[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 95: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4246: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /includes/functions.php:3685)
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4248: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /includes/functions.php:3685)
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4249: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /includes/functions.php:3685)
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4250: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /includes/functions.php:3685)
Multiworld • View topic - Aleje Śmierci/Aleje Zmarłych/Pieczara

Multiworld

Nothing is impossible in the Multiworld
It is currently Thu Apr 03, 2025 2:14 am

All times are UTC + 1 hour




Post new topic Reply to topic  [ 23 posts ]  Go to page Previous  1, 2
Author Message
 Post subject:
PostPosted: Thu Feb 23, 2006 6:03 pm 
Offline
User avatar

Joined: Thu Jun 24, 2004 12:21 am
Posts: 608
Location: Faîte, Queher
WWWDiabeł zanurzył się w ciemności. Ale widział doskonale. Tyle, że nie było co podziwiać. Pieczara wyglądała jak... pieczara. Ogromna, upstrzona stalagnatami jaskinia pogrążona w mroku rozświetlanym gdzieniegdzie przez fosforyzujące na czerwono solankowe jeziorka. Saovine wspominała coś o tym, że każdy kto tu wchodzi, widzi to miejsce inaczej. Jeśli to również dotyczyło diabła, to obraz, który dostrzegał nie był zbyt pasjonujący. Zwisające z sufitu setki stalaktytów przypominały ostre zęby prehistorycznych stworów, przysadziste, lśniące perliście stalagmity tworzyły rachityczny kamienny las. W powietrzu czuć było wilgoć zmieszaną ze specyficznym zapachem przepełnionym wapieniem.
WWWI to przenikliwe zimno.
WWWMephis rozejrzał się, oczy rozbłysły mu purpurą a na twarzy pojawił się lekki uśmieszek. Rozłożył skrzydła i ręce. Przez chwilę nic się nie działo, lecz nagle pojawił się dźwięk. Pojedyncze uderzenie w bęben, a wraz z nim powietrze drgnęło poruszone falą, która rozeszła się we wszystkich kierunkach. Wszystko zaczeło pękać, gdy tylko czegokolwiek dotknęła.
WWWKolejny dźwięk, głośniejszy. Tym razem fala była silniejsza. Stalaktyty zaczeły odrywać się od sufitu i spadać na pękające stalagmity, skalne kolumny drżały.
WWWTrzeci dźwięk, najgłośniejszy. Uderzenie fali rozsypało wszystko, stalagnaty rozpryskiwały setkami fragmentów wokół, wystające ze ścian skalne fragmenty po prostu spadały w dół.
WWWJaskinia drżała.
WWWMorlock rozejrzał się ponownie na toczący się obraz, przyklęknął i przymknął oczy. Jego sylwetka zaczęła promieniować mleczno-czerwonawym światłem. Pojawiły się wyładowania przebiegające przez całe ciało i koncentrujące się w dłoni. Mephis zacisnął ją w pięść i uderzył w podłoże. Z tego miejsca wytrysnęła fontanna iskier i błyskawic topiąc całą Pieczarę w oślepiającej bieli.

* * * * * *

WWWMephis podniósł się powoli.
WWWZerwał się wiatr, biel zaczęła przygasać. Pęd powietrza rozwiał poły jego płaszcza. Otworzył oczy. Sala tchnęła ogromem większym niż przed zmianą. Widział zarysy potężnych, rzeźbionych w wymyślne wzory kolumn ginących gdzieś w mroku u góry. Ze ścian w bocznych nawach zwieszały się wielkie ciemnopururowe kotary, postrzępione draperie i grube, krwiste gobeliny.
WWWW ogromnej sali zapanował półmrok. Diabeł rozejrzał się ponownie, uśmiechnął i powoli, majestatycznym krokiem ruszył w głąb. Jego rozbrzmiały przytłumionym echem, podłoga była wyłożona czarnym kamieniem z domieszką kwarcu w postaci cienkich żyłek. Kiedy mijał kolejne kolumny, ich dolna część zaczynała pulsować delikatną, przytłumioną czerwienią a wielkie pochodnie, umieszczone lekko ponad głową morlocka buchały ogniem rozświetlając zakamarki. Być może to tylko gra cieni, ale miało się wrażenie, że wzory, wyrzeźbione na kolumnach, żyją własnym życiem, wijąc się i poruszając w sobie tylko znanym celu.
WWWDoszedł do połowy sali, gdzie wprost z posadzki wyrastał wielki kamienny stół. Jego krawędzie i rogi ozdobiono ciemnoszarym metalem uformowanym w różnorodne kształty i wzory. Były tam sceny bitew, zwykłe pejzaże, twarze bezimiennych bohaterów i symboli. Wszystko zatrzymane w dziwnych pozach. Ogromny świecznik o dwunastu niesymetrycnych ramionach, stojący po środku stołu, przywodził na myśl zastygłe w metalu drzewo.
Diabeł dotknął dłonią blatu; był chłodny w dotyku. Wraz z jego dotykiem delikatne kryształowe żyłki, sprynie wplecione w kamień, ożyły przytłumioną czerwienią i przyjemnym ciepłem. Mephis ruszył do jednego z dwóch foteli stojących po przeciwnych stronach stołu. Metalowe, ozdobione w podobny sposób jak stół, były masywne. Jednakże z łatwością dawało się je przesuwać. Morlock usiadł, a obarcie i siedzisko automatycznie dopasowały się do kształtu jego ciała. Oparł głowę i rozejrzał się.
WWW- Tak - powiedział do siebie. - Teraz to miejsce jest przyjemne.
WWWW blacie pojawił się otwór, z którego wyłoniła sie karafa wypełniona zielonkawym płynem i kryształowy kielich. Nalał trochę i upił przymykając oczy.

* * * * * *

WWWDelikatny stukot nóg wyrwał go z zamyślenia. Spojrzał w stronę wejścia i dostrzegł postac Śmierci. Zaskoczonej Śmierci, dodajmy. Szła rozglądając się dookoła. Uśmiechnął się.
WWW- Pomyślałem, że temu miejscu przydałby się remont - powiedział do Saovine, kiedy ta doszła do stołu. I podniósł się. - Usiądź proszę pani Saovine - gestem wskazał dalej zaskoczonej Śmierci drugi z foteli. - Za chwilę podadzą do stołu.
WWW- Co do... - wybąkała kobieta.
WWW- Ciesze się, że udało mi się ciebie zaskoczyć - odezwał się kiedy kobieta usiadła wygodnie, po czym sam usiadł. - Ale to nie koniec rewelacji - pstryknął palcami. Za oboma fotelami buchnęły czerwonopomarańczowe płomienie. A wraz z nimi z mroku wyłoniły się wielkie kominki z czarnego marmuru i ciemnoszarej stali. Bez zdobień, gładkie, proste. Śmierć aż podskoczyła zaskoczona. Ponownie. Diabeł uśmiechnął się z przekąsem. Zrobił delikatny ruch ręką i nagle przy stole pojawił się wodospad. Parująca woda spływała kaskadami po gładkich, szarobrunatnych kamieniach do wielkiej, naturalnej sadzawki wyłożonej drobnymi krzemowymi kamieniami. Całość, podświetlona delikatnym prztłumionym światłem, rzucała dookoła kolorowe refleksy. Szum spadającej wody rozszedł się po sali, ale nie był ogłuszający Można powiedzieć, że stanowił tło.
WWWDiabeł kątem oka obserwował Śmierć. Do tej pory była zaskoczona, ale starała się panować nad tym. Ale teraz po prostu rozdziawiła usta i patrzyła.
WWW- W takiej atmosferze - Mephis rozłożył ręcę wskazując na otocznie - aż przyjemniej będzie się rozmawiać - ponownie się uśmiechnął. - Ale najpierw mała przekąska.
WWWSkinął głową i moment poźniej przed diabłem jak i przed Śmiercią, z blatu wyłoniły się dwie tace z ciemnego kryształu, sztućce z obsydianu, kryształowe kielichy i karafy pełne zielonkawego absyntu z dodatkiem czarnego wina. Na tacy były też parujące potrawy pełne kolorowych warzyw i ciemnego, soczystego mięsa.
WWW- Ta potrawa po lewej - diabeł zaczął tłumaczyć. - To unntunath, delikatne mięso skoczka lawowego zatopione w ostrym, brunantnym sosie z deszczowych grzybów, bardzo przyjemna w smaku mimo, że jest bardzo ostra. Obok masz czerwonego paprykona nadziewanego mielonym mięsem tigrolisa i liśćmi ostrokrzewu. Równie smaczna ale mniej ostra - przerwał na chwilę. - Oraz nuan, pikantna sałatka z owoców szablotrawy zmieszanych z warzywami, doprawiona odrobiną kwaśnego winnego wywaru. - Wskazywane przez morlocka potrawy pełne były kolorów i przyjemnego zapachu. Mephis sięgnął po karafę. - A do popicia najlepszy jest sullamon, zielonkawy absynt z dodatkiem czarnego wina - nalał odrobinę i spojrzał na kielich. Ciemny płyn wirował wśród mocnego alkoholu, tworząc zaskakujące wzory. Spojrzał na Śmierć, prawie dochodziła do siebie. - Smacznego.

_________________
Image


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Wed Mar 08, 2006 2:51 pm 
Offline
User avatar

Joined: Thu Jun 24, 2004 12:21 am
Posts: 608
Location: Faîte, Queher
WWWJedli w spokoju mając jako tło szum spadającej wody i trzaskające w kominkach płomienie.
WWWJedli powoli, delektując sie każdym kęsem, każdą drobinką pożywienia, sycąc się również widokiem potraw.
WWWJedli popijając sullamon, mocny alkohol zmieszany z czarnym winem z winnic Berga, który jeszcze bardziej zaostrzał apetyt.
WWWJedli...
WWWZupełna sielanka. Brakowało tylko szumu drzew, zieleni, powiewu wiatru pośród liści i cholernych ptaszków świergolących jakies swoje chore melodyjki. I dobrze, że tego brakowało. Bo to nie był jakiś poroniony piknik, to miejsce nie było ostoją wiecznego szczęścia a postaci, które się posilały raczej do sielankowych nie należały.
WWWZdecydowanie.
WWWWięc trzymajmy się wersji, że diabeł i śmierć po prostu jedli w spokoju. Bez żadnych kretyńskich opisów obrazujących ich filozoficzne przemyślenia płynące z pochłanianych kęsów.
WWW- Muszę przyznać mości diable - Saovine odstawiła na bok kryształowy puchar. - Że jedzenie było wyborne. Choc ogólnie ja nie czuję potrzeby posilania się.
WWW- Wcale się nie dziwię. Jesteś przecież Śmiercią - Mephis się uśmiechnął. - Więc nie sądzę, żebyś mogła umrzeć z głodu.
WWWSpojrzała na niego. Zaskoczenie, jakiego doznała wcześniej, zdążyło już zniknąć. Mimo to...
WWW- Jak to zrobiłeś? - spytała po prostu. - To wszystko tutaj jest takie realne.
WWW- Bo jest - podniósł prawą brew. - To twoja Pieczara.
WWW- Chcesz powiedzieć, że to wszystko nie zniknie, kiedy stąd wyjdziesz?
WWW- Tak. Wykorzystałem stare miejsce, jego esencję, by stworzyć to, co widzisz teraz - morlock chrząknął. - Musisz wiedzieć, że nie jestem w stanie zrobić czegoś z niczego.
WWW- Czyli ta Pieczara będzie istnieć cały czas?
WWW- Wiem do czego zmierzasz. Każdy kto tu przyjdzie, niezależnie od tego kim będzie, będzie widział to miejsce po swojemu. Pieczara po prostu odczyta jego myśli, a przede wszystkim lęki i stworzy taki obraz siebie, na jaki zasługuje ów gość. Oczywiście pewne elementy pozostaną niezmienione, a ty, pani Saovine oprócz tego, że będziesz w stanie widziec to, co on widzi, będziesz też miała wpływ na to, co on widzi - sięgnął po karafę i nalał trochę sullamnu do kielicha. - Przyznaję, że to dość mętne wyjaśnienie. Przypuśćmy, że w Pieczarze pojawia się człowiek, który za życia bał się panicznie starości.
WWWW tym samym momencie Pieczara zaczęła się zmieniać. Kolumny pokrył mech, na podłodze pojawiły się stosy kości i gruzu pokryte grubą warstwą kurzu, wielkie, wiekowe pajęczyny zwieszały się z góry obok nadgryzionych i podniszczonych gobelinów i draperii, na ścianach, tam gdzie tlące pochodni rzucały światło pojawiły sie cienie ruszających się ślamazarnie, powykręcanych w groteskowe pozy, postaci. Zgarbionych starców, zasuszonych staruszek. Powietrze tchnęło stęchlizną a chłód zaczął bić od kamieni. I te dźwieki, ni to chrapliwy oddech, ni to jęk, ni to kaszel. Dźwięki starości. A jednocześnie stół, przy którym siedziała Śmierć i diabeł pozostawał niezmieniony.
WWW- Już wiesz, o co mi chodzi? - spytał.
WWWSkinęła głową. Rozejrzała się po sali i nagle wszystko wróciło normalności. Uśmiechnęła się.
WWW- Ciekawe rozwiązanie - upiła trochę z kielicha krzywiąc się na ostry alkohol a po chwili jej twarz złagodniała kiedy poczuła kojący, słodki smak czarnego wina.
WWW- Dziękuję - morlock kiwnął głową. - Pieczara spełni każdą twoją zachciankę, jakakolwiek ona by nie była. Ale... zostawmy to już - odniósł kielich i wychylił duszkiem cała zawartość. - Zanim tutaj weszliśmy pytałaś o moja siostrę - uśmiechnął się ponownie.
WWWDelikatny stukot obcasów pojawił się nagle. W nawie głównej coś się poruszyło i w miarę jak ruch zbliżał się ku stołowi nabierał kształtów i kolorów. Po chwili przy stole stała diablica, ubrana w czarno-czerwone, zwiewne szaty, które bądźmy szczerzy więcej odsłaniały niż zakrywały. Delikatna śniada cera i błękitne oczy dobrze komponowały się z długimi, spływającycmi za ramiona, granatowo-czarnymi włosami.
WWW- Pani Saovine, oto Sirrah, moja siostra.
WWW- Mam nadzieję, że mój braciszek był grzeczny. - Jej głos był mocny ale jednocześnie delikatny. Sirrah spojrzała na stół, który w tym samym momencie zmienił kształ na trójkąt, pojawił się również trzeci fotel, na którym siostra Mephisa usiadła.
WWW- Mówiłeś Mephisie, że twoja siostra umarła.
WWW- Bo umarłam - powiedziała Sirrah wchodząc w słowo bratu. - Istnieję w Queherze, ale mogę pojawiać się w tym świecie kiedy zechcę - przed diablicą pojawił się kryształowy puchar wypełniony czarnym winem, siegnęła po niego i upiła trochę. Przechyliła lekko głowe spoglądając na Saovine. - A więc tak wygląda Śmierć. Inaczej sobie ciebie wyobrażałam. I jestem mile rozczarowana, że mój obraz minął się z prawdą.

_________________
Image


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Sat Mar 11, 2006 10:25 pm 
Offline
User avatar

Joined: Mon Feb 16, 2004 10:11 pm
Posts: 1132
Location: Nie pamiętam
- być może to tylko pozory droga Sirrah – Saovine odrobinę odsunęła od siebie swój talerz, oparła łokcie o stół i splotła palce obu dłoni ze sobą..po czym wszystkie wybiła z głośnym trzaskiem, który rozniósł się po pomieszczeniu – przepraszam, one już tego wymagały – oparła brodę o splecione dłonie – Przede wszystkim, jesteś pierwszą istotą, która dostała się do pieczary nie przechodząc przez wejście do niej – uśmiechnęła się i przekrzywiła głowę patrząc figlarnie na Diablicę.
- czy masz mi to za złe, o Śmierci? – Diablica wiedziała, że Sao się z nią droczy. Wyczuła też, że śmierć najwyraźniej nie lubi być zaskakiwana obecnością osób, których sama do pieczary nie sprowadziła
- nie ..a przynajmniej nie mam ochoty i większych powodów – zmrużyła oczy poczym spojrzała na Mephisa – owszem, twój brat był grzeczny. Nawet bardzo, skoro pozwolił mi cię zobaczyć. – tym razem uśmiechnęła się bardziej szczerze
- nie lubisz niezapowiedzianych gości Saovine – Sirrah założyła nogę na nogę i znów sięgnęła po puchar z napojem. – w pełni to rozumiem. Powiem nawet, iż zanim się tu pojawiłam Roe..to znaczy..Mephis – poprawiła się i spojrzała w ułamku sekundy na brata – uczulił mnie na ten fakt, ale nalegałam – Sirrah zrobiła użytek z trzymanego w dłoni naczynia.
- z drugiej strony droga Śmierci – zaczął Mephis – to przecież sytuacja, że tak się wyrażę, wyjątkowa. Biorąc pod uwagę fakt, że dusze przedstawicieli naszej rasy do ciebie nie przychodzą.
- a jak myślisz, dlaczego powiedziałam, że nie mam powodów się gniewać? – Śmierć sięgnęła po swój puchar i upiła łyk patrząc na Sirrah – jestem naprawdę wzruszona, że zechciałaś pojawić się u mnie osobiście. Mam nadzieję, że będzie mi dane dowiedzieć się o tobie czegoś więcej.
- cóż..jestem pewna, że brat opowiedziałby ci o mnie w poruszający i bardzo zajmujący sposób..ale odbiorę mu tą przyjemność – uśmiechnęła się do brata – i na pewno nie będzie się na mnie gniewał, bo nie potrafi – widać było, że miała ochotę się z nim podroczyć.

Śmierć obserwując diabelskie rodzeństwo była pewna, że łączy ich bardzo silna więź. Mogliby nawzajem mówić o sobie bardzo różne rzeczy, jednak w ostateczności zawsze było to podszyte oddaniem, zaufaniem i troską. Jednocześnie Saovine próbowała wyczytać z Sirrah coś więcej. Czekała aż Diablica jej na to pozwoli.

- może lepiej niech to pozostanie tajemnicą.. – Mephis uśmiechnął się zagadkowo w stronę siostry – tak suto zastawiony stół aż się prosi o odciążenie.
- mam wrażenie, jakby to mu wcale nie pomagało, Mephisie. Co więcej, wydaje mi się, jakby ciągle pojawiało się na nim coś nowego. – wtrąciła śmierć
- widzę, że brat się naprawdę postarał – Sirrah wodziła wzrokiem po nakryciu – same smakołyki – szepnęła i odstawiła swój puchar – sullamon… - zmrużyła oczy i westchnęła –…a tobie co z tego stołu szczególnie przypadło do gustu, droga śmierci? Odczuwasz przyjemność z jedzenia? - Sirrah nieoczekiwanie zapytała
- tak, odczuwam. A moim faworytem podczas dzisiejszego posiłku jest nuan.

Zapadło chwilowe milczenie. Sirrah również posiliła się ze smakiem od czasu do czasu opowiadając śmierci osobliwe anegdoty, które wciąż nie zdradzały o niej czegokolwiek. Saovine i Sirrah zdawały się jednak znaleźć w pewnym stopniu wspólny język. Nie dziwiło to specjalnie Mephisa. Właściwie próbowały wciągnąć go do chwilowo dość bezowocnej rozmowy.

- Wspomniałaś, że twój obraz mojej osoby minął się z prawdą. Co dokładnie miałaś na myśli? Ciekawa jestem, jak sobie mnie wyobrażałaś
- to bardzo proste..i na pewno dość typowe! Śmierć nieodparcie kojarzyła mi się z kościanym straszydłem w czarnej obszarpanej tkaninie. Wyobraź sobie, że nawet przypisałam ci gdzieniegdzie kawałki mięsa i zaschniętej krwi.
- o proszę..jakie to plastyczne – Saovine się zaśmiała – kontynuuj, może i to typowe, ale świetnie opisane
- twojej kosie nie miałam okazji się przyjrzeć … - Sirrah sugestywnie zmusiła śmierć do naprawienia tego błędu. Kobieta bowiem wystawiła swoją prawą rękę w bok i zmaterializowała swoje ‘narzędzie wielokrotnej zbrodni’. – to jest moja Legendary Scythe. Najczęściej używana i odrobinę przytępiona, co widać w połowie ostrza – Śmierć wstała i zaczęła wodzić palcem po gładkiej powierzchni sierpa. Zdawało się, jakby na chwilę odcięła się od rzeczywistości, ale po chwili oderwała wzrok od Kosy – co mi powiesz o moim atrybucie? To akurat nie jest jedyna z moich kos, ale pewnie wiesz, że istnieje ich wiele. Pozostałych jedenaście moich poprzedników miało styczność z różnymi Kosami. Ja sama jestem w posiadaniu tylko kilku..ale mam ambicję odnaleźć te, używane przez Drugą Śmierć.
- dlaczego akurat te? – Sirrah przyglądała się atrybutowi, nie zwróciwszy początkowo uwagi na wzmiankę o poprzednikach
- Royal Scythe uważana była za najpotężniejszą z Kos.
- to historie kos są jakoś spisane? – Mephis przyłączył się do tematu
- Oczywiście, że są! Kosy używane przez każdą ze Śmierci nie są takie same i mają różne…hmm zalety – uśmiech nie opuszczał twarzy Saovine.
- Co się dzieje z kosami, kiedy następuje zmiana na twoim stanowisku?
- Znikają..ich rozbudzenie, czy też miejsce gdzie spoczywają, jest zapisane w Księgach do których wgląd mają tylko Zainteresowane Istoty, jeśli wiesz co mam na myśli. Niedawno, kiedy składałam wizytę na Mortoir, jeden osobnik śmiał wyczytać coś z kart jednej z ksiąg. Mamy to do siebie, że zawsze wiemy, gdy ktoś nieupoważniony czyta księgi. To tak jakby podpisanie sobie wyroku. Dlatego zaspokajanie ciekawości w tym przypadku to czysta głupota.
- Zainteresowane Istoty..czyli jakaś tajna klika ..Krąg Śmierci
- można to tak nazwać – prychnęła – Księgi spisywane są przez każdą kolejną Śmierć obowiązkowo.
- jako wskazówki dla następnych, tak? – Mephis w odpowiedzi otrzymał skinienie głowy
- jedenaście Śmierci.. jak tak sobie teraz pomyślę, to już wolałabym, żeby była tylko jedna, ta najpotężniejsza, która się przed nikim nie ugnie – Sirrah skrzywiła się i chwyciła swój kielich – a ty podobno jeszcze komuś podlegasz – pociągnęła łyk
- … - Sao zamknęła na moment oczy, po czym otworzyła je a wyraz twarzy wydawał się ostrzejszy – tak, podlegam. Ale tylko w pewnym stopniu i możliwe, że nie potrwa to długo, ale do tego celu, potrzebuje właśnie Royal Scythe – spojrzała na swoja kosę – ale dość o tym! Ponawiam swoje pytanie o kosę …no i proszę też o …autoprezentację – Śmierć usiadła na swoim miejscu i zdematerializowała kosę – mam nadzieję, że będę mogła na nią liczyć. – Sirrah nic nie mówiła i badała Śmierć z zagadkowym uśmiechem. W odpowiedzi na milczenie Diablicy, Śmierć przytoczyła słowa jej brata. - ‘Ja wybrałem nienawiść, moja siostra wybrała miłość. Oboje umarliśmy i tylko ja wróciłem.’

_________________
Image
Image


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Fri Mar 17, 2006 1:30 pm 
Offline
User avatar

Joined: Thu Jun 24, 2004 12:21 am
Posts: 608
Location: Faîte, Queher
WWWMephis zakrztusił się pijąc.
WWW- Sullamon ci zaszkodził braciszku? - spytała niewinnie Sirrah mrużąc oczy. - Czy też może... - widząc grymas na twarzy diabła zamilkła, po czym uśmiechnęła się lekko i wzruszyła ramionami. - Oh, trudno - spojrzała na Śmierć i przekrzywiła głowę. Podniosła kielich. Kosmyk włosów spłynął jej na twarz. - Chcesz więc wiedzieć pani Saovine, dlaczego wybrałam miłość? - zaczęła wodzić palcem po brzegu naczynia. - Zobaczmy...
WWWŚmierć kiwnęła głową.
WWW- Oczywiście, o ile to możliwe - odparła. W tym momencie Mephis zakrztusił się jeszcze raz. - Chociaż widzę, że twój brat ma ku temu jakieś obiekcje.
WWW- Nie zwracaj uwagi na tego abnegata - Sirrah się roześmiała. - Zawsze był skory do bitki a sprawy emocjonalności...
WWW- Sirrah... - zaczął morlock.
WWW- Zamilcz - diablica podniosła lekko głos. - I nie przeszkadzaj jak dwie kobiety rozmawiają.
WWWMephis burnął coś pod nosem i skupił się na sullamonie.
WWW- Widzisz droga Śmierci, morlocki od początku swojego istnienia były wojownikami, wszyscy bez wyjątku, zarówno diabły jak i diablice - Sirrah rozsiadła się wygodnie na fotelu. - Walka, różne rodzaje broni, techniki bojowe, taktyka, strategia... dużo tego było. Dlatego na przykład jestem w stanie powiedzieć, że ta twoja Legendary Scythe to dość zgrabna, ale nietypowa broń - zmrużyła oczy. - Kosisko, ładnie wyprofilowane w rozciągniętą literę s, zrobiona z bodajże mahoniowego drzewa, albo jakiegoś innego, w każdym bądź razie bardzo ciemnego, fantazyjnie zdobione z tego co widziałam, cieżkie na pierwszy rzut oka, ale po sposobie w jaki je trzymałaś wydaje się lekkie jak piórko, drobny, wkomponowany w kosisko pałąk z wyrzeźbionym kołem otoczonym ośmioma nie przylegającymi do niego ząbkami-trójkątami, idealnie wręcz zakrzywiona i uwypuklona na zewnątrz klinga, również zdobiona po tępej stronie... - przerwała na chwilę. - Czy mi się zdawało, czy dół kościska ma też prawie niezauważalne uchwyty na drugie ostrze?
WWW- Uh... - wybąkała zaskoczona Saovine. Sirrah tylko uśmiechnęła się tajemniczo. - Tak, prawie o tym zapomniałam. To drugie mocowanie jest na ostrze Lethal Scythe i razem tworzą Dual Scythe of Pain, choć ta jest bardzo rzadko używana - Śmierć wyraźnie była zmieszana i zaskoczona.
WWW- Podwójna kosyniera Asmodeusza... - powiedziała diablica tak cicho, że tylko Mephis ją usłyszał. Głośniej dodała. - Taka kosa to naprawdę niebezpieczna broń w rękach wprawnego wojownika.
WWW- Wierz mi, długo ćwiczyłam i nie raz kończyło się to niezbyt przyjemnie - dotknęła lekko swojego uda, gdzie dwudziestocentymetrowa blizna znaczyła dawny kontakt nogi z ostrzem. - Naprawdę masz doskonałe oko pani Sirrah i wspaniałą pamięć do szczegółów - Saovine kiwnęła lekko głową.
WWW- Wiem - odparła diablica, jakby to było oczywiste.
WWWMimo, iż wiedział co Sirrah chce powiedzieć, diabeł lubił ją słuchać, jej głos potrafił nadać głębię nawet najbardziej błahej opowieści. Jednocześnie wiedział, że sistra nie lubi, gdy jej się przerywa. Wiec pozostawało mu tylko słuchać i popijać od czasu do czasu sullamon. A może nawet cześciej. Zwłaszcza, że to, do czego zmierzała diablica było dość pikantne.

WWW... głos Sirrah stał się szeptem. Rozpoczęła spokojnie, powoli, tak jakby początek był ciężki i przydługi a diablica zbierała siły na coś większego. Niczym zarysy behemota z nicości wyłaniał się główny wątek, następujące po sobie, równolegle z głównym, wątki pobocznye uzupełniały już i tak atmosferę przesiąkniętą zmysłowością. W powietrzu, gęstym od hipnotyzujacego dymu, pojawiły się ciche, spokojne dźwięki trącące smutną nutą urażonej dumy, zdradzonej duszy, nieszczęśliwych narodzin, trwania, ale jednocześnie dziwnego, melancholijnego spokoju podszytego ukrytym celem. W miarę jednak jak akcja posuwała się do przodu, szybkość elementów i wrażeń zaczęła napływać coraz szybciej a muzyka stawała się gwałtowniejsza z sekundy na sekundę zmierzając do obłędnego finału. Oddech przyspieszał, dziwne wewnętrzne ciepło rozchodziło się wokół, Saovine jak urzeczona słuchała doznań zastanawiając się jednocześnie co będzie następne. Pociągała ją tajemniczość historii, mimo, że nie była ona skomplikowana. Wszędobylska ciekawość ogarnęła jej całe ciało a uśpione, szczątkowe emocje stały się jakby bardziej wyraźne. I wtedy...

WWWSirrah przerwała spoglądając na Śmierć. Ta wydawała się zaskoczona tak raptownym ucięciem 'opowieści'.
WWW- Co... - rozejrzała się dookoła. Muzyka zniknęła. Znów siedzieli przy stole. I wtedy do niej dotarło, że ktoś czeka przy Styksie. - Oh... - otrząsnęła się z dziwnego uczucia. - Muszę was przeprosić, obowiązki wzywają. Mam nadzieję pani Sirrah, że dokończysz swoją opowieść jak wrócę.
WWWDiablica uśmiechnęła się subtelnie.
WWW- Ta historia nie ma końca, tak naprawdę ona nawet nie ma początku.
WWWŚmierć przekrzywiła lekko głowę marszcząc czoło.
WWW- Pozdrów tego, który tam czeka - odezwał się Mephis po raz pierwszy od dłuższego czasu.
WWWSaovine zniknęła.

WWWoprawa muzyczna do 'opowieści' Sirrah:

_________________
Image


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Fri Mar 24, 2006 12:29 pm 
Offline
User avatar

Joined: Sat Jan 08, 2005 10:46 am
Posts: 657
Location: Baator
Stojąca woda, niezmącona pusta przestrzeń ciągnącej się w mroku rzeki. Spokojna tafla, odbijająca drobne światło pochodni z przystani. Które nie mogły jednak rozproszyć ciemności. Szara mgłą unosząca się nad powierzchnią, przesłaniająca drugi brzeg, oddalony brzeg. Miejsce mroku, ciszy i spokoju, puste i niegościnne. Na razie. Powoli z mgły poczęły wyłaniać się kontury łodzi, słabo dostrzegalne, nabierały z każdą chwila mocy. Stara łudź, z zakapturzonym przewoźnikiem, równie spróchniałym, co ona. Upiorna para dopłynęła do przystani, gdzie stał mężczyzna. Spojrzał na zakapturzonego przewoźnika z lekkim uśmiechem.
- Jeśli pozwolisz, nie zabiorę się z tobą. – Spojrzał w mgłę, ta zaczęła się jakby poruszać. Cienie, mroczne postacie tańczące teraz niziutko nad taflą wody, zbyt niezwykle by człowiek mógł je spostrzec. On jednak nie był człowiekiem. Machnął ręką w ich kierunku niczym przeganiając od siebie.
- Przekażcie pani tego miejsca, że czekam. – Cienie zniknęły ponownie we mgle. Mężczyzna stanął spokojnie na końcu pomostu, wpatrując się w wodę. Przewoźnik przekrzywił się utrzymując go w polu widzenia. Jakby czekał na coś. Mężczyzna dalej patrzył w wodę beznamiętnie.
- Ani teraz, ani nigdy przewoźniku, Ani teraz ani nigdy. – Spojrzał na istotę przykrytą szczelnie postrzępionym płaszczem.
- Ale może ty kiedyś przyjdziesz do mnie. – Przewoźnik sapnął coś niewyraźnie. Począł spoglądać zwyczajowo na brzeg, wyczekując przybycia kolejnej duszy, która zapragnie przekroczyć rzekę.


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Sun Mar 26, 2006 12:33 am 
Offline
User avatar

Joined: Mon Feb 16, 2004 10:11 pm
Posts: 1132
Location: Nie pamiętam

_________________
Image
Image


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Thu Mar 30, 2006 10:27 pm 
Offline
User avatar

Joined: Thu Jun 24, 2004 12:21 am
Posts: 608
Location: Faîte, Queher
WWW- Jesteś pewna, że...
WWW- Tak.
WWW- Ale minęło tyle czasu. Mogła zostać zniszczona.
WWW- Dobrze wiesz, że ona nie może zostać zniszczona.
WWW- Skąd u licha wzięła się właśnie tutaj?
WWW- Być może...
WWW- Nie sądzisz chyba, że...
WWW- Nie sądzę. Ale i tak musimy się upewnić.
WWW- Co chcesz zrobić Sirrah?
WWW- Nic.
WWW- Sirrah...
WWW- Po prostu chcę ją dotknąć. Nic więcej.


WWW* * * * * *

WWWGdy weszli do środka Bokler pokręcił tylko głową.
WWW- Wiedziałem, że się urządzisz mój lordzie, ale nie przypuszczałem, że stworzysz tak ładne miejsce.
WWWJego wzrok spoczął na Sirrah.
WWW- No i oczywiście, że otoczysz się tak wspaniałym towarzystwem.

WWW- To wspaniałe towarzystwo, na które tak się teraz gapisz Boklerze, jest jego siostrą - Sirrah kokieteryjnie założyła nogę na nogę.
WWW- Ekhem.... Sirrah, daruj sobie - odchrząnął Mephis.
WWW- Co jeszcze bardziej przydaje ci pani na znaczeniu - Bokler skłonił się lekko diablicy. Ta również kiwnęła głową i uśmiechnęła się.
WWW- Widzisz - powiedziała do brata. - Nie każdy jest takim gburem jak ty i potrafi dostrzec coś więcej, niż tylko moje wdzięki - morlock skrzywił się na te słowa a Sirrah pokazała mu język. - Tak przy okazji, jestem Sirrah.
WWW- Witaj Boklerze - Mephis ukłonił się lekko po czym przekrzywił lekko głowę. - Zmieniłeś się diametralnie.
WWW- Witaj lordzie Mephis - Diabeł kiwnął głową podchodząc bliżej do stołu.
WWW- Teraz przynajmniej jakoś wygląda - diablica zaczęła wodzić palcem po dolnej wardze. - Z tamtą kocią mordą było mu zdecydowanie nie do twarzy - roześmiała się. Bokler uśmiechnął się również.
WWW- Zdarzyło się to i owo - odpowiedział wymijająco.
WWWNastała chwila ciszy przerywana szelestem spadającej wody i cichym szumem płomieni.
WWW- Może spoczniesz, drogi Boklerze? - zaczęła Saovine wskazując biesowi miejsce przy... no właśnie... stół w Pieczarze przeszedł kolejną metamorfozę stając się idealnym kwadratem. Pojawił się przy nim trzeci fotel, przeznaczony dla nowego gościa.
WWW- Mineła chwila od naszego ostatniego spotkania - zaczął bies siadając.
WWW- Ano troszeczkę - morlock uśmiechnął się lekko. - Wybacz, że osobiście nie nadzorowałem powrotu twoich legionów do domu. Ale pewne nagłe sprawy zmusiły mnie do natychmiastowych działań.
WWWSaovine czuła się odrobinę nieswojo. Otaczało ją trzech niezwykłych gości - dwa diabły i diablica. Usiadła wreszcie na swoim miejscu i chwyciła za kielich z trunkiem. Goście wydawali się bardzo zadowoleni ze spotkania, najwyraźniej też mieli sobie parę rzeczy do powiedzenia. Jej pozostawało tylko czekać, aż Bokler wspomni o balu. Lekkie zakłopotanie śmierci nie uszło uwadze diablicy.
WWW- Śmierci - Sirrah nachyliła się lekko nad stołem. - Nie przejmuj się tym tak bardzo, tam gdzie pojawią się dwa diabły, gadaniu nie bedzie końca - puściła do niej oko.
WWW- Pani Sirrah, uszczypliwa jak tylko się da - Bokler zmierzył diablicę.
WWW- Zawsze kochany, zawsze - posłała całusa biesowi wytrzymując jego wzrok. Śmierć tymczasem sięgnęła do misy z nuan i wyciągnąwszy duży kawałek czerwonawego ryhtali zaczeła głośno chrupać.
WWW- Czyżbyś była niecierpliwa pani Saovine? A może coś nie daje ci spokoju? - Bokler spojrzał na śmierć wzrokiem innym niz poprzednio. Bardziej ją teraz oceniał niż obserwował. Kobieta nie odpowiedziała. Wzruszył więc ramionami i spojrzał znów na Mephisa. - Jest coś, o czym powinniśmy porozmawiać.
WWW- Tak? Czyżby twoje plany pokonania demonów spełzy na niczym?
WWW- Ależ nie, wszystko jest tam pod jak nalepszą kontrolą. I dziękuje za troskę.
WWW- A może przestaniesz być takim burakiem braciszku i zaproponujesz temu uroczemu diabłu coś do picia?
WWWMephis zignorował siostrę, westchnął tylko i przed Boklerem pojawiła się podobna karafa z zielonkawym płynem i kryształowy kielich. Bies podniósł rękę dziękując za propozycję.
WWW - Skoro twój świat jest wolny od demonów - zaczęła Sirrah, akcentując słowo 'demony'. - To w takim razie o czym tak naprawdę chciałeś z nami rozmawiać?
WWW- Jesteś dociekliwa pani Sirrah, musze przyznać. Nie, sytuacja na Baatorze nie była celem mojej wizyty - Bokler wstał i podszedł do Mephisa wyciągając coś z pod płaszcza. Położył przed nim zapieczętowany zwój, po czym wrócił z powrotem ma miejsce. - Bez ciebie nic nie może się wydarzyć - dadał tajemniczo.
WWWŚmierć odstawiła kielich na stół i ponownie sięgnęła do misy, jednocześnie spod fałdów płaszcza wyciągnęła swoje zaproszenie.
WWWMorlock patrzył na zwój przez chwilę.
WWW- Co to jest do diaska? - siegnął doń, ale jego dłoń zatrzymała się nad przedmiotem.
WWW- Drogi diable nigdy nie widziałeś zwoju? - śmierć zachrupała ryhtali po wypowiedzi.
WWWDiablica roześmiałą się.
WWW- Cóż cię tak rozbawiło moja droga? - spytał Bokler zaskoczony lekko.
WWW- Zastanawiam się, jaką ripostą mój braciszek odpowie - nie przestając się śmiać Sirrah sięgnęła po kielich i zwróciła się do brata. - Przyznaj kochany, że to było dobre.
WWW- Przyznaj kochana, że ciebie też ciekawi, co jest wewnątrz - odpalił siostrze i zwrócił się do Saovine wzruszając ramionami. - Owszem, widziałem coś takiego, ale w zamierzchłej przeszłości, droga śmierci. Preferuję jednak nowocześniejsze formy przekazu. Co mi jednak w niczym nie pomaga, bo dalej nie wiem, co w tym zwoju jest.
WWWŚmierć, korzystając z okazji... jak i nieograniczonych możliwości swojej siedziby, zaczęła wodzić wzrokiem po ścianach. Kiedy tak na nie spoglądała, po Pieczarze rozniosła się cicha, intrygująca rozmowa. Była tak dopasowana do sytuacji, że nie przeszkała rozmówcom. Jednocześnie niecierpliwiła się coraz bardziej. Rozmowa z biesem w Kaganku i podczas drogi tutaj trochę ją rozstroiła.
WWW- Bal - zaczął Bokler. - Nic innego jak bal kilku osób, które zaprosiłem. Niby nic takiego, wiele jest bali. Lecz jakże bal trójcy diabłów mógł być zwyczajny - Bokler wstał i podszedł do ściany Pieczary przygląjąc się jej dokładnie. - Nic tu nie jest takie jak wygląda, prawda?
WWWSaovine zignorowała to pytanie.
WWW- Nic takiego? - obruszyła się. - I dlatego zapraszasz gości osobiście? Czy tylko nas spotkał ten zaszczyt? - chciała powiedzić zupełnie co innego, ale ugryzła się w język.
WWW- Bal... - rozmarzyła sie Sirrah. - Jakże dawno nie byłam na balu. Prawda Roe? Od czasów zaprzysiężenia Triumwiratu nie mieliśmy czasu na odrobinę zabawy.
WWW- Owszem siostrzyczko, ale wątpię, żeby to był tylko jakiś tam bal, mam rację Boklerze?
WWW- Oczywiście że nie, po co miał bym się trudzić gdyby nie było w tym celu? - diabeł usiadł spowrotem zwracając się w stronę śmierci. - Jeśli cię to uszczęśliwi, będziesz mogła osobiście się tam spotkać z Mawią, o którą tyle pytałaś.
WWWŚmierć omal się nie zakrztusiła. Na szczęście nikt nie zauważył.
WWW- Miałam w głowie inną propozycję, ale chyba znam na nią odpowiedź - odparła wymijająco.
WWWMephis zamilkł. Wyczuł napięcie pomiędzy Saovine a biesem. Sirrah też to zauważyła. Rodzeństwo przysłuchiwało się wymianie zdań między nimi popijając od czasu sullamon.
WWW- Moja droga, powiedz mi, co ci leży na sercu, bo nie będę się już bawił w te wszystkie gierki - baatezu podparł się na rękach spoglądając na śmierć beznamiętnie.
WWW- Poza tym... - kontynuowała, jakby znowu zupełnie ignorując słowa Boklera. - Jak mniemam, moja obecność nie jest obowiązkowa.
WWWBies westchnął.
WWW- Widzę, że z ramienia siewców śmierci będę musiał się zapewne zadowolić jedynie obecnością Gabriela.
WWWNa dźwięk imienia anioła Sirrah drgnęła i wymieniła się szybkim spojrzeniem z bratem. Ten tylko potrząsnął lekko głową. Zmrużył tylko oczy i spojrzał na śmierć. Diablica również utkwiła wzrok w kobiecie w czarnej pelerynie. Bokler ze spokojem sączył alkohol i uśmiechał się zagadkowo w stronę Saovine. Ta jednak nie skomentowała ostatniej wypowiedzi biesa. Wstała.
WWW- Dlaczego wszyscy mi się przyglądają, jestem brudna? - uśmiechnęła się krzywo. Powoli ruszyła w stronę baatezu. - Nigdy nie byłam duszą towarzystwa Boklerze, ale przyjmuję twoje zaproszenie - zawachała się lekko podnosząc palec do góry. - Ale tylko ze względu na dziewczynkę - ruszyła dalej mijając Sirrah. - Jestem ciekawa - rzekła po chwili zatrzymując się przy Mephisie. - Jakie zdanie o żywych gościach w piekle masz ty? - spojrzała na morlocka.
WWWTen roześmiał się.
WWW- Żywi goście w piekle? Rozejrzyj się tutaj pani Saovine, gościsz mnie, moja siostrę oraz Boklera, a jesteśmy jak najbardziej żywi. Żywi w miejscu, gdzie... - zrobił krótką przerwę - dominują umarli. Oczywiście nie twierdzę, że piekło to cel wycieczek, ale nie widzę w tym nic niestosownego.
WWW- Nie mówię o diabłach - żachnęła się śmierć. - Mówię o małych, żywych dzieciach.
WWW- Ależ nie o to chodzi - wtrącił Bokler. - Chodzi o podejście do sprawy wykształcenia i jego właściwego odebrania - wycedził, a słowa 'wykształcenie' i 'właściwy' wypowiedział wręcz z obrzydzeniem.
WWW- Uważasz, że piekło kształci w dobrym kierunku? - Saovine zwróciła się do biesa. Jednocześnie oparła rękę o biodro, drugą o stół. - Małe dziewczynki?
WWW- A jakiż jest ten dobry kierunkiem? Ten wyznaczony przez monotonny kurs spokoju?! Toż to śmierć za życia i piekło na ziemi!
WWWWyraźnie było widać, że ta wymiana zdań ma dłuższą historię niz początkowo mogło się wydawać. Mephis nie wiedział wszystkiego, ale doszedł do wniosku, że tak naprawdę nie chodzi o jakąś małą dziewczynkę, tylko bardziej o sprawy ambicjonalne. Śmierć, podporządkowana jeszcze Przeznaczeniu, była niezadowolona z faktu, że ktoś był w stanie naruszyć delikatną pajęczynę wzajemnych powiązań i na dodatek nic sobie z tego nie robił. Stanowisko Boklera natomiast było nie tyle niezachwiane co bardziej było aktem samowoli i pokazania wszem, że nikt nie będzie decydował za niego. Oboje trafiali na mur w sporze, którego tak naprawdę nie było sensu roztrząsać aż tak bardzo.
WWW- To twoja filozofia diable - odparła Saovine wracając do swojego fotela.
WWW- Ale odchodzimy od tematu - uciał Bokler. - Lordzie Mephis?
WWWMorlock odchrząknął zastanowiając się chwilę.
WWW- Chcesz coś powiedzieć Mephisie? - śmierć usiadła energicznie na swoim miejscu.
WWW- Nie podchodźmy do tego aż tak egzystencjalnie - zaczął diabeł. - Skoro pobyt tej osoby, a w tym wypadku dziecka, czy nawet dziewczynki jest dobrowolny...
WWW- Dziecka?! Dobrowolny?! - kobieta wpadła mu w słowo. - Ha, śmieszne...
WWW- Sama raczej do piekła nie trafiła, prawda?
WWW- Skoro dziewczynkę przekazuje się z rąk do rąk, to nie nazwę tego dobrowolnym wstąpieniem do piekła - głos śmierci stał się zimny. Bokler milczał, ale jego oczy przybrały jednak odcień czerwieni.
WWW- A tym bardziej Bokler jej nie porwał - Sirrah zaczeła mówić zamiast brata. - To któs musiał ją tam przyprowadzić. Dobrowolnie.
WWW- Bokler nie musiał się na to zgadzać. Jednakże teraz, jaki ma w tym cel? - Saovine zmierzyła Sirrah wzrokiem. - Wychować sobie małą apokalipsę?
WWW- Cel, cel, cel... - prychnęła diablica. - Czy wszystko musi mieć jakis cel?
WWWŚmierć nie odpowiedziała od razu.
WWW- Owszem, musi...
WWWJednak Mephis nie dał jej dokończyć.
WWW- Spójrz na siebie pani Saovine - powiedział. - Jesteś śmiercią i powinnaś zachować neutralność w takich sprawach.
WWW- W tym problem, Mephisie, że nie jestem typową śmiercią, jakieś tam emocje jeszcze posiadam. I chociaż mnie to nie cieszy do końca, czuje w sobie upór w takich sytuacjach jak ta - podniosła kielich. - Skoro wam sie to nie podoba, wasza sprawa - łyknęła wina. - Ja mówię tylko, co mi się nie podoba. Ot wszystko.
WWW- Nie powiedziałem, że nam się to nie podoba. Tylko stwierdziłem fakt.
WWW- Odczuwam tu po prostu małą solidarność.
WWWMephis westchnął.
WWW- Mówisz o emocjach, jakie w tobie pozostały. Masz swoje własne zdanie na temat tego wszystkiego, ale dobija cię to, że nie możesz nic zrobić - nachylił się nad stołem. - Mimo wszystko jednak nie sądzę, żeby obecność tej dziewczynki była aż takim problemem dla ciebie. To bardziej jest związane z tobą i z tym, co sie w tobie kotłuje. Natura śmierci gryzie się z zasadami, jakie wyniosłaś z poprzedniego istnienia.
WWWŚmierć nie patrzyła na nikogo, tylko na swój kielich kiwajacy jej się w dłoniach. Milczała, przeklinając w sobie dzień kiedy została zmuszona do objęcia posady. Istotnie, wiele razy przez te czterysta lat czuła sie bezsilna. Nie miała siły odpowiadać, nie było sensu. Znów sięgnęła do misy z nuan i po chwili było słychać chrupanie.
WWW- Pani Saovine, chcę żeby ta sprawa była zupełnie jasna. - Bokler wstał i podszedł do śmierci. - Mała nie została przeze mnie ściągnięta. I nie jest przetrzymywana, kiedy zechce opuścić moje włości, umożliwię jej to.
WWW- Boje się tylko diable... - zaczęła śmierć.
WWW- Czego moja pani?
WWW- O jej psychikę - spojrzała na biesa. - To, że jestem śmiercią nie odbiera mi trosk o żywych. Wręcz przeciwnie, interesuje mnie życie samo w sobie.
WWWBokler roześmiał się.
WWW- Jeśli cię to pocieszy, ten kto w życiu nie zaznał zła, ten nigdy nie trafi do raju. Więc to, że ta mała dostała tyle na start, jest odpowiednia wyprawką. Co z tym zrobi, to już jej sprawa - baatezu wzruszył ramionami, jakby nie był to jego interes.
WWW- Wciąż pamietam jak to jest... - zawachała się. - Kiedy się żyje, kiedy ma się wrażenie tej kruchości i jedynej szansy żeby coś osiagnąć. Po prostu nie chcę, żeby to zło ją zepsuło... bez obrazy.
WWWZamyśliła się.
WWW- Zatem Saovine przybędzie. Lordzie Mephis, a co z tobą? - Bokler zmienił temat zwracając się do morlocka.
WWW- Jasne jest, że zjawię się na owym balu - kiwnął głową diabeł. - Razem z moją siostrą - uśmiechnął się.
WWW- Cieszy mnie to - bies ukłonił się lekko. - Był bym rad, gdybyście oboje zawitali wcześniej do mej twierdzy - powiedział i obrócił sie na pięcie.
WWW- Oczywiście - odparł Mephis.
WWWBies ukłonił się obu paniom po czym rozpłynął w powietrzu.
WWW- Czy moge mieć prośbę? - zapytała Sirrah zaraz po tym jak Bokler zniknął.
WWW- Słucham? - śmierć podniosła trochę przytępiony wzrok na diablicę.
WWW- Czy mogłabym jeszcze raz zobaczyć twoją kosę, pani? - Sirrah zmrużyła oczy. Mephis drgnął. - Dotknąć tego śmiercionośnego narzędzia. A może bardziej, narzędzia, które zabierając daje w zamian coś innego.
WWWSaovine uniosła brwi. Nie spodziewała się już tego tematu podczas rozmowy. Wystawiła prawą rękę lekko w bok, jakby była zmęczona, i zmaterializowała kosę. Spojrzała na swoją broń i odruchowo... sięgnęła ponownie do misy, ale zaraz cofnęła rękę. Sirrah wstała i podeszła powoli do śmierci. Dotknęła delikatnie kosę. Przyglądała się kosisku wodząc palcem po gładkiej fakturze drewna. Morlock zmrużył oczy czekając na to co się stanie. Sirrah przymknęła oczy.
WWW- Eru gem Asmodi tuarun - szepnęła. - Surra gem Nun ruath - śmierć spojrzała na nią z zaskoczeniem. Trzymała kosę, żeby ta nie zniknęła. Przez chwilę nic się nie działo, wtem, w miejscu gdzie diablica dotykała kosiska, pojawiła się świetlista wstęga, która powoli obejmowała całą kosę. Śmierć poczuła lekkie drżenie. I wtedy potężna, mlecznobiała błyskawica uderzyła w diablicę. Ciało Sirrah poszybowało w stronę najbliższego filaru. Uderzyło weń, wydając przy tym lekkie westchnienie, po czym zsuneło się na podłogę.
WWW- Sirrah! - krzyknął diabeł i zerwał z fotela. Podbiegł do siostry.
WWW- Nic mi nie jest braciszku - powiedziała cicho i zemdlała. Mephis podniósł ją i przytulił. Czuł, jak bije jej serce, czuł jej płytki oddech na swojej szyji...
WWW- Co do... - zaczęła Saovine.
WWWMephis spojrzał zaskoczony na śmierć. Ta, równie zaskoczona przyglądała się swojej kosie. A kosa... lśniła fioletowym światłem. Ostrze zaś pulsowało delikatną czerwienią. Podobnie jak drugie, które pojawiło się na dolnej stronie kosiska.
WWW- Podwójna kosyniera Asmodeusza - szepnął morlock, ale tym razem Saovine go usłyszała.

WWW* * * * * *

WWW- Co z nią?
WWW- Zasnęła.
WWW- Nic jej nie jest?
WWW- Była tylko w lekkim szoku. To wszystko.
WWW- To dobrze. Może teraz mi wyjaśnisz, co właściwie się stało?
WWW- Skąd masz tą kosę pani Saovine?
WWW- Po prostu ją mam... nigdy sie nad tym nie zastanawiałam. Kiedy stałam się śmiercią, ta kosa pojawiła się również. Tak jakby esencja śmierci zmieszana z moją starą osobowością zmaterializowała podstawowy atrybut należny temu... hmmm stanowisku. Przynajmniej tyle odczytałam z ksiąg moich poprzedników. Najwyraźniej jednak nie wszystko.
WWW- Najwyraźniej większość tego, co jest w tych Księgach, nie jest tym czym być powinno.
WWW- Co masz na myśli?
WWW- To, że żyjesz w świecie snów, pani Saovine. Wśród ułudy, którą ktoś podsunął pod twoje oczy.
WWW- Niemożliwe.
WWW- A co jest w takim razie możliwe? To, że twoja kosa w każdym calu przypomina legendarną kosynierę pierwszego siewcy śmierci? Nawet to, że znak na niej wyryty, oktagon, jest jego znakiem? Czy może to, że słowa wypowiedziane przez moją siostrę przywróciły tej kosie pełnię mocy?
WWW- To nie może być prawda. To się nie dzieje, ja śnię.
WWW- Ależ to już się stało.
WWW- To nie może być kosa Gabriela.
WWW- A czy ja mówiłem o nim? Gabriel preferował miecz ponad kosę, nawet wbrew zaleceniom swojego nauczyciela.
WWW- Nauczyciela?
WWW- Tak. Widzisz, Gabriel był uczniem Asmodeusza...

WWW* * * * * *

WWW... zanim Adam i Ewa pojawili się w Edenie, Bóg stworzył ostatniego anioła. Jednakże ten anioł nie był zwykłym aniołem. Posiadał bowiem cechy, jakich żaden inny anioł nie miał. Ciekawość, zrozumienie, spokój, pragnienie poznawania nowych rzeczy.
WWWPozostałe anioły odnosiły się do niego z rezerwą zahaczająca poniekąd o wstręt. Był ciekawy wszystkiego, zadawał pytania, na które pozostali nie znali odpowiedzi. Traktowali go jak wybryk, ale jednocześnie się go bali.
WWWNazywał się Asmodeusz, co w wolnym tłumaczeniu można określić jako Posłaniec.
WWWLata mijały, a anioły coraz bardziej odsuwały się od Asmodeusza. Próbowały go zepchnąć na margines, oczywiście zachowując na tyle przyzwoitości, by robić to ukradkiem. Ignorowano go w towarzystwie, ignorowano jego wypowiedzi, zdawkowo odpowiadano na jego pytania. Ten jednak miał tego świadomość oraz świadomość swojej inności. Akceptował ją, mimo że czuł żal. Coraz częściej zaszywał się w najdalszym krańcu Edenu, zaciemnionym Mortor, co można było tłumaczyć jako Najdalszy Zakątek, gdzie rozmyślał podziwiając piękno i smucąc się. Jednocześnie, czując nieodpartą potrzebę, by dodać coś od siebie do Edenu, zaczął zmieniać swoją siedzibę, sadząc rośliny w bajeczne kształty, przycinając i wyrównując żywopłoty, pieląc i grabiąc. By tego dokonać wymyślił różnego rodzaju narzędzia, w szczególności polubił kosę. Kiedy ścinał trawę robiąc zamach kosiskiem, czuł w powietrzu ulotny zapach trawowego miąższu i sądził, że tak pachnie wolność. Bo tak naprawdę czuł się więźniem, więźniem własnej inności.
WWWPotem zapragnął zbudować skromny pawilon dla siebie, nie mając jednak nic innego pod ręką, wykorzystał kamień, jedyny naprawdę wytrzymały budulec w Mortor. Tak powstał pawilon Asmodeusza przypominający jednak kształtem zamek aniżeli pawilon.
WWWBóg obserwował poczynania Asmodeusza i od czasu do czasu pojawiał się w Mortor, doradzając i podziwiając jednocześnie. Dużo też rozmawiali... tematy zdarzały się różne, od zwykłych dotyczacych upraw, czy tworzenia nowych narzędzi, ba, nawet stopów metali, po bardziej emocjonalne i egzystencjalne...
WWW... z mozołem godnym żółwia Asmodeusz wychodził z cienia, jednakże wiekszość aniołów dalej traktowała go z dystansem. Już go nie ignorowali, ale z drugiej strony nie przywiązywali się do niego. Pojawiali się w Mortor, gdy czegoś potrzebowali i znikali równie szybko, jak już to otrzymali. Asmodeusz zdołał przyzwyczaić się do samotności, więc taka sytuacja mu odpowiadała. Doskonalił się w trudnej sztuce obróbki metalu, co wymagało ciszy i spokoju. I wkrótce stał się mistrzem kowalstwa.
WWWNadszedł czas, kiedy Bóg oznajmił, że zamierza stworzyć człowieka. Asmodeusz przyjął to ze spokojem wiekszym niz pozostałe anioły. Nowy twór Boga w niczym mu nie mógł przeszkodzić, czy nawet zawadzić. Jednak dochodziły go plotki przynoszone przez różnych aniołów o tym, że Lucyfer jest niezadowolony i szuka popleczników by przeciwstawić sie planom Stwórcy. Ostatni anioł tłumaczył to zachowanie chwilową słabością i zwątpieniem, czego sam dawno temu doświadczył, ale jak mawiał cierpliwość jest cnotą a wszystko inne jest względne. Jakież więc było jego zdziwienie, kiedy w Mortor pojawił się sam Niosący Światło.
WWW- Witaj Mistrzu Asmodeuszu - Lucyfer przywitał się.
WWW- Bądź pozdrowiony Pierwszy - odpowiedział Asmodeusz.
WWW- Słyszałeś zapewne o planach naszego Pana.
WWW- Tak. Słyszałem również, że nie zgadzasz się z nimi.
WWW- Słuch cię nie myli. Nie podoba mi się to.
WWW- Boisz się zejścia na drugi plan, prawda? - Asmodeusz uśmiechnął się krzywo.
WWW- Coś wiesz o odrzuceniu, prawda Mistrzu? - zripostował Lucyfer.
WWW- Ano wiem. Jednak zwalczyłem to w sobie. Ty też możesz.
WWW- Nie - krótka, ostra odpowiedź zaskoczyła anioła.
WWW- Co cię do mnie sprowadza? - zapytał rzeczowo Asmodeusz.
WWW- Chciałbym, żebyś się do mnie przyłączył.
WWW- Dlaczego miałbym to zrobić?
WWW- Czy to nie ty wycierpiałeś z nas wszystkich najwięcej? Zawdzięczasz to temu, który cię stworzył takim jaki jesteś.
WWW- Pogodziłem się z tym. Jeśli tylko po to tutaj przybyłeś, to wiedz, że przez szacunek do ciebie, nie wspomnę o tym Bogu. Ale do ciebie się nie przyłączę.
WWWLucyfer długo się zastanawiał.
WWW- Dobrze więc, jesli to jest twoja wola. Uszanuję ją - podszedł do stelaży, na których opierały się lub leżały stosy narzędzi. Podniósł jeden przedmiot, który wyglądał jak płaskie ostrze. - Narzedzia, narzędzia i narzędzia... - gwałtownie spojrzał na mieszkańca Mortor. - A gdybyś tak wyposażył moich poruczników w broń?
WWWAsmodeusz odmówił. Lucyfer opuścił Mortor niepocieszony. Jednakże sama prośba pierwszego anioła zaintrygowała kowala. Wiedział, że stworzenie broni byłoby wyzwaniem dla niego, godnym ukoronowaniem jego fachu. Ukradkiem zaczął kuć...
WWWCzłowiek pojawił się w Edenie. Bóg zaskoczył wszystkich nakazem, by traktować ludzi jak władców i dostarczać im wszystkiego, czego tylko będą chcieli. Anioły pokornie to przyjęły to, jedynie Lucyfer i wierni jemu aniołowie zaprotestowały. Niosący Światło odwiedził poraz drugi Asmodeusza.
WWW- Widzisz co się dzieje Asmodeuszu! - krzyknął Lucyfer. - Zostaliśmy oszukani i sprowadzeni do roli służacych dla jakiegoś cherlawego człowieka! Przyłącz się do mnie, a uda nami się wspólnie pokonać Boga!
WWW- Nie Lucyferze, ne przyłączę się do ciebie. Moja walka ze sobą zakończyła się już dawno temu. Jednakże mnie obecna sytuacja nie podoba się również, więc pomogę ci uzbrajając twoje legiony.
WWW- Wiesz, że tym samym narazisz się na gniew Boga?
WWW- Tak - cicha odpowiedź zaskoczyła tym razem Lucyfera.
WWWBunt wybuchł i Eden zapłonął, legiony Lucyfera wyposażone w broń Asmodeusza, głównie w kosyniery, starły się z aniołami wiernymi Bogu... Kosyniery szerzyły śmierć wśród aniołów. Ale jednak Lucyfer przegrał. Zostali wygnani do Piekła Pustyń. Natomist jeśli chodzi o ostatniego anioła... wszyscy przestali się nim interesować. Nie było odwiedzin, nikt do niego nie przybywał, by coś zrobić. Mortor zaczął popadać w ruinę.
WWWI przyszedł wreszcie ten dzień, kiedy Lucyfer, wtedy już Szatan, uwiódł Ewę i pierwsi ludzie zostali wygnani z Edenu. Stwórca kazał wezwać ostatniego anioła przed swoje oblicze.
WWW- Zawiodłeś mnie Asmodeuszu, kiedy pomogłeś Lucyferowi. Jednakże nie stanąłeś po jego stronie. Dlatego nie wygnałem cię z Mortor, zakazałem tylko aniołom odwiedzania cię. Jednakże to, co stało się dzisiaj odbije się na twoim przyszłym losie. Człowiek został skalany. Stał się umierający. A to wszystko przez Szatana. Poniekąd ty też jesteś winny, dałeś mu broń. Dlatego skazuję cię na wieczne obcowanie z ludźmi i przychodzenie po ich dusze, kiedy nadejdzie czas. Zostaniesz pozbawiony anielskich skrzydeł. Kosa stanie się twoim narzędziem, jako, że ukochałeś ją i właśnie ona stała się przyczyną twojej zguby. Będziesz ubierał się w czarny płaszcz z kapturem jako znak żałoby nad swoim losem i nad losem człowieka. Byś jednak nie mógł mnie zdradzić poraz drugi, otrzymasz pomocnika, którego nauczysz wszystkiego, co umiesz. Możesz odejść.
WWWKrew odpłynęła Asmodeuszowi z twarzy i tak już pozostało. Kiedy pojawiał się wśród ludzi, przychodząc po duszę jednego z nich, nazywali go przez tę właśnie twarz Kostuchą. Inni nazwali go Ponurym Żniwiarzem, ze względu na kosę i czarny płaszcz. Pozostali po prostu wołali na niego Śmierć. Wszędzie tam, gdzie się pojawiał, poprzedzał go anioł, Anioł Śmierci. Gabriel.
WWWAsmodeusz, zgodnie z poleceniem Boga, uczył Gabriela wszystkiego, co sam umiał. Musiał przyznać, że ten anioł był bardzo pojętnym uczniem. Łapał w mig techniki, jakie pokazywał mu Żniwiarz. Był ciekawy świata, co z jednej strony zaskoczyło Asmodeusza, a z drugiej przypomniało mu siebie sprzed wieków. Jednakże wieczorami, kiedy siedział samotnie przy kominku na zamku Mortor wpatrując się w płomienie, płakał w duszy nad swoim losem. Kiedyś wiele razy zadawał sobie pytanie, dlaczego Bóg uczynił go takim, jakim był. I konfrontował to z tym, co widział podczas wizyt u ludzi. Teraz już wiedział. Sam, kochając narzędzia, które stworzył, stał się narzędziem. I jednocześnie wiedział, że nic nie będzie w stanie zrobić. Taka już była jego natura.
WWW- Nie!!! - krzyczał często wznosząc w górę ręce i szlochając zasypiał na podłodze.
WWWLata mijały.
WWWKtóregoś razu Gabriel został wezwany przez Boga w czasie gdy udawali się do krainy ludzi po duszę jakiegos młodego człowieka.
WWW- Idź - powiedział cichym głosem Żniwiarz. Gabriel zniknął.
WWWKiedy Asmodeusz pojawił się w pokoju, okazało się, że w łóżku leży ciężko chora dziewczyna. Tylko jej matka siedziała przy niej. Trzymała ją za rękę. Drugą zaś ocierała szmatką rozpalone czoło i policzki córki. Kiedy dostrzegła śmierć, łzy same pojawiły się na jej twarzy.
WWW- Juz czas - powiedział beznamiętnie Asmodeusz podchodząc do łoża. I wtedy stała sie rzecz zaskakująca. Chora otworzyła powieki, dostrzegła go i uśmiechnęła się. Kiedy to zobaczył, coś w nim pękło. Usmiech kogoś, kto zaraz odejdzie jeszcze mu się nie zdarzył. Tysiące razy przychodził po dusze ludzi chorych, starych... ale nikt nie przyjmował go z uśmiechem. Teraz było inaczej. Jedyną myślą, jaka pojawiła się w jego głowie, było ocalić tą dziewczynę. Nachylił się nad nią.
WWW- Czekałam na ciebie - wyszeptała. - Czy to będzie boleć?
WWW- Nie - odparł i wtedy łza spłynęła z jego oka. - Będziesz żyć - powiedział szeptem. Podniósł dziewczynę i zniknęli zostawiając szlochającą i zaskoczoną matkę.
WWWAsmodeusz ukrył dziewczynę w Mortor. Miała na imię Nun. Wiele razy, kiedy siedział wieczorami przy kominku, Nun wymykała się z własnego pokoju i przychodziła do niego. Rozmawiali długie godziny, podczas których opowiadał jej swoje dzieje, a ona słuchała wpatrzona w jego blade oblicze. Starała się również opowiadać o sobie i o tym, co przeżyła podczas swojego krótkiego życia.
WWWOd pojawienia się Nun często na twarzy Asmodeusza pojawiał się uśmiech.
WWW- Kocham cię - powiedział jej któregoś razu.
WWW- Ja ciebie też kocham - odparła i przywarła do niego.
WWWTamtej nocy nie rozmawiali.
WWWCzas mijał, Asmodeuszowi udawało się ukrywać obecność Nun. Zauważył przy tym, że dziewczyna wyraźnie przybrała na wadze. Spytał ją. Odpowiedziała. Zdwoił wysiłki, by ją chronić jeszcze bardziej. Przypomniał sobie wtedy o tym, że jest tylko narzędziem. Nigdy więcej!
WWWW swojej kuźni zaczął kuć nową kosę, w którą wkładał tak wiele pracy i siebie, jakby spodziewał się najgorszego. Nun asystowała mu i pomagała na tyle, na ile mogła. Wreszcie kosa była gotowa. Kosa z dwoma ostrzami, tak ostrymi, że mogły przeciąć włos na dwoje. Kosa, o ciemny, ale lekkim jak piórko kosisku. Stylizowany pałąk z wyrzeźbionym oktagonem, znakiem Asmodeusza. Pulsująca fioletem. Asmodeusz obdarzył ją swoją mocą, dodał też odrobinę sił witalnych Nun.
WWWNadszedł dzień rozwiązania i sielanka prysła. Poród przebiegał z komplikacjami. Nun była wyczerpana i wiadome się stało, że nie przeżyje.
WWW- Uratuj nasze dziecko - wyszeptała do niego. Kiwnął głową starając się powstrzymać łzy.
WWWI wtedy w zamku Mortor pojawił się Bóg i Gabriel. Asmodeusz zrozumiał, że wiedzieli cały czas. Załkał.
WWW- Dostałeś swoją szansę Asmodeuszu - zaczął Bóg. - I zmarnowałeś ją. Złamałeś regułę. Poświęciłeś wszystko dla tej kobiety. Dziś twoja kara mija, już nie będziesz przybywał po dusze ludzi. Zastąpi cię Gabriel. Ta kobieta jak i jej dziecko wrócą do świata ludzi. Natomiast ty pozostaniesz tutaj. Na zawsze. Bez możliwości opuszczenia Mortor. Nigdy nie ujrzysz jej ani jej dziecka.
WWWNun zniknęła. Bóg odwrócił się i powoli zaczął wychodzić z pomieszczenia.
WWW- Nieeeee! - krzyknął Asmodeusz i padł na kolana. Zapłakał. Wyciągnął dłoń w stronę Boga. - Powiedz mi, czy... przeżyją! - krzyknął, ale jego słowa zmieniły się w szloch.
WWWBóg nie odpowiedział.
WWW- Wstań Asmodeuszu - powiedział Gabriel. Klęczący anioł podniósł głowę. Przez łzy ponad aniołem śmierci zobaczył kosę. Tą, którą razem z Nun zrobili. Zacisnął szczęki i wyskoczył w górę. Złapał kosę, która zalśniła złowieszczo i ciął bokiem mierząc w plecy Boga. Trafił na miecz nowego Żniwiarza. Machnął drugą stroną kosy, ale Gabriel sparował i to uderzenie, jednak niechroniony lewy bok wystawił na pierwsze ostrze kosy. Sierp przebił z łatwością zbroję i wniknął głęboko w ciało. Anioł krzyknął przeciągle, zrobił mieczem łuk i ciął gwałtownie mierząc w szyję. Trafił. Asmodeusz zatoczył się i upadł. Krew rozlała się po podłodze. Gabriel ukląkł jęcząc z bólu i próbując wyrwac ostrze. Gdy tylko dotknął kosy, ta zniknęła.
WWWBóg obserwował wszystko. Rana Gabriela zasklepiła się. Ale pozostała blizna.
WWW- Ta blizna będzie ci przypominać, byś nigdy nie popełnił błędu, jaki popełnił Asmodeusz - powiedział i wyszedł z pomieszczenia.
WWWA co stało się z Nun i jej dzieckiem? Nie wiadomo. Szatan, który w jakiś sposób zdołał się skontaktować z Asmodeuszem po wygnaniu, nigdy jej nie odnalazł. Ani dziecka.
WWWLegenda głosi, że tylko kosa mogła je odnaleźć. Je lub jej potomków...


WWW* * * * * *

WWWCisza jaka zapanowała, kiedy Mephis skończył mówić była wręcz ogłuszająca. Wodospad nawet zamilkł. Saovine nie odzywała się wpatrzona w kosę. Sirrah spała na fotelu oddychając wolno i miarowo. Diabeł natomiast stał przy kominku, oparty o dasze i wpatrzony w płomienie.
WWW- Chciałabym zostać sama - głos śmierci zabrzmiał jak wystrzał. Mephis odwrócił się i tylko skinął głową. Rozpostarł ramiona i obie pary skrzydeł, mniejszą i większą, towrząc przed sobą płonący portal. Jego siostra po prostu rozpłynęła się wracając do Queheru. Morlock spojrzał jeszcze na nie wyrażającą niczego twarz Saovine, po czym wszedł w portal, który zamknął się za nim.

WWWoprawa muzyczna do 'Legendy Kosyniery':

WWW(post by Saovine, Bokler & Roevean)

_________________
Image


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Mon May 29, 2006 10:15 pm 
Offline
User avatar

Joined: Mon Feb 16, 2004 10:11 pm
Posts: 1132
Location: Nie pamiętam
- uh, moje biedne plecy –

Sao skrzywiła się wychodząc z Pieczary i momentalnie znajdując się na plaży w okolicach Cerbera, który spokojnie przechadzał się przy wyjściu na Kaganek. Jedną z trzech wielkich głów pies spoglądał w jego stronę, pozostałymi dwoma przyglądał się Śmierci.

- dosyć tego przyglądania się mi, już mi naprawdę wystarczy – śmierć pomachała w stronę Cerbera, ten usiadł i jedną z paszczy szczeknął głośno, aż zatrzęsły się okoliczne głazy i pobliska kamienna ściana. Większość Dusz przebywających na plaży rozbiegła się po całym terenie, to rozpaczając, to krzycząc. Kilka przebiegło koło Dwunastej mijając ją ze zdezorientowanym wzrokiem, jakby w ostatniej sekundzie dopiero uświadamiając sobie, że ona nie jest jedną z nich.

To miejsce na pozór proste i monotonne miało w sobie pewien nieodparty czar. Oczywiście wszystko zależało od tego, kto patrzy i się nad tym zastanawia. Proste i Monotonne właśnie, zdawało się chyba tylko Charonowi. Przewoźnik mętnym ruchem ręki zaprosił Saovine na molo.

Śmierć mijała tłumy dusz, a raczej przenikała je niczym mgłę, gdyż cały czas szła prosto nie przejmując się za bardzo tym, co jest przed nią. Czasami przenikały ją ostre dreszcze, a przez wrota wchodziła lub wbiegała kolejna dusza. Następowała rutynowa procedura przeprowadzana przez Cienie i wszystko wracało do normy.

- coś się wydarzyło? – kiedy tylko kobieta wstąpiła na molo, Charon zadał bezpośrednie pytanie
- czy ja wiem.. raczej nie bardzo
- nie wyglądasz na specjalnie spokojną
- a wręcz przeciwnie, jestem bardzo spokojna – rozejrzała się – czasem żałuję, że nie ma tu jakiejś ławki
- ależ jest – Charon wykonał gest, jakby pstryknął a za Sao pojawiła się stara drewniana konstrukcja, wyglądająca jakby jako jedyna przetrwała spalenie miasta
- co do..
- zawsze tu była, tylko od jakiegoś czasu nikt jej nie używał
- rozumiem…no cóż..a jak się złamie?
- hmm – w głosie Charona słychać było, że się uśmiechnął, czego póki co nie było widać spod kaptura – wątpię.

Dziewczyna usiadła i położyła swój płaszcz na kolanach

- musisz być bardzo zajęty, widzę tu pokaźny tłum. Nie spodziewałam się, że aż tyle osób dzisiaj..
- to nie jest dzisiejsze żniwo, a wiele z tych osób czeka na możliwość pojawienia się w Pieczarze
- to tylko płotki.. – śmierć zerknęła wzrokiem pełnym żałości w stronę dusz – jestem chyba drugą śmiercią, która daje taką możliwość
- tak
- co o tym sądzisz?

Charon cofnął głowę zaskoczony pytaniem

- Pani..nie mi oceniać twoje decyzje
- chcę znać twoje zdanie Charonie – w tym momencie jeden z Cieni podleciał do Śmierci, owinął się wokół niej niczym szal, po czym delikatnie puścił i wrócił na swoje stanowisko
- wygląda jakby się za tobą stęsknił
- odpowiedz mi, proszę
- Proceder ten powoduje przede wszystkim to, co tam widzisz. Los też patrzy na to nieprzychylnym wzrokiem. Nie podobało mi się to już za czasów Ósmego, który to zapoczątkował.
- dlaczego kolejne przerwały proceder?
- Pamiętasz jak długa była kadencja Ósmego?
- dlaczego odpowiadasz mi pytaniem na pytanie – obruszyła się
- pamiętasz?
- tak, druga najkrótsza
- Kolejne wzięły na to poprawkę
- dlaczego więc Los się nie krzywi do mnie z tego powodu?
- boi się – Charon omal wyszeptał te słowa – wiesz czego
- no tak..

W tej samej chwili Charon wskazał Saovine Cerbera, rozszarpującego garść nieumarłych, które chciały przekroczyć wrota. Widok był iście nieprzyjemny. *Zębiska bestii zagłębiały się w rozkładające zwłoki jak masło. Pękały wnętrzności, wylewając na podłoże swoją zawartość. Kości strzelały, łamane pod naciskiem wielgachnych szczęk* (*fr. by Distant).

- Zastanawiam się, czy księgi są bezpieczne na Mortoir, Charonie
- Zawsze były. Poza tym, ktokolwiek by ich nie czytał..czy śmiertelnik, czy istota nieumarła, czy inne mniej lub bardziej fantastyczne stworzenia tego i innych światów, czeka je ten sam los.
- ostatnio miałam taki przypadek na Mortoir, we Wstędze.
- **to był osobny przypadek moja droga** - nieoczekiwanie śmierć usłyszała w swojej głowie słowa samego Losu, wstała gwałtownie.
- oh, jak ja uwielbiam cię straszyć Sao – Los zmaterializował się nad Styksem uśmiechając łobuzersko, błękitnymi oczami spoglądał to na nią to na niczym niewzruszonego Charona. Fate miał na sobie jedynie czarne spodnie, wystrzępione i podarte w wielu miejscach. Wokół jego torsu lewitowała teraz dziwna wstęga przezroczystobiała. Wytwarzała dziwne ultradźwięki, które niemiłosiernie drażniły Cerbera – oops.. – Fate pstryknął palcami a wstęga znikła.
- co masz na myśli mówiąc ‘osobny przypadek’?
- Nie muszę ci się właściwie z niczego tłumaczyć – Fate rozłożył ręce w lekceważącym geście – ale będę dziś miły dla ciebie, droga śmierci. Otóż, moją zachcianką było przetestowanie działania zabezpieczeń na księgach. Zasiałem więc w Cadaverach chęć zdobycia Artefaktów..ooo już widzę po mince, że kojarzysz. Tak, dokładnie o to mi chodzi. O ciekawość zwłaszcza jednego z nich. Zważ na to, że normalnie NIKT nie dostałby się na zamek. Musiałem pomaczać w tym swoje, zazwyczaj jakże czyste, palce.
- to przecież śmieszne, po co miałbyś testować te zabezpieczenia, do tego na tej rasie?
- bo widzisz, Rasa ta, nie wiedzieć po co, od wielu wielu pokoleń ma sporo przywilejów. Tym bardziej wolałem przetestować to na nich. Przecież znasz ich historię.
- to raczej normalne dla ciebie, rozwiewanie jakichkolwiek wątpliwości – westchnął Charon

Fate spojrzał na niego lekceważąco i westchnął teatralnie


- ja nigdy nie mam wątpliwości, ja po prostu rozważam pewne opcje. Odkryłem jednak, że sprawiło ci trudność namierzenie osoby, która zajrzała w księgi. Od tamtej pory przywileje nałożone na Rasę zniknęły i jestem w pełni zrelaksowany – Zdawało się jakby Fate usiadł na czymś, co lewitowało nad Styxem. Sądząc po, pozie jaką przyjął, musiał to być jakiś tron, bądź fotel. - hmm a co do zdarzenia, jakie miało miejsce podczas Uczty, jak też w Pieczarze…

Saovine drgnęła..

-.. to nie chcę, abyś się specjalnie tym przejmowała. Na Mortoir nie było nikogo i tym bardziej nikt w księgi nie zajrzał. Właściwie nawet nie wiem, po co miałby to robić – Fate oparł się głową o niewidzialne oparcie – ach, jak ja lubię tu wpadać od czasu do czasu….hmm sama w końcu je czytałaś, pobieżnie, ale jednak. – założył nogę na nogę - Właściwie to nie powinnaś się przejmować poczynaniami Diabłów, niech robią, co chcą. Na zdrowie – Fate wykonał gest toastu w stronę swoich rozmówców. W jego dłoni pojawił się srebrny kielich wypełniony przezroczystą cieczą.
- co do mojego strachu.. heheh hahahaha – roześmiał się tak głośno, aby słyszało go wszystko w promieniu kilkuset metrów po czym spoważniał – mam nadzieje, że wiecie, iż stąpacie po kruchym lodzie. Wasze rozmowy nie są dla mnie tabu. – uśmiechnął się jadowicie – ale za bardzo was lubię, żeby być takim zagniewanym.
- Artefakty..więc ta cała farsa z ekspedycją
- nie przejmuj się tym, odesłałem Morgano na Pola, nie był tam już potrzebny. Sytuacja na Mortoir się unormowała i nikomu nie chce się już organizować ekspedycji. A ja chociaż się przy tym ubawiłem. Jeden problem z głowy, prawda? Sao?
- cóż – śmierć usiadła – właściwie to racja – uśmiechnęła się zupełnie nieoczekiwanie, Los nie był specjalnie zadowolony z jej reakcji – kruchy lód powiadasz…trzęsiesz portkami przed Trzynastym – uśmiechnęła się jeszcze szerzej

Nastała grobowa cisza. Wyraz twarzy Fate’a nie mówił prawie nic, poza znużeniem.

- Trzynasty nadejdzie, ale jeszcze nie teraz. Za to jak będziesz mnie prowokowała to stanie się to wcześniej, niż później. Wbrew temu, co sądzisz, będę miał nad nim kontrolę tak samo jak miałem nad resztą was. A teraz tylko zgaduj czy blefuję, chociaż nie wiem, po co miałbym to robić.

Los zniknął.

- co za wścibska szuja - śmierć poprawiła spodnie
- taki już jest..
- musze się przebrać – dziewczyna wycedziła po chwili ciszy – a później zajmę się duszami, ty też wracaj do obowiązków Charonie – Przewoźnik kiwnął głową, po czym kobieta zniknęła mu sprzed oczu.

_________________
Image
Image


Top
 Profile  
 
Display posts from previous:  Sort by  
Post new topic Reply to topic  [ 23 posts ]  Go to page Previous  1, 2

All times are UTC + 1 hour


Who is online

Users browsing this forum: No registered users and 3 guests


You cannot post new topics in this forum
You cannot reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot post attachments in this forum

Search for:
Jump to:  
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group