Nie do końca... P
owiernicy Pierścienia odpływają na zachód, zą zmęczeni, nie ma już dla nich miejsca w Śródziemiu... Zostawiają rodziny i dom, Nieśmiertelne Krainy są dla nich jedyną szansą na uzyskanie spokoju. Ale to nie ich miejsce, otrzymają zapomnienie, nie nowy dom. Elfy i Ainurowie będą teraz ich jedynymi towarzyszami - niezbyt pasującymi do zwykłych hobbitów... Może Gandalf - Oloin - będzie ich odwiedzał, przez wzgląd na wspomnienia... Ale reszta - zgodnie z obietnicą - zostawi ich w spokoju... Nie tak chciałabym żyć...
Elfy - weźmy przykład Galadrieli; kochała Śródziemie, to miejsce było jej domem, a teraz jest zupełnie odmienione. Żyła tam tysiące lat, a teraz obumarło wszystko, co było jej drogie... Nie widę w tym wielkiego szczęścia. Przy tym nie należy zapominać, że Galadriela była jedną ze zbuntowanych Noldorów, opuściłą zachodnie ziemie w niezbyt szczęśliwych okolicznościach... Owszem, winy zostały odpuszczone, ale na widok kraju jej młodości wspomnienia mogą ożyć... Zwłaszcza, że elfy mają dobrą pamięć. Nie jest miłą rzeczą przypominać sobie tak niechlubne wydarzenia.
A Sauron... Sauron nie jest jedynym złem, które tkwi w Śródziemiu. Inaczej: zło nie tkwi w Sauronie, zło tkwi w ludziach i zawsze może powrócić, pod taką, czy inną postacią.
I to nie jest dla mnie happy end.
|