaczeniu, była niezadowolona z faktu, że ktoś był w stanie naruszyć delikatną pajęczynę wzajemnych powiązań i na dodatek nic sobie z tego nie robił. Stanowisko Boklera natomiast było nie tyle niezachwiane co bardziej było aktem samowoli i pokazania wszem, że nikt nie będzie decydował za niego. Oboje trafiali na mur w sporze, którego tak naprawdę nie było sensu roztrząsać aż tak bardzo.
WWW- To twoja filozofia diable - odparła Saovine wracając do swojego fotela.
WWW- Ale odchodzimy od tematu - uciał Bokler. - Lordzie Mephis?
WWWMorlock odchrząknął zastanowiając się chwilę.
WWW- Chcesz coś powiedzieć Mephisie? - śmierć usiadła energicznie na swoim miejscu.
WWW- Nie podchodźmy do tego aż tak egzystencjalnie - zaczął diabeł. - Skoro pobyt tej osoby, a w tym wypadku dziecka, czy nawet dziewczynki jest dobrowolny...
WWW- Dziecka?! Dobrowolny?! - kobieta wpadła mu w słowo. - Ha, śmieszne...
WWW- Sama raczej do piekła nie trafiła, prawda?
WWW- Skoro dziewczynkę przekazuje się z rąk do rąk, to nie nazwę tego dobrowolnym wstąpieniem do piekła - głos śmierci stał się zimny. Bokler milczał, ale jego oczy przybrały jednak odcień czerwieni.
WWW- A tym bardziej Bokler jej nie porwał - Sirrah zaczeła mówić zamiast brata. - To któs musiał ją tam przyprowadzić. Dobrowolnie.
WWW- Bokler nie musiał się na to zgadzać. Jednakże teraz, jaki ma w tym cel? - Saovine zmierzyła Sirrah wzrokiem. - Wychować sobie małą apokalipsę?
WWW- Cel, cel, cel... - prychnęła diablica. - Czy wszystko musi mieć jakis cel?
WWWŚmierć nie odpowiedziała od razu.
WWW- Owszem, musi...
WWWJednak Mephis nie dał jej dokończyć.
WWW- Spójrz na siebie pani Saovine - powiedział. - Jesteś śmiercią i powinnaś zachować neutralność w takich sprawach.
WWW- W tym problem, Mephisie, że nie jestem typową śmiercią, jakieś tam emocje jeszcze posiadam. I chociaż mnie to nie cieszy do końca, czuje w sobie upór w takich sytuacjach jak ta - podniosła kielich. - Skoro wam sie to nie podoba, wasza sprawa - łyknęła wina. - Ja mówię tylko, co mi się nie podoba. Ot wszystko.
WWW- Nie powiedziałem, że nam się to nie podoba. Tylko stwierdziłem fakt.
WWW- Odczuwam tu po prostu małą solidarność.
WWWMephis westchnął.
WWW- Mówisz o emocjach, jakie w tobie pozostały. Masz swoje własne zdanie na temat tego wszystkiego, ale dobija cię to, że nie możesz nic zrobić - nachylił się nad stołem. - Mimo wszystko jednak nie sądzę, żeby obecność tej dziewczynki była aż takim problemem dla ciebie. To bardziej jest związane z tobą i z tym, co sie w tobie kotłuje. Natura śmierci gryzie się z zasadami, jakie wyniosłaś z poprzedniego istnienia.
WWWŚmierć nie patrzyła na nikogo, tylko na swój kielich kiwajacy jej się w dłoniach. Milczała, przeklinając w sobie dzień kiedy została zmuszona do objęcia posady. Istotnie, wiele razy przez te czterysta lat czuła sie bezsilna. Nie miała siły odpowiadać, nie było sensu. Znów sięgnęła do misy z nuan i po chwili było słychać chrupanie.
WWW- Pani Saovine, chcę żeby ta sprawa była zupełnie jasna. - Bokler wstał i podszedł do śmierci. - Mała nie została przeze mnie ściągnięta. I nie jest przetrzymywana, kiedy zechce opuścić moje włości, umożliwię jej to.
WWW- Boje się tylko diable... - zaczęła śmierć.
WWW- Czego moja pani?
WWW- O jej psychikę - spojrzała na biesa. - To, że jestem śmiercią nie odbiera mi trosk o żywych. Wręcz przeciwnie, interesuje mnie życie samo w sobie.
WWWBokler roześmiał się.
WWW- Jeśli cię to pocieszy, ten kto w życiu nie zaznał zła, ten nigdy nie trafi do raju. Więc to, że ta mała dostała tyle na start, jest odpowiednia wyprawką. Co z tym zrobi, to już jej sprawa - baatezu wzruszył ramionami, jakby nie był to jego interes.
WWW- Wciąż pamietam jak to jest... - zawachała się. - Kiedy się żyje, kiedy ma się wrażenie tej kruchości i jedynej szansy żeby coś osiagnąć. Po prostu nie chcę, żeby to zło ją zepsuło... bez obrazy.
WWWZamyśliła się.
WWW- Zatem Saovine przybędzie. Lordzie Mephis, a co z tobą? - Bokler zmienił temat zwracając się do morlocka.
WWW- Jasne jest, że zjawię się na owym balu - kiwnął głową diabeł. - Razem z moją siostrą - uśmiechnął się.
WWW- Cieszy mnie to - bies ukłonił się lekko. - Był bym rad, gdybyście oboje zawitali wcześniej do mej twierdzy - powiedział i obrócił sie na pięcie.
WWW- Oczywiście - odparł Mephis.
WWWBies ukłonił się obu paniom po czym rozpłynął w powietrzu.
WWW- Czy moge mieć prośbę? - zapytała Sirrah zaraz po tym jak Bokler zniknął.
WWW- Słucham? - śmierć podniosła trochę przytępiony wzrok na diablicę.
WWW- Czy mogłabym jeszcze raz zobaczyć twoją kosę, pani? - Sirrah zmrużyła oczy. Mephis drgnął. - Dotknąć tego śmiercionośnego narzędzia. A może bardziej, narzędzia, które zabierając daje w zamian coś innego.
WWWSaovine uniosła brwi. Nie spodziewała się już tego tematu podczas rozmowy. Wystawiła prawą rękę lekko w bok, jakby była zmęczona, i zmaterializowała kosę. Spojrzała na swoją broń i odruchowo... sięgnęła ponownie do misy, ale zaraz cofnęła rękę. Sirrah wstała i podeszła powoli do śmierci. Dotknęła delikatnie kosę. Przyglądała się kosisku wodząc palcem po gładkiej fakturze drewna. Morlock zmrużył oczy czekając na to co się stanie. Sirrah przymknęła oczy.
WWW- Eru gem Asmodi tuarun - szepnęła. - Surra gem Nun ruath - śmierć spojrzała na nią z zaskoczeniem. Trzymała kosę, żeby ta nie zniknęła. Przez chwilę nic się nie działo, wtem, w miejscu gdzie diablica dotykała kosiska, pojawiła się świetlista wstęga, która powoli obejmowała całą kosę. Śmierć poczuła lekkie drżenie. I wtedy potężna, mlecznobiała błyskawica uderzyła w diablicę. Ciało Sirrah poszybowało w stronę najbliższego filaru. Uderzyło weń, wydając przy tym lekkie westchnienie, po czym zsuneło się na podłogę.
WWW- Sirrah! - krzyknął diabeł i zerwał z fotela. Podbiegł do siostry.
WWW- Nic mi nie jest braciszku - powiedziała cicho i zemdlała. Mephis podniósł ją i przytulił. Czuł, jak bije jej serce, czuł jej płytki oddech na swojej szyji...
WWW- Co do... - zaczęła Saovine.
WWWMephis spojrzał zaskoczony na śmierć. Ta, równie zaskoczona przyglądała się swojej kosie. A kosa... lśniła fioletowym światłem. Ostrze zaś pulsowało delikatną czerwienią. Podobnie jak drugie, które pojawiło się na dolnej stronie kosiska.
WWW- Podwójna kosyniera Asmodeusza - szepnął morlock, ale tym razem Saovine go usłyszała.
WWW* * * * * *
WWW- Co z nią?
WWW- Zasnęła.
WWW- Nic jej nie jest?
WWW- Była tylko w lekkim szoku. To wszystko.
WWW- To dobrze. Może teraz mi wyjaśnisz, co właściwie się stało?
WWW- Skąd masz tą kosę pani Saovine?
WWW- Po prostu ją mam... nigdy sie nad tym nie zastanawiałam. Kiedy stałam się śmiercią, ta kosa pojawiła się również. Tak jakby esencja śmierci zmieszana z moją starą osobowością zmaterializowała podstawowy atrybut należny temu... hmmm stanowisku. Przynajmniej tyle odczytałam z ksiąg moich poprzedników. Najwyraźniej jednak nie wszystko.
WWW- Najwyraźniej większość tego, co jest w tych Księgach, nie jest tym czym być powinno.
WWW- Co masz na myśli?
WWW- To, że żyjesz w świecie snów, pani Saovine. Wśród ułudy, którą ktoś podsunął pod twoje oczy.
WWW- Niemożliwe.
WWW- A co jest w takim razie możliwe? To, że twoja kosa w każdym calu przypomina legendarną kosynierę pierwszego siewcy śmierci? Nawet to, że znak na niej wyryty, oktagon, jest jego znakiem? Czy może to, że słowa wypowiedziane przez moją siostrę przywróciły tej kosie pełnię mocy?
WWW- To nie może być prawda. To się nie dzieje, ja śnię.
WWW- Ależ to już się stało.
WWW- To nie może być kosa Gabriela.
WWW- A czy ja mówiłem o nim? Gabriel preferował miecz ponad kosę, nawet wbrew zaleceniom swojego nauczyciela.
WWW- Nauczyciela?
WWW- Tak. Widzisz, Gabriel był uczniem Asmodeusza...
WWW* * * * * *
WWW... zanim Adam i Ewa pojawili się w Edenie, Bóg stworzył ostatniego anioła. Jednakże ten anioł nie był zwykłym aniołem. Posiadał bowiem cechy, jakich żaden inny anioł nie miał. Ciekawość, zrozumienie, spokój, pragnienie poznawania nowych rzeczy. WWWPozostałe anioły odnosiły się do niego z rezerwą zahaczająca poniekąd o wstręt. Był ciekawy wszystkiego, zadawał pytania, na które pozostali nie znali odpowiedzi. Traktowali go jak wybryk, ale jednocześnie się go bali. WWWNazywał się Asmodeusz, co w wolnym tłumaczeniu można określić jako Posłaniec. WWWLata mijały, a anioły coraz bardziej odsuwały się od Asmodeusza. Próbowały go zepchnąć na margines, oczywiście zachowując na tyle przyzwoitości, by robić to ukradkiem. Ignorowano go w towarzystwie, ignorowano jego wypowiedzi, zdawkowo odpowiadano na jego pytania. Ten jednak miał tego świadomość oraz świadomość swojej inności. Akceptował ją, mimo że czuł żal. Coraz częściej zaszywał się w najdalszym krańcu Edenu, zaciemnionym Mortor, co można było tłumaczyć jako Najdalszy Zakątek, gdzie rozmyślał podziwiając piękno i smucąc się. Jednocześnie, czując nieodpartą potrzebę, by dodać coś od siebie do Edenu, zaczął zmieniać swoją siedzibę, sadząc rośliny w bajeczne kształty, przycinając i wyrównując żywopłoty, pieląc i grabiąc. By tego dokonać wymyślił różnego rodzaju narzędzia, w szczególności polubił kosę. Kiedy ścinał trawę robiąc zamach kosiskiem, czuł w powietrzu ulotny zapach trawowego miąższu i sądził, że tak pachnie wolność. Bo tak naprawdę czuł się więźniem, więźniem własnej inności. WWWPotem zapragnął zbudować skromny pawilon dla siebie, nie mając jednak nic innego pod ręką, wykorzystał kamień, jedyny naprawdę wytrzymały budulec w Mortor. Tak powstał pawilon Asmodeusza przypominający jednak kształtem zamek aniżeli pawilon. WWWBóg obserwował poczynania Asmodeusza i od czasu do czasu pojawiał się w Mortor, doradzając i podziwiając jednocześnie. Dużo też rozmawiali... tematy zdarzały się różne, od zwykłych dotyczacych upraw, czy tworzenia nowych narzędzi, ba, nawet stopów metali, po bardziej emocjonalne i egzystencjalne... WWW... z mozołem godnym żółwia Asmodeusz wychodził z cienia, jednakże wiekszość aniołów dalej traktowała go z dystansem. Już go nie ignorowali, ale z drugiej strony nie przywiązywali się do niego. Pojawiali się w Mortor, gdy czegoś potrzebowali i znikali równie szybko, jak już to otrzymali. Asmodeusz zdołał przyzwyczaić się do samotności, więc taka sytuacja mu odpowiadała. Doskonalił się w trudnej sztuce obróbki metalu, co wymagało ciszy i spokoju. I wkrótce stał się mistrzem kowalstwa. WWWNadszedł czas, kiedy Bóg oznajmił, że zamierza stworzyć człowieka. Asmodeusz przyjął to ze spokojem wiekszym niz pozostałe anioły. Nowy twór Boga w niczym mu nie mógł przeszkodzić, czy nawet zawadzić. Jednak dochodziły go plotki przynoszone przez różnych aniołów o tym, że Lucyfer jest niezadowolony i szuka popleczników by przeciwstawić sie planom Stwórcy. Ostatni anioł tłumaczył to zachowanie chwilową słabością i zwątpieniem, czego sam dawno temu doświadczył, ale jak mawiał cierpliwość jest cnotą a wszystko inne jest względne. Jakież więc było jego zdziwienie, kiedy w Mortor pojawił się sam Niosący Światło. WWW- Witaj Mistrzu Asmodeuszu - Lucyfer przywitał się. WWW- Bądź pozdrowiony Pierwszy - odpowiedział Asmodeusz. WWW- Słyszałeś zapewne o planach naszego Pana. WWW- Tak. Słyszałem również, że nie zgadzasz się z nimi. WWW- Słuch cię nie myli. Nie podoba mi się to. WWW- Boisz się zejścia na drugi plan, prawda? - Asmodeusz uśmiechnął się krzywo. WWW- Coś wiesz o odrzuceniu, prawda Mistrzu? - zripostował Lucyfer. WWW- Ano wiem. Jednak zwalczyłem to w sobie. Ty też możesz. WWW- Nie - krótka, ostra odpowiedź zaskoczyła anioła. WWW- Co cię do mnie sprowadza? - zapytał rzeczowo Asmodeusz. WWW- Chciałbym, żebyś się do mnie przyłączył. WWW- Dlaczego miałbym to zrobić? WWW- Czy to nie ty wycierpiałeś z nas wszystkich najwięcej? Zawdzięczasz to temu, który cię stworzył takim jaki jesteś. WWW- Pogodziłem się z tym. Jeśli tylko po to tutaj przybyłeś, to wiedz, że przez szacunek do ciebie, nie wspomnę o tym Bogu. Ale do ciebie się nie przyłączę. WWWLucyfer długo się zastanawiał. WWW- Dobrze więc, jesli to jest twoja wola. Uszanuję ją - podszedł do stelaży, na których opierały się lub leżały stosy narzędzi. Podniósł jeden przedmiot, który wyglądał jak płaskie ostrze. - Narzedzia, narzędzia i narzędzia... - gwałtownie spojrzał na mieszkańca Mortor. - A gdybyś tak wyposażył moich poruczników w broń? WWWAsmodeusz odmówił. Lucyfer opuścił Mortor niepocieszony. Jednakże sama prośba pierwszego anioła zaintrygowała kowala. Wiedział, że stworzenie broni byłoby wyzwaniem dla niego, godnym ukoronowaniem jego fachu. Ukradkiem zaczął kuć... WWWCzłowiek pojawił się w Edenie. Bóg zaskoczył wszystkich nakazem, by traktować ludzi jak władców i dostarczać im wszystkiego, czego tylko będą chcieli. Anioły pokornie to przyjęły to, jedynie Lucyfer i wierni jemu aniołowie zaprotestowały. Niosący Światło odwiedził poraz drugi Asmodeusza. WWW- Widzisz co się dzieje Asmodeuszu! - krzyknął Lucyfer. - Zostaliśmy oszukani i sprowadzeni do roli służacych dla jakiegoś cherlawego człowieka! Przyłącz się do mnie, a uda nami się wspólnie pokonać Boga! WWW- Nie Lucyferze, ne przyłączę się do ciebie. Moja walka ze sobą zakończyła się już dawno temu. Jednakże mnie obecna sytuacja nie podoba się również, więc pomogę ci uzbrajając twoje legiony. WWW- Wiesz, że tym samym narazisz się na gniew Boga? WWW- Tak - cicha odpowiedź zaskoczyła tym razem Lucyfera. WWWBunt wybuchł i Eden zapłonął, legiony Lucyfera wyposażone w broń Asmodeusza, głównie w kosyniery, starły się z aniołami wiernymi Bogu... Kosyniery szerzyły śmierć wśród aniołów. Ale jednak Lucyfer przegrał. Zostali wygnani do Piekła Pustyń. Natomist jeśli chodzi o ostatniego anioła... wszyscy przestali się nim interesować. Nie było odwiedzin, nikt do niego nie przybywał, by coś zrobić. Mortor zaczął popadać w ruinę. WWWI przyszedł wreszcie ten dzień, kiedy Lucyfer, wtedy już Szatan, uwiódł Ewę i pierwsi ludzie zostali wygnani z Edenu. Stwórca kazał wezwać ostatniego anioła przed swoje oblicze. WWW- Zawiodłeś mnie Asmodeuszu, kiedy pomogłeś Lucyferowi. Jednakże nie stanąłeś po jego stronie. Dlatego nie wygnałem cię z Mortor, zakazałem tylko aniołom odwiedzania cię. Jednakże to, co stało się dzisiaj odbije się na twoim przyszłym losie. Człowiek został skalany. Stał się umierający. A to wszystko przez Szatana. Poniekąd ty też jesteś winny, dałeś mu broń. Dlatego skazuję cię na wieczne obcowanie z ludźmi i przychodzenie po ich dusze, kiedy nadejdzie czas. Zostaniesz pozbawiony anielskich skrzydeł. Kosa stanie się twoim narzędziem, jako, że ukochałeś ją i właśnie ona stała się przyczyną twojej zguby. Będziesz ubierał się w czarny płaszcz z kapturem jako znak żałoby nad swoim losem i nad losem człowieka. Byś jednak nie mógł mnie zdradzić poraz drugi, otrzymasz pomocnika, którego nauczysz wszystkiego, co umiesz. Możesz odejść. WWWKrew odpłynęła Asmodeuszowi z twarzy i tak już pozostało. Kiedy pojawiał się wśród ludzi, przychodząc po duszę jednego z nich, nazywali go przez tę właśnie twarz Kostuchą. Inni nazwali go Ponurym Żniwiarzem, ze względu na kosę i czarny płaszcz. Pozostali po prostu wołali na niego Śmierć. Wszędzie tam, gdzie się pojawiał, poprzedzał go anioł, Anioł Śmierci. Gabriel. WWWAsmodeusz, zgodnie z poleceniem Boga, uczył Gabriela wszystkiego, co sam umiał. Musiał przyznać, że ten anioł był bardzo pojętnym uczniem. Łapał w mig techniki, jakie pokazywał mu Żniwiarz. Był ciekawy świata, co z jednej strony zaskoczyło Asmodeusza, a z drugiej przypomniało mu siebie sprzed wieków. Jednakże wieczorami, kiedy siedział samotnie przy kominku na zamku Mortor wpatrując się w płomienie, płakał w duszy nad swoim losem. Kiedyś wiele razy zadawał sobie pytanie, dlaczego Bóg uczynił go takim, jakim był. I konfrontował to z tym, co widział podczas wizyt u ludzi. Teraz już wiedział. Sam, kochając narzędzia, które stworzył, stał się narzędziem. I jednocześnie wiedział, że nic nie będzie w stanie zrobić. Taka już była jego natura. WWW- Nie!!! - krzyczał często wznosząc w górę ręce i szlochając zasypiał na podłodze. WWWLata mijały. WWWKtóregoś razu Gabriel został wezwany przez Boga w czasie gdy udawali się do krainy ludzi po duszę jakiegos młodego człowieka. WWW- Idź - powiedział cichym głosem Żniwiarz. Gabriel zniknął. WWWKiedy Asmodeusz pojawił się w pokoju, okazało się, że w łóżku leży ciężko chora dziewczyna. Tylko jej matka siedziała przy niej. Trzymała ją za rękę. Drugą zaś ocierała szmatką rozpalone czoło i policzki córki. Kiedy dostrzegła śmierć, łzy same pojawiły się na jej twarzy. WWW- Juz czas - powiedział beznamiętnie Asmodeusz podchodząc do łoża. I wtedy stała sie rzecz zaskakująca. Chora otworzyła powieki, dostrzegła go i uśmiechnęła się. Kiedy to zobaczył, coś w nim pękło. Usmiech kogoś, kto zaraz odejdzie jeszcze mu się nie zdarzył. Tysiące razy przychodził po dusze ludzi chorych, starych... ale nikt nie przyjmował go z uśmiechem. Teraz było inaczej. Jedyną myślą, jaka pojawiła się w jego głowie, było ocalić tą dziewczynę. Nachylił się nad nią. WWW- Czekałam na ciebie - wyszeptała. - Czy to będzie boleć? WWW- Nie - odparł i wtedy łza spłynęła z jego oka. - Będziesz żyć - powiedział szeptem. Podniósł dziewczynę i zniknęli zostawiając szlochającą i zaskoczoną matkę. WWWAsmodeusz ukrył dziewczynę w Mortor. Miała na imię Nun. Wiele razy, kiedy siedział wieczorami przy kominku, Nun wymykała się z własnego pokoju i przychodziła do niego. Rozmawiali długie godziny, podczas których opowiadał jej swoje dzieje, a ona słuchała wpatrzona w jego blade oblicze. Starała się również opowiadać o sobie i o tym, co przeżyła podczas swojego krótkiego życia. WWWOd pojawienia się Nun często na twarzy Asmodeusza pojawiał się uśmiech. WWW- Kocham cię - powiedział jej któregoś razu. WWW- Ja ciebie też kocham - odparła i przywarła do niego. WWWTamtej nocy nie rozmawiali. WWWCzas mijał, Asmodeuszowi udawało się ukrywać obecność Nun. Zauważył przy tym, że dziewczyna wyraźnie przybrała na wadze. Spytał ją. Odpowiedziała. Zdwoił wysiłki, by ją chronić jeszcze bardziej. Przypomniał sobie wtedy o tym, że jest tylko narzędziem. Nigdy więcej! WWWW swojej kuźni zaczął kuć nową kosę, w którą wkładał tak wiele pracy i siebie, jakby spodziewał się najgorszego. Nun asystowała mu i pomagała na tyle, na ile mogła. Wreszcie kosa była gotowa. Kosa z dwoma ostrzami, tak ostrymi, że mogły przeciąć włos na dwoje. Kosa, o ciemny, ale lekkim jak piórko kosisku. Stylizowany pałąk z wyrzeźbionym oktagonem, znakiem Asmodeusza. Pulsująca fioletem. Asmodeusz obdarzył ją swoją mocą, dodał też odrobinę sił witalnych Nun. WWWNadszedł dzień rozwiązania i sielanka prysła. Poród przebiegał z komplikacjami. Nun była wyczerpana i wiadome się stało, że nie przeżyje. WWW- Uratuj nasze dziecko - wyszeptała do niego. Kiwnął głową starając się powstrzymać łzy. WWWI wtedy w zamku Mortor pojawił się Bóg i Gabriel. Asmodeusz zrozumiał, że wiedzieli cały czas. Załkał. WWW- Dostałeś swoją szansę Asmodeuszu - zaczął Bóg. - I zmarnowałeś ją. Złamałeś regułę. Poświęciłeś wszystko dla tej kobiety. Dziś twoja kara mija, już nie będziesz przybywał po dusze ludzi. Zastąpi cię Gabriel. Ta kobieta jak i jej dziecko wrócą do świata ludzi. Natomiast ty pozostaniesz tutaj. Na zawsze. Bez możliwości opuszczenia Mortor. Nigdy nie ujrzysz jej ani jej dziecka. WWWNun zniknęła. Bóg odwrócił się i powoli zaczął wychodzić z pomieszczenia. WWW- Nieeeee! - krzyknął Asmodeusz i padł na kolana. Zapłakał. Wyciągnął dłoń w stronę Boga. - Powiedz mi, czy... przeżyją! - krzyknął, ale jego słowa zmieniły się w szloch. WWWBóg nie odpowiedział. WWW- Wstań Asmodeuszu - powiedział Gabriel. Klęczący anioł podniósł głowę. Przez łzy ponad aniołem śmierci zobaczył kosę. Tą, którą razem z Nun zrobili. Zacisnął szczęki i wyskoczył w górę. Złapał kosę, która zalśniła złowieszczo i ciął bokiem mierząc w plecy Boga. Trafił na miecz nowego Żniwiarza. Machnął drugą stroną kosy, ale Gabriel sparował i to uderzenie, jednak niechroniony lewy bok wystawił na pierwsze ostrze kosy. Sierp przebił z łatwością zbroję i wniknął głęboko w ciało. Anioł krzyknął przeciągle, zrobił mieczem łuk i ciął gwałtownie mierząc w szyję. Trafił. Asmodeusz zatoczył się i upadł. Krew rozlała się po podłodze. Gabriel ukląkł jęcząc z bólu i próbując wyrwac ostrze. Gdy tylko dotknął kosy, ta zniknęła. WWWBóg obserwował wszystko. Rana Gabriela zasklepiła się. Ale pozostała blizna. WWW- Ta blizna będzie ci przypominać, byś nigdy nie popełnił błędu, jaki popełnił Asmodeusz - powiedział i wyszedł z pomieszczenia. WWWA co stało się z Nun i jej dzieckiem? Nie wiadomo. Szatan, który w jakiś sposób zdołał się skontaktować z Asmodeuszem po wygnaniu, nigdy jej nie odnalazł. Ani dziecka. WWWLegenda głosi, że tylko kosa mogła je odnaleźć. Je lub jej potomków...
WWW* * * * * *
WWWCisza jaka zapanowała, kiedy Mephis skończył mówić była wręcz ogłuszająca. Wodospad nawet zamilkł. Saovine nie odzywała się wpatrzona w kosę. Sirrah spała na fotelu oddychając wolno i miarowo. Diabeł natomiast stał przy kominku, oparty o dasze i wpatrzony w płomienie.
WWW- Chciałabym zostać sama - głos śmierci zabrzmiał jak wystrzał. Mephis odwrócił się i tylko skinął głową. Rozpostarł ramiona i obie pary skrzydeł, mniejszą i większą, towrząc przed sobą płonący portal. Jego siostra po prostu rozpłynęła się wracając do Queheru. Morlock spojrzał jeszcze na nie wyrażającą niczego twarz Saovine, po czym wszedł w portal, który zamknął się za nim.
WWWoprawa muzyczna do 'Legendy Kosyniery':
WWW(post by Saovine, Bokler & Roevean)
_________________
|