Wachadlowiec powoli opadl na plyte ladowiska, wzniecajac dokola tumany kurzu. Wsrod cichnacego jeku silnika z tylnej czesci pojazdu opuscil sie trap, po ktorym zeszlo kilka osob. Grupa mlodych mezczyzn i kobiet w mundurach stanela zaraz przy ladowisku. Z wyrazem zagubienia i
zdenerwowania na twarzach przegladali jakies papiery. Ammir w cywilnym ubraniu zszedl jako ostatni. Przystanal na chwile i przygladal sie osobom wchodzacym do transportera. W koncu zszedl z platformy i skierowal w strone stojacego nieoopodal lazika. Wsiadl do niego, usadowil
sie wygodnie na fotelu kierowcy i odpalil silnik. ZAkrecil i ruszyl w kierunku kompleksu, po chwili zatrzymal sie jednak i cofnal.
- Podwiezc was? - krzyknal w strone klocacych sie rekrutow, jednoczesnie opuszczajac trap.
- Jasne, dzieki koles... - odpowiedziala mu raczej niewielkiej postury mloda, jasnowlosa kobieta - Pakowac dupy, chyba ze chcecie zapieprzac na piechote - krzyknela na reszte grupy.
Gdy wszyscy juz siedziali w sekcji transportowej pojazdu dziewczyna przeszla do jego przedniej czesci i usiadla sie na miejscu pasazera, obok kierowcy.
- Dzieki za taryfe - powiedziala miekkim, ale zdecydowanym glosem - po kilku godzinach lotu w tej puszce, padli bysmy w polowie drogi, jesli mielibysmy rwac z buta do barakow. Jestem Kesi - wyciagnela reke w strone kierowcy.
-Ammir - uscisnal jej dlon i stwierdzil, ze bynajmniej za biurkiem nie pracowala. - kim jestescie i co was tu sprowadza - sprobowal niezrecznie nawiazac rozmowe.
- Coz... jestesmy turystami i zwiedzamy wojskowe kompleksy badawcze - odpowiedziala ironicznie, a tak na powaznie to zeslali nas tu na doszkolenie. Wiekrzosc grupy to ci co nie zdazyli wejsc w dupe generalicji, a mieli zbyt duzy potencjal zeby go zmarnowac.
Sputnik usmiechnal sie. Odpowiadala tak wiekrzosc nowo przybylych.
Po chwili niezrecznej ciczy, ktora najwidoczniej Ammirowi nie przeszkadzala, odezwala sie kobieta.
- A ty kim tu jestes ?
-Hmm... kierowca - usmiechnal sie.
- Jaaasne... - miala cos jeszcze dodac, ale lazik zatrzymal sie na placu przed dlugim budynkiem.
-To sa wasze baraki - powiedzial i opuscil trap. Mloda kapral wrocila do reszty i razem z nimi wyszla przed budynek. Ammir zabral mala torbe i takze wyszedl z pojazdu. Zatrzymal przechodzacego obok zolnierza. Tamten chwile przygladal sie mu, po czym wyprostowal sie jak
struna i zasalutowal.
-Spocznij zolnierzu. Zaprowadz tamtych zoltodziobow do sierzanta Maksona.
- Tak jest. - odpowiedzial kapral glosniej niz potrzeba i podszedl do grupy.
Sputnik odwrocil sie i poszedl w kierunku barakow oficerskich.
Mloda kapral Kesi Agampi obserwowala zajscie z otwartymi ustami.
- O, Ammir... - powiedzial Howe, ktory zauwazyl go jako pierwszy, gdy ten wszedl do stolowki
-Czesc... - rzucil w kierunku osob siedzacych przy jednym ze stolow i poszedl do lady. Po chwili szedl z taca w ich kierunku.
Przy stole siedzialo kilku naukowcow, ktorych w wiekrzosci znal tylko z widzenia.
- I co tam? - spytal Howe
-Gdzie? - Sputnik probowal zlowic surowke na widelec
- No, na tej delegacji, co powiedzieli?
-A...hmm... w sumie to nic czego nie wiedzielismy... - z tryumfem podniusl do ust sztucca z niewielka porcja czegos co nazywali tu salata.
- Czyli co ...?
-No, ze sie pieprzymy z projektem, ze za budzet, ktory przeznaczaja rocznie na badania mogli by wyszkolic i wyekwipowac pelna kompanie piechoty, a i tak zostalo by im kasy... ze chca zredukowac fundusze o czterdzieci procent...
- I co ?? - spytal niepewnie naukowiec
-Co, co...? - kapitan byl wyraznie zirytowanay oporem kotleta, nie chcacego poddac sie nerwowym cieciom noza.
- Co wskorales... czy w ogole cos wskorales ?
-Aaa, o to ci chodzi. Udalo mi sie ich przekonac. Uznali, ze prezentacja byla obiecujaca i narazie nie obetna kasy... reszte znajdziesz w raporcie - uprzedzil kolejne pytanie Howa .
Po obiedzie poszedl do swojego pokoju, wykapal sie i przespal. Po kilku godzienach, gdy wreszcie wstal, ubral sie w szary uniform i poszedl do labolatorium. Przez droge zastanawial sie gdzie pujsc najpierw. Zobaczyc jak posunely sie prace nad pancerzem reaktywnym, czy moze do
Kane'a i tej jego kulki. W koncu zdecydowal sie na pancerz.
Wszedl do obszernej sali zawalonej wszelkimi narzedziami i sprzetami. Na wieszakach stalo kilka pancerzy. Niby wszystko jak przedtem, ale cos mu nie pasowalo...
- Gdzie sie wszyscy podziali do cholery - spojrzal na zegarek i upewnil sie, ze pora obiadowa juz dawno minela - KTOS powinien tu byc.
Z przeciwnej strony hangaru dobiegl go gluchy lomot. Znajdowala sie tam oddzielna hala, przeznaczona dla bardziej "dyskretnych" projektow.
Po chwili drzwi sie otworzyly i wyszedl zza nich Howe pchajac przed soba wozek. Gdy zobaczyl Sputnika, zatrzymal sie i obejzal na drzwi, jak gdyby zastanawiajac sie czy jest sens je zamykac, jednak zrezygnowal i ruszyl w jego kierunku.
- Hej, szefie. Myslelismy, ze dzis sobie darujesz obchod i caly dzien przespisz.
-No wiesz, po prawie dwuch miesiacach mojej nieobecnosci musze sprawdzic co rozwaliliscie - usmiechnal sie.
- A co dokladnie przyszedles sprawdzic ? - spytal niepewnie inzynier
-No, na przyklad jak ida prace nad Pancerzem reaktywnym.
- Heh... jak by to ujac... - Howe pdrapal sie w potylice - ...projekt troche urusl.
-W jakim sensie?
- Hmm... pomoz mi z tym i chodz za mna.
Obaj zaladowali na wozek kilka silownikow i serwomechanizmow, po czym popchali go w strone drzwi, ktorymi wyjechal.
Gdy tylko przeszedl przez prog, Ammir stanal zszokowany.
W hali, tradycyjnie zagraconej sprzetem pracowalo ze 20 osob, co zadko sie zdarzalo. Jednak najwazniejsze bylo to przy czym pracowali. Na srodku stal piecio metrowy .
Nie zwracajac uwagi na Sputnika, do wozka podeszlo kilka osob i zabralo jego zawartosc, by po niedlugim czasie zamontowac je w odslonietych trzewiach kolosa.
- I jak? - Spytal Howe
-e...em..."troche urosl", co ?... Troche?! - niemal wykrzyczal Ammir
- No tak... troszeczke - inzynier wykonal palcami gest, wskazujacy ile "urusl"... po chwili bardziej rozszerzyl palce.
-Mieliscie zrobic oslony, a nie robota !
- W pewnym sensie to nadal jest oslona. - powiedzial troche niepewnie
-Taa. chyba dla czolgow, bo be problemu sie za nim schowaja.
- Eh.. uspokuj sie. Widze, ze musze ci wszystko wytlumaczyc... Jakis tydzien po twoim wyjezdzie doszlismy do wniosku, ze same oslony moga byc za slabe w konfrontacji z bardzo cieka bronia i ostrzalem. Przesiedzialem wiec noc i dzien grzebiac w starych projektach, az znalazlem to - pokazal Sputnikowi poplamiony olejem i poprzedzierany gdzieniegdzie projekt mecha. Bardzo podobnego do tego co stalo przed nim. - Potem zebralismy sie i kombinowalismy jak by to zaadoptowac na nasz grunt. Wiedzielismy, ze nie mozemy sobie pozwolic na tworzenie od podstaw nowego projektu, wiec postanowilismy podciagnac go pod pancerz reakcyjny. Pietnascie dni po twoim wyjezdzie zaczelismy prace. Od zera musielismy zrobic szkielet, probowalismy zaadoptowac
do tego miesnie BM, ale nie wytrzymywaly naprezen, wiec wykorzystalismy siec silownikow i serwomechanizmow. Lozyska magnetyczne takze nie zadwaly egzaminu przy takiej masie szkieletu.
Zastosowalismy lozyska kulowe i slizgowe. CAlosc okrylismy kilkuwarstwowym, pancerzem uranowo-krzemowym. Identycznym z tym co w zwyklych Pancerzach tylko w odpowiednio wiekrzych proporcjach.
-Tylko jak tym sie steruje - Sputnik wykorzystal przerwe w tyradzie inzyniera.
- Wlasnie mialem o tym mowic... Zbudowalismy go z mysla o Pancerzach wspomaganych, dlatego komputer pokladowy jest zaprogramowany do odbiory sygnalow z komputera Pancerza. Transfer danych odbywa sie niezaleznie przez kilka neuro zlaczy. Polega to na tym, ze w momencie
polaczenia Pancerza z...hmmm, duzym pancerzem, wszystkie ruchy i czynnosci pilota sa przenoszone na duzy pancerz. Mozliwosci ruchowe Pancerza wspomagane sa ograniczone do minimum, zeby nie rozwalic oslon od wewnatrz. Stoi on wyprostowany zlapany klamrami sterowanymi z Pancerza wspomaganego, tak, ze pilot moze w kazdej chwili sie odlaczyc. Tak samo odczyty z sensorow sa odbierane z "wiekrzego brata". Jak w mniejszej wersji, tak i ta ma zainstalowane czule manipulatory w dloniach...
-A zasilanie...? - zapytal Ammir gdy zobaczyl, ze jego rozmowca juz nie bardzo wie co powiedziec.
- Racja, niemal zapomnialem... Zasilanie stanowi reaktor fuzyjny piatej generacji. Cztery razy wiekrzy od tego instalowanego w Pancerzach wspomaganych.
-Jaka to ma wytrzymalosc?
- Pancerz ma grubosc od 5cm do 35cm. Najgrubszy jest na korpusie, z racji ochrony pilota. Proby wykazaly, ze wytrzyma bezposrednie trafienie plazmy i terawatowego lasera. Pociski przeciwpancerne tez nie beda robily na nim wiekrzego wrazenia.
Sputnik kiwnal glowa. Podobala mu sie ta zabawka, ale musial jeszcze sie czegos przyczepic...dla zasady.
-A powiedz ty mi ile to wazy i jak chalasuje...
- Ile wazy?... no tyle ile powinien wazyc - Howe zmieszal sie troche. Bedzie tak, ok. pieciu ton zelastwa, a chalasuje jak cala kompania pancerna.
-Fajnie... kiedy macie zamiar oddac to do urzytku?
- W sumie to juz jest gotowy, wymianiamy tylko silowniki ramienia, ale calosc juz dziala...jak chcesz mozesz sie przejechac.
-Dzieki, nie teraz. Mam jeszcze kilka spraw do zalatwinia.
Po wizycie w warsztacie poszedl do labolatorium Keina. Mial wielka ochote przetestowac
"Wielkiego brata", ale przyjemnosci musialy poczekac.
Przycisnal guzik przy drzwiach, zza ktorych po chwili odezwal sie glos
-Otwarte... wejdz.
Ammir ostroznie przekroczyl prog pokoju. Pamietajac ostatnia wizyte, teraz uwazal gdzie stawia kroki. Cylinder Esona dalej lezal w tym samym miejscu, jak wiekrzasc gratow. T ylko regal stal pod innym katem.
-O, jestes wreszcie - odezwal sie naukowiec podnoszc glowe znad stolu zawalonego narzedziami, planami i roznym zlomem. - wiesz co ? Chyba udalo nam sie rozgrysc ta kulke - siegnal po nia do szuflady. CAlosc jest banalnie prosta, wszystko opiera sie o... - w tym momencie Sputnik
przestal rozumiec monolog naukowca, ale uwaznie sluchal nie chcac mu przerywac. - ...na koniec okazalo sie, ze jednak to posiada jakies baterie, bo po pewnym czasie po prosu sie wylacza.
Ammir pokiwal ze zrozumieniem glowa i zapytal
- A czy staraliscie sie jakos to modyfikowac, albo zrobic kopie ?
-Tak, udalo nam sie to skopiowac i nawet opracowalismy sposob na regulowanie sily bezwladnosci, ale nie mam pojecia do czego mozna by to zaaplikowac.
- Dobra, pracuj dalej, nie bede ci przeszkadzal. Ja mam jeszcze kilka spraw do zalatwienia. Ammir wyszedl z pokojuzastanawiajac sie nad tym co mowil mu naukowiec i myslal jak mozna by to wykorzystac.
Last edited by REnler on Wed Sep 29, 2004 8:56 pm, edited 1 time in total.
|