WWWWojna.
WWWWojna nigdy się nie zmienia.
WWWWWWFallout 2, początek
WWWA gówno prawda.
WWWWWWMephis
WWWWszechświat jest pełen sprzeczności.
WWWWypełniony czymś, co z braku lepszego określenia można nazwać pustką. Lecz pusty nie jest.
WWWRozciągający się na tak wielkiej przestrzeni, że z powodzeniem można powiedzieć, iż jest nieskończenie wielki. A jednak ma granice.
WWWZbudowany z tych samych pierwiastków, układających się w te same wzory. Ale jednocześnie jest pełen różnorodności.
WWWMa jednolity czarny kolor. Szczegół, że pozostałe kolory również w nim się zawierają.
WWWDziała według pewnych podstawowych zasad i niezmiennych reguł. A jednak przede wszystkim rządzi w nim
przypadek.
WWWW takiej formie nie powinien istnieć. A istnieje.
WWWKażde miejsce we wszechświecie jest niby podobne, ale tak na dobrą sprawę zupełnie inne. Nie ma dwóch takich samych galaktyk, ba, nie ma nawet dwóch takich samych gwiazd. Planety różnią się wielkością, reszta kosmicznego śmiecia też jest nieregularna. Nawet sama przestrzeń dzieli się na kilka czy nawet kilkanaście składowych.
WWWZupełny burdel.
WWWI sklasyfikowano go według jakichś wymyślonych naprędce reguł, ale zastrzeżono również, że są one tylko i wyłącznie umowne.
WWWI jakoś się to kręci.
WWWNie ujeto jednak pewnego znaczącego faktu. Wszechświat posiada Piekło, które samo też dzieli się na kilka mniejszych. Dziewięć, żeby być dokładnym. Ale jako całość jest wszędzie tam, gdzie rozciąga się Wszechświat. I to jest właśnie ten fakt, który ciągle umyka klasyfikacji. Być może dlatego, że połączenie między Wszechświatem a Piekłem jest w głównej mierze jednostronne. W głównej mierze.
WWWSkraj układu planetarnego różnił się od reszty innych skrajów układów planetarnych. Oprócz tysięcy skał i skałek, komet i planetoid, wokół systemu dwóch gwiazd orbitowały również nagie szkielety statków, zmrożone na kość ciała, nadpalone fragmenty poszycia, kable, kabelki, setki kilometrów rur i rurek. Zupełnie jak złomowisko. I cmentarz. Bo tym w istocie był skraj tego układu. Cmentarzem dla setek tysięcy istnień, które oddały swoje życie w nie tak dawno zakończonej wojnie. Zupełnie gigantyczny. I zupełnie zapomniany.
WWWTak jakby ktoś się tym przejmował.
WWWJednakże obecnie działo się tutaj coś nie za bardzo pasującego do reszty. Na początku ledwo widoczne pasma mgły rozeszły się niedaleko jednej ze skał i zaczęły nabierać czerwonego koloru. Po chwili bezdźwięczny rezonans rozsadził bryłę od środka, a obłok przybrał mniej więcej formę żaglowca. Buchnął ogień i "Enflammé Hollandais" pojawił się na obrzeżu układu Chaotic Alliance. Cały stał w płomieniach, które nic sobie nie robiąc z otaczającego zimna i braku tlenu, rzucały upiorne, bladopomarańczowo-czerwone światło dookoła. O dziwo dźwięk też się rozchodził, chociaż tak na dobrą sprawę nie miał w czym. Ogień strzelał w górę, drewno trzaskało niczym rozpałka w kominku. Po chwili doszedł kolejny dźwięk. Tym razem...
WWW- Kurwa mać - Querth wyszedł powoli z z mesy na rufie i trzymając się barierki wszedł na górę, w pobliże koła sterowego. - Rozumiem, że to żaglowiec...
WWW- Znowu zaczynasz? - rzuciła Vinon.
WWW- Rozumiem, że jesteśmy w kosmosie - stary diabeł podniósł rękę do góry. - Ale do kurwy nędzy, czy ta łajba musi się bujać?
WWWSternik spojrzała tylko na niego, pokręciła głową i wzruszyła ramionami. Querth rozłożył ręcę.
WWW- No co?
WWWMephis podszedł do barierki i spojrzał na odległe planety układu. Wyostrzył wzrok i mając jako wsparcie informacje, pochodzące jeszcze z czasów jego bytości w Zgromadzeniu, wiedział, gdzie się patrzeć. Pominął Cydię, Kaorum, skrajnego Wiinxa, nie zatrzymał się nawet, kiedy jego oczy przeleciały nad Foorstinem. Skupił się na tej, która miała być celem ataku. Aarthenia. Rozszerzył nieco perspektywę, tak że błękitno-zielona planeta pojawiła się w całej okazałości wraz z trzema księżycami.
WWW- Pełno na niej magii - Baal podszedł do Mephisa.
WWW- Magia mnie nie obchodzi - morlock wzruszył ramionami.
WWW- Mnie również. Ale...
WWW- Zawsze masz jakieś ale, Baalu - Triumwir wpadł mu w słowo.
WWW- Ale mimo wszystko magia spaja ten świat. I daje im złudną nadzieję ochrony - diabeł oparł dłonie na płonącej balustradzie. - Gdyby zabrać im tą nadzieję...
WWW- Wiem - Mephis odwrócił się. - Widzisz te trzy księżyce?
WWW- Yyns, Iins oraz Uuns? Tak - Baal kiwnął głową. I zaraz zrozumiał. - Sprytne.
WWW- Owszem - uśmiech morlocka krył w sobie nutę szyderstwa.
WWWMówiono potem, że nadpłynęli wraz z zachodem słońca. Że płonacy okręt o trzech masztach zatrzymał się na redzie i czekał tak długo, aż większość mieszkańców jednego z największych miast portowych Yydrinu wylegnie na nadbrzeże by móc spojrzeć na nieoczekiwane zjawisko. Że nie wiadomo skąd pojawiła się czerwonawa mgła sunąca po falach w stronę budynków, choć niebo było czyste stąd aż po horyzont. Że okręt wypalił ze wszystkich osiemdziesięciu czterech dział burtowych prosto w tłum wzniecając nienaturalnie wielkie płomienie, pożerające ciała, drewno i kamień. Że mieszkańcy wpadali w panikę, tratując się nawzajem starali ujść z życiem. Że co poniektórzy odpowiedzieli ognień w stronę przybyszów. I że wody portu pochłonęły ich ciała razem ze statkami, na których wyruszyli. Że płonący okręt przybił do nadbrzeża numer sześć i po chwili z trapów zbiegły czerwonookie, uskrzydlone potwory, których nikt nigdy nie widział na oczy. I że wtedy niebo rozświetliły trzy gigantyczne płomienie.
WWWTak brzmiała plotka. Rzeczywistość w większości była mniej ubarwiona. Nie ulega wątpliwości, że mieszkańcy widzieli płonący okręt. Faktem jest, że "Enflammé Hollandais" zatrzymał się na redzie. Ale nie po to, by stać się czymś w rodzaju atrakcji turystycznej, ale by poczekać na odpowiednią koniunkcję księżyców. Pasma mgły sondowały miasto, czerpiąc jego cierpienie, nienawiść, strach, obłudę. Oraz skupiając cała negatywną energię. Reszta plotki mniej więcej się zgadzała.
WWWNa głównym pokładzie Mephis w towarzystwie reszty Piekielnej Kompanii obserwował zamieszanie na nabrzeżu. Sirrah, Asmodan i Baal stali tuż za nim. Querth, wraz z żołnierzami, w większości przywróconymi z niebytu morlockami w pełnym rynsztunku, czekał na znak do ataku.
WWW- Asmodan?
WWW- Prawie gotowe Mephisie. Jeszcze chwila.
WWWTriumwir wysłał myślową sondę w stronę trzech księżyców. Wyczuł od razu rezonujące ładunki emocji. Zupełnie jak nagromadzona przez lata emocjonalna energia, pochodząca od wielu milionów istnień w tym układzie, w tym jednym momencie została zebrana w trzech punktach i skupiona do wielkości powiedzmy orzecha kokosowego. I raczej taki stan rzecz nie był zbyt odpowiedni.
WWW-
Teraz Mephisie - Asmodan zdjął wszelkie zabezpieczenia, a Triumwir dołożył jeszcze część energii zebranej z tego bezimiennego miasta. A potem...
WWWYyns eksplodował pierwszy. Energia rozrzuciła jego wnętrzności na dość pokaźny obszar, a grawitacja Aarthenii zajęła się ich transportem na powierzchnię. Jednocześnie fioletowo-czerwony ogień implodujących emocji rozświetlił mrok na dość długi czas. Ale i tak został przyćmiony przez wybuch Iinsa a następnie Uunsa.
WWWEkslozje zachwiały planetą i jej równowagą magiczną. Ogromne pęknięcie przebiegło przez jeden z kontynentów, Yydrin.
WWWPlotka była o tyle nieskładna, że nie miała zachowanej jedności miejsca i czasu. Statek wcale nie przycumował do nadbrzeża. Po prostu pojawił się kilka metrów nad lądem i pluł ogniem ze wszystkich dział. Te czerwonookie potwory wcale nie potrzebowały trapów, żeby dostać się na ziemię. Używały skrzydeł i siały zniszczenie wśród mieszkańców. Plotka nic nie wspominała o tym, że ziemię przebiegły drgania. Niby jak? Kiedy trzymetrowy kształt ze skrzydłami o czterech metrach rozpiętości przyćmiewa ci ogólnie widok, to raczej nie będziesz zwracał uwagi na trzesienie chodnika. A szkoda, bo w zasadzie ten fakt miał dość istotne znaczenie. Pęknięcie w powierzchni pojawiło się na nadbrzeżu. Gejzery płomieni wystrzeliły w niebo, wyrzucając dookoła tony lawy i płonących skał. Wszystko spowiła para wodna. A pęknięcie poszerzało się grzebiąc coraz więcej ludzi i elfów. Budynki waliły się w gruzy. Tego w plotce nie było. Bo i ten, kto mógł roznieść ją dalej, zginął w potoku lawy, który niespodziewanie pojawił się mu między nogami.
WWW"Enflammé Hollandais" siał spustoszenie pośród ulic. Baal wraz z kanonierami co chwilę otwierał ogień, topiąc wszystko w płomieniach. Vinon dokonywała cudów sterowania żaglowcem na pełnej prędkości pośród waskich uliczek. I szczerzyła przy tym zęby.
WWW- Jak za dawnych lat! - krzyczała.
WWWMephis, Querth, Sirrah i Asmodan zmaterializowali się na głownej ulicy miasta pośród niedobitków. Jakiś bardziej odważny elf krzycząc skoczył na nich z halabardą. Sirrah nawet nie mrugnęła. I przeszła dalej zostawiając za sobą parujące zwłoki. Doszli do głównego placu, gdzie w pośpiechu sklecono coś na obraz barykady. Błękitnooki diabeł wzruszył ramionami. Barykada wybuchła ogniem zasypując szczątkami zgromadzonych za nią ludzi. Nagle zza płomieni dobiegł ryk i ponad pojawił się smok. Zawisł kilkadziesiąt metrów nad ziemią.
WWW- Czego chcecie? - spytał donośnym głosem.
WWW- Niczego - odparł Mephis. Nagle smok zachwiał się. To strumień emocji, jakie wypłynęły od Asmodana, uderzył go w pierś. - Powinieneś zadać pytanie, kogo chcemy. Ale sądzę, że sam zainteresowany wie, że o niego chodzi. I wróci tutaj, by ratować swój świat. A tym czasem adieu, smoczku - cielsko ekslodowało pokrywajac okolicę smokopodobną mazią.
WWWCzwórka ruszyła dalej. Gdzieś niedaleko od nich matka z dzieckiem starały się schować w jakimś budynku. Miecz Mephisa i sam Mephis byli szybsi. Głowa kobiety potoczyła się po osmalonym chodniku, korpus przeszedł jeszcze kilka kroków zbryzgując wszystko krwią i przewrócił się na gruzy. Dziecko wypadło trupowi z rąk, ale Triumwir zdążył je złapać. Spojrzał na malutką, zapłakaną twarz, przekrzywił głowę, po czym z rozmachem rzucił ciałko w stronę płomieni.
WWW- A jeśli przybędzie - otrzepał ręce. - Wróci tam, skąd miał czelność, wbrew zasadom, uciec.
