[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 95: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 95: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 95: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4246: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /includes/functions.php:3685)
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4248: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /includes/functions.php:3685)
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4249: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /includes/functions.php:3685)
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4250: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /includes/functions.php:3685)
Multiworld • View topic - The Hill of Death and Sorrow

Multiworld

Nothing is impossible in the Multiworld
It is currently Thu Apr 03, 2025 10:27 pm

All times are UTC + 1 hour




Post new topic Reply to topic  [ 12 posts ] 
Author Message
 Post subject: The Hill of Death and Sorrow
PostPosted: Sun Mar 28, 2004 10:56 pm 
Offline
User avatar

Joined: Sun Feb 01, 2004 8:49 pm
Posts: 1657
Location: Dark Side of The Man
Strach przeszywający duszę. Chłód przeszywający serce. To, co w was najmroczniejsze, odczujecie boleśnie, gdy zbliżycie się do Wzgórza Śmierci i Rozpaczy.

Tam zawsze pada deszcz. Tam nigdy nie widać słońca. Stalowe, ciężkie chmury na wieczność zasnuły niebo, zalewając świat łzami rozpaczy. Krople spadają na ziemię. Gdy kropla dotknie twego ciała, twe serce pęka. Przypominasz sobie to okropne uczucie. Nieznośna samotność wieczornej pory, gdy nie ma nikogo, kto mógłby cię przytulić i wyrwać twe myśli z czarnego oceanu rozpaczy. Podeptane marzenia bolą, mrok twojej duszy zasnuwa słońce i nie potrafisz już cieszyć się z życia. Wszystko, czego pragniesz, to żeby już się to skończyło. I z każdą kolejną kroplą te uczucia są coraz bardziej rzeczywiste, coraz wyraźniejsze, aż upasz na ziemię pogrążony w rozpaczy. Ziemia przyjmuje twoje łzy, jednak nie zabiera twego bólu. A z każdą wylaną łzą czujesz, jak uczuć porażki i rozpaczy przybywa. Rozpoznajesz wśród nich sytuacje, których nigdy nie doświadczyłeś. Mroczne myśli innych istot. Jednak ranią one twe serce tak głęboko, jakby były właśnie twoje.

A ponad tobą wznosi się Wzgórze Śmierci i Rozpaczy. Jest tam od lat i spogląda na twe cierpienie tak samo, jak patrzyło na cierpienie przybyłych przed tobą. Nieliczne, łyse drzewa porastają to przerażające miejsce. Są poskręcane i pokrzywione. Jakby wręcz fizyczne cierpienie odcisnęło na nich swe piętno. I przyglądając się im odnosisz wrażenie, jakbyś ty taż miał zostać takim drzewem. Poskręcanym, bezlistnym kawałkiem drewna, stojącym na brunatnej, brudnej ziemii. I pragniesz tylko, aby rozpacz opuściła twe serce, aby nie dręczyła już umysłu. Pragniesz zostać drzewem, bo wiesz, że drzewo nie czuje bólu. Jednak to nie możliwe.

A deszcz wciąż pada, okrywając całunem cierpienia to mroczne miejsce.

Nad Wzgórzem Śmierci i Rozpaczy zalega niezwykła cisza... Czasami tylko usłyszeć można ciche łkanie...

_________________
A dark knight is sworn to power.
His heart knows only hatred.
His blade destroys his foes.
His word speaks what he desires.
His wrath brings ethernal damnation.


Last edited by Raven on Fri Jun 04, 2004 1:53 am, edited 1 time in total.

Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Thu Apr 08, 2004 1:19 am 
Offline
User avatar

Joined: Sun Feb 01, 2004 8:49 pm
Posts: 1657
Location: Dark Side of The Man

_________________
A dark knight is sworn to power.
His heart knows only hatred.
His blade destroys his foes.
His word speaks what he desires.
His wrath brings ethernal damnation.


Last edited by Raven on Mon Sep 06, 2004 8:11 pm, edited 2 times in total.

Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Sun Jun 06, 2004 7:32 pm 
Offline
User avatar

Joined: Sat Mar 27, 2004 12:55 am
Posts: 847
Location: Osrodek wypoczynkowy Nomad - Rajski Ogrod
Dookola groteskowo powykrzywiane dzieciece twarze. Smieja sie... Tylko z kogo?... Rozzgladam sie...stoja obok siebie ramie w ramie w ciasnym okregu. Na koncach wyciagnietych przed siebie dloni stercza dziwnie powyginane palce. Wytykaja kogos...ale kogo ???
Slysze cichy szloch. Z kazda sila jest coraz glosniejszy. Ktos placze...ale kto???
Klecze na brudnej ziemi, sciskam ja w dloniach z calych sil. Czuje jak cos kapie na splugawiana ziemie...ale co???
Podnosze glowe, znajoma twarz...ale czyja? Pluje, po nim wszyscy inni...bol, potworny bol, ale...nic nie boli...

Nie ma nic...wszyscy odeszli. Pozostala tylko ziemia i lzy... O matko plugawa czemus sie nie rozstapila... czemu mnie nosisz, czemu znosisz moja obecnosc...
Ziemia robi sie grzaska pod potokiem lez. O bogowie... czym wam zawinilem...
Zciskam ziemie w dloniach. Slysze krzyk... ale czyj?

kap...kap...kap...

Podworze...studnia...dom...kuchnia...stol...przy stole rodzina...ale czyja?
Wszyscy rozmawiaja, smieja sie...sa szczesliwi...Usmiechniete twarze niby znajome...ale zapomniane...wsrod nich jedno dziecko...bez radosci...bez usmiechu, przysluchuje sie smiechom...ten smiech boli...jakimze pokretnym narzedziem jest smiech, potrafi ranic, ale i
leczyc, rozweselac i dreczyc...ta wszechobecna radosc...boli, czemu ja tej radosci nie czuje?
Chlopiec wstaje od stolu i wychodzi na dwor...z pod zacisnietych mocno powiek wycieka lza...jedna...

kap...kap...kap...

Wielki czerwony plomien odbijal sie w oczach chlopca...wokol biegali mezczyzni, kobiety, dzieci. Plomien strzelal wysoko snopami iskier... mezczyzni biegaja...kobiety placza...a chopiec stoi...wpatruje sie w plomienie...z ich wnetrza slychac krzyki...mezczyzni biegaja
szybciej...kobiety placza glosniej...
Z dymiacych zgliszczy wystaja opalone dragi i szczatki scian...rachityczny chlopiec nadal stal w tym samym miejscu...plomien w jego oczach sie wypalil...ogien oczyszcza

kap...kap...kap...

Drzewa... wszedzie drzewa...w poglebiajacym sie mroku zmierzchu, watly chlopiec szedl miedzy drzewami, na jego twarzy widnial usmiech, niema oznaka radosci...
...Ogien wesolo plonal w niewielkim ognisku, naprzeciw niego siedzial chlopiec i wpatrywal sie wen. Wokol slychac bylo tylko szum drzew...ogien planal w glebokich oczach chlopca...spojrzal na prawa dlon...na jej wewnetrznej stronie migotalo znamie...ogien oczyszcza

Stal naprzeciw okna...w srodku widzial rodzine...szczesliwa rodzine...jednak widzial jak oni traktuja innych...widzial jak traktuja obcych, nature i zwierzeta...widzial to i to go bolalo...pragnal to skonczyc...pragnal wypalic to ognisko zepsucia do ziemi. Pragnal tego...do teraz...teraz widzial szczescie rodziny, bezwzgledna mlynarzowa, ktora zdziera z ludzi ostatnie grosze, teraz jako kochajaca matka, pragnaca zapewnic godziwy byt dzieciom. Mlynarza katujacego
zarowno zwierzeta jak i pracownikow, teraz widzial jako starego zniszczonego mezczyzne starajacego sie utrzymac rodzine.
czy mogl zniszczyc to szczescie?...kto dal mu takie prawo?...Czy mogl zniszczyc szczescie jednej rodziny dajac je byc moze innym?...Mniejsze zlo?...cos takiego nie isnieje
Chlopiec upadl na kolana wypuszczajac z dloni planaca zagiew i zaniosl sie placzem.


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Thu Jun 10, 2004 9:42 pm 
Offline
User avatar

Joined: Wed Feb 04, 2004 8:55 pm
Posts: 569
Location: Martwa Góra Golgotha
Wszedł do pokoju i spojrzał na piękne łóżko z baldachimem, gdzie leżała jego ukochana. Uśmiechnął się, podszedł i bardzo powoli odsunął zasłonę by ujrzeć jej nagie, piękne ciało, rozciągające się na pościeli. Przyglądał się jej przez chwilę. Kochał ją jak nikogo na świecie, i zginąłby dla niej bez mrugnięcia okiem. Była jego ideałem, pięknym i jedynym, jaśniejącym niczym gwiazda na bezchmurnym niebie.

Położył się obok niej i ją przytulił. Delikatnie głaskał ją po włosach, kiedy nagle coś nim szarpnęło. Coś czego bardzo nie chciał. Jego ręce działały bez jego zgody. Skręcił jej kark bez mrugnięcia okiem, i wgryzł się w jej szyje, nie kontrolują się. Był przerażony, serce go bolało. A jej ciało zamieniło się w płomień.

Cała komnata płonęła, cały zamek w jednej chwili stanął w płomieniach. Siedział w kącie i przerażony, z odległym wzrokiem patrzył na swoje ręce, całe pokryte krwią. Jej krwią.

Przed nim leżała jeszcze jej głowa. Patrzyła się na niego z pytaniem „dlaczego? Dlaczego?” I bolało go bardzo. Tak bardzo, że nie mógł tego opisać. Zabił swoją ukochaną.

W swojej głowie ciągle słyszał krzyk, zawodzące łkanie odbijające się echem po całym jego ciele. „Dlaczego... dlaczego mi to zrobiłeś... kochałam cię... dlaczego mnie zabiłeś?”

Zamroczony i odległy, gdzie nie spojrzał widział jej głowę, patrzącą na niego z taką pretensją. Takim żalem.

Burza włosów przysłaniała mu świat. Zakrwawiona twarz jego ukochanej ciągle migała mu przed oczami, a w jego głowie ciągle rozlegało się nowe łkanie. Dlaczego?

A on nie wiedział i nie mógł odpowiedzieć. Siedział i płakał, i chciał wrzeszczeć, ale z jego ust nie wyszedł ani jeden, nawet najcichszy ton. Ani jedna łza nie wypełniła mu oczu. Serce go bolało a jego klatka była dziwnie ciasna. Oddychał szybko, bardzo szybko. I nie mógł złapać oddechu. Ciągle niespokojny. Wpatrywał się w swoje pokryte krwią ręce, nie widząc ich.

Słyszał płomienie, które pochłaniały zamek i wszystkie jego wspomnienia. Pamiętał jeszcze jak się śmiał jako dziecko. Teraz ten śmiech przerodził się w płacz. Płacz i łkanie. „dlaczego mnie zabiłeś?”

Chciał wrzasnąć, zabić się, zrobić wszystko by tylko ból zniknął. Ale nie mógł się ruszyć, a ból zniknąć nie chciał. Powracał tylko coraz to nowymi falami, za każdym razem ze zdwojoną siłą. Kiedy już myślał, że się uspokoił, to znowu powracało. Twarz jego ukochanej. Burza włosów i łkanie. „dlaczego?”

_________________
When you peer into the darkness, darkness is looking stright back at you!

I'm blind not deaf!


Last edited by Haritsuke on Mon Sep 06, 2004 8:31 pm, edited 1 time in total.

Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Tue Jun 29, 2004 6:00 pm 
Offline
User avatar

Joined: Sat Mar 27, 2004 12:55 am
Posts: 847
Location: Osrodek wypoczynkowy Nomad - Rajski Ogrod
Dookola ludzie. Krzycza, pluja, ale chlopiec idzie . Nie zwraca na nic uwagi, nie zwaza na rzucane w jego strone zgnile owoce, na przeklenstwa i wyzwiska. Idzie bez slowa, bez sprzeciwu. Idzie wsrod ludzi, co chwile przyjmujac kolejne razy kijami, ale zdaje sie tego nieodczuwac. Idzie krok po kroku ze zwieszana glowa. Nikt nie widzi jego twarzy, nikt nie widzi jego oczu.
Na skorze wykwitaja kolejne krwawe pregi, jednak on nie reaguje, nie zatrzymuje sie.
Wrzeszczaca gromada zatrzymala sie na krawedzi wioski, jednak chlopiec nadal szedl. Widzial tylko waski kawalek ziemi wokol stop. Na raz na przeciwko jego butow pojawila sie para innych, wiekrzych. Zatrzymal sie i podniusl glowe. Twarz znajoma, ale niemogl sobie przypomniec kto to. trzymal w reku wiadro z pomyjami. Parszywy usmiech szybko zniknal z jego twarzy, a wiadro wypadlo z dloni, gdy chlopiec wlepil w niego wzrok. Spuscil glowe i odszedl w strone gromady. Chlopiec odwrocil sie i ostatni raz popatrzyl na nich. Ludzie kolejno spuszczali glowy i wycofywali sie w glab grupy, czuli na sobie jego palacy wzrok. kiedy ostatnia osoba sie odwrocila spuscil glowe i odszzdl w strone lasu. Nie slyszal juz pojedynczych, cichych wyswisk.


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Wed Sep 01, 2004 10:06 pm 
Offline
User avatar

Joined: Mon Feb 16, 2004 10:11 pm
Posts: 1132
Location: Nie pamiętam
Dwunasta Śmierć wiele słyszała o mrocznym Wzgórzu Śmierci i Rozpaczy. Ilekroć chciała odwiedzić to miejsce, jaki wewnętrzny głos mówił, że to zbyt ryzykowne. Ten głos to zapewne pozostałośc po człowieczeństwie, po byciu żywą istotą. Saovine spoglądała na Wzgórze z bardzo daleka. Tym razem jej podkrążone oczy wydawały się ciemniejsze niż zwykle, piekły..wręcz parzyły. Myśli i wspomnienia przebiegające przez umysł skręcały neurony i wyciskały je niczym mokrą gąbkę. Martwe, od dawna już nie bijące serce drżało z niepokoju. "Dlaczego? Dlaczego nawet mnie.." myślała..

Młoda dziewczyna ledwie trzymała się na nogach. Jej masakrycznie poszarpane ubranie, wszechobecne sińce na ciele i szalona rozpacz w oczach świadczyły jednoznacznie o tym, co przezyła ta niedawno jeszcze niewinna złotowłosa istota. Co jej pozostało? Tuż za jej wątłym przerażonym do szpiku kości ciałem rozciągał się widok na spaloną wioskę. Krzyki, kwiki, głośne łkanie oraz bezużyteczne wzywanie pomocy stało się dla niej straszliwą rutyną, od której tak bardzo chciała uciec. Ostatkiem sił wyciągała ręce przed siebie..

Gdzieś wewnątrz niedawnej miejscowości-idylli słychać było głośny płacz dziecka, chłopca..

"Ucieknę stąd, ucieknę!! Jestem w stanie! "- Złotowłosa upadła na błoto, jej zmęczone dłonie przywarły do lepkiej substancji, która w tym momencie wydała się zhańbionej dziewczynie swego rodzaju magnezem, od którego nie może się odczepić. Pochyliła się nad nią i załkała cicho, a gdy otworzyła oczy, otrzeźwiała. Za podartego dekoltu wysunął się bowiem wisiorek. Piękny srebrny wisior. Usiadła na błocie i otworzyła go..wtedy wypadły z niego 3 małe kolorowe kamyczki.

"Jak mogłam? jak mogłam go tak zostawić!"

Nagle słychać ostry, nieprzyjemny, zimny wrzask
"HEJ TY! DO CIEBIE MÓWIĘ LAFIRYNDO! JUZ MI SIE NIE WYWINIESZ"
Obleśny wyrostek, trzymający się jedną ogromną łapą za zranioną głowę zbliżał się agresywnie w stronę swojej ofiary.

Twarz umazanej błotem dziewczyny nie wyrażała już żadnych emocji, wiedziała, ze to jej koniec. Broniła się przecież, zadała mu cios, ogłuszyła na chwilę ale to nie pomogło, koszmar wrócił jak bumerang. Uniosła oczy ku niebu i wyszeptała cicho ..
"Za co? Za co przyszło mi tak cierpieć, za co przyjdzie jemu cierpiec jeszcze bardziej?"

Chłopiec wciąż płakał. Moze wiedział, że jego siostra już nigdy nie wróci...

_________________
Image
Image


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Fri Sep 10, 2004 2:18 am 
Offline
User avatar

Joined: Sun Feb 01, 2004 8:49 pm
Posts: 1657
Location: Dark Side of The Man
Wieczorem, gdy miasto gaśnie, zbyt mocną kawą budzę się
Otwieram cicho okno, by żaden sen nie znalazł mnie
Zapadam cicho w fotel, a wieczór ma znowu zapach bzu
A papier cicho szeleści, gdy myśli moje zdradzam mu.

Piękna, bezksiężycowa noc. Gwiazdy skrzące się na horyzoncie. Fale niezmordowanie i rytmicznie załamujące się na brzegu. Jednostajny szum morza.
Jedna postać siedząca na piasku. Kuli się z zimna, wiatr przenika przez cienki sweter, powodując dreszcze, przeszywające kruche, ludzkie ciało.
Trzęsie się z zimna?
Czy też może z innego powodu?
Zimny wiatr wysusza łzy z jego policzków. Co chwila ciałem mężczyzny wstrząsa spazm bezgłośnego szlochu. Patrzy na morze.

Jej cudowny głos wciąż dźwięczy w moich uszach. Opowiada o gwiazdach, o starożytnych bohaterach i mitach. Lecz zdaję sobie sprawę, że to tylko ułuda. Naprawdę słychać tylko szum fal. Dźwięk samotności.

Noc nad morzem ma w sobie coś niesamowitego, coś mistycznego. Ta przytłaczająca masa wody, piękny i niebezpieczny żywioł. Niewrażliwy na nasze klęski, niewrażliwy na nasze sukcesy. Głębia może połknąć nasze życie. Znikniemy bez śladu.

Jej zamknięte oczy i schylona głowa, gdy nie potrafi wyrazić swych uczuć. Jej dłonie, delikatne i czułe, gdy dotykają moich. Jej uśmiech, cudny niczym blask słońca po wielu dniach ulewy.

Ogrom wody przyciąga. Otchłań woła swe dzieci. Twoje życie nie ma znaczenia. Popatrz na fale, popatrz na gwiazdy, spójrz za horyzont, wyobraź sobie wszechświat. Myślisz, że coś znaczysz pośród niezliczonej liczby galaktyk? Myślisz, że możesz własną mocą zakłócić odwiecny cykl przypływów i odpływów? To, co robisz, nie ma znaczenia. Przyjdź do nas, połącz się z nami. Stań się jednością. Wejdź w otchłań.

Każda chwila jest mi cenna. Każda minut daje niewypowiedziane szczęście. Zrobiłbym wszystko, aby zatrzymać tę chwilę na wieczność. Gdy opuszcza moje ramiona czuję pustkę w sercu. Każda chwila napełnia mnie strachem przed utratą szczęścia.

Postać wstaje z piasku i powolnym krokiem zbliża się do miejsca, gdzie żywioł ziemi spotyka się z żywiołem. Przystaje na krawędzi. Wystarczy tylko iść do przodu, aż zabraknie sił, a wtedy nadejdźie słodkie zapomnienie. Otchłań wciąż wzywa.

Jej słowa, które przeszyły moje serce jak sztlet. Zimna stal przenika do głębi. Na początku nie dotarło do mnie. Powiedziałem sobie, że i tak nie miało to sensu. Ból nadszedł później. Sztylet był zatruty trucizną. Przeciął moje serce na pół. Trucizna uderzyła ze zdwojoną siłą, podsycona samotnością: Jesteś cudowny, dobrze mi z Tobą, ale nie Kocham Cię i nie potrafię w ten sposób. Wtedy pokochałem ją jeszcze bardziej.

Nic nie potrafi zrobić dobrze i do końca. Nawet skończyć ze sobą nie potrafi. Za bardzo się boi tego, co czeka po drugiej stronie. A jeśli nie czeka nic?
Łzy spłuwają na piasek i wsiąkają bezpowrotnie. Ziemia zabrała, już nie odda. Mężczyzna odchodzi zrezygnowany. Nie może oprzeć się wrażeniu, że znowu przegrał, stracił coś cennego.

Nie szukajcie mnie, napiszę na dobranoc
Ten ostatni list zakończę krótkim pa
Nie szukajcie mnie, odchodzę gdzieś w nieznane
Ten ostatni list, a po nim cicho-sza.

W deszczu stoi samotna postać. Patrzy na morze i plaże, znajdujące się w innym świecie. Deszcz obmywa jaj czarne włosy, przemaka przez cienką, białą koszulę. Na wskroś niebieski oczy wpatrują się w pustkę, jakby Władca myślami był zupełnie gdzie indziej.
Na twarzy pojawia się nieznaczny uśmiech zrozumienia.

- Będę czekał na Ciebie. Przybędziesz, kiedy będziesz gotowy. Ja będę czekał, gdyż jestem tu dla Ciebie - szepcze po części do załamanego mężczyzny, po części do samego siebie.

Obraca się powoli i poprzez strugi deszczu podąża ścieżką do Wzgórza Śmierci i Rozpaczy.

_________________
A dark knight is sworn to power.
His heart knows only hatred.
His blade destroys his foes.
His word speaks what he desires.
His wrath brings ethernal damnation.


Last edited by Raven on Mon Feb 14, 2005 3:44 pm, edited 1 time in total.

Top
 Profile  
 
 Post subject: Epitafium dla Wishmastera
PostPosted: Sat Feb 12, 2005 9:22 pm 
Offline
User avatar

Joined: Sun Feb 01, 2004 8:49 pm
Posts: 1657
Location: Dark Side of The Man

_________________
A dark knight is sworn to power.
His heart knows only hatred.
His blade destroys his foes.
His word speaks what he desires.
His wrath brings ethernal damnation.


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Tue Mar 15, 2005 12:13 am 
Offline
User avatar

Joined: Fri Oct 03, 2003 9:40 pm
Posts: 921
Kap... kap... kap...

- Wypowiedziałeś życzenie wishmasterze.

Czekał na niego …
Na kamiennej płycie siedziała postać w ciemnym płaszczu. Jej długi czerwony szalik powiewał na, zrywających się co pewien czas, podmuchach wiatru. Krople deszczu spływały po długich czarnych włosach, czasem spadając na niemalże bladą twarz. Oczy zapatrzone gdzieś w dal teraz przeniosły się na Kruka. Półelf jednym ruchem zeskoczył z nagrobka.

- Czyjeś szczęście za czyjś smutek. Straszne równanie.

Zbliżył się trochę, w reakcji na co Wishmaster drgnął.

- Spokojnie, nic Ci nie zrobię - jakby na dowód tego Windu wyciągnął dłonie z kieszeni, pokazując, że nic w nich nie ma.

Spoglądali na siebie przez chwilę. Po czym półelf opuścił wzrok.

- Nie patrz tak na mnie, ja nie spełniam życzeń, ja… ja pomagam marzyć. – pokręcił lekko głową, jakby rozmyślając nad tym wszystkim, co się wydarzyło – Poza tym chciałem Cię przeprosić. Przykro mi, że cierpiałeś. Mam nadzieję, że na te słowa jeszcze nie jest za późno. Ja naprawdę nie chciałem.

Windu, nagle sobie o czymś przypomniawszy, pogrzebał w kieszeni. Wyciągnął niedużą okrągłą rzecz, wytarł o płaszcz po czym rzucił Ravenowi. Który ją bez problemu złapał. W dłoni Kruka znajdowało się małe czerwono-zielone jabłko.

- Niewiele, to tylko mój podwieczorek – półelf uśmiechnął się smutno, widząc zdziwinie Rava.

Nie czekając na odpowiedź, przywódca Psiej Ligi ruszył przed siebie, gdzieś w kierunku obdartych z liści drzew.

- Gdzie idziesz? – usłyszał za sobą pytanie.

Odwrócił lekko głowę.

- Rozgościć się.

Nagle uderzył gwałtowniejszy powiew wiatru… i dookoła Rava nikogo nie było.


cdn jak wrócę z zajęć

_________________

Overcoming obstacles is my business. And business is good.



Avatar powstał dzięki uprzejmości tego .


Last edited by Windukind on Wed Mar 16, 2005 6:30 pm, edited 1 time in total.

Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Wed Mar 16, 2005 12:57 am 
Offline
User avatar

Joined: Sun Feb 01, 2004 8:49 pm
Posts: 1657
Location: Dark Side of The Man

_________________
A dark knight is sworn to power.
His heart knows only hatred.
His blade destroys his foes.
His word speaks what he desires.
His wrath brings ethernal damnation.


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Sat May 07, 2005 3:26 pm 
Offline
User avatar

Joined: Fri Oct 03, 2003 9:40 pm
Posts: 921
Kap kap kap….

Mroczne niebo. Małe, karłowate istoty ludzkie przebiegają prze ulice, starając się znaleźć schronienie przed deszczem. Centrum miasta, tłum, mijających się, samotnych postaci, ponure miny patrzące gdzieś w bok, unikające wzroku. Wśród nich on, oddzielony aurą od reszty, ustępują mu z drogi. Idzie pewnie, wyprostowany z podniesioną głową, przeświadczony o własnej wyjątkowości. Wzrok skupił gdzieś przed sobą. Nie cierpi mazgai. Windukind, przywódca Psiej Ligi. W czarnym płaszczu i z czerwonym szalikiem powiewającym przy podmuchach wiatru. Krople deszczu spływają, po jego bujnych ciemnych włosach.

Wśród wszechogarniającej ciszy wyłapuje swymi elfimi uszami ledwo dosłyszalną pieśń. Pieśń ulicy, tak jak lasy posiadają swe pieśni, jak morza i góry, jak wszystko, co żyje. Słyszy uderzenia kijów, szczęk pokryw od śmietników, skomlenie psa, szum rynsztoku, jęk przekleństwo, prośbę o jałmużnę. Widzi brudne twarze patrzące się z zaułków, oczy szpiegujące zza firan, smutne minki dzieci, usta otwarte w krzyku rozpaczy, zaschnięte łzy na policzkach . Oni wszyscy śpiewają jakąś pieśń…

Po krótkim namyśle, zakłada słuchawki od mini disc playera. Nie wyciągając ręki z kieszeni, manipuluje pilotem.. Pik, pik, nie to, pik, pik to też nie, pik.. to brzmi, jak to…


Skin head, dead head
Everybody gone bad
Situation, aggravation
Everybody allegation
In the suite, on the news
Everybody dog food
Bang bang, shock dead
Everybody's gone mad


Tyle problemów: dyskryminacja, niezrozumienie, samolubność, ignorancja, zdrada…. A tak naprawdę jedna rzecz jest ważna…


All i wanna say is that
They don't really care about us
All i wanna say is that
They don't really care about us



Jego krok stał się bardziej płynny, przymknął na chwilę powieki, aby wsłuchać się dokładniej… czego w tym wszystkim brakuje, przystanął… otworzył oczy, podniósł głowę i spojrzał na zachmurzone niebo…

Beat me, hate me
You can never break me
Will me, thrill me
You can never kill me
Do me, sue me
Everybody do me
Kick me, strike me
Don't you black or white me



..nadzieja.

Tell me what has become of my rights
Am i invisible because you ignore me?



Kap kap kap..

Wspiął się po odpadającej drabince na dach starej, betonowej kamienicy, gdzie szczury żyją na równi z ludźmi. Czy jedna osoba może zrobić różnicę? Spostrzega komin, z którego wydobywa się słaby dym… Blacha na nim jest trochę odgięta, a jej krawędzie poszarpane. Podchodzi spokojnie i chwyta jedną ręką za róg blachy. Zaciska zęby i odwraca głowę. Gwałtowny ruchem szarpie ręką. Z rany wypływa obficie krew. Zaciska pięść i czyni to samo z drugą dłonią. Czasem to musi boleć. Ewentualnym zakażeniem się na razie nie martwi. Najważniejsze to ignorować teraz ból. Spogląda jeszcze raz na miasto. Na nieliczne światła.

Skinhead, deadhead
everybodys gone bad
situation, speculation
everybody litigation
beat me, bash me
you can never trash me
hit me, kick me
you can never get me


Wbija palce jak najmocniej w rany, żeby wydobyć jak najwięcej krwi. Stając w rozkroku, obrysowuje nią dookoła siebie okrąg. Następnie przykłada obydwie dłonie do twarzy i odciska ich kształty na twarzy. Oznaka wojownika. Uśmiecha się lekko do siebie. W jego oczach płoną iskierki. Zmienia pozycję, staje wyprostowany, kostki obok siebie, ustawia w ręce w znak (złożona pięść, w otwartej dłoni). Zamyka oczy….. wiatr zrywa , rozwiewa jego włosy, unosi poły płaszcza. Czas zacząć inkantację… Powoli zaczyna tańczyć. Przyśpieszając, co chwila, wkładając więcej energii…tańczyć ze świadomością, że nikt nie patrzy.

all i wanna say is that
they don't really care about us
all i wanna say is that
they don't really care about us


Gdzieś w jednym z okien, jedynego, wyższego budynku w okolicy, starzec o pomarszczonej twarzy przygląda się temu zjawisku. Od dwudziestu lat nie wyszedł ze swojej klitki. Przygląda się młodości, szalejącej na dachu….pod …gwieździstym niebem… Zrywa się wichura…

Wszystkie cztery…wzywam was…

Boreasz/ z północy
Notos/ z południa
Zefir/ z zachodu
Apeliotesz/ ze wschodu

Zaklinam was..


Opada wyczerpany na jedno kolano, podpierając się jedną ręką. Pot spływa mu po twarzy, dłonie stają się chłodne od utraty krwi.. Lekko kręci mu się w głowie. Z trudem podnosi się. Udało się. W czarnej pokrywie chmur, jest dziura, prze którą widać gwiazdy….Próbuje się śmiać. Jednak nagle słyszy czyjś chichot za sobą. Zerka przez ramię…gdzieś dalej w mrok, gdzie świeci się para oczu.

- Szlag, już? Akurat teraz?

Jeśli się ruszy, to coś pójdzie za nim, w takim razie gdzie ..nad dachami miasta widać, wystające wieże katedry. Azyl.

- Nie zawiedź mnie – szepcze sam do siebie.

Luzuje mięśnie, pochyla się bezwładnie do przodu…i rusza biegiem… dach poniżej, balkon, rynna… ulica…pędzi ile sił w nogach, świetnie biega, bez problemu omijając stojące postacie…. Jakieś dziecko woła matkę, aby spojrzała na niebo, ktoś przestaje się kłócić, jakiś chłopak mówi dziewczynie, że jej oczy przypominają te gwiazdy. Marny komplement, ale i tak dostaje buziaka. Czy liczą się słowa? To coś podąża za nim górą.

all i wanna say is that
they don't really care about us
all i wanna say is that
they don't really care about us


Jeszcze parę uliczek i parę skrętów, dobiega do wrót katedry. Chwyta mosiężną kołatkę i uderza w drzwi…

- Otwierać w imieniu Boga.

Cisza … łomocze jeszcze raz.. nic..

- Uh…

Obraca się i opiera plecami o wrota… Mrok zbliża się nieubłaganie.

_________________

Overcoming obstacles is my business. And business is good.



Avatar powstał dzięki uprzejmości tego .


Last edited by Windukind on Thu Jan 19, 2006 1:12 am, edited 1 time in total.

Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Sun Aug 14, 2005 4:05 pm 
Offline
User avatar

Joined: Mon Feb 16, 2004 10:11 pm
Posts: 1132
Location: Nie pamiętam
‘Serce – to taki obrzydliwy mięsień położony po lewej stronie ludzkiego organizmu, który między innymi dzięki niemu funkcjonuje. Pompuje on życiodajny płyn, krew, dosięgający tak wielu zakamarków przepełniając je energią do pracy. To chyba jedyny i zarazem największy plus posiadania go w sobie. A co, jeśli ktoś jest martwy i tego nie potrzebuje? Może by tak wyciąć?...Istnieje tak wielka ilość minusów, jaką niesie ze sobą posiadanie tego kawałka mięsa..oczywiście w wymiarze metafizycznym, duchowym, emocjonalnym..’

Śmierć znów pojawiła się na Wzgórzu. To miejsce, mroczne, potęgujące gorycz i smutek odwiedzającego działa na nią, jak magnez na metal, jak światło na ćmy, jak woda na spragnionych.. Na przytłaczającym niebie kłębiły się burzowe chmury, ciemne, groźne i zwiastujące niebywałą jak na to miejsce ulewę. Płaszczem kobiety bawił się swawolny, figlarny, ale i niezwykle agresywny wiatr. Śmierć odgarnęła włosy z czoła i ruszyła po zaschniętej trawie w stronę ulubionego drzewa. Nad wyraz wysokie wydawało się być najbardziej doświadczone ze wszystkich. Aż dziw bierze, że nie ma na sobie pęknięć wywołanych piorunami i że tak silny wiatr nie jest w stanie go przewrócić. Stoi tak monumentalnie i pnie się w górę, jakby wskazywało, że tam w górze..tak, tam daleko znajduje się istota, która stworzyła to miejsce, by ulżyć lub potęgować cierpienie swoich dzieci. W tym momencie rozpadało się na dobre. Kobieta jakby bezmyślnie i nieprzezornie usiadła pod tym najwyższym drzewem na Wzgórzu. Jakby czekając na piorun, który nie boi się śmierci.. który jest w stanie unicestwić nawet ją. Spojrzała w górę. Deszcz zmywał jej makijaż z oczu. Wyglądała teraz niczym w masce błazna.

- szlag by trafił te tanie kredki do oczu – wycedziła psując sobie klimat chwili

Spuściła głowę w dół i zaczęła przyglądać się swoim dłoniom. Obracała je zerkając to na wewnętrzne to na zewnętrzne ich strony.

„Takie istoty powinny być wyprute z odczuć. Bo i po co im one? Z jednej strony potrzebny jest nam rozsądek, logika i poczucie obowiązku. Słuszność sprawy, sprawiedliwość ..ale przywiązanie, potrzeba czułości a przede wszystkim ta przeklęta miłość powinny być zapieczętowane. Nie powinno ich być w ogóle. To bardzo przeszkadza w egzystencji.’

Na rozłożonym na zeschłej ziemi płaszczu pomiędzy fałdami uformowały się kałuże. Śmierć spojrzała na nie mętnym wzrokiem i od niechcenia strzepała obie strony. Podkuliła nogi i objęła kolana. Zamknęła oczy. Ciemność.

Ciemność.

I tak powinno być. Pustka, ciemność..a z nią Logika i przeklęty Rozsadek

- Hej, śmierci!
- huh? – Saovine w wielkim wysiłku uniosła głowę i z na w pół otwartymi oczami zaczęła się rozglądać. W zasiegu jej wzroku niczego nie było, więc wróciła do nieniosącego niczego pożytecznego dumania.
- Za tobą
- to podejdź tak, żebyś stał przede mną durniu – wycedziła

Postać wzruszyła ramionami i znalazła się naprzeciw śmierci.

- ach, to tylko ty, Przeznaczenie.
- dzięki, ja też cię lubię kostucho – Fate kucnął trzymając zniszczony i postrzępiony parasol nad swoja głową ..przyglądał się jej
- bawi cię to?
- co?
- ja pod tym drzewem, na tym terenie.
- nie. To absolutnie normalny a już na pewno przewidywalny widok
- przyszedłeś tu, żeby mnie dobić?
- hmm – Fate uśmiechnął się krzywo – można to tak nazwać. Póki co wyglądasz tak marnie, że mam wrażenie, iż powinienem się zastanowić nad Trzynastą
- po moim tru!! – śmierć uniosła energicznie głowę - ..eh.. nie prowokuj mnie tak
- He he he ..to zawsze działa. Weź się w garść, tyle ci powiem. Już pewnie twój widok w tym miejscu zbrzydł błąkającym się tu depresjom.
- gówno mnie to za przeproszeniem twoim mać obchodzi – Śmierć zaczęła się nieskładnie podnosić z miejsca. Nie obyło się bez poślizgnięcia. Fate chciał jej pomóc, ale tylko go odepchnęła. Omal nie poleciał w kałużę błota
- hola hola, ostrożnie czarna damo..pobrudzisz mi strój
- daj mi jaśnie elizejski spokój

Fate uśmiechnął się tym razem drwiąco i zniknął jej sprzed oczu.

„Ma rację, rozklekotałam się…Trzeba się pozbierać i spojrzeć Sercu w oczy. Niech się kurwa boi, może je sobie wytne’.

Saovine poprawiła płaszcz. Włosy zaczesała dłońmi do tyłu, jeden niesforny włosek łaskotał ją w środek czoła. Deszcz zmył z jej twarzy maskę błazna..ale wciąż tylko tą zewnętrzną, póki co…

_________________
Image
Image


Top
 Profile  
 
Display posts from previous:  Sort by  
Post new topic Reply to topic  [ 12 posts ] 

All times are UTC + 1 hour


Who is online

Users browsing this forum: No registered users and 0 guests


You cannot post new topics in this forum
You cannot reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot post attachments in this forum

Search for:
Jump to:  
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group