Kap kap kap….
Mroczne niebo. Małe, karłowate istoty ludzkie przebiegają prze ulice, starając się znaleźć schronienie przed deszczem. Centrum miasta, tłum, mijających się, samotnych postaci, ponure miny patrzące gdzieś w bok, unikające wzroku. Wśród nich on, oddzielony aurą od reszty, ustępują mu z drogi. Idzie pewnie, wyprostowany z podniesioną głową, przeświadczony o własnej wyjątkowości. Wzrok skupił gdzieś przed sobą. Nie cierpi mazgai. Windukind, przywódca Psiej Ligi. W czarnym płaszczu i z czerwonym szalikiem powiewającym przy podmuchach wiatru. Krople deszczu spływają, po jego bujnych ciemnych włosach.
Wśród wszechogarniającej ciszy wyłapuje swymi elfimi uszami ledwo dosłyszalną pieśń. Pieśń ulicy, tak jak lasy posiadają swe pieśni, jak morza i góry, jak wszystko, co żyje. Słyszy uderzenia kijów, szczęk pokryw od śmietników, skomlenie psa, szum rynsztoku, jęk przekleństwo, prośbę o jałmużnę. Widzi brudne twarze patrzące się z zaułków, oczy szpiegujące zza firan, smutne minki dzieci, usta otwarte w krzyku rozpaczy, zaschnięte łzy na policzkach . Oni wszyscy śpiewają jakąś pieśń…
Po krótkim namyśle, zakłada słuchawki od mini disc playera. Nie wyciągając ręki z kieszeni, manipuluje pilotem.. Pik, pik, nie to, pik, pik to też nie, pik.. to brzmi, jak to…
Skin head, dead head Everybody gone bad Situation, aggravation Everybody allegation In the suite, on the news Everybody dog food Bang bang, shock dead Everybody's gone mad
Tyle problemów: dyskryminacja, niezrozumienie, samolubność, ignorancja, zdrada…. A tak naprawdę jedna rzecz jest ważna…
All i wanna say is that They don't really care about us All i wanna say is that They don't really care about us
Jego krok stał się bardziej płynny, przymknął na chwilę powieki, aby wsłuchać się dokładniej… czego w tym wszystkim brakuje, przystanął… otworzył oczy, podniósł głowę i spojrzał na zachmurzone niebo…
Beat me, hate me You can never break me Will me, thrill me You can never kill me Do me, sue me Everybody do me Kick me, strike me Don't you black or white me
..nadzieja.
Tell me what has become of my rights Am i invisible because you ignore me?
Kap kap kap..
Wspiął się po odpadającej drabince na dach starej, betonowej kamienicy, gdzie szczury żyją na równi z ludźmi. Czy jedna osoba może zrobić różnicę? Spostrzega komin, z którego wydobywa się słaby dym… Blacha na nim jest trochę odgięta, a jej krawędzie poszarpane. Podchodzi spokojnie i chwyta jedną ręką za róg blachy. Zaciska zęby i odwraca głowę. Gwałtowny ruchem szarpie ręką. Z rany wypływa obficie krew. Zaciska pięść i czyni to samo z drugą dłonią. Czasem to musi boleć. Ewentualnym zakażeniem się na razie nie martwi. Najważniejsze to ignorować teraz ból. Spogląda jeszcze raz na miasto. Na nieliczne światła.
Skinhead, deadhead everybodys gone bad situation, speculation everybody litigation beat me, bash me you can never trash me hit me, kick me you can never get me
Wbija palce jak najmocniej w rany, żeby wydobyć jak najwięcej krwi. Stając w rozkroku, obrysowuje nią dookoła siebie okrąg. Następnie przykłada obydwie dłonie do twarzy i odciska ich kształty na twarzy. Oznaka wojownika. Uśmiecha się lekko do siebie. W jego oczach płoną iskierki. Zmienia pozycję, staje wyprostowany, kostki obok siebie, ustawia w ręce w znak (złożona pięść, w otwartej dłoni). Zamyka oczy….. wiatr zrywa , rozwiewa jego włosy, unosi poły płaszcza. Czas zacząć inkantację… Powoli zaczyna tańczyć. Przyśpieszając, co chwila, wkładając więcej energii…tańczyć ze świadomością, że nikt nie patrzy.
all i wanna say is that they don't really care about us all i wanna say is that they don't really care about us
Gdzieś w jednym z okien, jedynego, wyższego budynku w okolicy, starzec o pomarszczonej twarzy przygląda się temu zjawisku. Od dwudziestu lat nie wyszedł ze swojej klitki. Przygląda się młodości, szalejącej na dachu….pod …gwieździstym niebem… Zrywa się wichura…
Wszystkie cztery…wzywam was…
Boreasz/ z północy
Notos/ z południa
Zefir/ z zachodu
Apeliotesz/ ze wschodu
Zaklinam was..
Opada wyczerpany na jedno kolano, podpierając się jedną ręką. Pot spływa mu po twarzy, dłonie stają się chłodne od utraty krwi.. Lekko kręci mu się w głowie. Z trudem podnosi się. Udało się. W czarnej pokrywie chmur, jest dziura, prze którą widać gwiazdy….Próbuje się śmiać. Jednak nagle słyszy czyjś chichot za sobą. Zerka przez ramię…gdzieś dalej w mrok, gdzie świeci się para oczu.
- Szlag, już? Akurat teraz?
Jeśli się ruszy, to coś pójdzie za nim, w takim razie gdzie ..nad dachami miasta widać, wystające wieże katedry. Azyl.
- Nie zawiedź mnie – szepcze sam do siebie.
Luzuje mięśnie, pochyla się bezwładnie do przodu…i rusza biegiem… dach poniżej, balkon, rynna… ulica…pędzi ile sił w nogach, świetnie biega, bez problemu omijając stojące postacie…. Jakieś dziecko woła matkę, aby spojrzała na niebo, ktoś przestaje się kłócić, jakiś chłopak mówi dziewczynie, że jej oczy przypominają te gwiazdy. Marny komplement, ale i tak dostaje buziaka. Czy liczą się słowa? To coś podąża za nim górą.
all i wanna say is that they don't really care about us all i wanna say is that they don't really care about us
Jeszcze parę uliczek i parę skrętów, dobiega do wrót katedry. Chwyta mosiężną kołatkę i uderza w drzwi…
- Otwierać w imieniu Boga.
Cisza … łomocze jeszcze raz.. nic..
- Uh…
Obraca się i opiera plecami o wrota… Mrok zbliża się nieubłaganie.
_________________
Overcoming obstacles is my business. And business is good.
Avatar powstał dzięki uprzejmości tego .
Last edited by Windukind on Thu Jan 19, 2006 1:12 am, edited 1 time in total.
|