- Uuch - wstała powoli, rozcierając guza, który zaczął powstawac na jej ślicznej, młodej główce - Nie daruję... - syknęła, wyobrażając sobie wszystkie szpetne i złe rzeczy jakie zrobi gdy spotka ojca. Obrazy zawierały piłę łańcuchową, lochy i strój różowego, puchatego króliczka. Na Distancie. - Proszę pani? Proszę pani! Czy wszystko w porządku? - pytał zmartwiony głos bardzo przystojnego mężczyzny w mundurze. Podniósł ją na tyle, by mogła swobodnie oddychać lecz jednocześnie trzymał ją pewnie w swych ramionach. Wrodzony instynkt "zranionej sarny" kazał jej wykorzystac tę sytuację. - Och! - jękneła głośno - Ta podróż pociągiem, tyle wrażeń...to zbyt dużo na tak delikatną dziewczynę jak ja.. Najmocniej pana przepraszam, już sobie idę.. - wstała z ziemii, po czym zaczęła delikatnie osuwać się na posadzkę. Mężczyzna momentalnie pochwycił jej wiotką sylwetkę i uchronił przed upadkiem. - Nie sądzę by była pani w stanie sama gdziekolwiek iść, a już na pewno nie w takim stanie. - Ale, ja się dobrze... - Wydaje się pani. Zabieram panią ze sobą, nie wybaczyłbym sobie gdyby coś stało się tak uroczej, młodej damie. - Ja nie mog.. - Nie toleruję odmowy - powiedział stanowczo, jednak gdy zobaczył łzy gromadzące się pod powiekami dziewczyny, dodał łagodnie - Chociaż na herbatę, proszę? - D-dobrze - wydukała z siebie spłoszonym głosem.
Młodzieniec przeprowadził ją sprawnie przez dworzec, zręcznie omijając przechodniów, którzy nie wiedzieć czemu wbijali swój wzrok w Noire. Po drodze odczytała z plakietki mężczyzny jego dane: "Vincent Cruise, kierownik drużyny konduktorskiej". Uśmiechając się do siebie w duchu, stwierdziła iż ma niespotykane szczęście. Po drodze minęli kasy biletowe. Jej wzrok przykuł znajomy mężczyzna o elfich rysach, stojący w kolejce po bilety. Czyżby był to...tak, to bez wątpienia Windukind. Vincent Cruise skręcił w prawo i wprowadził ją do prywatnej kanciapy kierownika drużyn. W środku panowała kojąca cisza i unosił się przyjemny zapach piernika. Konduktor ostrożnie posadził Noire na fotelu po czym zabrał się za wstawienie wody na herbatę. Dziewczyna rozejrzała się po pomieszczeniu. Nie było duże, znajdowała się w nim stara szafa, parawan za którym młodzian przygotowywał poczęstunek, drugi fotel, stół, biurko oraz powieszone na ścianie lustro. Właśnie ono przykuło szczególną uwagę Noire.. Wstała powoli i podeszła do niego przyglądając się z niedowierzaniem w swe odbicie. Zamiast drobnej, białowłosej kobiety o zielonych źrenicach spostrzegła..no cóż.. Szare oczy wpadające w lekką żółć pod wpływem cienia wpatrywały się pytająco w wysoką, czarnowłosą dziewczynę o lekko spiczastych uszach. Widok byłby całkiem przyjemny, gdyby nie paskudny tunikopodobny strój w kolorze..lila. Wcale nie dziwiła się podróżnym, którzy wczesniej przyglądali się jej uważnie..może nawet z rozbawieniem. Bogowie! Wyprawa po Harfe Lijstris odbyła się tak dawno?! Nagle, wiedza jaką przekazał jej Distant poczęła docierac do jej swiadomości. Zakręciło się jej z tego wszystkiego w głowie, więc spokojnie usiadła z powrotem na fotelu. Zamknęła oczy, rozluźniła się i pozwoliła informacjom łagodnie spływac do jej umysłu. Przypomniała sobie, iż w tamtym okresie była Mazoku z dośc figlarnym spojrzeniem na świat. Z kolei wiadomości jakie dostała od ojca powiedziały jej, iż wkrótce na stację trafią członkowie Psiej Ligi, którzy w tej chwili oczekują na spotkanie z Windukindem. Tego zaś już dziś widziała. Z zamyślenia wyrwał ją Vincent, który podstawił jej pod nos herbatę i piernik. - Czy wszystko w porządku? Wygląda pani na strapioną - zapytał z lekkim niepokojem w głosie. - Jestem panu niezmiernie wdzięczna za pomoc - powiedziała bojaźliwie - nie wiem jak panu podziękować. Nie mam nic.. - Wystarczy mi pani uśmiech - odpowiedział pogodnie. Na te słowa Noire rozpłakała się teatralnie i wbiła spojrzenie w podłogę. - Przepraszam..nie miałem zamiaru panienki urazic..ja.. - Nie, nie..to ja przepraszam. Zbyt wiele ostatnio przeszłam, a pańskie ciepłe słowa wyzwoliły we mnie tęsknotę za domem - ciągle chlipiąc zaczęła bawic się kolczykiem w uchu - Sytuacja życiowa zmusiła mnie do opuszczenia mej rodzimej wioski. Ja..pierwszy raz podróżowałam pociągiem..i to w dodatku nielegalnie - jej głos stawał się coraz bardziej drżący - ...nie mam nic..a muszę dostac się na drugą stronę przełęczy Kjurd. Moi oprawcy mnie ścigają..muszę się ukrywac...Och! Czuję się taka bezradna - teraz wybuchnęła juz płaczem na dobre. Oszołomiony Vincent nie miał pojęcia co powiedzieć. Dziewczyna kątem oka zauwazyła jego wachanie i wtuliła się gwałtownie w męską pierś. Jego wzrok powędrował niepewnie ku sufitowi. Bingo. - Proszę się uspokoic..spróbuję pani jakoś pomóc - niepewnie pogłaskał ją po głowie. Noire odkleiła się od torsu i wbiła w niego swe szkliste, duże oczy. - Naprawdę? Byłby pan tak miły..i.. - Mam tu duże konkakty z tytułu pełnionego stanowiska. Poproszę kolegę o darmowy przewóz w interesujące panią miejsce. Pociąg przejeżdzający przez przełęcz odjedzie za dwie godziny. - Ach..jest pan dla mnie taki miły..- dziewczyna uśmiechnęła się smutno - nie wiem jednak czy powinnam, w srodku będzie tyle zamożnych ludzi...poprzednio ich obecnosc bardzo mnie ich onieśmielała..mój wygląd wiele mówi o mym pochodzeniu... - Hmm..postaram się znaleźc cos odpowiedniego dla pani..proszę ze mną.
***
Pół godziny później wyszli razem z budynku gdzie mieściło się "Biuro rzeczy znalezionych". Noire znalazła tam strój bardziej pasujący do panującego tu stylu. Ubrała się w ciepłą suknię w kolorze ciemnej zielenii, białą koszulę i buty z futrem. Na ramiona narzuciła ciepłą, podbijaną pół-pelerynkę,a na głowę założyła mufkę. Zaopatrzyła się równiez w walizeczkę, której zawartość narazie pozostanie tajemnicą. - Nie wiem jak mam się panu odwdzięczyc, jest pan dla mnie taki miły.. - Może poznam chociaż pani imię? - uśmiechnął się szarmancko. - Noire..Noire Ighaan panie Vincencie - konduktor zmieszał się. Było mu głupio, iż sam wczesniej się nie przedstawił. - Niezmiernie cieszy mnie zawarta dzis znajomosc z panią. Kto wie, może jeszcze się spotkamy.. - Mam głęboką nadzieję, że tak.. - Cieszę się z tego powodu..a teraz musi mi pani...musisz mi wybaczyc Noire. Obowiązki mnie wzywają - Rozumiem..do zobaczenia...Vincencie - pocałowała go delikatnie w czoło. Uścisnęli się jeszcze tylko i każde rozeszło się w swoją stronę. Gdy odeszła na bezpieczną odległośc westchnęła tylko pod nosem "Pathetic..". Wmieszała się w tłum i postanowiła poczekac na członków Psiej Ligii, ktorzy mieli się zjawic niebawem.
_________________
 Miewa też talenty manualne, sama szyje lub haftuje, a i tajemnice wiertarki nie są jej obce. Cytat z horoskopu "Żona spod znaku koziorożca"
Last edited by Noire on Fri Nov 30, 2007 7:33 pm, edited 1 time in total.
|