[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 95: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 95: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 95: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 95: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 95: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4246: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /includes/functions.php:3685)
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4248: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /includes/functions.php:3685)
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4249: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /includes/functions.php:3685)
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4250: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /includes/functions.php:3685)
Multiworld • View topic - Akademia Jedi

Multiworld

Nothing is impossible in the Multiworld
It is currently Thu Apr 03, 2025 2:27 am

All times are UTC + 1 hour




Post new topic Reply to topic  [ 219 posts ]  Go to page Previous  1 ... 11, 12, 13, 14, 15  Next
Author Message
 Post subject:
PostPosted: Fri Dec 08, 2006 2:51 am 
Offline
User avatar

Joined: Sat Apr 17, 2004 4:46 pm
Posts: 925
Location: Z krain, których nie ma na mapie.
Transportowiec pomknął w dół niczym pocisk. Siła lotu poderwała pasażerów maszyny brutalnie przyklejając ich do dachu.
-Woah the shit!- warknęła Chimeria z trudem odlepiając twarz od zimnego metalu. -Zajmij się maszyną!- krzyknęła do Zarova, który również zdążył odczepić się od blachy.
-Nie rozkazuj mi.- stwierdził nieco poddenerwowany.
-O tym, czy to był rozkaz podyskutujemy później, zrób po prostu coś byśmy przestali lecieć w dół!
Zarov nie miał zamiaru słuchać się rozkazów, lecz trzeba było opanować mknący ku ziemi transportowiec.
-Widać bez swojej magii niewiele potrafisz.- rzucił zgryźliwie, mimo wszystko dostając się do panelu kontrolnego.
-To już twoja wina!- ryknęła wiedźma spoglądając przez przednią szybę. - Shit...

Kolejna porcja ogromnych głazów zbliżała się w zastraszającym tempie. Równie zastraszającym, co oni do powierzchni planety.
-Jak by tu bez magii...- Chimeria rozpaczliwie rozglądała się, wzrokiem szukając czegoś, co ją naprowadzi do odnalezienia rozwiązania z sytuacji.
Nie miała pojęcia jak, ale Zarovowi udało się spowolnić opadanie machiny.

Pociski były tak blisko, że wiedźma była niemal w stanie rozpocząć liczenie porów w skale. Dopiero wtedy, nie wiadomo jakim ciągiem myślowym się prowadząc, Chimeria wpadła na pomysł, który mógł ich uratować.

-Trzymaj się Zarov!- krzyknęła z niepewną miną. Otóż, wcale nie była pewna czy plan zadziała, ba! czy nawet wypali w połowie. Wszak dość dawno nie korzystała z tych technik.
Wiele do stracenia jednak nie było.

Prężnym skokiem dopadła szyby i przyłożyła do niej dłoń. Przymknąwszy oczy skupiła się na połączeniu z materiałem. Wyciągnięta ręka zaczęła jej drżeć. Zacisnęła zęby szarpiąc się z niewidoczną mocą.

-Nie użyjesz przy mnie magii!- krzyknął wściekły Zarov, biorąc Chaotkę za totalnie skretyniałą.

-I nie używam!- krzyknęła wiedźma niemal się uśmiechając. Zaczynało się nieźle. O ile zadowolona była z faktu, iż nie zapomniała podstawowych zasad działania techniki, o tyle dwukrotnie cieszył ją stan, w który zaczęła wchodzić.
Oczy dziko cieszyły się z efektów skupienia, a uśmiech odsłaniał białe kły.
-Wszystko albo nic!- zaśmiała się.
Zarov spojrzał zaskoczony. Szyba transportowca Zgromadzenia rozprysła się w drobny mak, a siedząca na niej Chimeria wyleciała razem z nią.

Chwyciwszy się za framugę, postać zatoczyła ostre koło i twarto tupnęła o powierzchnię statku, który prawie, że pokonał opór lecących w pierwszej kolei skały i stał w miarę równej wysokości.

-Co do...- zaczął Zarov, lecz nie dane było mu skończyć. Czas spotkania z następną masą pocisków nastąpił.

Chimeria złożyła szybko dłonie, po czym wyprostowała je kierując ich wewnętrzne strony ku lecącym skałom.
-Aaaaghhhrrr!!!!- zawyła nieludzko, gdy błękitno-złote błyskawice przeszyły jej ramiona, po czym spiralnie wystrzeliły w kierunku lecących głazów.
Atmosferę przeszyły jaskrawe błyski oślepiające wszystkich, włącznie z kierującą kontratakiem. Gruchot, o zdecydowanie przesadzonej ilości decybeli, świadczący o niszczonej materii ogłuszył na chwilę wszystko co znajdowało się w pobliżu i zostało obdarzone przez naturę darem słuchu.
Gdy nadmierny blask zgasł, lewa ręka Chimerii bezwładnie zawisła wzdłuż tułowia.
-Damn... tak to jest, jak się nie dba o formę...- jęknęła wiedźma przyklękając na jedno kolano.

Zarov patrzył niemal urzeczony na efekt pracy.

Pierwotny atak rozsadził głazy i zamienił je w deszcz drobniejszych kamieni, które z kolei przeistoczyły się w delikatnie spadające, błękitne płatki róż.

-Co to u cholery było?!- krzyknął do Chimerii, która rozłożyła się na statku.
Ta, w odpowiedzi uśmiechnęła się zadziornie.
-A znasz takie słowo... alchemia?

***

Zarov był zirytowany. Jego transportowiec nie dość, że był poobijany, to miał kompletnie zniszczoną szybę.
-Mogłaś je przynajmniej w klople Finlandii zmienić.
-Brakło mi konceptu.- wzruszyła obojętnie sprawnym ramieniem i spróbowała wrócić do wnętrza statku. Okazało się to o wiele trudniejsze niż wyjście na zewnątrz. Była zmęczona, a lewa ręka była chyba wybita wybita z barku.
-Ląduj, byle szybciej. Na takiej ilości płatków nie powinno być twardo.- mruknęła zsuwając się z powierzchni transportowca.


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Fri Dec 08, 2006 12:43 pm 
Offline
User avatar

Joined: Fri Mar 26, 2004 9:47 am
Posts: 1249
Location: Ośrodek wypoczynkowy "Nomad"
Zarov, pod nosem, zemścił na czym świat stoi. Planety jak i sami mieszkańcy układu Chaoticów wyraźnie go nie lubili, nie tylko jego lecz całego Zgromadzenia.
- Czy każda wizyta na tym kosmicznym zadupiu musi się tak kończyć ?! – niby do siebie rzucił poprawiając mundur.
- Nabrałeś ochoty na kolejną rundkę – warknęła wiedźma.

Sergiej od niechcenia zaprzeczył i przy okazji rozejrzał się po wnętrzu. Błękitne płatki róż niesione wiatrem wpadały przez rozbitą szybę. Dobrze ze nie różowe pomyślał. Szybka kontrola stanu rdzenia nie wykazała żadnych poważnych uszkodzeń.
- Skoro nie, to z łaski swojej pomógłbyś damie wejść do środka?

C914 chwycił dłoń Chimerii. Umyśle złapał za lewą i mocnym szarpnięciem wciągną stercząca na zewnątrz do wnętrza. Fala bólu przeszyła niemalże całe ciało wiedźmy a z jej ust dobyło się ciche jęknięcie.
- Zrobiłeś to specjalnie. – masując nadwerężone ramię odpowiedziała cedząc przez zaciśnięte zęby.
- Jesteśmy kwita.
- Co?!
- Zniszczyłaś przednia szybę mojego statku i zaśmieciłaś całe wnętrze niebieskimi płatkami bliżej nieokreślonego kwiatu.
- Popatrz na to z innej strony, przynajmniej wnętrze nabrało nowych kolorów, stało się bardziej żywe. Szczerze zrobiło się tutaj całkiem przytulnie. – zajęta swym ranieniem odpowiedziała Chimeria.
Zarov zignorował zaczepkę strzepując kilka płatów róży z ramienia.
- A to że uratowałam nas przed staniem się konserwą nie liczy się?! - po chwili wiedźma dodała.
- Wiesz co to są pola antygrawitacyjne? – odpowiedziała cisza – To takie zmyślne coś, co powoduje że jednostki taka jak pancernikotransportowiec nie stają się konserwami w kontakcie z byle głazami.
- Zrobiłam to co było konieczne w tej sytuacji. Wiec odczep się. – mruknęła Chimeria.
- Zrobiłaś to co TY uznałaś za konieczne. Czasami słuchaj tego co inni mają ci do powiedzenia. Następnym razem mój statek może nie tylko stracić szybę, a ty wybyć bark.
- Jednak wybity – szepnęła przywódczyni CA - Gdzie masz apteczkę?
- Nigdzie. Jakoś sobie poradzisz, wyglądasz na twarda babkę. Bark był wybity, wciągając cię przy okazji nastawiłem go, ból przejdzie za kilka godzin. – odparł zwięźle Zarov.

Gdy tak rozmawiali transportowiec Zgromadzenia wylądował kilkaset metrów poza strefa opadu płatów róż.
- Zajmijmy się teraz przyczyną naszych problemów – mruknął Sergiej.
- Słucham?
- Nic, nic. Wychodzę rozprostować kości, jak wrócę niebieskiego świństwa ma tutaj nie być! Szczotkę i szufelkę znajdziesz w ładowni. – Zarov na pięcie odwrócił się.
- Gdzie! – warknęła wiedźma i zdrową ręką chwyciła wychodzącego c914.

Oboje znaleźli się w podprzestrzeni. Chimeira próbowała cos krzyczeć lecz poza gwałtownym ruchem ust nic nie świadczyło o tym iż ma takowe zamiary.
- Uparta. - telepatycznie skontaktował się z wiedźma Zarov. -Teraz nie puszczaj mnie, inaczej zgubisz się miedzy wymiarami.
- Tutaj czyli?
- W podprzestrzeni.

Wiec tak wygląda podprzestrzeń pomyślała. Niebieskawa sfera w której odbijały się rozmyte i zamazane obiekty ze świta realnego. Każde z nich zakrzywiało, marszczyło błękitne tło. Wyjątkiem był Sergiej, nie wytwarzał niczego, podprzestrzeń przechodziła przez niego jak gdyby nie istniał dla niej. Część z zakłóceń była jaśniejsza niż inny przybierała barwę złota identyczną z ta która generowało jej ciało.
- To magia i wszystko co naturalnie nie zostało wplecione w naszą rzeczywistość. – wyprzedzając pytanie rzeczowo rzekł Zarov. – Spójrz na twoje dzieło, płatki iskrzą się niczym najczystsze złoto. Miną dni nim podprzestrzeń wróci tutaj do pierwotnego stanu.
- Mhmm. Dokąd zmierzamy? – spytała
- Tam – Zarov wskazał na dosyć odległy punkt iskrzący się zlotem równie mocno jak efekt pracy Chimerii – Tamta siódemka również używa magii i ma wiele wspólnego z kamieniami które spadły na nasze głowy.

Wiedźma prócz jednego iskrzącego się punktu nie widziała nic więcej. Nic co choćby odrobinę przypominało sylwetki ludzkich postaci.
- Skąd ta pewność. Może uaktywnił się system ochrony planety?
- I zaatakował pojazd na którym przebywała przywódczyni organizacji władającej tym światem. Proszę nie pogarszaj mojej opinii o i tak już wątłej inteligencji przedstawicieli CA. Pomijając to podprzestrzenne odbicie tamtych jest identyczne z głazami które widzieliśmy. Wnioski wyciągnij sama.
- Co zamierzasz zrobić gdy już będziesz przy nich?
C914 nic nie odpowiedział i przyspieszył kroku.
- Zadałam ci pytanie! Pamiętaj iż to są moi poddani i jesteś na moim świecie! Zarov?! – z braku odpowiedzi Chimeria miała zamiar puścić dłoń Sergieja i iść własną droga. Lecz czy to co mówił było prawdą? Nie mogła negować tego założenia. Nie mogła też zostawić tajemniczej siódemki samym przeciw temu Zgromadzeniowcowi któremu Bóg jeden raczył wiedzieć co strzeliło do głowy tym razem. Wzmocniwszy uchwyt również przyspieszyła kroku.

***

W podprzestrzeni pokonywanie dalekich odległości przebiega znacznie szybciej. Nie minęła minuta i dalej tkwiąc w błękitnej sferze stanęli w pobliżu siódemki.
- I co teraz? – spytała wiedźma
- Nie próbuj żadnych sztuczek, bo zostawię cię tutaj. – śmiertelnie poważnie telepatycznie przekazał Zarov. Zgrabnym ruchem wysmyknął się z uchwytu Chimerii i sam mocno złapał ją za ramie. Ciało przedstawiciela Zgromadzenia stało się półprzezroczyste dla niej.

Identycznie stał się widoczny dla siódemki nieznajomych. Ci gdy tylko wyczuli zagrożenie pospiesznie zwarli szyki gotowi do ataku. Jan Olvegg dostrzegł rozciągającą się wokół przybysza ciemna martwa sferę. Obszar pozbawiony magii.
- Idzie żołnierz borem, lasem, przymierając z głodu czasem. - pól przezroczysty śpiewnym tonem odezwał się - Suknia na nim nie blaguje wiatr przez dziury przelatuje. – jakby na potwierdzenie tych słów przeniknął przez najbliższe konary drzew i kępy krzaków. - Trzeba by go poratować, stertę głazów na łeb zwalić. – Skończył i był już na polanie.
- Kim jesteś? – spytał chudy mężczyzna ubrany w tunikę
- Zwą mnie Zarov - nieznajomy odparł z pół uśmiechem, było w nim cos dziwnego coś co mocno zaniepokoiło Olveggę. – A wy?
- Jam jest sługa obowiązku nazywaj mnie Janem Olveggą. A oni narzędziami w dłoniach Pani – wskazał na rosłych rycerzy.
- Czy mówisz o tej wiedźmie – niczym zza niewidzialnej kurtyny przed Sergiejem ukazała się w pełni widoczna Chimeria. Zaskoczona nie zdążyła zareagować w żaden sposób.

Przedstawiciel Zgromadzenia położył na ramieniu kobiety swa dłoń. Palce jak i część munduru zmieniły swa konsystencje i barwę na czerwono-czarną . Błyskawicznie oplotły swymi ostrymi odnogami cały bark wraz z ręką oraz szyję.
- Ruszcie się, lub ty moja droga wykonaj coś co mi się nie spodoba, a połowa twojego ciała znajdzie się w jednym z wymiarów podprzestrzeni. – beznamiętnie rzucił Zarov.
Olvegga szybko doszedł do siebie po tak niespodziewanym obrocie spraw. Wszystko stało się jasne, już wiedział dlaczego został przysłany akurat w to miejsce.
- Nie znam tej kobiety – odparł by zyskać na czasie.
- Wiec całe przedstawienie na nic. Szkoda. Nikt z was nie jest z CA? – żaden z rycerzy nie odpowiedział – A ty? – zwrócił się do starca. Olvega milczał. – Przykro mi, będziesz nam teraz tylko zawadzać – Sergiej zwrócił się do Chimerii

Wiedźma rzuciła pełne zaskoczenia spojrzenie na c914. W oczach Zarova dostrzegła identyczny błysk jaki widziała w celi. On naprawdę zamierzał to zrobić. Myśl kobieto, myśl, jeśli życie ci miłe myśl! Niczym mantrę powtarzała czując jak uścisk coraz mocniej się zaciska.
- Czekaj! – ostro rzucił Olvegga. Uścisk nie zelżał lecz nie posuwał się dalej. Była uratowana?

_________________
Image


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Fri Dec 08, 2006 2:09 pm 
Offline
User avatar

Joined: Sat Apr 17, 2004 4:46 pm
Posts: 925
Location: Z krain, których nie ma na mapie.


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Tue Dec 12, 2006 2:06 pm 
Offline
User avatar

Joined: Fri Mar 26, 2004 9:47 am
Posts: 1249
Location: Ośrodek wypoczynkowy "Nomad"
Zarov patrzył. Nawet nie drgnął, tylko patrzył. Kobieta, wiedźma ...jego żona stała przed nim. Trzymał ją w dłoniach. Mógł pouczyć miękkość jedwabistej skóry jej dłoni, policzka. Wychwycić zapach jej krótkich kręconych włosów. Pobudzona doznaniami wróciła lawina wspomnień, uczuć o których przez lata służby w Roju zapomniał. Miał to wszystko przed sobą we własnych rękach miał...namacalne wspomnienie!

A teraz ta mała gnida zniszczyła je! Zniszczyła pielęgnowane przez lata najpiękniejsze w całym parszywym życiu wspomnienie. Wtargnęła do sanktuarium które Zarov w swej pamięci wystawił, którego nikt nie powinien naruszać.

Przedstawiciela Zgromadzenia ogarnęła fala nienawiści, gniewu, żądzy mordu. Takiej jakiej jeszcze nigdy nie doznał. Ogarnięty szałem przestał kontrolować swoje myśli. Chcesz zginąć wiedźmo? Zapierze cię własnymi rękami rozerwę na strzępy, wypale twój mózg neuron po neuronie. Za moment będziesz papką gnijącego syfu! Lecz nie ruszył się nawet o minimetr, nie drgnął. Na zewnątrz zachował kamienną, niczym nie wzruszoną posturę.

Chwała mistrzom Ciemnej Strony Mocy. Gdyby nie lekcje jakie otrzymała Eris, a jakie w kolektywnej świadomości miał okazje poznać, wiedźma z pewnością stałaby się tym co przed momentem opisał we własnych myślach. Zarov był w stanie kontrolować własny gniew, szał. Jednak gigantyczne pokłady negatywnych emocji musiały znaleźć ujście.

I znalazły. Zaatakowały swoje przeciwieństwo, pozytywne emocje, odczucia jakie jeszcze tliły się w sercu Zarova. Krótka walka, a raczej anihilacja negatywnych i pozytywnych doznań. Wszystko gniew, złość, radość, nienawiść, miłość przestały istnieć. Zostały stłamszone przez swoje przeciwieństwa. Nastała dawno wyczekiwana upragniona przez świadomość Sergieja cisza i jednocześnie coś czego mu brakowało.

C914 głośno na całe gardło roześmiał się. Chimeria naprawdę zdziwiła się, czyżby była to oznaka utraty kontroli nad własnymi myślami. Cóż, życie w tym ciele było piękne...
- Tak! – Sergiej odezwał się lekko zachrypniętym głosem -Pozwoliłem jej zginąć, pozwoliłem by te sukinsyn z Korpusu Parapsychicznego wypaliły jej umysł. Ale wiesz miałem jeszcze dwie córki one dalej żyły...żyły do czasu aż z cała pieprzoną flotą nie zjawiłem się na orbicie Vesuvi. Panowie z Korpusu myśleli że poddam się, że zdradzę wszystkich i cała rebelia szybko się skończy. Pomylili się...nawet nie zdążyli nadać przekazu gdy wraz ze stolicą Konfederacji wyparowali. Tego dnia zabiłem własne córki.... zabiłem ponad cztery miliony matek, żon, córek! Zadziałała matematyka... poświeciłem dwie najukochańsze mi istoty dla dobra ogółu... śmierć milionów za cenę życia miliardów. Przez wiele miesięcy później co noc budziłem się zalany potem, ale to przeszło stało się kolejnym niemiłym wspomnieniem.
Prawdę powiedziałaś, jestem dupkiem – kontynuował – jestem dupkiem i mordercą. Nie chce powrotu przeszłości z prostej przyczyny... niczego co zrobiłem w swoim zafajdanym życiu nie żałuje! Niczego, bo zawsze miałem cel. Coś dla czego mogłem się zatracić, poświęcić wszystko co kochałem. A teraz mam nowy cel! – roześmiał się ponownie.

Uścisk na ramieniu wiedźmy nie zelżał.
- Piękne przemówienie, a teraz zrób to co masz zamiar zrobić, zabij mnie!- krzyknęła. – Widziałam już własną śmierć, nie boje się jej.
- Każdy się boi śmierci, nawet najmniejsze gówno. – odparł Sergiej.
- W przeciwieństwie do ciebie nie jestem małym gównem. Nie boję się, bo wiem że wrócę.
W odpowiedzi Zarov ponownie zaśmiał się. Ten jego śmiech kpiący, głupkowaty a zarazem tak denerwujący. By go uciszyć Chimeria była gotowa rozpruć mu gardło własnymi plcami.
- Głupia. Ty nie boisz się śmierci ciała. Ot będzie troszkę bolało. Twoja dusza czy też świadomość... wedle uznania.. wróci, o ile miałaś odrobinę oleju w głowie, do ustanej wcześniej lokacji. A jeśli nie, nawet najbardziej zafajdany mag wróci cię do dowolnego ciała. Czego tu się bać. – wiedźma niemrawo wzruszyła ramionami, mówił prawdę. Zerknęła na Sergieja z wyraźnym zaciekawieniem.
- Możesz mnie zabić nim którykolwiek z moich rycerzy wyciągnie miecz. Dlaczego tego nie robisz?!
- Po pierwsze nic by to nie dało. Po drugie może wstrzymują mnie słowa które wypowiedziałaś.
- Głupio ci zabić bezbronną kobietę przypominająca twoją żonę.
Zarov w odpowiedzi wzruszył ramionami.
- Ułatwię ci zadanie, widzisz tych rycerzy obok, to jest moja broń, czujesz aurę magii otaczająca mnie, to tez jest moja broń. A to – Chimeria wolna ręką pokazała własną twarz to tylko złudzenie. – zakpiła.
- No to już. Na co czekasz? Niech się ci twoi rycerze na mnie rzucą....Nie... ach faktyczne zapomniałem... – Sergiej wzmocnił uścisk tak że aż wiedźma jęknęła – ...mamy małą, patową sytuacje.
C914 po chwili namysłu dodał.
- Dobra, zrobimy tak. Panowie rycerze cofną się grzecznie na skraj polanki. A ja w zamian dam ci szanse na spełnienie twojego małego marzenia: powieszenia moich wnętrzności jako girlandy w święto zmarłych.
- Proponujesz pojedynek? – zdziwiona spytała.
- Nie, grę w bierki. –zakpił – Tak.
- Zgoda – rzeczowo odparła Chimeria. Szansa na to, że Zarov ją zbije była ogromna. Lecz teraz, sam dał jej szanse by mogła mu się odgryźć. Będzie mogła zmazać cyniczny uśmieszek z twarzy Zgromadzenowca oraz poplamić jego własna krwią śnieżnobiały mundurek.

Nieruchomi do tej pory rycerze wraz z Olveggą oddalili się na skraj polany. Janowi nie podobało się to założenie, niestety musiał wykonać rozkaz swej pani. Dał sygnał rycerzom by po kryjomu szykowali serie ataków magicznych jeśli sprawy przybiorą zły obrót dla wiedźmy.

- Proponuje byś odsunęła się ode mnie odrobinę i dała szanse własnym zdolnościom magicznym. – Sergiej był zadziwiająco uprzejmy, to zaniepokoiło Chimeirę.
- Wole zostać na miejscu, ty odejdź.
- Jak sobie życzysz.
C914 odwrócił się na pięcie i powoli oddalał się od wiedźmy. Trzy kroki... cztery kroki...

Piątego już nie było. Na plecach śnieżnobiałego munduru błyskawicznie uformowała się szpica długości kilku metrów. Jej koniec przeszył prawy bark Chimerii. Całkowite zaskoczenie. Ostrze samoczynnie złamało się przy ciele.
- Głupia, a do tego naiwna. – jeszcze odwrócony Zarov rzekł.
- Ty.. ty.. dupku– przywódczyni CA chwyciła raniony bark dłonią próbując powstrzymać wyciekającą krew. Równie niespodziewanie jak nastąpił atak c914 runęła na ziemię.
- Oho. Nie dane będzie nam dokończyć w spokoju... nie tutaj – wyczuwając wzmagająca się aurę magii wokół pędzących mu na spotkanie rycerzy Zarov wraz z ranną przenieśli się w podprzestrzeń.
- Tak dokładnie, dupku i skurwysynie – już w podprzestrzeni odezwał się leżącej Chimerii. Skoro tak lubisz wspominać dam ci jeszcze jedno piękne wspomnienie do kolekcji.
- C..Co?
- Nie wykrwawisz mi się tutaj na śmierć. To by było zbyt proste. Zostaniesz zjedzona, kawałeczek po kawałeczku. Czyż to nie będzie piękne wspomnienie, trzy dni a może nawet tydzień bycia zjadanym na żywca.
Wiedźma poczuła igiełki strachu.
- Widzę ze nie rozumiesz. Dobrze wszystko powolutku ci wyjaśnię. Ponoć łatwiej umierać gdy zna się chorobę która trawi trzewia– roześmiał się - Skup się.
Zacznę od początku. Swego czasu Rój potrzebował narzędzia za pomocą którego niewerbalnie będzie w stanie tworzyć nowe przedmioty. Stworzył krystaliczna materię, ni żywą ni martwą substancje która byłą w stanie słuchać telepatycznych rozkazów Shivan. Istne cudo jak zauważyłaś. Okazało się iż materia ta może także być piękna bronią. Co już tez zauważyłaś – wymownie zerknął na jej bark – Lecz sprawdzała się jedynie jako błyskawiczna broń biała. By stworzyć jakieś urządzenie potrzebowała czasu, a w zwarciu niestety masz go jak na lekarstwo. Dlatego też Rój opracował specjalny typ materii który po kontakcie z przeciwnikiem błyskawicznie go pożera. Proste i skuteczne. A teraz pokrótce opowiem ci jak wygląda cały proces. Pozwolisz?
- Pieprz się – parsknęła. Rana z której przed momentem sączyła się krew była już zasklepiona przez czerwonawa lepka substancje.
- Jak wspominałem materie można samemu programować, jeśli wiesz jak to rozbić. Wiec zaprogramowałem własna by proces konsumpcji obcego ciała był spowolniony. Specjalnie dla ciebie. Doceń to.
Sam proces przebiega kilkustopniowo. – głos Sergieja przybrał akademicki ton - Najpierw rana przez która dostała się materia zostaje zasklepiona. Powód oczywisty, przecież nie chciałbym byś się wykrwawiła. Jednocześnie do układu nerwowego dostają się substancje które paraliżują cały ośrodek ruchowy... dlatego teraz leżysz... oraz wzmacniające bodźce nerwowe, tak mocno byś zwykłe dotkniecie czuła niczym przypalanie rozżarzonym metalem. W tym samym etapie inne substancje działają na twoją świadomość tak byś przysłowiowo nie wyłączyła się i nie przestała odczuwać bólu.
Kolejnym jest sama konsumpcja obcego ciała. I tu również możemy wyróżnić kilka faz. Na wstępnie pochłaniane są mniej ważne organy struktury twego ciała. Jest nimi skóra, pomniejsze mięsnie, paznokcie, włosy. Następuje faza trawienia organów wewnętrznych tez stopniowo od mniej ważnych do najważniejszych. Przez cały czas trwania konsumpcji krystaliczna materia ma za zadanie jak najdłużej utrzymać cię przy życiu. Urocze nieprawdaż?

Zarov przyjrzał się wiedźmie uważnie, materia w ranie zaczęła rozlewać się po okolicy zakrywać fragment po fragmencie skórę ofiary. Za klaka chwil rozpocznie konsumpcje.

- Pora na odrobinę wzmianek o technologii oraz tego co możesz, a co nie. Dziwisz się. Niepotrzebnie, chce byś miała pełny obraz swej beznadziejnej sytuacji.
Wszelka próba ingerencji czy tez wycięcia materii jest skazana na porażkę. Materia jest już w twoim krwioobiegu układzie limfatycznym oraz płynie rdzeniowym. Próba zwleczenia również ma nikłe szanse powodzenia. Krystaliczna materia ma sztywno ma zaprogramowane kilkaset tysięcy własnych kombinacji oraz może się mutować.
Co do magii i innych nienaturalnych prób walczenia bądź usunięcia tworu. Sprawa wygląda prosto, nie zadziałają w dostatecznym stopniu. Zbiegiem okoliczności zaprogramowałem krystaliczną materie na nomadzie by powieliła „zdolności” kryształków w negacji nienaturalnych zjawisk. Jako iż mój mundur te jest z niej zrobiony i był na Nomadzie on również odziedziczył tą właściwość. Możesz próbować czarować, używać alchemi etc, efekty będą, nie przeczę, ale raczej mizerne.
Hmm..to wszystko ci miałem ci do powiedzenia. Jeszcze jedna mała rzecz. – Zarov wtopił dłoń własny mundur. Z wnętrza wyjął małą szklisto czerwonawą kulę i doczepił ja do fragmentu krystalicznej materii na ciele wiedźmy. – Zapasowy generator fadingu fazowego specjalnie dla ciebie... Tak na wszelki wypadek gdybyś chciała wzywać pomocy lub ktoś zaczął cię szukać. Próba zniszczenia spowoduje rozczłonowanie cię na tysiąc wymiarów w których będziesz przebywać w danej sekundzie... Właściwie to będzie lepsze wyjście niż czekanie trzy dni na śmierć w ogromnych męczarniach. Zrób to w miarę szybko, za kilka godzin ból sparaliżuje twoja zdolność do jakiegokolwiek logicznego myślenia... Taka mała rada.
-Dla..Dlaczego? – pierwsze objawy zjadania skóry wiedźmy nastąpiły dosłownie przed momentem. To było jeszcze do zniesienia lecz z każda chwila odczucia nasilały się.
- Są pewne wspomnienia których nie warto ruszać. A poza tym dupek jestem nie? Miłego umierania. – spokojnie odszedł.

***

Sergiej pojawił się na skraju polany.
- No mości rycerze. Poczynajmy w imię boże, bogów lub kogo tam wyznajecie. – Jego ciało ponownie stało się półprzezroczyste i niespiesznym krokiem szedł do wnętrza polanki.

_________________
Image


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Tue Dec 12, 2006 2:34 pm 
Offline
User avatar

Joined: Sun Oct 26, 2003 1:27 am
Posts: 2039
Location: neverwhere

_________________
A little overkill won't hurt anyone
Image


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Tue Dec 12, 2006 9:32 pm 
Offline
User avatar

Joined: Sat Apr 17, 2004 4:46 pm
Posts: 925
Location: Z krain, których nie ma na mapie.


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Sun Dec 24, 2006 5:03 pm 
Offline
User avatar

Joined: Sun Oct 26, 2003 1:27 am
Posts: 2039
Location: neverwhere
Jedna rzecz się nie zgadzała.
Zielony przestwór trawiastego oceanu - falował. Nie smagany wiatrem. Grunt na podobieństwo oceanu unosił się i opadał niczym fale...do momentu w którym pierwszy "grzywacz" nie przełamał powierzchni i..

Szmaragd pękł na dwie części. Oba odłamki upadły u stóp wiedźmy.

_________________
A little overkill won't hurt anyone
Image


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Mon Dec 25, 2006 9:28 pm 
Offline
User avatar

Joined: Fri Mar 26, 2004 5:37 pm
Posts: 1464
Location: Imperium
Szmaragd rozpadł się, połówki upadły Chimerii u stóp. Zamknęła oczy, czekając na śmierć. Po chwili otworzyła je, ze zdumieniem stwierdzając, że dalej żyje. Gdyby nie narastający ból, powoli przekraczający granice wytrzymałości, to pewnie by wysnuła z tego jakieś odkrywcze wnioski.
Znów podjęła chwiejny marsz. Kilka razy się potknęła; układ nerwowy nie był w pełni sprawny przez krystaliczną materię. Cicho zaklęła pod nosem, czując jak opuszczają ją siły.
Po piętnastu metrach potknęła się znów. Poczuła, jak ziemia wokół wiruje i leci w dół. Przez umysł zamglony bólem przebiła się myśl, że tym razem skończy się na wywrotce.
Wtedy ktoś ją złapał. Poczuła, jak delikatnie sadza ją przy drzewie, w pół siadzie.
- Chimeria Quatro? - usłyszała męski głos, zdawało jej się, że uż kiedyś go słyszała. Kiedy...? Powoli traciła zdolność kojarzenia faktów. Starała się otworzyć oczy, odruchowo zamknięte przy upadku, jednak nie szło jej najlepiej.
- Tak - wbrew sobie jej głos przybrał jękliwe tony. Ból był naprawdę silny - Dziękuję, kimkolwiek jesteś... Jeśli mi pomożesz, nagroda Cię nie ominie...
- Obawiam się - w głosie nieznajomego było coś, co sprawiło, że momentalnie wyklarowały się jej myśli - Że zaszła mała pomyłka.
Poczuła niewielki, bardzo ostry nóż, dotykający jej skóry nad obojczykiem. Tuż nad tętnicą po łacińsku zwaną sub clavią, o której przecięciu człowiek miał kilka sekund życia przed sobą. Otworzyła oczy, rozpoznała twarz, powróciły wspomnienia balu u diabłów.
- Imperator Faroo...

_________________
"Przestańmy własną pieścić się boleścią, przestańmy ciągłym lamentem się poić,
Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią, Mężom przystoi w milczeniu się zbroić"


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Mon Dec 25, 2006 10:42 pm 
Offline
User avatar

Joined: Fri Mar 26, 2004 9:47 am
Posts: 1249
Location: Ośrodek wypoczynkowy "Nomad"
Zarov chciał powiedzieć Olvedze ze mylił się, że grubo mylił się w wielu kwestiach. Lecz teraz nie było na to czasu, tony granitu zawisły nad nim.

Naprawdę lubił to ciało. Służyło mu wiernie od ponad roku, gdy za namową Róju pozbył się resztek Shivańskiego DNA na powrót stając się stuprocentowym człowiekiem. A teraz przyszło mu je stracić. Wyrywało się, pierwotne instynkty nim rządzące chciały uskoczyć, lecz on wiedział iż to bezcelowe. Nic nie mogło uchronić je przed ugrzęźnięciem pod zwałami skał.

Krystaliczna materia gwałtownie uformowała kopułę. Twardy pancerz przyjął na siebie impet uderzenia głazów. Rozległ się trzask łamanych kości. Ogromna masa przysypała parasol ochronny przyszpilając go do ziemi. Zarova ogarnęła ciemność.

Naprawdę lubił to ciało, teraz już wspomnienie. Wspomnienie dało o sobie znać wysyłając tysiące impulsów o uszkodzonych, martwych narządach. Ból ogromny, obezwładniający spłynął ze wszystkich członków do umysłu Sergieja. Cierpnie jakiego mógł zaznać konający w męczarniach człowiek było jego udziałem.

Dosyć! Napływające bodźce rozbiły się o uformowana w podświadomości barierę. Jego ciało umierało lecz nie umysł, nie to były dwie zupełnie różne rzeczy. Ciało było niewolnikiem świadomości i posłusznie wykonywało jej rozkazy, teraz okazało się zbędne. Należało je opuścić, jak najszybciej.

Potężne konwulsje wstrząsnęły tym co do niedawna było człowiekiem. Całe ciało pokryły niewielkie iskierki które poczęły skupiać się tuz nad nim. Nie robiły sobie nic ze sterty skał szczelnie zamykających kopułę z krystalicznej materii. Unosząc się nad przybrała ogólne ludzkie kształty i gwałtownie znikneła rozbijając się na tysiące, miliony maleńkich iskierek.

Świadomość spadkobiercy Roju była pozbawiona podprzestrzeni, była pozbawiona również ciała i wszystkich jego zmysłów. Była ślepa na bodźce pochodzące ze świata, świat był ślepy wobec niej. Jednak coś widziała, widział umysły, podświadomość każdej rozumnej istoty one tez ją widziały, jeśli umiały dobrze patrzeć. Teraz będąc w rozproszeniu nawet światłe umysły nie mogły jej dostrzec.

***

Olvegga przed momentem był zaklęty w ziemię. Teraz klęczał na niej. W ustach czuł lekko słodkawy smak ciepłej cieczy. Krew, jego krew sączyła się z ust uszu i nosa. Jak to się stało nie wiedział, nic nie czuł. Nic poza ogólnym zmęczeniem i osłabieniem, powoli odpływał. Z wysiłkiem spojrzał przed siebie. Niewyraźna falująca postać ukazała się jego oczom, dostrzegł także jak bierze zamach jedna ze swych długi dłoni. Ostatni widok, potem była już ciemność, nicość, zemdlał.

***

Odnalezienie pierwszej ofiary nie nastręczyło Zarovowi dużego problemu. Nad nim migotał setki mniejszych większych jaźni pod nim zaś trwała jedna. Na czarnym tle jaśniała niczym latarnia.

Świadomość Zarova określiła cel, wpłynąć na umysł Olveggi tak by odczuł ból i cierpienie. Jednak skała którą był nie mogą odczuć bólu i cierpnie, ona nie znała takich pojęć. Należało zasugerować mu iż jest człowiekiem i uderzyć. Zadanie było w miarę proste. Jan widział jak dusza Sergieja opuszcza martwe ciało i rozpryskuje się w niebycie. Nie zdawał sobie sprawy iż ona dalej trwała.

Natychmiastowe skupienie w samym centrum podświadomości przeciwnika. Tysiące niewielkich czerwonych iskierek zalało jasną aurę ukrytego w skale Jana. Na taki cios nie był przygotowany, szybko poddał się natarczywej, brutalnej sugestii. W momencie gdy podświadomość Jana utrwaliła odzyskany obraz własnego ciała Sergiej zaatakował ponownie. Kolejna drobna sugestia, tym razem mówiąca o krwotoku wewnętrznym.

***

Zarov miał ochotę zadać ostateczny cios i wymazać jasny punkt stanowiący umysł Olveggi raz na zawsze. Wziął głęboki zamach. W połowę drogi zatrzymał się. Daleko na czarnym horyzoncie ukazało się nowe światło. Znajomy błysk....światło zdrajcy. Świadomość Zarova gwałtownie rozproszyła się i niczym chmara szarańczy poszybowała w kierunku nowoprzybyłego umysłu.

Doprawdy ciekawe spotkanie . Przywódczyni Chaoticów i Imperialny zdrajca. Niewiele mógł wyczytać z impulsów jakie wydawały oba umysły. Postanowił obserwować.

_________________
Image


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Mon Dec 25, 2006 11:44 pm 
Offline
User avatar

Joined: Sat Apr 17, 2004 4:46 pm
Posts: 925
Location: Z krain, których nie ma na mapie.
-Jaką sprawę masz do mnie imperatorze?- spytała z wymuszonym uśmiechem
- Sądzę, że dobrze wiesz - powiedział spokojnie, wpatrując się jej w oczy. Nacisk noża delikatnie się wzmógł po czym znów zelżał - A może chcesz udawać, że nie?
-Dużo spraw ostatnio zaprzątało moją głowę. Będziesz tak dobry i mi przypomnisz? A ten nóż...chyba nie jest konieczny...
- Dużo spraw, mówisz? Między innymi zabójstwo mojej córki? - nacisk znów się wzmógł, a ostrze leciutko nacięło skórę. Chimerii zdało się, że Imperator zmaga się ze sobą, by je nie zabić na miejscu - Nóż JEST konieczny, do tego, co z tobą zrobię!

Przyłożyła palec wskazujący do ostrza by troszkę odsunąć go od jej tętnicy.
- Zabicia twojej córki? Imperatorze, zapewniam cię, że nikomu nie zleciłam takiego zadania. Kto według ciebie to zrobił? Skąd wiesz, że to ktoś od nas?- zapytała delikatnie odchylając szyję, by lepiej spojrzeć na Faraa.
- Skąd to wiem? - nie przesunął noża, Chimeria poczuła, jak ostrze wcina się w opuszek palca - Wy mieliście powód, wy mieliście środki, to od was przybył ten dziwak!
Syknęła pod nosem, a czerwony strumyczek krwi popłynął wzdłuż ostrza.
- Masz dowód, że to ktoś z nas?
- A masz dowód, że nie?
-Mam... zaufanie...do nich. - Chimerii przez myśl przeleciało, iż plecie głupoty. Do TYCH drani nie można było mieć zaufania. -Wiem, że...
- Dość! Nie muszę słuchać wymówek! - leżąca zobaczyła tylko refleks światła na wznoszącym się, a następnie opadającym ostrzu. Odruchowo zasłoniła się przedramieniem, czekając na ból. Nie miała już siły walczyć.

Upłynęło kilka sekund... Powoli otworzyła oczy. Zobaczyła, że Imperator zamarł z wzniesionym nożem, wpatrując się w jej zranione ramię i 'opatrunek' z krystalicznej materii.
- Zgromadzenie - szepnął cicho, po czym odchrząknął i odezwał się głośniej - Walczyłaś ze Zgromadzeniem?
Szarpnęła się cofając szyję. Spojrzała ze złością na oprawcę.
-Tak, przed chwilą!- krzyknęła posyłając mu jadowite spojrzenie. -Chcesz mnie dobić, proszę bardzo! Na co czekasz?!
- Nie, tutaj nikt nie umrze - powiedział cicho, chowając nóż. - Gdybyś to była ty, Zgromadzenie by Ci pomagało, od dawna chcą mnie dopaść.
Chimeria spojrzała ze zdziwieniem.
-Nagła zmiana decyzji? Zainteresowany Zgromadzeniem? Akurat jeden jest na Foorstin, więc możesz go sobie wziąć.
Pod nagłym atakiem bólu złapała się za ramię.
-I nie obrażę się jeśli zrobisz coś z tym. O ile możesz.

- Pokaż - rzucił, pochylając się nad Chimerią. Bezceremonialnie rozerwał ubranie, odsłaniając całą ranę. Przez chwilę oglądał zasklepiającą ją krystaliczną materię, po czym delikatnie nabrał jej na kawałek patyka, i obserwował jak ją pochłania. W końcu się odezwał - To był Zarov?
-Zarov, Zarov.-warknęła z niezadowoleniem i lekkim zmieszaniem.- Nie przesadzaj z rozbieraniem mnie, co? - fuknęła ściągając brwi.
- Zarov, tak jak myślałem... Wiesz, nigdy nie wiedział, gdzie kończy się przemoc potrzebna, a zaczyna barbarzyństwo. - stwierdził, ignorując drugą część wypowiedzi wiedźmy - I tak, mogę coś na to poradzić... Jednak nie obędzie się bez przemocy.... - mówiąc to, ku zdumieniu Chimerii, znów wyciągnął nóż
Chimeria spojrzała niepewnie na ostrze.
-Co... zamierzasz?
Z paniką dostrzegła wzrok Imperatora, który spoczął na jej nadgarstkach.
-Wymyśliłeś coś złego... ale... będzie bolało?- rozejrzała się za alternatywną pomocą. Na pustyni.
- Kiedyś byłem w Zgromadzeniu, wiesz? Zetknąłem się z tą materią. Wiem, jak ją zwalczać. Moja krew jest pełna nanomaszyn, które mogą ją neutralizować, a następnie przekształcać w siebie... Rozumiesz? - wymownie poruszył nożem - Jeśli połączymy krwiobiegi, może uda im się odwrócić zmiany w twoim ciele... Albo umrzemy oboje. Szansa na przeżycie sięga trzydziestu procent. Ty musisz wybrać... Co wolisz?
Chimeria spojrzała szeroko otwartymi oczyma. Oczyma pełnymi przerażenia, którego nie było podczas jej walki z Raflikiem, czy Zarovem. Nienawidziła jakichkolwiek manewrów z jej żyłami. Wolała chyba nawet wrócić do Zgromadzenia by ją dalej pomęczyli, niż by ktokolwiek zaczął bawić się w cięcie żył. Perspektywa widoku ich była bardziej przerażająca niż fakt, że szanse na przeżycie wynosiły 30%.
-I chcesz to zrobić tu...? Na środku pustyni?
- Mogę Cię zabrać jeszcze do Piekła, jeśli chcesz... Nie mamy czasu na nic bardziej wyrafinowanego, nie sądzisz?
-Z deszczu pod rynnę... gorszy dzień nie mógł mi się trafić...-warczała pod nosem wściekła na samą siebie.-Zrób to szybko. Tylko błagam, niech to nie boli... -jęknęła nieporadnie odwracając wzrok.
Odwróciła głowę, kątem oka łowiąc ruch ręki, gdy przejeżdżał nożem po swoim nadgarstku. Poczuła, że chwyta ją za dłoń, a następnie nagłe, mocne pieczenie i ciepłą ciecz spływającą po wnętrzu dłoni. Gdy po kilkunastu sekundach spojrzała, zobaczyła, że ich nadgarstki spaja warstwa krystalicznej materii. Przerażona chciała szarpnąć ręką i wyrwać się, ale przytrzymał ją.
- Stój- rzucił - To pierwszy sukces. Nanomaszyny zdołały oszukać krystaliczną materię, że jestem częścią Ciebie. Teraz są już w głębi Ciebie i działają. Możemy tylko czekać.
Chimeria widząc otwarte nadgarstki poczuła silny ucisk w żołądku i nieodpartą potrzebę odejscia w ustronne miejsce. Czuła zawroty głowy i spytała słabo Imperatora.
-Długo to potrwa?
-Dziesięć do trzydziestu minut - odpowiedział, wolną ręką grzebiąc w kieszeniach munduru. W końcu wydobył z niego cygaro, jednak go nie zapalił, tylko trzymał w ustach. - Zależy od szkód, które spowodowało to świństwo. Czyli mamy czas na krótką rozmowę, co?

-Tak... w sumie tak...- mówiła niemal pijanym głosem patrząc w swoje żyły i największym wysiłkiem woli nie zemdleć. Nie mogąc oderwać wzroku mówiła zacinając się.- A ... o czym chcesz pomówić?
- Jak doszło do tego, że leżysz tutaj, niemalże martwa - powiedział, bawiąc się cygarem. Zdawał się być całkowicie zrelaksowany i nawet trochę nie zdenerwowany sytuacją. Delikatnie chwycił ją pod brodę, odwrócił wzrok od rany - Patrz na pustynię, ładna jest - rzucił.
-Długa historia...- otrzeźwiała nieco patrząc na rozległy obszar.
-Mamy czas.- poruszył cygarem.
-Po przejęciu władzy w CA zostałam porwana przez Zgromadzenie, które nic mi nie robiąc odwiozło po jakimś czasie na Foorstin. Potem zalazłam mocno Zarovowi za skórę i podarował mi ten prezencik. Wysłał do podprzestrzeni i jestem tutaj.
-Wkurzyłaś Zarova?
-Bolesne wspomnienia ranią bardziej niż najlepsza broń.-uśmiechnęła się pod nosem patrząc daleko w przestrzeń.
- Tak, bolesne wspomnienia...mruknął cicho.Sam miał ich teraz za wiele, związanych z martwą Iskrą - Zarov... Trzeba będzie go znaleźć, jak myślisz? Chciałbym dostać tego starego drania w swoje ręce.
Chimeria, mimo otępiających myśli o żyłach dostrzegła dziwne uczucia miotające się w Imperatorze.

- Nie ma problemu. Rycerze z którymi został z pewnością zostawią Ci go żywego.
Zapadła chwila ciszy, nieco krępującej dla Chimerii.
-Imperatorze... dlaczego mi pomagasz, narażajac siebie?
Przez chwilę milczał, wpatrując się w dalekie wydmy pustyni. Wyraźnie szukał właściwych słów.
- Nie zrozumiesz - powiedział w końcu.- Nie chodzi o jakieś ograniczenie inteligencji - dodał, uprzedzając jej ciętą ripostę - Ale o to, że... Po prostu nie zrozumiesz. Żeby to wiedzieć musiałabyś się wychować w Imperium, to skomplikowane... Wyznajemy wiele ulotnych wartości, które trudno jest jakkolwiek nazwać... Nie zastanawiaj się nad tym.
Westchnęła. Czas uporczywie mijał, aż Faroo zdecydował, że proces zakończony.
Krystaliczna materia sklejająca nadgarstki pokruszyła się i opadła na ziemię. Nadszedł czas na rozłączenie krwiobiegów. Twarz Chimerii zrobiła się zielona, a ręce zaczęły się jej nieco trząść.
-Żebym ja teraz miała boga, do którego mogłabym się pomodlić.- westchnęła mówiąc znów pijanym głosem.
- Raz, dwa, trzy... To nie zaboli... trochę - powiedział uczciwie, po czym rozłączył ich nadgarstki. Nożem.

Krew trysnęła ściekając strugą po twarzy wiedźmy. To Chimeria była w stanie przeżyć. Może nawet oblizałaby się ze smakiem gdyby nie fakt, iż zobaczyła rozcięte żyły. Swoje. Cóż z tego, że były już prawie pozszywane przez nanomaszyny, że znikał ślad po cięciu.
Wiedźmie zrobiło się czarno przed oczyma i poczuła obezwładniającą słabość odbierającą jej kontrolę nad ciałem.


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Tue Dec 26, 2006 11:27 am 
Offline
User avatar

Joined: Sun Oct 26, 2003 1:27 am
Posts: 2039
Location: neverwhere

_________________
A little overkill won't hurt anyone
Image


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Tue Dec 26, 2006 2:13 pm 
Offline
User avatar

Joined: Fri Mar 19, 2004 9:10 pm
Posts: 1103
Location: Pola Umysłu
WWWBól porażał umysł Jana. Jego ciało było zdruzgotane, jego świadomość w strzępach. Znalazł się daleko za granicą życia, ale jeszcze nie w domu śmierci. Żył tak długo, kiedyś musiało go to spotkać. Nie pamiętał już jak wiele razy walczył o swoją wiarę i ginął. Przeszyty setkami włóczni, topiony w oceanie, płonący w pożarach, umierający w mękach od trucizny, zgarotowany, przebijany mieczami, rażony błyskawicami i kulami kwasu.

WWWPomimo tego, zawsze powracał, jeżeli tylko jego szczątki dotykały ziemi, jego matki. Jeżeli mógł usłyszeć bicie serca planety, ogień życia płonący w jej wnętrzu, wszechogarniającą miłość do wszystkiego, co stworzyła to powracał do świata żywych.

WWWPamiętał jeszcze jak za pierwszym razem jego dusza obawiała się przejścia. Znał sposób, ale strach przed porzuceniem doczesnych szczątków go sparaliżował. Zwlekał, podczas gdy wokół niego ginęło Nefrytowe Miasto. Dwie potężne armie starły się i szala zwycięstwa przechylała się na korzyść tej dowodzonej przez Czarnego Smoka. Wojownicy w hebanowych puklerzach dorzynali swoich nieprzyjaciół w czerwono-pomarańczowych zbrojach. To nie był jego szczęśliwy dzień. Miał dwadzieścia trzy lata i usiłował przemknąć z Wielkiej Biblioteki do najbliższego zaułka. Czekający nieopodal oszczepnicy nie spytali, kogo popiera. Przyszpiliwszy do miejskiego bruku zostawili go by wyzionął ducha. Umierał i pośród szczęku mieczy, nawoływań zbrojnych i wrzaskach mordowanych starał się usłyszeć ten głos, o którym mówił mu nauczyciel. Głos skał, o którym mówił Mistrz.

WWW-Masz naturalny talent Janie, ale jesteś zbyt arogancki.- Powiedział mu ten wysoki, brodaty, brunet, gdy siedzieli w pochmurny poranek pod dębami Mamre.- Musisz wiedzieć, że nie istniejesz wyłącznie dla siebie. Jak każdy człowiek wpleciony w Linię Przeznaczenia jesteś tylko pionkiem w grze, ziarnkiem piasku.

WWW-Ale jak mogę spędzić swoje życie robiąc coś, co nakaże mi ktoś inny? W ten sposób utracę wszystko, co mam Mistrzu. Moją młodość, wszystko, co mogę osiągnąć samodzielnie.

WWW-Pewnego dnia twoje przetrwanie będzie zależało od tego czy pojmiesz, że można odnaleźć wolność w służbie.-Olvegg nawet z kilku yardów widział bursztynowe oczy Mistrza.- Zrozumieć, że poświęcenie się czemuś nie oznacza zatracenie siebie.

WWWKilka dni potem Jan leżał na bruku z włócznią w jamie brzusznej i słabnąc obserwował jak jego krew zbiera się w wyrwie ulicy a wpycha do niej ziarenka piasku. Jego drogie ubranie, oznaka statusu, było w strzępach. Nadchodziło przedśmiertne otępienie. Niezdolny do ruchu czy nawet szeptu patrzył jak drobinki piasku jedna po drugiej wpadają w lustro cieczy.

WWW-Wszyscy jesteśmy jak one. -Pomyślał.- Przykuci do zmysłów pędzimy do przodu nazbyt zaaferowani sobą by zauważyć otchłań. Ale w końcu…W końcu przecież pozostaje z nas tylko piasek.

WWWNagle usłyszał grzmot. Przemknęło mu przez myśl, że nadchodzi burza, ale nie, niebo pomijając dym i łuny pożarów było błękitne. Tąpnięcie się przybliżyło. Odległy pogłos, zupełnie jakby gdzieś głęboko pod nim, w środku ziemi zaczęły dudnić bębny. Ich echo stopniowo narastało aż zagłuszyło wszystkie inne hałasy. Było w nim coś wielkiego, większego nad wszystko, co w swoim krótkim życiu mógł uczynić człowiek. Zdał sobie sprawę, że to miarowe tętno bije niezmienne od setek tysięcy lat. I nagle wszystko stało się prostsze. Odrzucił ułomne ciało i pozwolił, aby to bicie przyciągnęło go do siebie. Narodził się na nowo.

WWWOd tamtej pory umierał wielokrotnie, bo wielu było takich, którzy pragnęli jego śmierci. Gdy zawodziły uniki lub ostrożność albo, gdy nie chciał posunąć się do brutalnej siły pozwalałby jego ciało złożono do grobu i regenerował się spływając pośród skał jak w płynnej materii. Wraz z każdą regeneracją pozostawało w nim trochę ich trochę więcej. Kamienie, które go odtwarzały wciąż przemieniały się w ciało. Czuł żar słońca na skórze i zmęczenie nóg po całodziennym marszu. Jedynie gdzieś w głębi duszy stawał się coraz bardziej oderwany od ludzkich spraw.

WWWWsparty na kosturze kroczył po planach idąc tam gdzie kierowała go wola Mistrza. Spotykał najróżniejsze ludy, poznawał ich obrzędy, kulturę, magię i naukę. To, w jaki sposób spędzali krótkie rozbłyski swoich żyć. Mieszkańcy mogli się różnić jednak pod powierzchnią planet zawsze słyszał to samo miarowe tętno. Bicie serc światów, które dawały życie. Ich ciepło i milczące sny.

WWWTeraz był na Foorstin. Starym świecie pełnym magii i mitycznych stworzeń. Przed chwilą umarł po raz kolejny. Ciemność wtargnęła do jego umysłu i sprawiła, że nieświadomie opuścił bezpieczne łono ziemi. Ułamek sekundy po tym jak odtworzył swoje ciało poczuł wielki ból, bardzo podobny do tego, jaki niegdyś sprawiła mu włócznia. Krwotok? Nie zdążył nawet zastanowić się, jakiej techniki użył Zarov by go wywołać a jego ciało poddało się. Gdy upadł na ziemię zaczął się rozpad. Po chwili jedynym, co pozostało na powierzchni była sterta gruzu poznaczona czerwonym płynem, który szybko parował w tropikalnym klimacie Foorstin.

WWWJego duch złączył się ze skałą, ale wciąż cierpiał. Jakby rana wciąż istniała. Jan spotkał się w czasie swoich wędrówek z wypaczonymi istotami żywiącymi się mocą umysłów przeciwników. Ci łupieżcy byli zdolni zadać rany samej świadomości czyniąc mocarnych oponentów bezsilnymi. Wówczas tylko cudem udało mu się uciec z ich unoszącego się nad wodą okrętu. Wyskoczył za burtę i przez wiele godzin miotany wirami jak pusta skorupa opadał na dno oceanu nim połączył się z planetą. Rana, którą wówczas otrzymał była inna. Ta obecna była o wiele bardziej zdradliwa i bolesna, ledwie udawało mu się utrzymać tok rozumowania.

WWWUsiłował się zregenerować. Na próżno. Myśli jak esencja życiowa wyciekały przez wyłom uniemożliwiając mu odzyskanie formy. Ziemia karmiła go mocą, ale energia nie mogła odwrócić szkód, jakie poczynił Zarov w jego umyśle.

WWWWalczył, zanurzał się coraz głębiej w płaszcz planety kierując się do samego płonącego centrum. Przez myśl przechodziły mu urywki wspomnień, twarze ludzi i widoki z miast, które odwiedził. Koncentrował się na utrzymaniu własnej tożsamości. Wiedział, że jeżeli nawet przez chwilę pozwoli sobie na odpłynięcie może już nigdy nie powrócić. Ziemia utrzyma go przy życiu, ale bez kontroli stanie się bezmyślnym duchem żyjącym w skałach. Nie lepszym od pośledniego żywiołaka.

WWW-Nie…musze najpierw dopilnować…on tak szybko tu będzie. Nie są gotowi…Muszę!

WWWPrzenikał bez trudu przez gęste skały, żyły minerałów, pokłady szlachetnych kruszców wciąż nabierając tempa. Zostawił za sobą szkielety przedwiecznych zwierząt i paskowane złoża osadów. Walcząc ze swoją słabością, z samym sobą umykał w dół coraz szybciej.

***************************************************************************

WWWPoprzez Bezczas i pustkę na Mglistej krawędzi gdzie marzenia stykają się z istnieniem przemknęła kula pyłu. Srebrne drobinki wirowały i iskrzyły się w promieniach gwiazd, które nigdy nie miały szansy się narodzić. Pył spływał poprzez wymiary prawdopodobne, potencjalnie prawdopodobne, mało możliwe i całkowicie poza dyskusją. Mignął w snach umarłych ludzi zbieranych bez przerwy przez milczące istoty Porządku. Przez ułamek sekundy był fragmentem burzy wznieconej przez Millie księżniczkę Roześmianych Legionów w odwiecznym Chaosie. Przesypał się ponad bramą z Kości i Rogu na granicy królestwa snów wywołując niewielkie poruszenie w snach Gryfa.

WWWCzas uginał się wokół niego, gdy Jednoręki Daimon wracał do realnego świata.

***************************************************************************

WWWOlvegga przeniknął przez wielki pokład magmy. Ognista zawiesina falowała setkami odcieni czerwieni, pomarańczowego i żółci. Jan tracił siły, opór jego umysłu słabnął. Rana stawała się coraz bardziej dotkliwa. Zaczynały mu umykać daty i twarze a wydarzenia mieszały się w ognistym tyglu. Następne minuty miała zaważyć o jego losie. Spróbował ostatniej szansy. Skupiając energię uzyskaną od ziemi rzucił czar prekognicji. Co zadziwiające, czar dał efekty.

WWW „Osiem kilometrów na wschód, piętnaście w górę.”

WWWGdy pospieszył w tamtym kierunku nagle znalazł się wewnątrz czegoś, co wyglądało jak gigantyczna komnata. Coś, co nie miało prawa istnieć na tej głębokości i przy tak morderczym ciśnieniu.

WWWWysoka przynajmniej na kilkadziesiąt metrów pieczara w głębi Foorstin. Na jej środku zaś kościół otoczony kwitnącym ogrodem. Zielona trawa usiana stokrotkami rosła w mdłym blasku lejącym się ze sklepienia. Starannie przystrzyżony żywopłot przedstawiał postaci ludzkie i zwierzęce. Piękne kolorowe witraże w oknach przywitały, Olveggę gdy jak duch zbliżał się do budynku. Kościół miał bogato dekorowane płaskorzeźbami ściany. Kiedy Jan przeniknął przez grube dębowe drzwi zobaczył rzędy ławek po obu stronach od wejścia i żebrowe sklepienie. W głównej nawie znajdował się ogromny witraż a tuż pod nim chrzcielnica z błękitnego kamienia, który okazał się lazurytem.

WWWWitraż przedstawiał nagiego mężczyznę ze zwieszoną głową i z rozkrzyżowanymi w powietrzu rękami. Gęste czarne włosy skrywały jego oblicze a w środku piersi miał szeroką, czarną dziurę. U jego stóp artysta wyobraził przeróżne demony i bestie. Z jego lewej dłoni zwisał szeroki szary pas z szaro-czerwoną, ozdobną klamrą, a nad prawą unosiła się złota, siedmioramienna gwiazda. Jan Spod Spadającej Gwiazdy zbliżył się jeszcze tak, że znalazł się przed chrzcielnicą.

WWWNagle w świątyni rozległo się potężne westchnienie. Z sufitu do chrzcielnicy zaczął sypać się srebrny pył. Zamiast jednak wpaść do wody zebrał się nad nią tworząc kulę o średnicy sześciu i pół stopy. Kula nie odbijała się w tafli i lewitowała powoli się obracając.

WWW-Znam… Cię- powiedział z trudem Olvegga.- On jest już… tak blisko?

WWW-I my znamy ciebie Mówco Kamieni.- Głos z kuli srebrzystego piasku brzmiał jakby dochodził od ścierających się ze sobą skał. –Nie, jego czas jeszcze nie nadszedł. Jesteśmy tu by dopilnować wszystkiego. To nasz obowiązek.

WWW-Próbowałem oczyścić… jego ścieżkę. Zabrakło mi sił. –Odpowiedział Jan czując jak jego świadomość rwie się coraz bardziej.

WWW-Ścieżki wyprostują się same, jeżeli wola do tego jest wystarczająco silna. –Odparł Daimon Cronos.- Egzystencja większości ludzi zbudowana jest z zapomnianych uczuć, utraconych nadziei, niewypowiedzianych pragnień. Stają się niewolnikami potrzeb i lęków. Potrzebujemy kogoś, kto im się nie podda, kogoś, kto przedłoży obowiązki nad słabości.

WWW-Też jestem… człowiekiem.

WWW-Możesz być czymś więcej. Potrzebujemy cię, bo zdarzył się wypadek. Gdy wracał wybrał źle a ten wybór porwał w strzępy jego psyche. Nie przewidzieliśmy tej ewentualności tuż przed Upadkiem. Byliśmy słabi, zabrakło nam czasu.

WWWKula zmieniła swoją strukturę. Na jej lewitującej powierzchni pojawiła się kamienna twarz Daimona.

WWW-Znamy Upadek i Cierpienie, znamy każde wydarzenie, które doprowadziło go do tego miejsca, ale on ich nie zna. Bez swojej pamięci nie będzie w stanie wybrać właściwej drogi. Spłonie, zgaśnie, pożre go rdza. Nie zajdzie nic z tego, co przepowiedziano, wszystko pójdzie na marne. Nie możemy do tego dopuścić. Połącz się z nami Proroku Kalkina.

WWWWiry świadomości Olveggi dochodziły do punktu krytycznego, zaczynał tracić kontrolę nad swoją auia, ale zdobył się na jeszcze na słabą manifestację.

WWW-Żyję…by służyć. –Odpowiedział Jan.

WWWCronos uniósł kamienne powieki. Błękitne światło zalało kościół. Tafla wody w chrzcielnicy zapadła się, witraże zatrzęsły i rozpadły. Ławki upadły pokotem. Pył wypełnił świątynię.

_________________
Image
They call me Sami the Sick. And I'm spitting fire with might.


Last edited by Samuel Kalkin on Mon Jan 08, 2007 4:39 am, edited 1 time in total.

Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Wed Dec 27, 2006 2:48 pm 
Offline
User avatar

Joined: Fri Mar 26, 2004 5:37 pm
Posts: 1464
Location: Imperium
Hentajowcy, wsłuchajcie się w niedopowiedziane : P

Wiedźma poruszyła nosem, czując dziwny, aromatyczny zapach. Hmm... Dym?
Otworzyła oczy, i rozejrzała się. Kilka metrów dalej, oparty o pień drzewa, siedział Imperator. Z błogim uśmiechem palił cygaro.
- Obudziłaś się wreszcie? - spytał. Wiedźma zauważyła, że jego uśmiech jeszcze bardziej się powiększył. Jakiś taki... dziwny był.
- Nie lubię widoku żył - mruknęła, wstając - Zemdlałam? I co się tak szczerzysz?
- Zemdlałaś, nawet bardzo - przyznał, wciąż z uśmiechem przyklejonym do twarzy - A czemu jestem taki wesolutki... Cóż, ktoś najwidoczniej dosypał mi czegoś do cygara.
- Co robiłeś, gdy spałam? - zmierzyła go podejrzliwym wzrokiem
- Hmm... No tak... Tak jakby Cię przeszukałem, a później się rozerwałem.
- CO ZROBIŁEŚ?
- Rozerwałem się. Mam tu gdzieś taką sprytną kostkę, bardzo zabawna rzecz - zaczął się poklepywać po kieszeniach.
- Ja nie o tym... Po co mnie przeszukałeś?
- Nie o tym? - przerwał poszukiwania tajemniczej kostki - Aha, dobrze, że nie o tym. Właśnie sobie przypomniałem, że nie mam tej zabaweczki. Widocznie rozerwałem się inaczej, ale, niestety, nie pamiętam. To cygaro jest naprawdę mocne - z uznaniem popatrzył na żarzący się czubek.
- Do brzegu - syknęła.
- Hmmm... Nudziło mi się. Strasznie długo się nie budziłaś. Idziemy stąd?

_________________
"Przestańmy własną pieścić się boleścią, przestańmy ciągłym lamentem się poić,
Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią, Mężom przystoi w milczeniu się zbroić"


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Fri Jan 05, 2007 11:11 am 
Offline
User avatar

Joined: Fri Mar 26, 2004 9:47 am
Posts: 1249
Location: Ośrodek wypoczynkowy "Nomad"
Zamknięty miedzy życiem a śmiercią obserwował. W normalnych warunkach już dawno powinien rozpłynąć się w niebycie i powrócić do kolektywnej świadomości na Nomadzie. Nie chciał, jeszcze nie teraz, zwłaszcza gdy pojawił się imperialny zdrajca, osoba z którą przyjdzie mu pertraktować. Czekał na dogodny moment, chwilę słabości jednej z postaci by spokojnie moc do niej przemówić, tak by został wysłuchany.

Rozproszona świadomość Zarova otaczała jaźnie obu istot. Z zaciekawieniem wsłuchiwała się w toczona przez nie rozmowę oraz z trudem odczytywała co dzieje się z nimi w realnym świecie. Twór który trawił trzewia wiedźmy był historią. Może i lepiej, właściwe to był wdzięczny przywódczyni CA za to co zrobiła. Gdyby nie mała demonstracja którą Chimeria sprezentowała nie zostałby zepchnięty na dno szaleństwa. Nie mógłby się od niego odbić i uzyskać tak porządny spokój.

Tymczasem na zewnątrz ciało przywódczyni CA odmówiło posłuszeństwa. Pięknie pomyślał, i cicho półszeptem przemówił do podświadomości wiedźmy.
- Nie wiedziałem, że taka delikatna jesteś.
- Ty. – Rozbrzmiało w umyśle wiedźmy, dalej nie miała kontaktu z ciałem – Czego znów chcesz, mało ci jeszcze? Przyszedłeś dokończyć dzieła, to kończ dupku!
- Wydaje mi się iż swoje już przecierpiałaś. – Odparł bez cienia urazy.
Chimeria zaniemówiła, została kompletnie zbita z tropu. Jeszcze przed kilkunastoma minutami Segiej obiecywał jej śmierć w męczarniach a teraz... teraz nie wiedziała nic. Czuła obecność przedstawiciela Zgromadzenia lecz nie wykrywała dziwnego pola które zakłócało działanie magii.
- W co ty się bawisz Zarov? – próbowała odzyskać kontrolę nad ciałem, lecz ono było daleko, poza zasięgiem. Czyżby tak szybko pokonał sześciu rycerzy, co z Olveggą i z samym c914?
- Za dużo pytań moja droga, za mało czasu na odpowiedzi. Przejdźmy do konkretów.
- Zamieniam się w słuch – Chimeria westchnęła, przynajmniej był miły. Nie zapomniała że z Sergieja to skończony dupek wiec miała się jeszcze na baczności. I dlaczego nie czuje własnego ciała? Słabe błyski niedawnych wspomnień dały wiedźmie obraz jak do tego doszło. Bogowie zemdlała na widok własnych przeciętych żył.
- Po pierwsze pragnę ci podziękować za odegranie wspaniałego przedstawienia ze wspomnieniami. Dzięki niemu uporałem się z kilkoma.. hmm.. palącymi problemami.
- I przy okazji prawie pozbawiłeś mnie życia. Serdeczne dzięki! Zarov powiedz szczerze czy wszystko z twoja psyche jest w porządku. Takiej huśtawki nastrojów nawet wieźmy podczas okresu nie mają. W jednej chwili pragniesz bym niemiłosiernie cierpiała, a zaraz dziękujesz. Szlag! Człowieku zdecyduj się! – oburzona Chimeria pasknęła.
- Jestem zdecydowany. Zapewniam cię, nie mam okresu. Huśtawka nastrojów miała zupełnie inne przyczyny. To już przeszłość, dzięki tobie. – bez zgryźliwości odpowiedział Zarov.
- Ej, mówisz to tak jakbyś był mi wdzięczny.
- To prawda.
Zapadła niezręczna cisza.
- Nie wiem co ci odpowiedzieć, za to co zrobiłeś powinnam rozszarpać cię na strzępy.
Czując ponowne zmieszanie wieźmy Zarov pospiesznie wyjaśnił.
- Ustawienie cię jako tarczy wobec rycerzy było moim błędem. Chciałem przekonać się jak daleko zdolni są posunąć. Nie doceniłem twoich zdolności. W obronie wywołałaś wspomnienie. Jedna było ono z tych które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Za to ty zapłaciłaś, walką z krystaliczną materią. Po stracie asa w rękawie którym byłaś również zostałem zmuszony do walki.
- Dobrali ci się do skóry. Należało ci się. – zadowolona odparła Chimeria – Czyli jesteśmy kwita?
- Dokładnie. – odparł krótko Zarov. – A teraz przejdźmy do najważniejszej sprawy. W obecnej formie nie jestem w stanie bezpośrednio nawiązać odpowiednio silnego kontaktu z Imperatorem. Zbyt dużo negatywnych emocji z jego strony wobec mojej osoby. Potrzebuje mediatora, potrzebuje ciebie.
- Zaczyna robić się ciekawie, a co będę z tego miała?
- Moją wdzięczność.
- Troszkę mało. – Chimeria zamyśliła się. Nagła odmiana Zarova kompletnie zbiła ją z tropu. Nie wiedziała co myśleć o tym człowieku, wcześniej był opryskliwy, chamski, brutalny, a teraz stał się na swój sposób miły. – Musze się zastanowić.

***

Wiedźma odzyskała władze nad ciałem i kontakt ze światem. Aromatyczny zapach dymu z cygara roznosił się wokół.

***

- Hmmm... Nudziło mi się. Strasznie długo się nie budziłaś. Idziemy stąd?
- Czekaj. On tu jest.
- Kto! – Imperator nerwowo poruszył w ustach cygaro.
- Zarov i chce rozmawiać.

_________________
Image


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Sun Jan 07, 2007 6:59 pm 
Offline
User avatar

Joined: Sat Apr 17, 2004 4:46 pm
Posts: 925
Location: Z krain, których nie ma na mapie.


Top
 Profile  
 
Display posts from previous:  Sort by  
Post new topic Reply to topic  [ 219 posts ]  Go to page Previous  1 ... 11, 12, 13, 14, 15  Next

All times are UTC + 1 hour


Who is online

Users browsing this forum: No registered users and 4 guests


You cannot post new topics in this forum
You cannot reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot post attachments in this forum

Search for:
Jump to:  
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group