[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4246: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /includes/functions.php:3685)
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4248: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /includes/functions.php:3685)
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4249: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /includes/functions.php:3685)
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4250: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /includes/functions.php:3685)
Multiworld • View topic - Odnaleziony Ładunek

Multiworld

Nothing is impossible in the Multiworld
It is currently Sat Apr 05, 2025 9:15 pm

All times are UTC + 1 hour




Post new topic Reply to topic  [ 50 posts ]  Go to page 1, 2, 3, 4  Next
Author Message
 Post subject: Odnaleziony Ładunek
PostPosted: Fri Nov 30, 2007 12:44 am 
Offline
Demokratyczny Moderator
User avatar

Joined: Tue Sep 09, 2003 5:02 pm
Posts: 1736
Location: Somewhere in the world
Raflik leżał na ziemi z zakrwawioną głową. Był jeszcze przytomny. Każdy kolejny oddech przychodził mu jednak z wielką trudnością. Umierał. Wiedział, że już za parę chwil Śmierć (Saovine ;p) weźmie go w swoje ramiona. Obok leżał diadem, źródło jego potęgi. Nie był już mu do niczego potrzebny.
- Niech ten świat obróci się w pył... W pył... - Zaklął ostatni raz i wyzionął ducha.
Zapadła głucha cisza... Ale tylko na chwilę. Niewiadome skąd poczęło się wydobywać jakieś dudnienie. Krew z rany na głowie zmieniła kolor na czarny. Ciało Raflika gniło w oczach. Ze zwłok wylewała się czarna smolista maź. Cieczy cały czas przybywało, żywiła się wszystkim, z czym się stykała. Pożerała materie, energię i czasoprzestrzeń. Nie oparli się jej bogowie jak i maluczcy. Z czasem nawet cała potęga CA uległa pod naporem emopustki. Nie pomogły Agendzie relikty Starożytnych. Sztuczny świat zapadł się w posadach w nicość. Shiroue zniknęło wciągu paru minut. Całe światy i plany upadały pod naporem ostatniej klątwy transcendentnego. Strefa nicości rozszerzała się ku nieskończoności. Czas się skończył.

Noire patrzyła na to wszystko z przerażeniem. Nie było już nic, ale mimo wszystko nadal istniała... W oddali ujrzała światło. Wielką błękitną kulę energii. Promieniował z niej chłód i spokój. Czuła od tej kuli wielki intelekt i bliskość. Światło rozbłysło i Noire na chwilę oślepła.

***

- Witamy w Blue Haven! - Krzyknęła do Noire jasnowłosa kelnerka z chmurką. W środku byli już liczni goście. Ludzie, o których już zapomniała. Sławny między światami Konron gościł w progach herbaciarni. W rogu odgrażali się dzielni wojownicy AntyWiPu. W kąciku zaraz przy ścianie z fotografiami sławnych gości, którzy odwiedzili ten przybytek siedziała dziwnie znajoma postać.
- Tata?!! - Krzyknęła Noire. Distant tylko skinął głową i wskazał miejsce obok. - Ale... Ale mówili... -
- Podejdź córuś. Jestem pewien, że powstało wiele plotek. Wybacz, że wykorzystałem na konstrukt świata twoje wspomnienia... -
Noire niepewnie podeszła do stolika i usiadła na przeciw. Przez chwilę z niedowierzaniem wpatrywała się w oczy ojca. Lecz nie dostrzegła w nich nic, co by zdradzało jego zamiary.
- Jestem pewien, że jesteś teraz zagubiona. Pozwól, że wyjaśnię ci powagę sytuacji. Wszelkie istnienie właśnie się kończy. Dotarliśmy do granicy odcięcia pustki... - Distant wdał się w zawiłe wyjaśnienia na temat egzystencji. Trwały one dobrych parę godzin. Opowiedział o Rafliku, o transcendencji, o wyższych planach istnienia, o tym jak można było osiągnąć stan wyższego istnienia, przyczyny mroku, który spowił istnienie. Wszystko jak zwykle stanowiło tylko drobne fragmenty większej układanki.
Noire była już zmęczona. Jej ratunek na pewno nie był przypadkowy. - Tatku, przejdź już może do rzeczy. -
Distant uśmiechnął się znacząco na drobne kłamstwo. W tym świecie nie było zmęczenia. - Oczywiście. Posyłam cię z misją w przeszłość, byś załatała ten burdel. -
Noire zrobiła wielkie oczy. - Z misją w przeszłość?!! Ale dlaczego ja? Ty jesteś wszechpotężny. Phi, sam posprzątaj.. -
Distant znów się, uśmiechnął. Ta reakcja była do przewidzenia. - Niestety brałem bezpośredni udział w wydarzeniach, które do tego doprowadziły. Nie mogę tego dokonać sam. Jeśli przerwę splot wydarzeń, to, kto wtedy pośle cię w przeszłość? Nie daje ci też wyboru. - Distant zaczął się rozpływać.
-, Ale... Ja nie zamierzam... - Noire walnęła pięścią w stolik. Distant jednak już nie było. Stolik również się rozpłynął. W głowie tylko słyszała jeszcze głos ojca.
- Powrócisz do swego ciała z tamtego okresu z wiedzą z tych wszystkich lat, które minęły od czasu wydarzeń na Shiroue. Pamiętaj, artefakt nie może być pozyskany, lecz zniszczony. To przerwie cały ciąg wydarzeń. Dodatkowo wyposażam cię w wiedzę, która pozwoli ci efektywnie wpływać na przeszłość. Nie zawiedź mnie. Odnajdź mnie w przeszłości i przekaż tą wiadomość... - W tym momencie Noikę rozbolała już głowa. Poczuła na sobie psychiczny nacisk o wiele potężniejszej istoty. Widziała rzeczy i słyszała myśli, których czasem nie potrafiła zrozumieć. Czy były to myśli jej ojca?... Straciła przytomność.

***
- Proszę pani? Proszę pani? - Ze snu zbudziło ją brutalne potrząsanie w ramię. To jakiś człowiek w mundurze próbował ją ocucić. - Upadła pani na ziemię. Chyba zemdlała?! Czy już wszystko w porządku? - Noika otworzyła oczy. Strażnik kolejowy, nie do końca wiedział jak postąpić w takiej sytuacji. W oddali było słychać świst pary wydobywający się z parowozów i powolny stukot składu pociągu wjeżdżającego na peron. Monotonny głos zawiadowcy oznajmiał przyjazd kolejnego pociągu. Była na stacji.... TEJ szczególnej stacji.

_________________
Nothing is impossible...


Top
 Profile  
 
 Post subject: Re: Odnaleziony Ładunek
PostPosted: Fri Nov 30, 2007 11:11 am 
Offline
User avatar

Joined: Sun Oct 26, 2003 1:27 am
Posts: 2039
Location: neverwhere
Skulony w kacie czarny kocu mial przezyc kolejny wstrzas swego zycia. W zaulku, ktory wybral, posrod smieci, zaczal unosic sie dymek. Po malej chwili rozblysl plomien, najpierw maly i nietrwaly, z kazda chwila jednak rozsnacy i nabierajacy sily. Osiagnal rozmiar kota, psa, czlowieka. W koncu zgasl, a Caibre zaczal dygotac z zimna>

C: O jasna ......zimno >/

<Po czym w kilku krokach opuscil zaulek i nieco przypieczonego kota, po czym wtopil sie we mgle.

Kierując się loskotem toczących się parowozów ruszyl w kierunku dworca. Podążanie za psioligowcami nie bylo konieczne.

Na rogu stal policjant. Drugi siedzial w samochodzie i cieszyl sie, iż to nie on musi odmrażać sobie zadek.

Cai uśmiechnąl się wrednie. Dwa pieczenie....

Rudy nie wsiadl do pociągu. Nie dotarl na dworzec.

Widziano go, gdy kupowal mapę w sklepiku na rogu.

Godzinę później zgloszono zaginięcie wozu patrolowego numer 66 z szóstego posterunku.

_________________
A little overkill won't hurt anyone
Image


Top
 Profile  
 
 Post subject: Re: Odnaleziony Ładunek
PostPosted: Fri Nov 30, 2007 2:29 pm 
Offline
User avatar

Joined: Thu Sep 25, 2003 3:24 pm
Posts: 294
Location: Opole
- Uuch - wstała powoli, rozcierając guza, który zaczął powstawac na jej ślicznej, młodej główce - Nie daruję... - syknęła, wyobrażając sobie wszystkie szpetne i złe rzeczy jakie zrobi gdy spotka ojca. Obrazy zawierały piłę łańcuchową, lochy i strój różowego, puchatego króliczka. Na Distancie.
- Proszę pani? Proszę pani! Czy wszystko w porządku? - pytał zmartwiony głos bardzo przystojnego mężczyzny w mundurze. Podniósł ją na tyle, by mogła swobodnie oddychać lecz jednocześnie trzymał ją pewnie w swych ramionach. Wrodzony instynkt "zranionej sarny" kazał jej wykorzystac tę sytuację.
- Och! - jękneła głośno - Ta podróż pociągiem, tyle wrażeń...to zbyt dużo na tak delikatną dziewczynę jak ja.. Najmocniej pana przepraszam, już sobie idę.. - wstała z ziemii, po czym zaczęła delikatnie osuwać się na posadzkę. Mężczyzna momentalnie pochwycił jej wiotką sylwetkę i uchronił przed upadkiem.
- Nie sądzę by była pani w stanie sama gdziekolwiek iść, a już na pewno nie w takim stanie.
- Ale, ja się dobrze...
- Wydaje się pani. Zabieram panią ze sobą, nie wybaczyłbym sobie gdyby coś stało się tak uroczej, młodej damie.
- Ja nie mog..
- Nie toleruję odmowy - powiedział stanowczo, jednak gdy zobaczył łzy gromadzące się pod powiekami dziewczyny, dodał łagodnie - Chociaż na herbatę, proszę?
- D-dobrze - wydukała z siebie spłoszonym głosem.

Młodzieniec przeprowadził ją sprawnie przez dworzec, zręcznie omijając przechodniów, którzy nie wiedzieć czemu wbijali swój wzrok w Noire. Po drodze odczytała z plakietki mężczyzny jego dane: "Vincent Cruise, kierownik drużyny konduktorskiej". Uśmiechając się do siebie w duchu, stwierdziła iż ma niespotykane szczęście. Po drodze minęli kasy biletowe. Jej wzrok przykuł znajomy mężczyzna o elfich rysach, stojący w kolejce po bilety. Czyżby był to...tak, to bez wątpienia Windukind.
Vincent Cruise skręcił w prawo i wprowadził ją do prywatnej kanciapy kierownika drużyn. W środku panowała kojąca cisza i unosił się przyjemny zapach piernika. Konduktor ostrożnie posadził Noire na fotelu po czym zabrał się za wstawienie wody na herbatę. Dziewczyna rozejrzała się po pomieszczeniu. Nie było duże, znajdowała się w nim stara szafa, parawan za którym młodzian przygotowywał poczęstunek, drugi fotel, stół, biurko oraz powieszone na ścianie lustro. Właśnie ono przykuło szczególną uwagę Noire..
Wstała powoli i podeszła do niego przyglądając się z niedowierzaniem w swe odbicie. Zamiast drobnej, białowłosej kobiety o zielonych źrenicach spostrzegła..no cóż..
Szare oczy wpadające w lekką żółć pod wpływem cienia wpatrywały się pytająco w wysoką, czarnowłosą dziewczynę o lekko spiczastych uszach. Widok byłby całkiem przyjemny, gdyby nie paskudny tunikopodobny strój w kolorze..lila. Wcale nie dziwiła się podróżnym, którzy wczesniej przyglądali się jej uważnie..może nawet z rozbawieniem. Bogowie! Wyprawa po Harfe Lijstris odbyła się tak dawno?!
Nagle, wiedza jaką przekazał jej Distant poczęła docierac do jej swiadomości. Zakręciło się jej z tego wszystkiego w głowie, więc spokojnie usiadła z powrotem na fotelu. Zamknęła oczy, rozluźniła się i pozwoliła informacjom łagodnie spływac do jej umysłu. Przypomniała sobie, iż w tamtym okresie była Mazoku z dośc figlarnym spojrzeniem na świat. Z kolei wiadomości jakie dostała od ojca powiedziały jej, iż wkrótce na stację trafią członkowie Psiej Ligi, którzy w tej chwili oczekują na spotkanie z Windukindem. Tego zaś już dziś widziała.
Z zamyślenia wyrwał ją Vincent, który podstawił jej pod nos herbatę i piernik.
- Czy wszystko w porządku? Wygląda pani na strapioną - zapytał z lekkim niepokojem w głosie.
- Jestem panu niezmiernie wdzięczna za pomoc - powiedziała bojaźliwie - nie wiem jak panu podziękować. Nie mam nic..
- Wystarczy mi pani uśmiech - odpowiedział pogodnie. Na te słowa Noire rozpłakała się teatralnie i wbiła spojrzenie w podłogę.
- Przepraszam..nie miałem zamiaru panienki urazic..ja..
- Nie, nie..to ja przepraszam. Zbyt wiele ostatnio przeszłam, a pańskie ciepłe słowa wyzwoliły we mnie tęsknotę za domem - ciągle chlipiąc zaczęła bawic się kolczykiem w uchu - Sytuacja życiowa zmusiła mnie do opuszczenia mej rodzimej wioski. Ja..pierwszy raz podróżowałam pociągiem..i to w dodatku nielegalnie - jej głos stawał się coraz bardziej drżący - ...nie mam nic..a muszę dostac się na drugą stronę przełęczy Kjurd. Moi oprawcy mnie ścigają..muszę się ukrywac...Och! Czuję się taka bezradna - teraz wybuchnęła juz płaczem na dobre. Oszołomiony Vincent nie miał pojęcia co powiedzieć. Dziewczyna kątem oka zauwazyła jego wachanie i wtuliła się gwałtownie w męską pierś. Jego wzrok powędrował niepewnie ku sufitowi.
Bingo.
- Proszę się uspokoic..spróbuję pani jakoś pomóc - niepewnie pogłaskał ją po głowie. Noire odkleiła się od torsu i wbiła w niego swe szkliste, duże oczy.
- Naprawdę? Byłby pan tak miły..i..
- Mam tu duże konkakty z tytułu pełnionego stanowiska. Poproszę kolegę o darmowy przewóz w interesujące panią miejsce. Pociąg przejeżdzający przez przełęcz odjedzie za dwie godziny.
- Ach..jest pan dla mnie taki miły..- dziewczyna uśmiechnęła się smutno - nie wiem jednak czy powinnam, w srodku będzie tyle zamożnych ludzi...poprzednio ich obecnosc bardzo mnie ich onieśmielała..mój wygląd wiele mówi o mym pochodzeniu...
- Hmm..postaram się znaleźc cos odpowiedniego dla pani..proszę ze mną.

***

Pół godziny później wyszli razem z budynku gdzie mieściło się "Biuro rzeczy znalezionych". Noire znalazła tam strój bardziej pasujący do panującego tu stylu. Ubrała się w ciepłą suknię w kolorze ciemnej zielenii, białą koszulę i buty z futrem. Na ramiona narzuciła ciepłą, podbijaną pół-pelerynkę,a na głowę założyła mufkę. Zaopatrzyła się równiez w walizeczkę, której zawartość narazie pozostanie tajemnicą.
- Nie wiem jak mam się panu odwdzięczyc, jest pan dla mnie taki miły..
- Może poznam chociaż pani imię? - uśmiechnął się szarmancko.
- Noire..Noire Ighaan panie Vincencie - konduktor zmieszał się. Było mu głupio, iż sam wczesniej się nie przedstawił.
- Niezmiernie cieszy mnie zawarta dzis znajomosc z panią. Kto wie, może jeszcze się spotkamy..
- Mam głęboką nadzieję, że tak..
- Cieszę się z tego powodu..a teraz musi mi pani...musisz mi wybaczyc Noire. Obowiązki mnie wzywają
- Rozumiem..do zobaczenia...Vincencie - pocałowała go delikatnie w czoło. Uścisnęli się jeszcze tylko i każde rozeszło się w swoją stronę. Gdy odeszła na bezpieczną odległośc westchnęła tylko pod nosem "Pathetic..". Wmieszała się w tłum i postanowiła poczekac na członków Psiej Ligii, ktorzy mieli się zjawic niebawem.

_________________
Image
Miewa też talenty manualne, sama szyje lub haftuje, a i tajemnice wiertarki nie są jej obce.
Cytat z horoskopu "Żona spod znaku koziorożca"


Last edited by Noire on Fri Nov 30, 2007 7:33 pm, edited 1 time in total.

Top
 Profile  
 
 Post subject: Re: Odnaleziony Ładunek
PostPosted: Fri Nov 30, 2007 10:22 pm 
Offline
User avatar

Joined: Fri Mar 26, 2004 9:47 am
Posts: 1249
Location: Ośrodek wypoczynkowy "Nomad"
Czuł się źle. Całe ubranie było lepkie od brudu rynsztoków, cuchnęło zgnilizna i moczem. Na moment wygrzebał się z barłogu sterty luźno ułożonych śmieci. Odgarnął zatłuszczone długie włosy i bacznie zlustrował okolicę. Przynajmniej tą część która widział miedzy odrapanymi murami budynków jednego z zaułków do którego zeszłej nocy zdołał się zatoczyć.
Szybko dostrzegł ofiarę. Zgrabna dziewczyna zwinnie przemykała miedzy przechodniami wyraźnie rozglądając się dokoła, kogoś szukała. „To i znajdzie”, pomyślał. Nadzwyczaj sprawnie wstał i pewnym krokiem wyszedł z cienia.

Ludzie na jego widok odsuwali się, w myślach lub niewyraźnie mamrocząc zemścili na służby miejskie które jeszcze niepozbyły się rzeszy bezdomnych meneli. On nieprzerwanie parł do przodu, dziewczyna była szybka nie chciał jej zgubić. Nagle raptownie skręci w jeden z zaułków i zniknął pola widzenia.

- Szacuneczek przepani – niczym zjawa przed Noire pojawił się nieogolony, zarośnięty, śmierdzący obdartus. Straciła oddech, gdy pierwsze strużki woni jegomościa dotarły do jej nozdrzy – Wesprze pani przemysł monopolowy i biednych ludzi w nim pracujących kilkoma złociszami? - osobnik wyszczerzył pożółkłe zjedzone przez próchnicę zęby.

_________________
Image


Top
 Profile  
 
 Post subject: Re: Odnaleziony Ładunek
PostPosted: Sat Dec 01, 2007 12:46 am 
Offline
User avatar

Joined: Sat Oct 04, 2003 6:09 pm
Posts: 577
Location: Gdynia
Tymczasem psioligowcy wysłuchiwali skąpych informacji na temat czekającego ich zadania, popijając ulubione napoje w 'Rines'. To się dzieje zbyt szybko, jak dla mnie, pomyślała Irian, wystukując na blacie rytm jazzującej melodii, granej przez lokalny zespół. Dostałam zlecenie na prostą pracę laboratoryjną, nagle znajduję się w centrum regularnej wojny, a teraz podróż w czasie do kompletnie obcego miejsca z grupą prawie nieznanych osób... Łyknęła herbaty. Muzycy skończyli grać, na podwyższeniu został tylko saksofonista. W takt nastrojowego solo na scenę weszła wokalistka.

I was a stranger in the city.
Out of town were the people I knew.

Miała przyjemny głos - niski, lekko chropawy. Jeden z psioligowców - Bhart, on się nazywa Bhart, przypomniała sobie Irian - wyraźnie wzgardził dostępną w lokalu ofertą napitków: szybko poderwał jakąś ciekawską dziewczynę i zaprowadził w ustronne miejsce. Białowłosa wyczuła ostry strach, chwilę bólu i posmak krwi w ustach, zanim stanowczo zamknęła połączenie. Świetnie, nie dość, że wampir, to jeszcze z tych, którym nie wystarczy się najeść - nie, taki musi zabić, pomyślała z obrzydzeniem. Się wpakowałam...

I had that feeling of self-pity.
What to do, what to do, what to do?

Wampir z nieukrywanym zadowoleniem wrócił do stolika. Windukind rzucił ostatnie uwagi, przekazał pieczę nad grupą Vertisowi i zniknął gdzieś, w sobie tylko wiadomym celu, zostawiając cztery bilety na pociąg i trochę lokalnej gotówki. Vertis trzeźwo myśląc wyciągnął od barmana opis trasy na dworzec, a nawet mapkę, rysowaną na serwetce. Pogrzali się jeszcze trochę w przytulnym wnętrzu, ale w końcu musieli ruszyć w stronę stacji.

The outlook was decidedly blue.

Panował wieczorny chłód, odrobinę stłumiony przez mgłę. Mimo instrukcji i mapy, grupie udało się jednak zgubić - miasto było prawdopodobnie dobrze oznakowane, jednak nikt nie znał lokalnego pisma - skomplikowane piktogramy na oko niczym się od siebie nie różniły, można było na nich grać w 'znajdź pięć szczegółów'. W końcu jednak dotarli w okolice dworca, po drodze prawie przyprawiając o zawał przechodzącego czarnego kota, a także szerokim łukiem omijając śmierdzącego żebraka, który właśnie zaczepiał elegancko ubraną pannę.
- Że też jeszcze go do aresztu nie wsadzili... Za zakłócanie porządku publicznego - Vertis skrzywił się z niesmakiem.
- Takiego to bym nawet nie polizał, nie mówiąc o ugryzieniu - zawtórował Bhart. W przeciwieństwie do niektórych... obrzucił łakomym spojrzeniem szyję jedynej kobiety w grupie. Zauważył to Maczer, który skinął na wampira i przez chwilę tłumaczył mu coś na uboczu. Irian wzruszyła ramionami. Chyba się dorobiłam ochroniarza... Może być ciekawie, pomyślała.
Jeszcze tylko małe zamieszanie przy szukaniu właściwego wagonu (napisy na biletach naturalnie też były w nieznanym, krzakowatym piśmie) i udało im się wsiąść akurat na czas. Konduktor zagwizdał. Maszyna powoli i ociężale ruszyła ze stacji.

But as I walked through the foggy streets alone,
It turned out to be the luckiest day I've known.

//Edit: głupia literówka.


Last edited by Irian Baratai on Sat Dec 01, 2007 8:19 pm, edited 1 time in total.

Top
 Profile  
 
 Post subject: Re: Odnaleziony Ładunek
PostPosted: Sat Dec 01, 2007 1:19 am 
Offline
User avatar

Joined: Thu Sep 25, 2003 3:24 pm
Posts: 294
Location: Opole
Zaskoczona widokiem obdartusa odskoczyła odruchowo do tyłu potrącając przechodzącą za jej plecami kobietę. Szybko jednak uspokoiła się i przyjżała bacznie stojącemu przed nią menelowi. Biła od niego taka..odraza, zgorzkniałość oraz chęć wyrządzenia krzywdy bliźniemu, że aż zakręciło jej się w głowie. Nie - wcale nie z obrzydzenia...wręcz przeciwnie...przeciez taka mieszanka negatywnych emocji dla mazoku była istną królewską ucztą.
Czuła jak z każdą sekundą przebywania w jego obecności jej siły wzmagają, zmysły stają się ostrzejsze, a humor wyśmienity. Powoli przypominała sobie jak to jest byc demonem...czymś więcej niż tylko sen.

- Oczywiście szanowny panie, ja stawiam - powiedziała odwzajemniając paskudny usmiech osobnika. Stwierdziła, iż menel był na swój sposób uroczy.

- My ludzie ulicy lubimy takie osoby jak pani - mężczyzna uśmiechnął się lekko ironicznie. Jesli odpowiedź Noire zaskoczyła go, to nie dał tego po sobie poznac nawet najmniejszym drgnięciem mięśni twarzy - Mam taki jeden konkretny monopolowy na dworcu, pani pójdzie za mną.

Dla własnego bezpieczeństwa wolała trzymać się z tyłu i puścić go przodem. Przeczucie mówiło jej, iż osobnik ma wobec niej zgoła inne zamiary. Z nieukrywaną fascynacją obserwowała jego pijackie, powolne ruchy. Wyglądał niepozornie, jednak mimo tego sprawiał wrażenie jakby w każdej chwili mógł zebrać się w sobie i stanąć do walki.
Bezdomny doprowadził ją do sklepu, na którego szyldzie widniał napis "Peronowy". W środku kupiła mu wódkę, tanie wino i denaturat. Obtartus wzbraniał się przed wybraniem mu czegokolwiek droższego z repertuaru win niż trzy pięćdziesiąt słowami "Sików nie piję, a siarka jest zdrowa". Noire tylko uśmiechnęła się tajemniczo do siebie i zapłaciła bez słowa. Wyszli ze sklepu i ponownie skierowali swe kroki do poczekalni. Mężczyzna wyjął z kieszeni chleb oraz kubek i począł najspokojniej w świecie przecedzac sobie denaturat przez kromeczkę. Odczuwał lekką irytację, poniewaz kobieta wpatrywała się w niego niepokojącym wzrokiem. Widocznie nie tego się spodziewał. W końcu wypaliła do niego:

- Czy ma pan jakieś plany na ten wieczór? - zapytała z wyczekiwaniem w głosie. Menel omal nie wypluł fioletowego płynu z ust. Co jak co nie spodziewał się takiego pytania. Dyskretnie zlustrował ją wzrokiem..miała niezłą figurę, to musiał przyznać.
- A skądże to pytanie szanowna pani? - wytarł rękawem kącik ust.
- Wybieram się w dość długą podróż. Miło by było mieć jakieś towarzystwo - uśmiechnęła się pogodnie. Lump spojrzał na nią lekko zawiedzionym wzrokiem. Kto wie jakie rzeczy zaczął sobie wyobrazac nim dziewczyna swą odpowiedzią skreśliła jego marzenia.
Kiedy w głowie demonicy pojawiła się myśl propozycji podróży nieznajomemu nie potrafiła się jej pozbyc. Bezdomny tak zafascynował ją swą osobą, iż musiała poprostu mieć go przy sobie. Ponowiła pytanie z niecierpliwością w głosie.
- Jaka jest pana odpowiedź panie....jak panu właściwie na imię?

_________________
Image
Miewa też talenty manualne, sama szyje lub haftuje, a i tajemnice wiertarki nie są jej obce.
Cytat z horoskopu "Żona spod znaku koziorożca"


Top
 Profile  
 
 Post subject: Re: Odnaleziony Ładunek
PostPosted: Sat Dec 01, 2007 3:25 pm 
Offline
User avatar

Joined: Sun Oct 26, 2003 1:27 am
Posts: 2039
Location: neverwhere
Nic nie mogło zakłucić przyjemności, nawet rytmiczny stukot dochodzący gdzieś z tyłu.
Mundur był nieco zbyt obszerny, lecz Caibre ubrany w ciemnozielone spodnie i ciężki płaszcz prezentował się jak prawdziwy gliniarz. Nieregulaminową fryzurę upchał z drudem pod czapką z daszkiem.
Kręta droga pięła się kolejnymi zakrętami coraz wyżej i wyżej. Z mapy wynikało iż samochodem ma do pokonania odległość niemalże dwa razy większą, na dodatek ostatni odcinek oznaczony był jako nie utrzymany. Niemniej rudzielec był pewien swego. I pojazdu. A co to był za pojazd.
sylwetka kota na masce, inaczej niż sławna marka na planecie Ziemia-1 siedziała grzecznie na masce, ponad potężną chłodnicą. masywna, długa maska kryła silnik, który wył, ryczał, okazjonalnie jazgotał, gdy Cai redukował przełożenie i kładł pojazd bardziej przypominajacy łódź niż automobil w ciasne zakręty. Napis na obramowaniu klapy bagażnika głosił Ventisca. Nazwa...imię zdecydowanie pasowało do samochodu.

Stukot z tyłu robił się coraz bardziej denerwujący. Caibre postanowił iż za jakąś godzinkę wypuści przymusowych pasażerów....może.

Mapa poleciała na tylną kanapę, lądując na kilku sztukach broni palnej. lis skupił się na czytej ekstazie prowadzenia.

Zaczął padać śnieg, a mroczne widmo samochodu z wyłączonymi reflektorami mknęło coraz dalej, strasząc innych użytkowników drogi.

Po godzinie Caibre faktycznie zjechał na bok, wyciągnął dwóch nagich, związanych mężczyzn z bagażnika, jednego ogłuszył, a drugiemu w akcie łaski dał wolny płaszcz. Po czym ruszył dalej.
Miał niewiele czasu. Według rozkładu, pociąg powinien własnie ruszać. a on był w połowie drogi...

Zaczął padać śnieg. Czarna nawierzchnia pokryła się najpierw zamarzającą drogą, a po paru kilometrach stała się biała.

Caibre docisnął pedał gazu do oporu i przestał dbać o blacharkę.

_________________
A little overkill won't hurt anyone
Image


Top
 Profile  
 
 Post subject: Re: Odnaleziony Ładunek
PostPosted: Sat Dec 01, 2007 5:39 pm 
Offline
User avatar

Joined: Fri Mar 26, 2004 9:47 am
Posts: 1249
Location: Ośrodek wypoczynkowy "Nomad"
Dawka denaturatu jaką wchłonął miło rozpalała jego wnętrzności. Rozkoszując się kadzą chwilą w której alkohol rozpuszczał się we krwi nieco bełkotliwe odpowiedział:
- Za to cużeś uczyniła piękna... mogę zwać się dla ciebie jak tylko chcesz.
Obdartus dostrzegł że ta odpowiedź nie usatysfakcjonowała dziewczyny. Szybko zreflektował się.
- Towarzysze broni z dworca – wyszczerzył zęby ironicznym uśmiechu – nazywają mnie Pepito.
- Bardzo mi miło poznać pana, panie Pepito. Jestem Noire. Noire Ighaan. Pepito to jak mniemam pseudonim... artystyczny? - dodała dziewczyna.
- A owszem kochana. - Menel usiadł na ławeczce, delikatnie rozkoszując się kolejnym łykiem fioletowego trunku.
- Skoro czeka nas bliższa znajomość czy mogłabym poznać twoje prawdziwe imię? - dziewczyna była bardzo pewna siebie, podświadomie czuła że obcy zgodzi się jej towarzyszyć.
- Nieistotne – ostro odparł, co nieco zaskoczyło Noire, zaraz łagodniej dodał – I tak twoja śliczna główka by go nie pojęła. Bo wiesz ja nie jestem stąd. – Pepito wyszczerzył zęby w bliżej nieokreślonym grymasie.

Wariat , a może za dużo na raz wypił, przez głowę dziewczyny przemknęła taka myśl. Przez co postać Pepita jeszcze bardziej zaciekawiał Noirę
- Nie nalegam, z pewnością będziemy mieli masę czasu byś mi je zdradził jeśli oczywiście zgodzisz się mi towarzyszyć.
- Hmmm... mam dosyć napięty grafik, sprawdźmy czy uda mi się zorganizować kilka godzin dla ciebie kochana - Pepito odłożył kubek, gdzieś z głębi podartego płaszcza wyciągnął niewielki trójkątny, metaliczny przedmiot. Przypominał monetę, może kiedyś nią był gdyby nie osad z ostrej czerwonej rdzy. A już na pewno nie pochodziła stąd.

Menel podrzucił monetę. Raptownie złapał ją gdy zaczęła spadać. Nie otwierając dłoni rzekł:
- Szczęście dziś sprzyja ci Piękna. Zostaje z tobą, przynajmniej na czas jakiś – dodał z uśmiechem. - Widzę tylko kilka problemów natury materialnej, ale widzę też ich rozwiązanie - Pepito wymownie zlustrował Noire. Dosyć chwiejnie wstał na równe nogi.
- Dokąd się udajemy? Czy będę potrzebował dużo bagażu? - jak najbardziej poważnie spytał.

_________________
Image


Top
 Profile  
 
 Post subject: Re: Odnaleziony Ładunek
PostPosted: Sun Dec 02, 2007 12:50 pm 
Offline
User avatar

Joined: Thu Sep 25, 2003 3:24 pm
Posts: 294
Location: Opole
- Cieszy mnie ta odpowiedź - odpowiedziała uśmiechając się, jednak głos miał już nieco poważniejszy ton. Krótka rozmowa z Pepitem uświadomiła jej, iż przyszły towarzysz podróży jest niczym śpiący tygrys - wygląda niegroźnie lecz w każdej chwili może się obudzić. Warto mieć go po swojej stronie ale czy zasługiwał na zaufanie? Wszak on sam bardzo strzeże swej prywatności. Informacje pochodzące od ojca nie mówiły nic o zagadkowym menelu biorącym udział w wydarzeniach związanych z harfą Lijstris. Była w tym świecie zaledwie pare godzin, a już poczyniła poważniejsze ingerencje w tej wersji przeszłości...

- ...gdzież to zmierzamy Piękna? - Pepito ponowił pytanie wyrywając tym samym dziewczynę z zamyślenia.
- Na koniec świata i jeszcze dalej! -zażartowała, po czym szybko przeszła do rzeczy - Udaję się w podróż przez przełęcz Kjurd...a dalej? Zobaczymy, gdzie mnie los rzuci - powiedziała tajemniczo - Jeśli zaś chodzi o pański ekwipunek..proszę wziąć coś, z czym będzie się pan czuł bezpiecznie. Jedyne, co mogę narazie zdradzić to fakt, iż będzie to podróż pełna przygód - zachichotała uroczo.



Menel zniknął na parę chwil w swym zaułku, tłumacząc się potrzebą skompletowania ekwipunku. Noire wykorzystała tę sytuację i również udała się w ustronne miejsce. Gdy była już pewna, że nikt jej nie obserwuje ściągneła kolczyk ze swego ucha i połozyła na ziemii.
- Hej, Borys! Obudzj sje durno palo - przemówiła doń z rosyjskim akcentem. Ozdoba poczęła rosnąć i zmieniac się. Chwilę później na jej miejscu stał wysoki, barczysty rosjanin o włosach koloru ciemny blond i stalowo szarych oczach - zaś jego brodę zdobiła figlarna, spiczasta bródka. Miał na sobie mundur Armii Radzieckiej, jednak bez jakichkolwiek oznaczen.
- Ca jest krasiwa, stesknila sie za mna, da? - mężczyzna uśmiechnął się wrednie. Noire zdzieliła go walizką po łepetynie.
- Da. Teraz sluchej uwaznie, bo jiest robota - warknęła, po czym wytłumaczyła mu ogólnie całą sytuację oraz zalążek swojegoplanu. Borys wysłuchał ją uważnie, dopiero później wtrącił swoje trzy ruble.
- Nu, masz kochanego pape. Widac, ze wie co jiest najlepsze dla jiego dziewuszki.
- Cichaj tam. Pojal cu ma robic?
- Da maluszku, da. Rozejrze sje w tym pociągu za tym czego szukasz.
- I bilet, masz tri minuty by go zdobyc. A teraz paszal won!

***

Kiedy wróciła do holu Pepito czekał już tam na nią z tobołkiem na plecach. Dziewczyna zaciekawiona przyglądała się pakunkowi - niestety kształt nie zdradzał nic na temat jego zawartości.
- Proszę, o to pana bilet - rzekła wręczając menelowi pożółkły świstek. Ta brunetka o końskiej twarzy, którą mijała chwilę wcześniej wcale nie będzie go potrzebowac. Co prawda Noire posiadała lokalną walutę dzięki uprzejmości Vincenta...ale bycie córką Distanta zobowiązuje! Do skąpstwa między innymi.
W tym momęcie kątem oka spostrzegła członków Psiej Ligi przechodzących obok. Na ich twarzach malowało się obrzydzenie spowodowane osobą lumpa. Mężczyzna o bladej karnacji i wyglądzie arystokraty wyraźnie tłumił odruch wymiotny. Kierowali się w stronę pociągu, który miał odjechac juz za kilka minut. Noire i Pepito równiez udali się w jego stronę. Gdy chwilę później wsiedli do srodka, konduktor zagwizdał na znak odjazdu. Maszyna ruszyła ze stacji.

***
- Panna Noire jak mniemam? - zapytał zaczepiony przez nią kierownik pociągu.
- Tak, to ja. Widzę, iż pan Vincent rzeczywiście dotrzymał danego słowa
- To człowiek honorowy oraz moj bliski przyjaciel, nigdy nie...- kierownik urwał gdy spostrzegł menela. Cofnął się o krok po czym zapytał.
- A bilecik to pan ma?
- A i owszem - mężczyzna wyszczerzył się paskudnie i wręczył mu z satysfakcją wspomniany świstek.
- No hmmm..i nawet jest prawdziwy..coz..

Noire otrzymała propozycję miejsca w luksusowej kuszetce, z zastrzezeniem ze tylko dla niej samej - bez osoby bezdomnego. Odmówiła grzecznie po czym udali się w kierunku wagonu pasażerskiego. Znaleźli wolne miejsca trzy przedziały dalej od Psiej Ligi. Nie był on całkiem pusty, toteż współpodróżni poczęli odsuwać się od Pepita na sam jego widok. Noire uśmiechnęła się wygłodniale..strach tych ludzi mile łechtał jej zmysły. Rozluźniona usiadła na swe miejsce i zaczęła się zastanawić co czynic dalej, ponieważ na pojawienie się Distanta było jeszcze troszkę za wcześnie...ale niedługo..
- A rodzina zdrowa, towarzyszu? - zwróciła się nagle do menela, który marszczył twarz i robił dziwne miny do współpasazerów. Jedna kobieta nie wytrzymała i wyszła spłoszona z przedziału. - Mamy jeszcze chwilkę wolnego czasu, więc można to zapełnic rozmową..chyba, ze towarzysz ma inne propozycje?
***

Borys znalazł miejsce w końcowej części pociągu na korytarzu blisko przedziału trzech grubych jegomości. Spojrzał na nich z obrzydzeniem, osobiscie gardził takim rodzajem ludzi. Nieopodal niego znajdował się wagon pilnie strzeżony przez policję. Rosjanin uśmiechnął się w duchu..niezmiernie korciło go, by wpakowac się tam na bezczelnego i narobic ostrego zamieszania. Szukanie i węszenie nudziło go niezmiernie, nie był typem człowieka, który robi podchody. O wiele bardziej lubił rozwiązywac sprawy za pomocą kopniaków i pięści. Bardzo, ale to bardzo kusiło go, by złamac zakaz bijatyk nadany mu przez Noire..

_________________
Image
Miewa też talenty manualne, sama szyje lub haftuje, a i tajemnice wiertarki nie są jej obce.
Cytat z horoskopu "Żona spod znaku koziorożca"


Last edited by Noire on Sun Dec 02, 2007 9:00 pm, edited 1 time in total.

Top
 Profile  
 
 Post subject: Re: Odnaleziony Ładunek
PostPosted: Sun Dec 02, 2007 8:34 pm 
Offline
User avatar

Joined: Sat Nov 15, 2003 4:56 pm
Posts: 1141
Krótki ale za to donośny i ostry dźwięk konduktorskiego gwizdka wibrował jeszcze w głowie Crowa przez kilka sekund. Zmysły szybko powróciły z błogiego stanu nieświadomości, brutalnie uświadamiając studentowi, że jakiś twardy przedmiot uwiera go w bok. Pomieszczenie w którym obudził się było ciasne. Ciężko było ocenić jego prawdziwe wymiary, gdyż tonęło w półmroku rozświetlanym jedynie przez delikatną wiązkę światła wkradającą się do środka przez szczelinę w drzwiach. Największe zdziwienie w chłopaku wzbudził jednak fakt który dotarł do niego dopiero po kilku momentach. Pomieszczenie delikatnie kołysało się.

Jak zwykle w takich sytuacjach ciekawość wzięła górę nad ostrożnością. Zdecydowanym ruchem ręki student uchylił drzwi ... tylko po to, by natychmiast je zamknąć.
- Ja chyba śnię - pomyślał z przekąsem.

Po drugiej stronie drzwi Crow ujrzał wąski korytarz poruszającego się z coraz większą prędkością pociągu. Mężczyzna w białym garniturze w pełen gracji sposób spoglądał na umocowany na złotym łańcuszku zegarek. Inny mężczyzna, również odziany w biały garnitur, prowadził pod ramię kobietę w długiej, szerokiej sukni. Majestatycznie podpierał się elegancką laską, a na jego nosie osadzone były najprawdziwsze w świecie monokle.

Dopiero teraz student zorientował się, iż ściska w dłoni niewielki plastikowy przedmiot. Magnetyczna karta, którą miał przekazać Windukindowi. To uporządkowało ostatecznie w jego głowie listę priorytetów. Należało odnaleźć przywódcę Psiej Ligi. Był przekonany, że tym razem znajdują się przynajmniej w tej samej trójwymiarowej hiperpłaszczyźnie. Szybko przebrał się w znaleziony w jednym z bagaży frak, a zawartość plecaka, wraz z starym ubraniem, spakował do eleganckiej ręcznej walizki.

Przystanął na chwilę na korytarzu, wpatrując się w puste miejsce w podłodze. Jakaś myśl zdawała się kołatać po jego głowie, na granicy świadomego myślenia. Szybko jednak uleciała i student ruszył nie tracąc więcej czasu.

Wejścia do ostatniego wagonu pociągu pilnował umundurowany policjant. Student postanowił zainteresować się przewożonym ładunkiem w niedalekiej przyszłości. Na razie jednak nie chciał przyciągać zbędnej uwagi. Przemieścił się więc do przedostatniego wagonu, przeznaczonego dla pasażerów.

Trzech niewyobrażalnie grubych facetów, odzianych pomimo stosunkowo wysokiej temperatury w długie płaszcze, siedziało w ostatnim z przedziałów. Choć ich twarze były przesłonięte rondami szerokich kapeluszy to i tak student czuł nieprzyjemny dreszcz gdy na nich spojrzał. Obrazu dopełniał sposób, w jaki oddychali. Każdy z nich łapczywie chwytał powietrze, jakby miał problemy z oddychaniem. Crow przyspieszył kroku.

Środkowy wagon składu również przeznaczony był dla pasażerów. Student skrzywił się, gdy w jego nozdrza uderzył charakterystyczny słodko-kwaśny odór, jaki roztacza się zawsze wokół osób bezdomnych. Tak bardzo nie znosił tego zapachu, że nawet nie zatrzymał wzroku na atrakcyjnej młodej kobiecie, na której ustach pojawił się dyskretny i złowieszczy uśmiech, gdy tylko Crow ją minął.

Drugi od początku wagon, czyli czwarty, do którego dotarł student, był przerobiony na przytulną kawiarenkę. Atrakcyjna blondynka krzątała się za ladą, a burza loków pokrywająca jej główkę podskakiwała rytmicznie. Dziewczyna szybko zniknęła w oddzielonym od reszty wagonu przedziale służbowym, więc student ruszył dalej.

Pierwszy z wagonów składu, ten w którym Crow się obudził, zajmowany był przez kontrolerów, bagażowych i resztę obsługi pociągu. Dodatkowo kilka pomieszczeń wydzielonych było na bagaże pasażerów. Przed drzwiami, za którymi Crow obudził się niespełna pół godziny temu, stał teraz konduktor, przypominający posturą, zarostem i szeroko pojętą aparycją Rasputina. Crow skierował swe kroki ponownie do trzeciego przedziału, licząc, że nie będzie musiał ponownie przechodzić koło osób, dla których higiena osobista nie jest najwyższym piorytetem.


Top
 Profile  
 
 Post subject: Re: Odnaleziony Ładunek
PostPosted: Sun Dec 02, 2007 9:41 pm 
Offline
User avatar

Joined: Tue Sep 09, 2003 7:54 pm
Posts: 486
Location: Gdzies w swoich przygodach...
Rozklekotany gruchot sunął z zawrotną prędkością po górskich bezdrożach. Żaden osobnik o zdrowych zmysłach nie odważyłby się na tak samobójczą wyprawę... Szczegół tkwił w tym iż kierowca miał nie do końca zdrowe zmysły...

Miłe mruczenie silnika, było jedynym odgłosem jaki słyszał Cai... przez chwilę.
-Kszzz...kszzzzz..bre....ksz.ksz CaI...kszzz... CAIBRE!!! - radiokomunikator, którego lis najwyraźniej zapomniał zdjąć, odezwał się pasmem charczeń, zgrzytów i rozjuszonym głosem Yubego
- Tu prywatna sekretarka Caibre Greyblade. Aktualnie przebywa on gdzieś w cieplejszych klimatach wsród pięknych kobiecych ciał. Proszę nie zostawiać żadnych wiadomości po sygnale- odpowiedział lekko modulując głos i nie odrywając uwagi od kierownicy.
- Cholera jasna. Gdzie ty do diabła jesteś!? Miałeś być w pociągu!
- Wykonuję powierzoną mi misję... na własną rękę... a teraz trzymaj się ciepło, bo ja mam tu bardzo ciekawą sytuację. - radioodbiornik poleciał na tylną kanapę, a Cai został sam na sam z sytuacją.
- Koniec drogi... jak miło... - rzekł do siebie, spoglądając przed maskę samochodu. Łagodne i lekko ośnieżone zbocze kusiło do dalszej jazdy... ale czy to nie byłoby zbyt ryzykowne?... dla samochodu oczywiście.

---------------------------------------------
Yuby wziął głęboki oddech. W końcu był mistrzem samoopanowania. Niemniej cały plan uległ niejakim zniekształceniom. Siedział teraz w przedziale pełnym innych ludzi w sunącym pociągu. Miał na sobie swoje zwykłe ubranie, ale niewielki pierścień iluzji, jaki miał teraz na palcu, upodabniał jego strój całkowicie do realiów jakie panowały w owym świecie. Dodatkowo za pomocą magii sprawił iż nikt z współpasażerów nie usłyszał jego rozmowy, ale zdziwił się jak wiele wysiłku kosztował go tak prosty czar. "Najwidoczniej magia jest tutaj ograniczona" pomyślał, niemniej ciągle był skupiony wokół głownej misji Anty-WiP-owców. Odzyskania BOZ-a z rąk Psiej Ligi. Caibre, który miał być w pociągu wabikiem, znajdował się teraz agenda wie gdzie... Cóż... Plan ulegnie modyfikacją, ale sie nie zmieni...
Yuby spojrzał ponownie na zegarek, i aktywował na nowo czar niesłyszalności na współpasażerów.

---------------------------------------------------------
Nad przełęczą Kjurd śnieg delikatnie spadał płatkami, Niebo było w większości zachmurzone, ale gdzieniegdzie prześwity pozwalały zobaczyć rozgwieżdżone niebo. W małej zagubionej wiosce górskiej, stary dziadek z długą siwą brodą stał przed chałupą wraz z kilkuletnim wnuczkiem.
- Taa...taaa... kochaniutki a tam mamy "Rozpędzoną Krowokaczke" - wskazał drżącym paluchem w stronę gwiazdozbioru.
- A tu... a tu? nad Kjurdem Opa... co tam jee Opa? - zapytał wnuczek, podskakując radośnie
- A tam to je "Podniesiony psi ogon". Chcesz wiedzieć dlaczego? Oto pacz...
W momencie kiedy to mówił, kilka nienaturalnych błysków zawirowało wysoko nad Kjurdem. Błyski szybko połączyły się w jeden wir, który przybrał niebieskawy odcień, po czym z ogromną predkością wystrzelił z niego rozgrzany do czerwoności statek kosmiczny, obierając sobie na cel przełęcz.. Wszedł w atmosferę i dopiero wtedy wyhamował, natychmiast włączając osłony maskujące. Dla ludzi z ziemi wyglądało to tak jakby "Podniesiony psi ogon"...
- Jeeeee dziadzia! zrobił bobka! zrobił bobka!!! - wołało radośnie dziecko, natomiast staruszek podrapał się drącą ręką po czole.
- Ano... Postawił kloca... -

---------------------------------------
- Generale! udało nam się nawiązać łączność! - rzekł poddenerwowany oficer łącznikowy.
- Ta... dobra, dawaj mi tu wizję na ekran... JUŻ! - Raflik siedział znudzony na swoim tronie, opierając podbródek na zaciśniętej pięści.
-Witaj Raflik. Wyczuwam, że jesteście jesteście pobliżu… - odezwał się chłodny głos Yubego
-W miejscu, w którym wszystko się rozegra. - odpowiedział beznamiętnie Raflik, patrząc na klingę swego miecza.
- Zmiana planów. Caibre się wyłamał. - Raflikowi uniosła się brew. Natychmiast zainteresował się rozmową.
- Jak to? się wyłamał... co to znaczy? - Zapytał
- Nie ma go w pociągu. Niemniej twoja robota pozostaje taka sama... Sam nie będę podejmował żadnych działań, dopóki się nie spotkamy. Muszę kończyć. W tym świecie magia jest osłabiona. Pamiętaj o tym i uważaj na siebie. Bez odbioru. - Kontakt został przerwany. Raflik spojrzał na techników krzątających się przy pulpicie kontrolnym, próbujących naprawić ciągle powstające usterki "Nie tylko magia jest osłabiona... technologia też zdaje się płatać figle... ciekawe jak się ma sprawa z fechtunkiem..." Wstał, i przypiął do pasa miecz... " Caibre się wyłamał... działa na własną rękę... typowe dla niego... ale... skoro on może... to dlaczego ja nie? W sumie byłoby to równie ciekawe" Kiedy miecz był już przypięty powiedział donośnym głosem do załogi.
- Schodzę na planetę...

_________________
" Zobaczyłem Raflika....
*poke*
Dotkłem Raflika.....
...
Moge juz umrzec" Bokler
Morgana's Parapetowa 16 Feb 07


Top
 Profile  
 
 Post subject: Re: Odnaleziony Ładunek
PostPosted: Sun Dec 02, 2007 10:30 pm 
Offline
User avatar

Joined: Fri Mar 26, 2004 9:47 am
Posts: 1249
Location: Ośrodek wypoczynkowy "Nomad"
- Taaak – przeciągłe nieco ospale stwierdził Pepito. Jego głos zaraz uzyskał poprzednią hardość – Przewidujesz Piękna problemy w naszej dalszej podróży?
- Ależ skąd. - Noire pospiesznie zaprzeczyła.
- Z tego co zobaczyłem na rozkładzie jazdy, czeka nas długa podróż. Kochaniutka coś ukrywasz. Czuje to. – spod zatłuszczonych włosów para oczu uważnie czekała choćby na drobną reakcje dziewczyny.
- Nic nie mów! - Pepito prawie krzyknął, dwójka pozostałych pasażerów podskoczyła. - Nie teraz, zastanów się, przemyśl to. Pprzecież musimy sobie ufać prawda – posłał Niore uśmiech.
- Masz kilka minut. Rzygać mi się chce, szubrawcy jakiś pomyj ostatnio dodają do denia – stwierdził bez ogródek. - A pewnie ty Piekna jak i nasi wspaniali współpasażerowie nie życzycie sobie bym pozbył się treści żołądkowych tutaj. Prawda?! - Obdartus zwrócił się do współpasażerów. Ci nerwowymi kiwnięciami głowy potwierdzili słowa Pepita.

Bezdomny teatralnie wstał i wyszedł z przedziału. Pod koniec drogi do toalety wpadł na niego młodzieniec, wyglądał na studenta. Chłopak odskoczył jak rażony prądem.
- Nie tak nerwowo szczeniaku! - rzucił nawet nie zwalniając kroku, przy okazji mocno odpychając chłopaka tak iż tamten omal nie przewrócił się. W chwile później było słychać tylko trzask zamykanych drziwczek wagonowej wygódki.

Raz... dwa... trzy... – żółta wydzielina strumieniem zalała dno musli klozetowej. - Jeszce raz!
Odgłos pozbywania się zawartości żołdaka zagłuszył dźwięk spłuczki. Bezdomny kilkoma chluśnięciami wody z umywalki przetarł twarz. Zaraz potem pociągnął z butelki wódki parę głębszych.
- Szlag by wziął... trzeba sie mocniej skoncentrować. Już nie takie zakłócenia przezywałeś i ignorowałeś prawda? Nie dam sie teraz wykopać! Nie teraz biedaku! - rzekł do twarzy w lustrze. - Ta dziewczyna... szlag! - ponownie pociągnął z butelki pozostawiając ją w połowie opróżniona.

Po opróżnienu już w ciszy pozostałej części butelki udał się do przedziału.

_________________
Image


Top
 Profile  
 
 Post subject: Re: Odnaleziony Ładunek
PostPosted: Mon Dec 03, 2007 5:02 am 
Offline
User avatar

Joined: Thu Sep 25, 2003 3:24 pm
Posts: 294
Location: Opole
Oszołomiona pozostała na swoim siedzeniu przez chwilę. Współpasażerowi spojrzeli osłupieni po sobie, zaden z nich nie odważył się zabrać głosu. Krótka lecz jakże barwna scena rozegrana przed chwilą dała jej sporo do myślenia. Teraz była już pewna, iż bezdomny jest postacią, którą nie należy lekceważyć. Wyczuła również, że toczył wewnątrz siebię walkę o kontrolę nad swoim "JA"...wydawało się jakby jego ciało mieściło więcej niż jedną osobowość. W tej chwili żałowała troszkę, iż wylądowała w swym starym wcieleniu. Gdyby była boginką wystarczyłoby poprostu spojrzenie by mogła dokładnie stwierdzić co jest grane. Wahała się przed powiedzeniem prawdy bezdomnemu - a przynajmniej wtedy, gdy nie ma całkowitej kontroli nad swym umysłem.
Wstała pośpiesznie ze swego miejsca i wyszła na korytarz. Spostrzegła Pepita w momencie gdy potrącił pewnego młodzieńca, burknął coś niemiłego i zniknął w toalecie. Noire przewróciła oczami i udała się w tym kierunku. W chwili gdy była blisko przystojniaka o wyglądzie studenta uderzyła ją nagle świadomość. Przecież to był Crow!
- Przepraszam pana najmocniej za swojego towarzysza - powiedziała skruszonym głosem podchodząc do młodziana - wydaje się być dobrym człowiekiem, lecz dziś wyraźnie ma zły dzień.
- Mhm, nic się nie stało. Każdy przecież miewa gorsze chwile - odparł łagodnym głosem student w taki sposób, iż na twarz dziewczyny wpełzł lekki rumieniec.
- Cieszę się, że pan rozumie, bo nie każdy na widok takiego człowieka byłby w stanie to uczynić - na te słowa młodzian wyraźnie się speszył, ponieważ sam niedawno nie krył swej odrazy spowodowanej brakiem higieny ze strony bezdomnego.
- Cóż, przyznam niestety, iż przy pierwszej interakcji nie miałem najlepszego zdania o pani koledze, a przynajmniej o jego higienie. Jednak głęboko wierzę, że w każdym drzemie ukryte dobro, a ta nieprzyjemna otoczka jaką wytwarza pani znajomy to tylko pozory i w rzeczywistości jest całkiem inny.
Noire zamrugała ze zdumienia oczami. Musiała przyznać, że facet miał gadane. Nie znała nikogo, kto potrafiłby ując w tak niekonfliktowy sposób zdanie "Ten lump śmierdzi, ale jeśli się umyje to może będzie do
zniesienia". Będąc w jego obeności negatywnymi emocjami na pewno się naje, jednak..
Dyskretnie zlustrowała go spojrzeniem, musiała przyznać, iż prezentował się całkiem nieźle. Zdecydowana linia szczęki kontrastowała nieco z chłopięcymi rysami twarzy, a te głebokie, zielone oczy..właśnie dla deprawowania takiego typu mężczyzn została w przyszłości sukkubicą.
- Jakże pięknie pan to ujął panie..
- Crow, poprostu Crow.
- Noire Ighaan - przedstawiła się nim zdążył zapytać o jej imię - Naprawdę uważa pan, iż w każdym tkwi choć odrobina dobra? Przecież zdarzają się na tym świecie jednostki wybitnie zepsute, które całkowicie negują pańską tezę.
- Ich działania są powodowane (...)
Spędzili tak dłuższą chwilę kontemplując o zawiłości psychiki ludzkiej -
potem dyskutowali o moralności i zasadach postępowania niektórych dewiantów - następnie zaś gładko przeszli w temat poglądów politycznych ciastka z kremem. Oczywiście gdyby takowe posiadało z pewnością byłyby liberalne. Noire nie zwróciła uwagi na upływający czas, toteż kolejna informacja, która spłynęła do świadomości przeszyła ją niczym strzała.
- Pan wybaczy panie Crow, ale wzywa mnie teraz sprawa niezwykłej wagi - powiedziała poważnym tonem - Czy mógłby pan przekazać mojemu znajomemu, ze niedługo wrócę?
- Oczywiście, powiem na pewno.
- Dziękuję panu bardzo. Do widzenia więc, jestem przekonana, że jeszcze spotkamy - rzekła tajemniczo.

***

Noire szybkim krokiem szła przez wagon klasy pierwszej. Jej ojciec pojawił się już w pociągu, wyraźnie to poczuła. Zatrzymała się obok przedziału przy którym najsilniej promieniowała jego obecność. Gwałtownie otworzyła drzwi a jej oczom ukazali się dwaj podstarzali urzędnicy wyglądający niemal identycznie - z tymże jeden z nich leżał uśpiony na podłodze, a drugi z nich stał nad nim wyprostowany. Jego skóra przez moment była jeszcze lekko niebieskawa lecz szybko zmieniła zabarwienie na kolor twarzy osobnika na podłodze. Przytomny jegomość bez wątpienia był Distantem.
- Witaj tato - przywitała się ze swoim rodzicem zamykając drzwi przedziału - Przynoszę ważną wiadomość od...Ciebie samego. Z przyszłości.
Distant zdumiony spojrzał się na córkę, był wyraźnie zaskoczony jej obecnością w tym miejscu i czasie. Wiedział jednak, iż w Multiświecie wszystko jest możliwe, dlatego wskazał dłonią na puste siedzenie i rzekł:
- A zatem wysłucham tego, co masz mi do powiedzenia moje drogie dziecko.

_________________
Image
Miewa też talenty manualne, sama szyje lub haftuje, a i tajemnice wiertarki nie są jej obce.
Cytat z horoskopu "Żona spod znaku koziorożca"


Top
 Profile  
 
 Post subject: Re: Odnaleziony Ładunek
PostPosted: Mon Dec 03, 2007 8:45 am 
Offline
User avatar

Joined: Sun Oct 26, 2003 1:27 am
Posts: 2039
Location: neverwhere
Zbocze kusilo. Hen daleko na dole widac bylo podwojna nitke stali.

Tory.

Nie byla to idealne miejsce, lecz nada sie.

Cai wycofal samochod do glownej drogi, zalozyl czapke, zatrzymal przydzialowym lizakiem trzy samochody, w tym jedna ciezarowke, po kolei ogluszal kierowcow i upychal ich w bagazniku. Nastepnie podjezdzal po kolei kazdym automobilem do urwiska, wrzucal luz i pozwalal grawitacji czynic swoja powinnosc.

Jeden samochod zahaczyl o skale i zawisl malowniczo w polowie stoku, lecz ciezarowka i limuzyna efektownie rabnely o dno doliny, blokujac tory.

Zaden motorniczy przy zdrowych zmyslach nie przejedzie przez wypadek na torach. A gdy jeszcze do damy do tego policje na miejscu...

Caibre zaparkowal radiowoz tak, by nie byl widoczny z drogi, po czym zabrawszy spore zawiniatko poczal zsuwac sie w kierunku wrakow.

Pociag bedzie za pol godziny. Mnostwo czasu...

_________________
A little overkill won't hurt anyone
Image


Top
 Profile  
 
 Post subject: Re: Odnaleziony Ładunek
PostPosted: Mon Dec 03, 2007 10:13 am 
Offline

Joined: Sun Mar 25, 2007 1:58 pm
Posts: 42
Location: Łódź
Robot stał spokojnie w najwyższym punkcie swojej wioski, wpatrując się to w medalion ojca, to na poczynania braci krasnali radośnie świętujących 104 urodziny najstarszego szamana. Starszy wioski stanął na piedestale i serdecznym uśmiechem zapraszał solenizanta, który honorowany brawami wyszedł na środek.
- Witam was serdecznie bracia i przyjaciele i dziękuję za tak liczne przybycie – tłum małych uśmiechniętych z pijaństwa górników w rogu podniósł wiwat i wszyscy zaśpiewali ‘Sto lat’ – Dziękuję. Jak zapewne wiecie, szaman wie kiedy nastąpi jego koniec. Ja czuje ze już niedługo opuszczę ten świat i będziecie mnie nieść do komnat przodków... – kompani zamarli, jego słowa brzmiały jak groźba. Arden nie czuł jednak żadnych emocji.
- Zasmuciłeś nas swoimi słowami, póki jesteśmy tu zebrani cieszmy się ze jesteś wśród nas... – Odpowiedział starszy wioski.
- Tak ... i mam wam do przekazania ostatnią naukę. Krasnoludzkie legendy wspominały o końcu Multiświata, według przesłanek możemy stwierdzić, że ten moment się zbliża ... – mechanoid nie słuchał już dalej, wiedział że szukuje się przygoda której nie może opuścić. Poszedł do domu spakować się na drogę. Fama ucieszyła się na jego widok.
- Famo, leć... poszukaj piór... tam dokąd się wybieramy twój wygląd może nie być mile widziany. – Arden znalazł odpowiedni ‘strój’ dla siebie, szybko zmaterializował białą jak ściana skórę wysokiego blondyna. ‘Famo mam nadzieję ze dobrze ci idzie, nie mamy wiele czasu’ pomyślał robot i zaczął ostrzyć miecz. Sowa wróciła w mgnieniu oka pięknie przyozdobiona ciemno brązowymi piórami. Robot tylko skinął głową, ona wiedziała ze już czas. Mechanoid przybrał anielską formę i zataczając krąg nad radującą się bracią wzbił się wysoko w powietrze.

* * *

- ‘Ah, te pola, łąki ... ludzki świat ... gdyby inni mogli to zobaczyć...’ – pomyślał Arden.
- ‘Dokąd lecimy, kochany?’ – zapytała sowa.
- ‘Jeszcze nie wiem, niedaleko powinien być szybko poruszający się pojazd, widzę to po jego śladach...’ – odparł w myślach, patrząc na tory.
- ‘Dogonimy go, kochany?’
- ‘Co do tego nie mam wątpliwości.’
- ‘Czemu gonimy akurat ten pociąg, kochany?’
- ‘Coś w nim jest... coś nie z tego świata... czuję że coś się wydarzy’
Lecieli jeszcze dobre parę godzin połączeni w jedność. Podziwiali piękne wzniesienia i lasy.
- ‘Jest nareszcie, ciekawa konstrukcja... ludzie mają dziwne pomysły... Famo, lądujemy na dachu.’ – zniżyli się aby wylądować Gdy tylko robot dotknął stopami podłoża, parowóz lekko zadrżał.
- ‘Famo, lataj nad tym czymś, ja rozejrzę się w środku.’
Otworzył właz w dachu i wśliznął się do środka. Rozglądając się po przedziałach stwierdził że jego ubranie jest nieodpowiednie. Długa ciemna szata mijała się ze stylem świetnie ubranych biznesmenów.
Zwiedzając dalej, wpadł na idącego lekko chwiejnym krokiem mizernie ubranego człowieka.
- Witam, przepraszam... – Arden przywitał się, a mężczyzna przypatrzył mu się dobrze. Jego podejrzliwy wzrok zmusił robota do rozmowy.
- Dzień dobry – odpowiedział z niepewnością w głosie, widać było że już nie ufa wysokiemu, bladoskóremu, niebieskookiemu, nowo napotkanemu ‘człowiekowi’.
- Przepraszam, dokąd zmierza ten ...- Robot zaciął się nie wiedział jak nazwać pojazd którym jechał. Bezdomny wyciągnął bilet i jeszcze raz podejrzliwie rzucił okiem na rozmówcę.
- Pociąg ... ten pojazd to pociąg. Tu, - odczytywał bilet - nie jest nic ciekawego napisane... a ‘pan’, ma ‘pan’ bilet czy na gapę? – Ardenowi zdawało się że podpity, nie umie po prostu przeczytać co jest napisane ale nie wyczuwał blefu w jego głosie.
- Ja ... przepraszam, niedzisiejszy jestem ... – Odpowiedział.
- Wiem jak to jest... – chuchnął oparami różnych alkoholi.
- Nie przedstawiłem się jeszcze... nazywają mnie Arden – pijaczyna uśmiechnął się na dźwięk ‘imienia’ robota.
- Mnie Pepito – wyciągnął rękę, mechanoid odskoczył nerwowo – nie poda mi ‘pan’ ręki ‘panie’ Ardenie? – zakłopotany robot zaczął obliczać szanse ze coś mu się stanie gdy poda rękę. Po paru sekundach jednak uścisnęli sobie dłonie i poszli w stronę przedziału w którym wcześniej siedział Pepito.

_________________
Za mozliwośc pisania postow podziekowania dla wspanialej sponsNoiki (...przebolałem...)



Last edited by Arden on Mon Dec 03, 2007 8:22 pm, edited 1 time in total.

Top
 Profile  
 
Display posts from previous:  Sort by  
Post new topic Reply to topic  [ 50 posts ]  Go to page 1, 2, 3, 4  Next

All times are UTC + 1 hour


Who is online

Users browsing this forum: No registered users and 1 guest


You cannot post new topics in this forum
You cannot reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot post attachments in this forum

Search for:
Jump to:  
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group