-Nudzi mi się. – jęknęła mała istotka robiąc palcem ślady na oszronionej ziemi. Chłód przyprawiał ją o dreszcze.
-Ile można chodzić po tym miejcu?- mruknęła do siebie z niezadowoleniem, a przed noskiem pojawił się kłębek pary. Otuliła się skórzanym płaszczem i oparła o drzewo.
-W nieskończoność.- usłyszała słaby głos tuż obok prawego ucha.
Odskoczywszy gwałtownie zaczęła przeczesywać spojrzeniem pustą przestrzeń Mgielni.
Wątły, biały płomyczek słabo unosił się w powietrzu znikając przy mocniejszym powiewie lodowatego wiatru, po czym pojawiał się ponownie.
-Kim jesteś?- zapytała powoli przybliżając się do istoty.
Jak to dzieci mają w zwyczaju, zaraz włożyła palec wskazujący w obcą istotę.
***
Kot leniwie zamiótł kurz z dachu, wnikliwie obserwując poczynania małego gościa Mgielni.
-Chimeria zrozumie. Lepiej było nie pozostawiać Darkstara wraz z Mawią sam na sam w Mgielni.
***
-Jesteś duchem?
Blady płomyczek przytaknął cicho.
-Ale fajnie.- dziewczynka uśmiechnęła się szeroko i kucnęła na ziemi.
-Zamieńmy się więc.
-Nie podoba ci się bycie duchem?
-A uważasz, że snucie się przez setki lat po tych samych terenach Mgielni jest ciekawe? Jest nas tu wiele. Część potępionych, czujących głód, a nie mogących niczego zjeść, czujących pragnienie, a nie dostających do wody. Czujących potrzebę bycia, a nie przenikania przez wszystko. Czyż to nie przygnębiające, gdy dla człowieka, który marzył o zdobyciu szczytów, największym pragnieniem jest chociażby życie larwy?
***
-Może by to trochę przyśpieszyć? Nie mamy czasu...- kot miauknął z niezadowoleniem, przyglądając się rozmawiającej z duchem dziewczynce.
***
-Biedne jesteście...-Mawia zmarszczyła brwi i ze smutkiem spojrzała na płomyczek.
-Każdemu można pomóc.- usłyszała znajomy głos. Odwróciła głowę i dostrzegła białego kota zbliżającego się do niej. Zwierze otarło się o jej nogę i zamruczało gdy dziewczynka pogłaskała go po głowie.
-Możesz mu pomóc, jeśli chcesz. Możesz mu ofiarować nowe ciało i tym samym życie.
-Ja?- dziecko wybałuszyło oczy.
-Tak. Pokazać ci jak to zrobić? Nie myśl jednak że nie będzie cię to nic kosztować.
Mawia zawahała się. Kot mówił niejasno, a siostra zawsze uczyła ja by nie ufać, gdy ktoś nie odsłania przed nami kart.
-Nie bój się. Tutaj jesteś bezpieczna...pani.
-Pokaż mi.
***
DC krążył po Mgielni coraz bardziej wściekły, że nie może nic tu zrobić. Rozpalenie niewielkiego ogniska było szczytem jego możliwości tutaj.
Ze złością kopnął drzewo, które zatrzęsło się i niemal zawyło. Gałęzie zdawały się parować, lecz biały dym, który opuszczał drzewo zaczął zbijać się w drobne płomyczki, które wkrótce otoczyły Dark Caibra.
-Wrrr...-zawarczał do siebie spoglądając w puste oczodoły, które pojawiły się u płomyczków.
Stały nieruchomo już jakiś czas, co tylko irytowało, już złego lisa.
Pod wpływem emocji rzucił się z otwartą paszczą do przodu, w białe tło duszków. Poczuł chłód w ustach, gardle i przełyku. Nieprzyjemne uczucie powędrowało głębiej.
-Latające lody?
W odległości kilkunastu metrów dało się usłyszeć dramatyczne burczenie.
-Jeść.-jęknął nieszczęśliwy.
Biegiem ruszył do przodu zostawiając za sobą zastygłe płomyczki, które po chwili wróciły do drzewa.
Zwolnił tempo, gdy zobaczył coś, co wcześniej się w Mgielni nie zdarzyło.
Wszedł w chmurę czarnych motyli.
Idąc dalej dostrzegł dziewczynkę siedzącą po środku dróżki. Wokół niej wraz z płatkami śniegu wirowały motyle wznosząc się i opadając. Zdawało się, że ich liczba przybywa, bo co chwila otoczenie gęstniało od czarnych punkcików.
DC usiadł nieopodal przyglądając się widowisku.
Przyglądając się, jak mała dziewczynka w towarzystwie słabych iskierek otacza płomyczki drobnymi rączkami, wykonuje na pozór skomplikowane gesty i mruczy coś pod nosem. W efekcie po otworzeniu dłoni rozkładał skrzydła mały motyl, który wzbijał się dzielnie w mroźne powietrze.
-O, rudy.- uśmiechnęła się widząc marznącego DC.
-O, dziewczynka.- warknął do siebie z wymuszonym uśmiechem i spojrzał na nią ponuro, spod ściągniętych brwi.
Noga nadal go bolała.
-Ładne motyle?
-Wyglądają smakowicie.- uśmiechnął się wrednie oblizując pysk.
-Hrmpf. – mruknęła i wstała z oburzonym wyrazem twarzy.
-Widać że siostry...
-Znasz moją siostrę?
-Powiedzmy że miałem okazję się z nią zobaczyć.
-No, to chodź!- podbiegła do niego i szarpnęła za rękaw.
-Gdzie?
-Musisz mi o niej opowiedzieć!
DC zdziwił się.
-Nie ma mowy.- odwrócił się plecami i skrzyżował ręce na piersi.
-Proszę...- pisnęła kucając obok.- Bardzo cię proszę.- zamrugała oczami i zmusiła się do płaczu. Drobne łezki popłynęły jej po policzkach.
-Siostra cię tego uczyła, prawda? ==
-Ano. Choć, nie daj się prosić. Dam ci nawet jeść.- uśmiechnęła się chytrze patrząc na wygłodniałe oczy lisa.
|