Thanatos. Czarna gwiazda, jak okreslali ja mieszkancy tego ukladu. W rzeczywistosci zbudowane z kilkunastu warstw stopow metali laboratorium. Stephen Richardson wlasnie ja zwiedzal. Oprowadzal go korpulentny jegomosc o czarnych wlosach i bystrych oczkach.
-Tak, panie Richardson, moge zagwarantowac panu, ze wreszcie nam sie udalo. Stworzylismy pierwszy nad-organizm.
-W ogole nic nie wiem o tej technologii. Co to jest? Widzialem sypialnie, stolowki, nawet centrum badawcze, w ktorym bylo dwoch starych naukowcow... ale nie widzialem systemu.
-Oczywiscie, w koncu jest pan pelnomocnikiem Chaotic Alliance... ale czy to konieczne? Nic ciekawego, niech panu opowiem o mozliwosciach...
-Nie. Pan dobrze wie, czego chce sie dowiedziec.
-Sluze... - w jego glosie brzmialo zdenerwowanie.
Doszli do ogromnej kuli. Serca Thanatosa, Freyi.
Freya byla komputerem techno-psychofizycznym. To, jak dzialala stanowilo tajemnice dla tysiecy fizykow. I tylko jeden czlowiek w pelni to rozumial. Stal wlasnie przed nimi.
-Panie Twang, zechcialby Pan opowiedziec o Freyi?
-Jezeli to konieczne... Widzi pan, od dawna kombinowalismy jak "ulepszyc" zwyklego czlowieka. Wiec doszlismy do wniosku, ze trzeba to zrobic zwiekszajac wydolnosc jego mozgu.
-I...??
-Stworzylismy Freye.
-Ale co ona robi?
-Dzieki swojej mocy psychofizycznej po prostu wyciaga strukture mentalna z jednej osoby i laczy ja z druga. Dzieki temu w niewiadomy sposob umysl celu staje sie niewiarygodnie sprawny. Moze oddzialywac psychika na przestrzen.
-A efekty uboczne?
-Zupelny brak. Testowalismy to przez dwa lata. Nic sie nie dzieje. Mozemy wykonac eksperyment na dowolna odleglosc. Jest jeden szkopul. Osoba z ktorej pobieramy mentalnosc... Staje sie jarzyna.
-Czemu? Mozg nie pracuje?
-Pracuje, ale... No nie ma swiadomosci samego siebie.
-Wspaniale. Gdzie jest haczyk?
-Mozna to zrobic tylko raz na rok.
-CO? Dlaczego?
-Po prostu... Freya jest komputerem, ktory... zyje. Wiec naturalne ze sie meczy. Gdybysmy robili to czesciej, zabilibysmy ja.
-A ona nie zacznie dzialac przeciw nam?
-To niemozliwe. Po prostu nie ma takich ukladow. Zakodowalismy jej, ze nie moze dzialac bez naszego wyraznego rozkazu.
-Pokazcie mi tego goscia, ktorego ulepszyliscie ostatnio.
Podeszli do konsoli sterowania. Na ekranie wyswietlil sie srednio wysoki mezczyzna w kombinezonie z tworzywa sztucznego.
-Nazywa sie Miguel Caradona.
-A z kogo...
-Jakis nowy w forcie orbitalnym Foorstina. Wybralismy go, bo byl silny. Poza tym... udalo nam sie przeniesc cialo stale. Komputer wzrokowy.
-Imponujace. Mamy kontakt z tym Caradona?
-Eee... niestety... ale...
-IMBECYLU! On nalezy teraz do CA!
-Niewolnictwo? Jak pan...
-Nie... on zostal przylaczony do stowarzyszenia. Musi to zrobic. A jako bardziej rozwinieta forma zycia moze nawet zostac kims waznym. I pod zadnym pozorem nie moze sie przylaczyc do Zgromadzenia. Albo innej organizacji! Wysle kogos po niego.
-Nie radze...
-Dlaczego?
Twang pokazal mu skrawek papieru.
-Dobrze, poczekajcie az wyniesie sie z ziemi. A potem sobie z nim pogadamy.
-Tajestser!
|