Nagły ruch powietrza gwałtownie rozwiał drzemiącą mgłę, której część wolno ocierała się o bramy Mgielni.
-Co do...- na usta cisnęło się już słowo 'diabła', lecz wiedźm przezornie ugryzła się w język. Zastanawiało ją, dlaczego pierścień nie przetransportował jej do wnętrza lokacji. Były różne wyjaśnienia tego zjawiska. Albo pierścień, mimo naprawdę zachwycającego wyglądu, był badziewiasty, albo kot coś popieprzył, albo ktoś grzebał w zabezpieczeniach Mgielni. Ostatnia wersja była równie prawdopodobna, co niebezpieczna, dlatego też wiedźma czuła paraliżujący niepokój, gdy sięgała po klucze.
Wrota ustąpiły tak jak powinny, więc Chimeria odetchnęła z ulgą i szybko weszła do środka.
Wszystko wyglądało tak jak zostawiła. Prawie.
Przez puste zazwyczaj przestrzenie Mgielni przelatywały co jakiś czas czarne motyle, których wcześniej nie było.
Obiecując sobie, że zajmie się tym później, Chimeria szybko ruszyła do wieży.
***
Wszystko odbyło się bez niespodzianek, na które szykowała się psychika wiedźmy, więc po upewnieniu się, iż łuk jest na swoim miejscu weszła na dach twierdzy, gdzie spodziewała się zastać puchatego strażnika.
-Witaj pani.- powiedział swym dźwięcznym głosem patrząc bursztynowymi oczyma.
-Witam. Co się działo, gdy mnie nie było?- zaczęła konkretnie Chimeria traktując kota surowym głosem.
-Lis opuścił Mgielnię...-zaczął powoli mówić kot jakby sprawdzając kiedy uciec przed atakującym butem.
-Dalej.
-Panienka Mawia nauczyła się wcielać dusze w ciała motyli...
-Ciekawe. Dalej.
-To wszystko pani...
-Grzebałeś w zabezpieczeniach. Nie mogłam bezpośrednio dostać się do Mgielni.
-To były zmiany wprowadzone przez panienkę Mawię.
-O to mi chodziło. Natychmiast cofasz wszystkie.
-Ale...
-W tej chwili. Czyścisz również pamięć Mgielni dotyczącą wejść i wyjść.
-Wszystko?
-Tak. W ten sposób nikt nie wróci drogą bezpośredniej teleportacji. Nawet Darkstar.
-Ale to zamknie, przynajmniej na jakiś czas możliwość bezpośredniej teleportacji...
-I tak ma być. Można będzie wejść tylko przez bramę, za pomocą kluczy. Dwa mam ja, jeden moja siostra. Wykonać.
Kot w milczeniu patrzył zdziwionymi oczyma. Nigdy w całej historii Mgielni takiej czystki informacji nie było.
-A propo.- wiedźma spojrzała w mrok Mgielni.- Gdzie moja siostra?
-Wyszła jakiś czas temu i do tej pory nie wróciła.
-Dobrze. Później sobie z nią porozmawiam.
-Ponownie wybywasz pani?
-Tak, pozamykać pewne sprawy i pozbyć się kłopotów...
"...lub jeszcze głębiej się w nie zakopać..."- dokończyła w myślach.
***
Chimeria stała przed wieżą, trzymając opierając łuk o ramię. Szkoda było się jej z nim rozstawać. Był... jedną z jej ulubionych zabawek.
-Pokaż jeszcze raz co potrafisz błyskotko.- powiedziała patrząc na błyszczący w ciemnościach pierścień i zniknęła, by pojawić się w Baatorze.
Tymczasem kot rozpoczął wykonywanie wydanych rozkazów.
|