Windukind usłyszał za sobą odgłos otwieranego teleportu. Odwrócił się i zobaczył wychodzących z niego Zahsara i jakąś wysoką postać przybraną w długie szaty i posiadałącą znaczną ilość biżuteri, która prawie promieniowała mocą magiczną. Kiwnął goblinowi głową na przywitanie, ten odwazjemnił gest. Jestem. Elfy miały trochę oporów z przyjęciem propozycji od takiej istoty, jak ja. Musiałem dokonać małego pokazu moich możliwości - dodał z uśmiechem - w efektcie tego postanowili użyczyć nam w ramach sojuszu jednego z swoich klanów oraz kilku wojowników, rzemieśników i czarodziei. Czego przykłądem może być ten osobnik za mną. Zwą mnie Ilvean, jestem arcymagiem z rodu Tlirien - przedstawił się sucho elf - Rzeczywiście propozycja była jakże atrakcyjna i trudna do odrzucenia - w przelotnym spojrzeniu, które rzucił Windukindowi goblin, można było odczytać nieprzebraną dumę i pychę. Windukind wyciągnał rękę ku elfowi, ten zastanawiał się przez moment i podał własną. Przez ciało Windukinda aż do mózg przeleciał przyjemny dreszcz, Ilvean go sądował. Trwało to krótką,jednakże całkowicie wystarczającą chwilę. Jestes bękartem, półelfem - zdziwił się arcymag. Lubisz stwierdzać fakty - zripostował Windukind, trochę go to zabolało. Ilvean zamyślił, musiał je uporządkować wszystkie zebrane informacje. Tymczasem Windukind odrócił się ku Zahsarowi - a co z goblinami - spytał.Trzy bardziej atkywne klany zgodziły sie do na s przyłączyć i tak nigdzie nie traktują porządnie członków naszego plenienia - w głosie Zahsara odbiła sie nutka przygnębienia - więc nic nie stało na przeszkodzie. Nie ujawniłeś całości - wtrącił z podejrzliwością elf. Wiesz, że istnieją potężne organizacje walczące o panowanie nad całym wszechświatem. Jeśli wyjawiłbym Ci wszystko, znaleźli by Cię i różnymi sposobami wydusili to z Ciebie - wyjaśnił Windukind. Ale...- Ilvean niezdążył wyrazić myśli. Windukind go ubiegł - nie miałbyś szans, nawet my w trójkę bylibyśmy prawie bezsini, dlatego trzeba znaleźć sojuszników. Wiedziałeś, że Cię sonduję, czemu nie zrobiłeś tego samego - spytał arcymag. Powiedzmy, że to dowód mego zaufania - odparł z nieznacznym uśmiechem Windukind - dobra czas na nas, trzeba przygotować siedzibę, Ilveanie znasz, jakieś dogodne miejsce?
Doszli na miejsce równo ze wschodem słonca. Windukind rozejrzał się dookoła. Widok zapierał dech w piersiach. Znajdowali się na jednym z dwóch wierzchołków góry, drugi był całkowicie niedostępny dla wędrowca nie wyposażonego w haki i liny. Granica chmur znajdowała się niewiele poniżej ich, wygladało to, jakby ktoś rozrzucił bitą śmietanę na taflę szkła. Woda, z niewielkiego,topniejącego wiosną lodowca, wyżłobiła gdzieniedzie doliny, w innych miejsca powstały staw z zimną i jednocześnie krystalicznie czystą wodą. W najwyższej partii góry z ziemii wystałały nagie skały, trochę niżej zbocza zaczynała porastać trawa, która dalej przechodziła w grząskie wrzosowiska, a te w gęstą, bujną dżunglę. Upoiwszy oczy widokiem, Windukind przeniósł oczy na towarzyszy. Rozumieli się bez słów. Każdy z nich rozpoczął na własny sposób przygotowania do rzucenia zaklęcia....( symbole, taniec, śpiew, inkanacja)...................................... setki żywiołaków ziemi zaczęło się wspinać ku szczytom, płosząc pałętające się tu i tam zwierzęta, szli wolno, lecz w jednym, równym tempie.........( symbole, taniec, śpiew, inkanacja)..............Po dotarciu do celu nogi pierwszego olbrzyma zaczęły się wbijać w skałę, reszta ciała przechodziła metamorfozę w łuk tworzący wejście, kolejne żywiołaki przyłączały się do poprzednich. Powstawały ściany, korytarze, pomieszczenia, balkony, kolumny......( symbole, taniec, śpiew, inkanacja)..........
Windukind opadł na kolana, strużka krwi spływała mu ze skroni. Rzucali zaklęcie od kilku godzin i ich wyczerpanie sięgało granic. Elf podniusł się pierwszy, rzucił okiem na ich dzieło, na wspaniały składający sie z dwóch części i nie posiadajacy prawie kątów prostych zamek, a dokładniej na jego strukturę, brakowało okien, drzwi i całego wyposażenia. Do jego części znajdującej się na nieostępnym szczycie, można się było dostać tylko mostem, który prowadził od strzegącego go wschodniego skrzydła zamku. Trochę niżej na zboczach stało kilkanaście domostw, budynków i wież. Od wschodu znajdowało się wejście do podziemnej katedry. Niebyło potrzeby budować muru i tak niewiele by dał przy tak nierównym terenie. Po paru minutach na nogach znalazł się Zahsar, a chwilę później Windukind. Ten ostani był szczególnie zadowolony z pracy, choć wiedział, że to nie koniec, przeciwnie to dopiero początek.
_________________
Overcoming obstacles is my business. And business is good.
Avatar powstał dzięki uprzejmości tego .
|