[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 95: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 95: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 95: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4246: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /includes/functions.php:3685)
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4248: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /includes/functions.php:3685)
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4249: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /includes/functions.php:3685)
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4250: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /includes/functions.php:3685)
Multiworld • View topic - Akademia Jedi

Multiworld

Nothing is impossible in the Multiworld
It is currently Thu Apr 03, 2025 2:36 am

All times are UTC + 1 hour




Post new topic Reply to topic  [ 219 posts ]  Go to page Previous  1 ... 11, 12, 13, 14, 15
Author Message
 Post subject:
PostPosted: Mon Jan 08, 2007 1:27 pm 
Offline
User avatar

Joined: Fri Mar 26, 2004 9:47 am
Posts: 1249
Location: Ośrodek wypoczynkowy "Nomad"
Swego czasu na rodzimej planecie Zarova istniało takie powiedzenie „Nie chciała góra przyjść do Machometa, Machomet przyszedł do góry”. Gdyby użyć go jako odnośnika do poczynań c914 brzmiałoby ono nieco inaczej ”Nie chciała góra przyjść do Sergieja, Sergiej zniszczył górę, by dać przykład innym górom aby go nie lekceważyły”. W wy wypadku Imperatora druga formułka nie miała zastosowania. Faroo potrzebny był żywy gdyż innego przywódcę który mógłby zastąpić go z powodzeniem w rodzimym świecie jeszcze nie wykreowano.

Przyjdzie czas i o tym pomyśleć, westchnął Zarov. Ponownie jego jaźń rozpłynęła się w niebycie. Odszukanie tak charakterystycznej osobowości jak Imperatora w martwej pustce nie powinno sprawić problemu.
Niedługo później znalazł. się w obozie CA. Skoro Faroo nie kwapił się do rozmowy na poziomie transcedentalnym, może porozmawia jak człowiek z człowiekiem.

***

Zarov rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu odpowiedniego hosta.. Część z żołdaków CA właśnie zastanawiała się miedzy która butelką podczas libacji urwał im się film. Większość myślała jak zbić piekielnego kaca. Pozostali z zabójcza dokładnością przeczesywali okolice w poszukiwaniu zaginionego ładunku z ognistą wodą. Wszystko to wyglądało niczym jeden wielki cyrk na kółkach bez szczątkowego porządku, dyscypliny składu i ładu. Moherowe wojsko pomyślał.

***

Do pomieszczenia wszedł nieco speszony technik.
- Pani... – wykonując pełen szacunku ukłon w kierunku Chimerii odezwał się
- Przecież prosiłam by nam nie przeszkadzano – odsuwając się od stołu stanowczo przerwała wypowiedź podwładnego.
- Pani, jest tutaj ktoś kto pragnąłby porozmawiać z Pani gościem. – Jednocześnie na zewnątrz rozległ się stanowczy krzyk kilkudziesięciu żołnierzy.
- Imperatorze Faroo! Jestem tutaj! Czas byśmy wreszcie przedyskutowali kilka ważnych dla nas obu spraw!
Widząc niedowierzanie na twarzy wiedźmy jak i Fara technik przemówił.
- Staram się nie rzucać słów na wiatr droga Pani. – tembr głosu sługi zmienił się – Imperatorze przyszedłem tutaj z tobą przedyskutować kilka palących spraw.

Imperator zmierzył wzrokiem technika i warzył słowa przezeń wypowiedzianej jak i te wykrzyczane przez żołnierzy na zewnątrz. Efekty nie pozwoliły na siebie długo czekać. Jeden szybki prawy sierpowy wystarczył by bezwładne ciało poszybowało na słupek podtrzymujący konstrukcję namiotu niszcząc go doszczętnie.
- Całkiem nieźle – podnosząc się z trudem już głosem Zarova odezwał się technik. Jednocześnie niczym z trampoliny wystrzelił powalając cała swą masą na stertę urządzeń Fara. Obaj szybko wygramolili się z kupy poskręcanego teraz już złomu i okładając się razami zwalili na drugi słup podtrzymujący konstrukcję. Kilka zgrzytów, odgłosów łamanych belek później czasza namiotu zwaliła się im na głowy.

Wystarczy! – wydała pełny furii okrzyk wiedźma. Zwalony namiot pod wpływem uwolnionej siły w mgnieniu oka rozerwał się na strzępy. Większość zgromadzonych we wnętrzu mebli urządzeń została rozrzucana. Nie tknięty pozostał jenie stół przy którym wcześniej siedziała Chimeria wraz z Imperatorem.

Zarov w ciele technika już wstał i sztukował się do zadania kolejnego ciosu jeszcze leżącemu Faroowi. Okrzyk wiedźmy zastopował go, podobnie tez powstrzymał Imperatora od kontry.
- Obaj siadać!– dysząc z wściekłości przywódczyni CA wskazała na stół - Natychmiast!
Przeciwnicy z niekrytym ociąganiem posłusznie wykonali rozkaz, zajmując miejsca po przeciwnych stronach jedynego całego mebla w resztkach namiotu.
- Czego tu! - ponownie warknęła tym razem do zbierającego się tłumu gotowego wesprzeć w każdej chwili swą Panią – Natychmiast wszyscy zejść mi z oczu!

Wojskowi CA odchodząc szemrali „Pewnie herbatka za zimna była... „A już tak blisko bitki było...”, „Oczko w pończosze poszło.. ech babskie przywództwo”, „To już koniec!, Cały zapas bimbru diabli wzięli”. Jedynie kilkudziesięciu wcześniej wykrzykujących do Fara żołdaków pozostało.

- A teza panowie jak kulturalni ludzie porozmawiacie! Bez kolejnej próby demolowania mojego obozowiska. – w miarę spokojnie Chimeira usadawiając się u szczytu stołu powiedziała. – Zarov ty..
- Dupku? – spytał wycierając z warg krew.
- Tak. Jak śmiałeś przejąć ciała moich poddanych. Jeśli stanie im się jakąś krzywda drogo mi za to zapłacisz! – syknęła.
- Doga pani – z szacunkiem zaczął - wraz z Imperatorem nie daliście mi żadnego wyboru. O tamtych – wskazał na żołnierzy nieruchomo stojący opodal – proszę się nie martwić. Nie grzeszą inteligencją, dużo nie stracą.
Jak za dotknięciem magicznej różdżki żołdacy CA wyzwoleni zostali spod władzy Sergieja. Zdezorientowani pokręcili się po okolicy i w miarę szybko ulotnili się do wnętrza obozowiska. Przy okazji łamać głowy jaki to mocny trunek mieli okazję ostatnio wypić, ze nic z ostatnich godzin nie pamiętają.
- Natomiast pana tutaj – Sergiej poklepała się po piersi – Zostawię na czas naszej konwersacji. Gdy skończymy będzie potrzebna mu natychmiastowa pomoc medyczna. Po tylu latach cios Imperatora nie zelżał, naprawdę czułem jakby mnie samego bił – c914 posłał szelmowski uśmiech.
- Czy to wódka? – spytał i nie czekając odpowiedzi nalał do kieliszka na stole porządną porcje po czym jednym haustem wypił.
- Napity? – Imperator spytał – Gadaj czego chcesz i znikaj, jak widzisz jesteśmy odrobinę zajęci – wskazał na porozrzucane dokoła bierki.
- Drogi Imperatorze będąc świadkiem waszej niedawnej konwersacji dowiedziałem się o losie twojej córki. Tak się składa iż mogę być w posiadaniu pewnych informacjo o dalszym jej losie... – urwał oczekując reakcji Fara.

_________________
Image


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Mon Jan 08, 2007 10:16 pm 
Offline
User avatar

Joined: Thu Feb 19, 2004 9:19 pm
Posts: 1234
Location: Ośrodek wypoczynkowy "Nomad"

_________________
Image


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Tue Jan 09, 2007 5:27 pm 
Offline
User avatar

Joined: Fri Mar 19, 2004 9:10 pm
Posts: 1103
Location: Pola Umysłu
WWW Tymczasem nieco dalej, w głębi obozowiska w najlepsze trwały przygotowania. Kilkuset najmłodszych szturmowców rozebrało się już do pasa i zaczęło malować. Nabierali na palce czerwony barwnik z łupin orzechów kola i zapamiętaniem kreślili zawijasy na twarzy i klatkach piersiowych. Grupy złożone z kleryka i dwóch pomocników uwijały się dookoła młodzieńców. Najpierw kleryk nałożył ręce na głowę adepta i wypowiedział rytualną formułę:

WWW -Poke, poke slap!

WWWŁamiącym się ze wzruszenia i podekscytowania głosem młodzieniec zobowiązany był odpowiedzieć:

WWW -Slap… slap, poke.

WWWW międzyczasie pomocnicy kleryka upięli kołnierz z wielobarwnych piór wokół szyi uczestnika i przykleili mu do kostek nadmuchane rybie pęcherze. Na zakończenie krótkiej ceremonii kapłan wzniósł ręce w górę pozwalając by dorodny sum afrykański zalśnił w słońcu.

WWW -I na wieki poke slap. –Wymamrotał przekazując oręż.

WWW Młody technik po raz pierwszy uczestniczył w tym obrzędzie. Zawijasy, które zrobił sobie na czole nie miały jeszcze idealnego kształtu złamanej bagietki. Z nabożnym szacunkiem ściskał w dłoniach rybę przyrzekając sobie, że podoła. Że zrobi to dla swoich przodków. Dla rodziny. Dla kobiety. Zwłaszcza dla kobiety.

WWW Kiedy wszyscy uczestnicy otrzymali swoje sumy kapłani zebrali się na kwadratowym podeście. Odwrócili się do tłumu zebranego dookoła i dźwignęli w górę gigantycznego pozłacanego halibuta z importu.

WWW -Ohey dej ar ghej. Trabelsomej.- Zaintonowali kapłani.

WWW -Ohey...-Powtórzył tłum.

WWWPodniecenie zaczynało narastać. Gdzieniegdzie sumy trzymane były już tylko za ogony.

WWW -Slapey antil dej lus konszesnej.

WWW -Slapey…
WWWNapięcie osiągnęło apogeum. Uderzono w bębny, zagrały piszczałki, specjalnie zamówione hostessy ściągnęły staniki i zamachały nimi nad głowami.

WWW -Slap, slap poke! – Zawołali kapłani gromkim głosem.

WWW -Poke, poke slap! – Ryknęło jednocześnie blisko czterysta gardeł. Ludzka fala ruszyła w obóz.

*************************************************************

WWW Chimeria usadowiła się wygodnie. Ogon spuszczony z krzesła płożył się na ziemi. W pobliżu nie było foteli bujanych, więc mogła sobie pozwolić na odprężenie. Imperator siedział oparty o stół, parę kroków przed nim stał Zarov wcielony w jednego z techników. Narada miała się właśnie rozpocząć na dobre, gdy wtem.

WWW -SLAP!

WWWOkrzyk dochodził z głębi obozu.

WWW -Plask?- Zapytał Faroo rozglądając się dookoła.

WWW -Nie.. Raczej „splat”.- Poprawił go Siergiej.

WWW -Obaj się mylicie. To było… Chwilunia!- Chimeria zaszokowana spojrzała na towarzyszy- Który dzisiaj?

WWW -Siódmy? Nie, ósmy. –Odparł zdziwiony Maalik.

WWW -Zapomniałeś zerwać kartki z imperialnego kalendarza. Dziś dziesiąty. –Wtrącił Zarov kątem oka z zainteresowaniem przyglądając się coraz bardziej blednącej wiedźmie.

WWWChimeria oddychała szybko i płytko a jej zjeżony ogon celował w niebo.

WWW -Dziesiąty miesiąca Spatu’patta…- wydukała wiedźma trzęsącymi się wargami. Rozszerzonymi źrenicami wyglądała czegoś na wschodzie obozu.

WWW -No i co że dziesiąty? –Odparł zdziwiony Imperator.

WWWUłamek sekundy później z nieba spadła pierwsza ryba. Chimeria zanurkowała pod stół.

*************************************************************

WWW W swoich pamiętnikach pisanych tradycyjnie przez każdego imperatora Faroo dyskretnie przemilczał pewne wydarzenie z dziesiątego dnia miesiąca Spatu’patta, który spędził na Foorstin. Wybór pomiędzy wiernym opisaniem jak fala wymalowanych na czerwono, półnagich, wykrzykujących "SLAP", uzbrojonych w ryby fanatyków przebiegła przez obóz siekąc tuszami na prawo i lewo a dyskretnym przemilczeniem koniecznym dla utrzymania fasonu "Wspomnień Imperialnych" przyszedł mu nad wyraz łatwo.

*************************************************************

WWW -SLAP! SLAP! SLAP! –Okrzyki rybnych berserkerów cichły w miarę jak oddalali się na południe.

WWW Wszystko w zasięgu pięćdziesięciu metrów było stratowane i połamane. Drzewa zostały wyrwane z korzeniami, ziemia podeptana, namioty poprzewracane. Ostał się jeno stół. I krzesełeczko.

WWWImperator wstał ze swojego krzesełeczka.

WWW -Co to kurwa było!? – Rzekł opanowany jak zawsze Faroo.

WWWKrzesełeczko któremu została jedna nóżka, siedzenie i ćwierć oparcia po chwili wahania zdecydowało się poddać sile grawitacji i rozpirzyć w drobny mak.

WWW -Mnie się pytasz?! –Odparł nie mniej opanowany Zarov podnosząc się z ziemi.

WWWChimeria zerknęła przez palce. Wyrokując, że droga wolna zaczęła wygramolać się spod stołu. Niefortunnie, leżący nieopodal sum przerwał jej wysiłki i pozwolił się lepiej zaznajomić ze smakiem ziemi ojczystej.

WWW -Kufa…-zdążyła rzucić przed upadkiem.

WWW -Nam to mówisz? –Wprost emanujący spokojem Faroo stanął obok.- To byli twoi ludzie do diaska, tłumacz się!

WWW -Mffrffl…- odparła wiedźma.

WWW -Co?- Krzyknęli Siergiej i Imperator tak równo jakby przez kilka dobrych lat uczęszczali do chóru chłopięcego.

WWWPowracając do pionu czerwona ze złości Chimeria wypluła rybę.

WWW -Dziś jest dzień „Slapnij Robala”... –wysyczała przez zęby z obrzydzeniem strzepując fragment rybiego śluzu z policzka- tradycyjne święto Chaotów podczas którego watahy świętych, rybnych berserkerów biegają po obozach i leją rybami wszystkie napotkane owady.

WWW -Kto wymyśla takie kretyńskie święta?- przerwał Faroo.

WWW -Odwieczna tradycja. Nie pytaj- Chimeria w międzyczasie znalazła kawałek względnie czysty kawałek namiotu i zaczęła doprowadzać się do porządku. Mogłaby to zrobić czarami ale brało ja obrzydzenie na myśl o rzucaniu zaklęć uświnionymi rękami. –Miałam to zmienić kiedy obejmę rządy ale ktoś…- tu znacząco spojrzała na zgromadzeniowca- „inteligentnie” mnie porwał kiedy wystarczyło już tylko podpisać papiery.

WWW -Skoro polowali na robaki czemu rzucili się na mnie? –zapytał Zarov.

WWWZjadliwy uśmiech Imperatora wskazywał, że ledwie powstrzymuje się od riposty. Szczęśliwie zwyciężyła samokontrola.
WWW -Miałeś jakiegoś karakana na ramieniu. Dostał ze trzy razy z ogona i poleciał w tamtym kierunku.

WWW -Nie zwróciłem uwagi, byłem zbyt zajęty nokautowaniem pierwszej setki.

WWW -Nie wiem, czemu pytam, ale… Na co im te robale do cholery?- Tu Faroo zwrócił się do już jako tako wyglądającej Chimerii.

WWW -To jakiś obrzęd osiągnięcia męskości… Totalny ciemnogród. W każdym razie każdego znalezionego robaka strzelają kilkadziesiąt razy rybą, przerzucają na slapach do portalu otwartego na całkowitą Pustkę a kiedy zbiorą odpowiednią ilość wrzucają to całe tałatajstwo do środka i…

WWWW oddali rozległ się odgłos bliski szumowi wody spłukiwanej w toalecie.

WWW -…I pozamiatane. –Dokończyła Chimeria.- Teraz będzie całonocne opilstwo, muzyka i potrójna orgia dla wybranych. Miałam wątpliwy zaszczyt natknąć się na to w zeszłym roku.

WWW -Dobra. Czy możemy w końcu wracać do rozmowy? –Odparł Faroo.

WWWPróbując zasiąść spowrotem na swoim miejscu zauważył smutny los krzesełeczka. Rozmasował skronie kciukiem i palcem wskazującym.

WWW -Mówiłeś coś o mojej córce, tak?

_________________
Image
They call me Sami the Sick. And I'm spitting fire with might.


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Wed Jan 10, 2007 4:15 pm 
Offline
User avatar

Joined: Fri Mar 26, 2004 5:37 pm
Posts: 1464
Location: Imperium
Post napisany przez Doktora Copy-Paste

- Mówiłeś coś o mojej córce, tak? Co to za 'informacje', którymi tak się chwalisz? - spytał z siebie Faroo, wpatrując się w Zarova
- Takie które z pewnością cie zainteresują imperatorze - Sergiej spokojnie odpowiedział - informacje o dalszym losie twojej córki.
Chimeria mierzyła spojrzeniem rozmawiających gości Foorstin.
- Moja córka nie żyje - syknął Faroo - I nie wiem, czemu ty jeszcze do niej nie dołączyłeś.
- Z twojej niedawnej wypowiedzi jesteś dosyć mocno "zaaferowany" jej śmiercią. A ja być może posiadam kilka ciekawych informacji dotyczących tego nieszczęśliwego zdarzenia - Zarov zignorował fragment dotyczący jego osoby.
- Czemu miałbym uwierzyć w jakiekolwiek wiadomości od człowieka, który chce mnie zabić? - spytał się Faroo z wyraźną pogardą w głosie.
- Zabić cie? - Zarov nie krył zaskoczenia, miał zdolności aktorskie - Imperatorze gdybym chciał to zrobić to czy bym probował rozmawiać i czy bym proponował układ między nami?
Chimeria westchnęła i przewróciła oczami. Męska rozmowa... taaa....
- Śmieszny argument - skrzywił się Imperator - I zupełnie fałszywy, przy okazji. A teraz do rzeczy, Zarov. Twoja gęba działa mi na nerwy.
- Informacje o zabójcy w zamian za droba przysługę - rzeczowo odparł c914.
-A propos zabojów. - wtrąciła się Chimeria - Ciekawa jestem dlaczego ślady prowadzą na Foorstin.- fuknęła w stronę Zarova.
- Też mnie to ciekawi... Bo albo młoda doskonale kłamie, albo nic o tym nie wie, Zarov - Faroo lekko zmrużył oczy - I za dobrze Cię znam, przysługi, których wymagasz nigdy nie są małe
- Nie potwierdzam i nie zaprzeczam - Zarov posłał uśmiech Chi - Ta jednak należy do małych, ot wystarczy jeden kryształ danych.
Wiedźmie zjeżył się ogon.
-Imperatorze....- warknęła ostrzegawczo.
- Do cholery, Zarov! - wybuchnął Faroo, ignorując reakcję Chimerii - Przejdziesz do rzeczy czy mam wszystko z Ciebie wydzierać?!
- Całkiem miło nam sie konwersuje - wskazał na resztki namiotu - ale skoro nalegasz. W zamian za informacje potrzebuje genotypu tysiąca ludzi. Dowolnych mogą o być najgorsze mety społeczeństwa, osoby skazane na karę śmierci. Nie interesuj mnie to potrzebuje jedynie kryształu danych z ich genotypem.
Chimeria spojrzała na Imperatora z zainteresowaniem, lecz nie powiedziała ani słowa.
- Po co Ci to? - spytał spokojnie Faroo.
- Imperatorze dobrze wiesz ze tego nie moge wyjawić.
- Gówno - skwitował krótko Faroo - Chcesz mieć genotypy, powiesz, po co. Moich ludzi nie oddam w nieznane, nawet, jeśli to tylko dane.
- Skoro nalegasz - Zaróv ponownie uśmiechnął sie - do krzewienia nowego zycia imperatorze.
Chimeria podparła brodę ręką i w spokoju przysłuchiwała się dalej pilnując by nie doszło do kolejnego starcia.
- Bawisz się w Boga? TY? - oburzył się Faroo - I chcesz sobie jeszcze pomóc mną?!
- To zbyt mocne słowa, bogów zostawmy tutaj w spokoju - ostro odparł Zarov - Po prostu szukam najlepszego rozwiązania problemu przed którym stoje.
- Twoje problemy sprawiają mi ogromną radość, przyjacielu - rzucił Imperator przesłodzonym tonem. Przez chwilę milczał, po czym dodał - Co to za informacje?
- Pierwsza moge powiedzieć ci gratis. Ja jaki i ona - wskazał na Chimerie - nie mielimy nic z tym wspólnego. Za reszte pragnąłbym zobaczyć kryształ z danymi.
- A ja? - wtrąciła wiedźma. - Chcę wiedzieć dlaczego ślady prowadzą tu, skoro jak wczesnej powiedziałeś, nie mam z tym nic wspólnego.
A skąd mam Ci wsiąść tutaj ten kryształ? - Imperator przybrał ton, jakby tłumaczył coś dziecku - Dostaniesz go później, jeśli zjawisz się w stolicy Imperium
- Wymysl cos. Udało ci sie w mgnieniu oka przedostać przez setki wymiarów ze stolicy tutaj to i maleńki kryształ nie powinien miec takich problemów. - odpowiedział Zarov, po czym zwrócił się do wiedźmy - Chimerio,a cóz ty możesz mi zaofiarować w zamian?
-Wisisz mi jeszcze przysługę Siergiej.- rzuciła w odpowiedzi sięgając po nienaruszony kubek zimnej już herbaty.
- Nie, Zarov - odezwał się cicho Faroo - To tobie na tym zależy, ty przyjdziesz do mnie... I jeśli mówię, że dostaniesz te dane, to je dostaniesz.
- Wtedy ty dostaniesz dalsze informacje Faroo - zwrocił sie do wiedźmy - Prawda lecz nie powiedziane jest w jaki sposób ją spłace.
- Targujecie się jak siedmiolatki.- prychnęła wiedźma posyłając im długie spojrzenie. -Mężczyźni...-westchnęła.
- Nie, Zarov - cicho powtórzył Faroo, wpatrując się w Siergieja - Wyjawisz wszystko tu i teraz... Albo będę musiał Cię zabić. Wiesz, za co?
- Mocne słowa. - spokojnie powiedział Zarov - Lecz bez pokrycia. Czekam na kryształ z danymi.
- Toż widzisz że ci go tu nie da.- warknęła znudzona powtarzaniem kwestii Chimeria.- Może przejdziecie do jakichś rozwiązań?
- Rozwiązania... Dobry pomysł - warknął Faroo, podnosząc się. Chwycił stół za blat, po czym potężnym szarpnięciem wyrzucił go, zwalając stojący nieopodal namiot - Jeśli o mnie chodzi - rzucił, wpatrzony w Zarova od którego teraz nic już go nie dzieliło - To rozmowa jest skończona. Powiedziałem, co chciałem.
Zarov siedział niewzruszony
- Moje rozwiazanie, poczekam jeszcze 15 minut a potem pójdę zdobywac dane w inny sposób - Zarov wymownie obiegł wzrokiem obozowisko, przy okazji wysłał impuls podprzestrzenny do pancernikotransportowca.
Chimeria siedziała nieruchomo na krześle wpatrując się w złamany stół, który uderzył w ścianę innego namiotu. Ręka trzymająca szklankę lekko zadrżała, brwi się ściągnęły, a ogon ponownie nastroszył.
-Co ty do cholery robisz!? -Chimeria trzasnęła impa szklanką, tak, że tylko ucho naczynia zostało jej na palcu. Chciałaby w twarz, ale Faroo był prawie dwa razy wyższy, toteż trafiła w ramię.- Znów mi burdy będziecie robić?- wrzasnęła tym razem zwracając się ku Zarovowi.
Imperator przez chwilę stał bez ruchu, milcząc, po czym rzucił do Siergieja:
- Czekam na Ciebie w Anyszum. Przyjdziesz, dostaniesz dane. Nie przyjdziesz, i tak sobie poradzę.
Gdy skończył mówić, zwyczajnie, bez ceregieli odwrócił się i odszedł, jednak po kilku krokach zatrzymał się na chwilę, aby jeszcze powiedzieć:
- A ty, młoda panno, jesteś mi winna przysługę. I to dużą.
- Poczekam na dane tutaj - rzucił do odchodzącego imperator - Wątpie bys sobie poradził.
Wiedźma zacisnęła usta gdy usłyszała o przysłudze. Niedobrze. ALe przynajmniej się nie zaczęli lać.
- Do zobaczenia więc, imperatorze.
Odwróciła się do Zarova i spojrzała na niego uważnie.
- Nie mam czasu na goszczenie osób na planecie. Zwłaszcza w ciele mojego człowieka.- powiedziała sucho do Zarova. -Nie bierz tego do siebie, ale zwłaszcza ciebie. -zapadła chwilowa cisza.- Za pozwoleniem.
Podeszła do mężczyzny i wyciągnęła palec wskazujący, który położyła mu na piersi.
-Nie reaguj. Przecież nie mogę cię zabić.
W jednej chwili, nim skończyła mówić palec zmienił się w długi ciemny szpon, który przeszył ciało mężczyzny.
- Ominęłam najważniejsze organy, nie zginiesz. A w zasadzie on nie zginie.

_________________
"Przestańmy własną pieścić się boleścią, przestańmy ciągłym lamentem się poić,
Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią, Mężom przystoi w milczeniu się zbroić"


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Thu Jan 11, 2007 12:02 pm 
Offline
User avatar

Joined: Fri Mar 26, 2004 9:47 am
Posts: 1249
Location: Ośrodek wypoczynkowy "Nomad"
- Zakładając że szybko zostanie udzielona mu pomoc medyczna – Zarov w ciele technika wyszczerzył zęby w uśmiechu. – Nie będę zaprzątał twojego, jakże cennego czasu. Spokojnie zajmij się palącymi sprawami CA, a ja w poczekam piętnaście minut na Fara, jeżeli po twoim zabiegu biedny technik tyle czasu wyżyje.

Chimeria zacisnęła w gniewie pięści. Sytuacja patowa, praktycznie niewiele mogła zrobić nie chcąc zabijać bogu ducha winnego technika.
- Oczywiście będę zachwycony jeśli przez cały czas dotrzymasz mi towarzystwa – radośnie próbując ukryć grymas bólu dodał c914.
- A jeśli nie wróci?! – cedząc przez zaciśnięte do granic możliwości z gniewu zęby spytała.
- Ja opuszczę twoją kochana planetę.
Zapanowała niezręczna cisza, wiedźma tłumiła w sobie co raz pojawiające się pokłady nowej furii, a Sergiej...

A Sergiej miał nowy plan, jak zawsze doskonały...w jego mniemaniu. Imperator już nie wrócić, uznał to za pewnik. Udać się po kryształ z danymi na Anyszum, nie był samobójcą. Bez wsparcia artyleryjskiego Nomada nie maił zamiaru tam się pojawić. Wiec dlaczego tutaj siedział? Bo na ramieniu usiadł mu mały owad.
Muszka która przed niemiłym spotkaniem z bandą slapujacych barseków przypomniała mu o jednym detalu – Na Froostin prócz niego Zgromadzenie miało jeszcze jednego przedstawiciela.
- Prime? – telepatycznie spytał. Żaden głos mu nie odpowiedział, jedynie poczuł obecność tworu. Zarovowi w zupełności to wystarczało. – Zbierz genotyp tysiąca żołnierzy z obozu i dostarcz go na statek. – Prime ponownie nie odpowiedział i posłusznie zabrał się za egzekwowanie rozkazu.
- Kawaleria nadchodzi – szepnął w zwykłej ludzkiej mowie, nie uszło to uwadze wiedźmy.
- Co?
Sergiej wskazał na horyzont.

***

Pojawienie się z nikąd dziwnego obiektu na horyzoncie wywołało w obozie ogromne graniczące z paniką poruszenie. Po kilku sekundach ci bardziej przezorni znaleźli schronienie za namiotami, budynkami, ci którzy mieli mniej szczęścia legi płasko na ziemi Za to wszyscy którzy akurat mieli broń pod ręką, mierzyli niepewnie do statku.
- Powiedz im by opuścili broń – ledwo trzymający się na nogach wycedził Zarov.
Chimeria nie miała najmniejszego zamiaru spełnić prośby Sergieja co potwierdziła mówiąc krótkie:
- Nie.
- Czy wszystkie kobiety są tak uparte? – c914 westchnął - Czy wszystko musi się sprowadzać do gróźb? Dobrze... – splunął krwią – Jak nie opuszcza broni w pięć sekund to połowa obozu wyparuje! Uwierz na słowo, moje maleństwo nie bez powodu nazwałem pancerniko-transportowcem.
Wiedźma huknęła do wszystkich by uczynili co Sergiej powiedział. Wówczas statek Zgromadzenia bezszelestnie wylądował tuż obok resztek namiotu.
- Dziękuje. A teraz nagroda za cierpliwe znoszenie mojej osoby. - Przez chwilę milczał, po czym dodał - Chciałabyś wiedzieć kto pozbawił życia córkę imperatora?
- Eee – Chimeria nie ukryła zaskoczenia. C914 był nieobliczalny, prawie na każdym kroku zaskakiwał ją. – A imperator i kryształ danych, zdajesz sobie sprawę iż mu wszystko powiem, cała wasza umowa będzie na nic.
- To już mój problem. – krótko skwitował.
- I przy okazji wyświadczysz mi przy sługę. Tak łato z jej spełnienia nie wywiniesz się Sergiej. Właściwe to nie potrzebuje takiej wiedzy, chyba że..
- Toż powiedziałem że informacja o mordercy będzie nagrodą za cierpliwość.
- Dobrze, już dobrze mów – zadowolona z utargu pospiesznie odparła.
- Zrobił to Prime. – jednym tchem wypowiedział Zarov.
- Kto! I ty śmiesz twierdzić że nie miałeś nic z tym wspólnego! Ty Kłamco! - oburzyła się Chimeria
- Zgromadzenie to nie tylko ja, to także sześć innych osób na usługach których jest Prime. Jedna z nich zleciła zadanie, on wykonał, ja o niczym nie wiedziałem. Proste równanie.
Wiedźma kilkukrotnie zaklęła pod adresem Zgromadzenia.
- Wstrzymaj się przez moment bo to jeszcze nie koniec. – Szyderczo uśmiechnął się Zarov - Pora na karę. Karę za wtykanie szponów w nie swoje ciało – Dodał – Ta informacja jest tylko i wyłącznie dla twoich uszu. Jeśli cokolwiek z tego co przed chwilą usłyszałaś przekażesz imperatorowi będę zmuszony uruchomić DMNy.
- DMNy, a co to u diabła jest – wyraźnie skonfundowana odparła wiedźma.
- Pamiątka z czasów wojny miedzy naszymi organizacjami.
- Zarov jesteś największym dupkiem jakiego widziałam, a teraz spieprzaj z mojej planety! – warknęła – nie chce cię nigdy więcej tutaj widzieć!
O dziwo c914 posłusznie wykonał polecenie Chimerii.
- Momencik – krzyknęła za wchodzącym na pokład Zarovem – Technik, oddawaj ciało technika!
- Wyśle pocztą – Rzucił, po czym dodał przy wejściu na pokład –Dziękuje za miło spędzony czas, przysługę postaram się spłacić w niedługim czasie. Będziemy w kontakcie, w końcu zostałaś powierniczką tajemnicy Zgromadzenia. - pancerny właz bezszelestnie zsunął się za nim.
- Zarov, oddawaj go natychmiast! – teraz ryknęła, nie usłyszała żadnej odpowiedzi.

***

We wnętrzu Sergiej usadowił się na fotelu kapitana i powoził krystalicznej materii wyleczyć rany.
- Piękny dzień nieprawdaż – Zwrócił się do Prima który pojawił się przed momentem – Zgraj genotyp do rdzenia. Zostajesz na powierzchni, swoje główne zadanie znasz, dodatkowo miej oko na wiedźmę. Teraz odejdź. – Twór znów bezsłownie oddalił się
- Misja zakończona sukcesem – c914 głośno zaśmiał się – Nie wesz jak bardzo jestem ci wdzięczny Chimerio, naprawdę wystawie ci pomnik.
Pajęcza siec powiązań i zależności rozrastała się...

Statek bez większych problemów wzbił się w powietrze i zniknął w wirze podprzestrzeni.

_________________
Image


Last edited by c914-2711 on Thu Jan 11, 2007 7:34 pm, edited 1 time in total.

Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Thu Jan 11, 2007 1:36 pm 
Offline
User avatar

Joined: Fri Mar 19, 2004 9:10 pm
Posts: 1103
Location: Pola Umysłu
WWWStatek wzniósł się wysoko, dobre pół mili ponad powierzchnię Foorstin. I zniknął… Po czym wyleciał z nieudanego wiru podprzestrzeni koziołkując. Siergiejowi cudem udało się ustabilizować lot.

WWWDan Kerai, który właśnie wyszedł z portalu zauważył całą sytuację. Przejechał sobie ręką po twarzy w wyrazie skrajnego załamania czynami pilota.

WWW-Dżizas…

WWWWiedźma tylko pokręciła głową.

WWW-Nienawidzę jednego- Rzekła. - Jak ktoś niedocenia Chaotów. Nie… w sumie nienawidzę też ryb, ale mniejsza.

WWWStatek wirował w powietrzu, krztusił się i charczał po nieudanym skoku próbując odzyskać sterowność.

WWW-Czy on w ogóle wie gdzie jest? –Zadał retoryczne pytanie Namiestnik.- Widziałem muchy, które prędzej uczyły się nowych rzeczy. Przykładowo jak nie walić łbem o zamknięta szybę.

WWW-Jak już nas szpiegują to niech, chociaż zdobyte informacje rozprowadzają wśród swoich członków. Jakieś broszury niech roześlą czy coś….Powiedziała Chimeria w międzyczasie transmutując jojo z kawałka krzesła i wypróbowując jego działanie - Układ CA to zamknięta podprzestrzennie galaktyka. Podprzestrzeń tu nie istnieje, jest martwa, dead, finto, kaput. Nie zrobi jej żadnego oddychania usta-usta. Tutaj nie może używać podprzestrzeni do podróżowania, zgrywania chojraka i efektownego włażenia z butami w czyjeś obozy. Jeżeli ma ochotę na zabawy z trupami niech nauczy się robić to gdzie indziej. Sheesh…

WWWWestchnęła nad ignorancją Siergieja, po czym uśmiechnęła się, gdy jojo zrobiło kołyskę i powróciło do pierwszej figury.

WWW-Walimy z dział czy pozwolimy mu wylądować i dopiero uświadomimy mu jego pomyłkę?- Spytał Dan przysłaniając oczy ręką.

WWW-Co mu będziemy żałować. Mam jeszcze pochowane pióra feniksa z zeszłorocznego wylęgu. Technika jakoś się wskrzesi. Ale najpierw zajmijcie się naszym gościem… Wiesz, kogo mam na myśli.

WWW-Słucham i jestem posłuszny.
WWWDan skłonił się i zaklaskał w ręce.

WWW-Unta intrat mirri!- Błękitne zaklęcie rozbłysnęło mu pomiędzy dłońmi.

WWWDookoła przyczajonego niedaleko Prime’a pojawiło się piętnastu magów. Zjonizowane powietrze zatrzeszczało od energii. Nim zdążył cokolwiek zrobić Prime został uwięziony w szkarłatnym półprzezroczystym dwunastościanie.

WWW-Wyzwalacz zaklęć. Nie wychodź bez niego z domu. –Mruknął Dan obserwując wydarzenie.

WWW-Stymulowani przez opary wiary…-zanucił jeden z najbliżej stojących mężczyzn i skinął swoim kosturem w stronę klatki. Dwunastościan wzmocnił swoje granice.

WWW-Wkomponowani w cztery wymiary…- podjął drugi z Magów Gateway przerywając na chwile swój chichot. Skinął laską na klatkę. Dwunastościan zaczął wirować i obracać się chaotycznie rzucając swoją zawartością o ściany.

WWWDan z zainteresowaniem przyglądał się magii Limbo. Chimeria miała ważniejsze zajęcia. Próbowała zrobić „psa na spacerze”.

WWW-Każdą myślą, każdym gestem…
WWWMag wyglądający jakby nie jadł od dwóch tygodni zamachnął się krótkim kijem. Wcześniej przygotowane zaklęcie objęło klatkę jaskrawoczerwoną poświatą podwyższając temperaturę wewnątrz do trzech tysięcy stopni Celciusza.

WWWDan wciągnął w nozdrza przyjemny zapach grilla.

WWW-Rozwalamy czasoprzestrzeń! – Krzyknęli pozostali kierując swoje kostury na klatkę. Podskakujący i wirujący dwunastościan skurczył się zgniatając swojego na wpół wysmażonego pasażera do rozmiarów niewielkiej torby podróżnej.

WWW-Najstarszym z przekleństw przeklinamy twój kształt. Niech oblicze Takury spojrzy na ciebie wypalając życie spomiędzy twoich kości. Niech twoja skóra opada płatami a ciało spływa jak tłuszcz kiedykolwiek znajdziesz się w jej promieniach. Niech odnajdzie cię wstrętnym sobie tak jak i my cię odnajdujemy. –Powiedział Havrus zdejmując kaptur- Tysiącletnią nakładamy na ciebie klątwę. Jeżeli jeszcze raz staniesz w blasku żółtego słońca tego świata, poznasz konsekwencje Abominacjo.

WWW-Interraptio requestio!- Rzucił Benedykt. Najstarszy z Piętnastu MG.

WWW-Interraptio grantio! –Odpowiedzieli pozostali przepuszczając moc przez kostury.

WWWWokół sześcianu pojawiła się czarna sfera. Klatka zapadła się w sobie i wraz z Prime’em została wyrzucona na najdalszy kraniec Nicości.

WWWDan spokojnym krokiem podszedł do Magów Gateway.
WWW-Czy, aby na pewno poleciał na najdalszy kraniec Nicości?

WWW-Wątpisz śmiertelniku? –Zapytał wytatuowany Grazevi.
WWW-Plus/minus pięć i pół metra. –Rzucił Tupala- inaczej zwrot kosztów ubicia szkodnika. Jak w ulotce.

WWWW tle Chimeria właśnie zdołała zrobić potrójną beczkę zakończoną powrotem do ręki. Gdy skończyła podeszła bliżej.
WWW-Zrobione?

WWW-Wątpisz śmiertelniczko?- Wtrącił Grazevi ale dostał kuksańca od Ferena, więc ucichł.

WWW-Oczywiście- odpowiedział zamiast nich Dan.

WWW-Tak jak mówiłam, nienawidzę jak ktoś niedocenia Chaotów. Czy on realnie sądził, że zdoła uniknąć beaconów skanujących już w momencie, kiedy tu się pojawił?

WWW-Zachodzę w głowę, czemu nie pozwoliłaś nam zrobić tego od razu- zapytał Dan drapiąc się po krótkiej brodzie- Mieliśmy go jak na widelcu. Wystarczyło wydać rozkazy. Wiesz, że odkąd diabły wpadły z niezapowiedzianą wizytą trzymamy zaklęcia na takie okazje.

WWW-Częściowo dlatego, że nie byłam pewna, czego chce. Poznając intencje szpiega dowiedzieliśmy się, co nieco o zamiarach jego mocodawców. Kiedy już zakończył misję nie mogłam pozwolić żeby więcej nam bruździł. Po drugie…-Uśmiechnęła się złośliwie.-Taki kaprys.

WWW-Powrócimy na statek-Iglicę, jeżeli niczego od nas nie chcecie. Jeżeli chcecie to też. –Stwierdził jeden z magów.

WWWDziwne postacie idąc dwa kroki w przód jeden w tył, tańcząc limbo i wykonując dziwne wygibasy oraz co parę metrów robiąc okazjonalne przeskoki personalnych drzwi wymiarowych ruszyły w kierunku swojej siedziby.

WWW-Kto właściwie rekrutuje nam tych ludzi? –Szepnęła wiedźma patrząc za odchodzącymi.

WWW-Mam swoje kontakty.-Rzekł Dan enigmatycznie.

WWWNa niebie transportowco-pancernik Zarova wykonywał serie uników przed strzałami dział Gaussa rozstawionych wokół obozu. To, że operatorzy nie zawsze trafiali trzeba było zrzucić na karb wczuwania się w klimat święta.

WWW-U góry Wish, na dole wroga planeta, dookoła obrona przeciwpowietrzna…”Nowhere to run” jak mawiał mój dziadek przed odpaleniem działa Gwiazdy śmierci.- Skonstatował Dan patrząc na lawirującą jednostkę.

WWW-Nie wiedziałam, że miałeś takich przodków. –Odparła Chimeria.

WWW-Stare dzieje.- Odparł beztrosko Dan wzruszając ramionami-Zanim go strącą minie trochę czasu.

WWW-Przegryźmy coś.-Zaproponowała przywódczyni CA.

WWW-Co na przykład?

WWWChimeria wciągnęła do płuc rześkiego powietrza wsłuchując się odgłosy rzężenia silników transportowca i nasilającej się kanonady dział.

WWW-Nagle nabrałam ochoty na mięsko z rusztu.

**********************************************************************

WWWW pewnej odległości od obozu ziemia zapadła się w sobie. Drzewa, drań, parę zwierząt – to wszystko poszybowało w czarną otchłań. Z głębin rozległo się dudnienie. Jakby miarowe bicie ogromnego serca.

**********************************************************************

WWWZabrany z biesiady grillowany udziec starczyłby spokojnie na wyżywienie kilkunastu osób. Siedzący przy podstawie działa Gaussa Dan maczał spokojnie kawałki chleba w miseczce z tradycyjnym sosem i raz po raz odgryzał duże kawałki mięsa. Właśnie chciał to zrobić po raz kolejny, gdy podstawa działa zrobiła skręt w prawo i pajdka ominęła miseczkę.

WWWDan spojrzał do góry na siedzącą za sterami działa Chimerię prująca seriami w transportowiec. Zdjął słuchawki z uszu i złożył dłonie w tubę skierowaną w stronę wiedźmy.

WWW-Nie wystarczy mu już? Za chwile sam spadnie. -Zasugerował starając się jednocześnie uchronić udziec przed upadkiem z cokołu w błoto poniżej. –Oberwał już ze trzydzieści razy.

WWWJego głos najwyraźniej nie doszedł do chronionych słuchawkami uszu przywódczyni CA. Wykonywała ostre skręty trzymają wolant obiema rękami i z całej siły tłukąc w przycisk FIRE.

WWW-Slap! Slap! Slap! –Wrzeszczała starając się utrzymać statek na środku celownika. Przez chwile jej się to udało i w prawą burtę okrętu gwiezdnego wyrżnął pocisk. Odrzucił jednostkę o kilkadziesiąt metrów w tył. –SLAP!- Krzyknęła i zaczęła strzelać bardziej zajadle.

WWW-I pomyśleć, że chciała zakazać tego święta…-mruknął Dan. Ze wszystkich stron obozu w stronę transportowca leciały takie same salwy. Robił bokami.

WWWSpróbował umoczyć kromkę. Działo wykręciło o sto osiemdziesiąt stopni i miska z sosem wypadła mu z rąk. Tuż za nią poleciał udziec. Zrobił pełen obrót i wbił się do połowy w błotko.

WWWNamiestnik zmarszczył brwi.
WWW-Duże dzieci i ich zabawki. –Warknął patrząc na zmarnowane jedzenie.

WWWMiał właśnie na powrót nasunąć słuchawki, gdy usłyszał coś niezwykłego. Przez odgłosy kanonady przewijało się miarowe, narastające dudnienie. Pancernik wirował nisko nad ziemią usiłując zejść z linii krzyżowego ognia.

WWWWiedźma nachylała działo coraz niżej usiłując wciągnąć pancernik ponownie w krzyżowy ogień.

WWW-Slap slap slap!

WWWNagle dosłownie bez żadnego uprzedzenia, dolna połowa jej pola widzenia uwypukliła się i gigantyczna dłoń podniosła się z ziemi. Kamienne ramię kolosalnych rozmiarów sięgnęło i chwyciło statek. Sekundę później zatoczyło półkole i rozgniotło pancernik o Foorstin.

WWW-Sla…Slap?

WWWZaszokowana wiedźma potknęła się i prawie wypadła wychodząc z kokpitu. Stanęła obok Dana patrząc na gigantyczny twór, który wyłonił się spod powierzchni.

WWW-Eeee? –Powiedziała z wysoko uniesionymi brwiami wskazując na kamienny łuk tworzony przez ramie a pod którym mogłaby przelecieć sporych rozmiarów fregata gwiezdna.

WWWNim Kerai zdążył odpowiedzieć ramię cofnęło się i schowało pod ziemię.

WWW-Nie zdołałbym ująć tego lepiej. –Odpowiedział Namiestnik.

WWWWtem ziemia pod stopami Chimerii zapadła się i wciągnęła ją w siebie. Nie zdążyła chwycić ręki generała wyciągniętej w swoją stronę. Otoczyła ją ciemność.

**********************************************************************

WWWRozgnieciony transportowiec zachował się nad wyraz dobrze. Patrzący na niego przypadkowy obserwator mógłby bez głębszych analiz dojść do wniosku, że ów metalowy placek był niegdyś jednostką latająca. O ile oczywiście znałby się na statkach. Komukolwiek innemu przypominałby żółwia, który nie zdążył zejść z drogi walcowi drogowemu. Ziemia drżała a spłoszone, wielobarwne ptaki wirowały w powietrzu niepewne gdzie usiąść.

WWWZapowiadało się na to, że potrójnej orgii jednak dzisiaj nie będzie.

**********************************************************************
WWWUwięziona we wnętrzu kamiennej kuli Chimeria po chwili przestała panikować. Chociaż została uwięziona a jej czary z jakiegoś powodu nie działały, zrozumiała, że na razie nic jej nie grozi. Pomimo upływu czasu w kuli nie zaczynało brakować tlenu. Badając ściany odkryła ich porowatość i doszła do wniosku, że w jakiś sposób zachodzi cyrkulacja powietrza. W uszach zaczęło jej buczeć. Odczytało to jako oznakę stale zwiększającego się ciśnienia charakterystycznego dla schodzenia w głąb ziemi.

WWW-No ładnie- pomyślała- Drugie porwanie a ja znowu nie wzięłam torebki.

WWWPrzez ściany słyszała na zmianę chrobotanie, odgłosy, jakiej cieczy przelewającej się dookoła i szuranie kamieni o kamień.

WWWNagle odgłosy ucichły. Ciśnienie przestało ją męczyć. Przyłożyła ucho do ściany. Niefortunnie akurat w momencie, gdy kula się rozwarła. Wypadła więc do przodu i przekoziołkowała po miękkiej trawie.

WWW-Trawa?

WWWZnajdowała się w czymś przypominającym jaskinię. Z jej stropu sączyło się mdłe, żółtawe światło. Nigdy wcześniej nie widziała czegoś podobnego. Setki, jeżeli nie tysiące metrów pod ziemią ktoś zbudował katedrę otoczoną bajecznym ogrodem. Starannie przystrzyżony żywopłot dookoła niej przedstawiał stylizowane postacie ludzkie i zwierzęce.

WWW-Wszystko fajnie, ale nie mam na to czasu. –Westchnęła.

WWW-Suevari treza! Brama wymiarowa! –Krzyknęła składając dłonie, lecz nic się nie stało.

WWW-Untiatha, Kroczący na Granicach, bądź mi posłuszny. Otwórz przejście. –Wyszeptała, ale wbrew oczekiwaniom istota z innego planu nie posłuchała wezwania.

WWWZaczynała się irytować. Wyjęła z kieszeni urządzenie transmisyjne. Jej palce przebiegły po klawiszach wywołując znajomą sekwencję. Żaden „Scotty” z Centrum Tranzytu nie rozdzielił jej na atomy, które zmaterializowałyby się w miejscu destynacji.

WWWPrzyłożyła ręce do ziemi próbując transmutować ją w windę ze świdrem, którym wydrążyłaby sobie drogę do góry. Trawa miękko ugięła się pod naciskiem rosząc jej dłonie. Stokrotki pachniały subtelnie wiosną.

WWWSkupiła się i zawołała umysłem do sojuszników. Nikt nie odpowiedział. Drewniane drzwi katedry samoczynnie uchyliły się zapraszając ją do środka. Wiodąca do nich żółta, brukowana ścieżka wyglądała na świeżo odchwaszczoną i wypolerowaną.

WWW-Dobra, zagram w twoją grę Czarnoksiężniku z Oz…- syknęła po chwili. Rzuciła urządzenie transmisyjne w trawę i skierowała się w stronę świątyni.


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Fri Jan 12, 2007 1:58 pm 
Offline
User avatar

Joined: Thu Feb 19, 2004 9:19 pm
Posts: 1234
Location: Ośrodek wypoczynkowy "Nomad"

_________________
Image


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Sat Jan 13, 2007 4:38 pm 
Offline
User avatar

Joined: Sat Apr 17, 2004 4:46 pm
Posts: 925
Location: Z krain, których nie ma na mapie.


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Sat Jan 13, 2007 11:12 pm 
Offline
User avatar

Joined: Mon Nov 07, 2005 7:16 pm
Posts: 55
Location: Czestochowa
Dan odwrócił się od Chimeri i udał się do swoich obowiązków. Chimeria stała i zastanawiała się gdzie przed chwilą była i dlaczego minęło kilka sekund skoro była tam dłuższy czas niż te kilka sekund o których mówił Dan. Błogą cisze zakłócił nagle silny wybuch kilka metrów za nią. Chimeria odruchowo obróciła się szykując do najgorszego. Zobaczyła kule dymu która po krótkiej chwili została rozwiana przez lekki wiaterek.Wyłoniła się istota dziwnie ubrana jakby nie z tej epoki czy świata. Rycerz stał przez chwile po czym zaczął iść w kierunku Chimerii. Po chwili znalazł się tuż przed nią.

-Witaj Chimerio
-Witaj kimkolwiek jesteś czy czymkolwiek . Co cie tu sprowadza istoto O_o ??
i skąd znasz moje imie?
-Przybywam tu z pewną propozycją dla ciebie, a imie twe jest mi znane już od dawna
-A cóż to za propozycja ??He
-Może jej szczegóły przedstawię ci w moim zamku gdzie na spokojnie usiądziemy i porozmawiamy przy lampce wina. AAA i nie obawiaj się nic ci nie grozi
Niby czemu mam ci zaufać i dlaczego akurat w twoim zamku a nie na moim gruncie.
-Wybacz ale nie masz wyboru.
Rycerz wymamrotał jakieś niezrozumiałe słowa i po chwili jakaś dziwna czerwona chmura spowiła Rycerza i Chimerie.
-Eno co to ma być do licha .............
Oboje znikneli.

_________________
NO MORE TALK !! NO MORE WAITING !!
THE PRICE FOR YOUR ARROGANCE WILL BE PAID IN BLOOD!!


Top
 Profile  
 
Display posts from previous:  Sort by  
Post new topic Reply to topic  [ 219 posts ]  Go to page Previous  1 ... 11, 12, 13, 14, 15

All times are UTC + 1 hour


Who is online

Users browsing this forum: No registered users and 2 guests


You cannot post new topics in this forum
You cannot reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot post attachments in this forum

Search for:
Jump to:  
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group