Portal nie był zbyt stabilny. Czerwona posoka wydobywająca się z niego ciskała gromami na lewo i prawo, „tunel” kręcił się i wyginał na wszystkie strony, niczym wir tornada, prymitywne rusztowanie na którym był umieszczony portal chwiało się niepewnie.
Zresztą... nic innego być nie mogło. Całą technologię szlag trafił po totalnej destrukcji Raflika, a energia jaka wytworzyła się po kataklizmie całkowicie uniemożliwiała wytworzenie portali czysto magicznych... Ironią losu brama wymiarowa pół-magiczno pół-techniczna była najbezpieczniejszym w danej chwili przejściem...
- Czy uda się? – Krzyknęła nieco niewpewna Vandel, starając się aby ryk wydobywający się z „urządzenia” nie zagłuszył jej słów.
- Musi się udać. Nie ma innego wyjścia – zapewnił Ceres, stojący pośrodku trzyosobowej grupy, aczkolwiek złośliwi mogliby stwierdzić że kolana lekko się pod nim uginały.
- Dobra... niema czasu do stracenia... ruszamy – Powiedziała Lilly, poprawiając gogle i chwytając mocniej za paski od plecaka, w którym znajdowały się rzeczy „niezbędne do przeżycia” oprócz butelki spirytusu, którą to zauważyła przy sprawdzaniu rzeczy, i mimo usilnych błagań Ceresa i Vandel wyrzuciła... Chwyciwszy mocniej plecak ruszyła pewnym krokiem w stronę portalu, i znikła za krwistą posoką.
- Ech... – westchnął Ceres – Dziwnie się czuję, idąc tam bez niezliczonej armii wspartej flotyllą, czy jako spec od zadań specjalnych, tudeż testów... ale cóż... jak mus to mus... – Zawiesił na chwilę głos, poczym wyraźnie powiedział – Na Shiroue! - i znikł w portalu
- ... po pomoc. – dokończyła za niego Vandel, poczym również weszła w bramę.
Wcześniej...
Wbrew pozorom armia CA dowodzona przez Raflika, a więc nieoficjalna armia Anty-WiP-u była dosyć dobrze zorganizowana. Szybko utworzono placówki medyczne i punkty opatrunkowe. Oczywiście nie zdołano uratować wszystkich, ale za to że pomogli niektórym, zasługują na słowa pochwały.
- Ej ty... narrator... Chrzań się swoją pochwałą i polewaj tu nam czymś mocnym... Tylko nie spirytusem salicylowym bo mam go powyżej dziurki w odbycie...
Achem... wracając do linii fabularnej... Ceresa szybko odtransportowano gdzie trzeba. Również nieprzytomną Lilly otoczono opieką medyczną. Po jakimś czasie oboje odzyskali przytomność, i Vandel zapoznała się z nieznajomą, wcześniej wyjmując z korpusu AMV pewną czarną skrzynkę i symbolicznie go grzebiąc. Po kilku dniach odpoczynku przyszła pora na zastanowieniem się „Co Dalej?”
- Trzeba coś z tym fantem zrobić – Powiedział w zadumie Ceres, opierając podbródek o oparcie krzesła, które ustawił „tyłem do przodu”
- Trzeba znaleźć winnych całego zamieszania i urwać im jaja... – Vandel krążyła nerwowo po namiocie, ciskając gniewnym wzrokiem od czasu do czasu na lewo i prawo. - ... Mówię wam.. to był jakiś spisek. Raflik był równie zdezorientowany co ja, kiedy tamta kobieta się pojawiła, a po spotkaniu wyszedł taki odmieniony... i ten diadem... potworność... -
- Ale cóż możemy zrobić? – zapytał smętnie Ceres – Jesteśmy rozbici.. nie mamy sprzętu, na pomoc innych Chaotików nie mamy co liczyć, nie mamy pojęcia kto za tym stał, ani gdzie jest teraz...-
- Mamy... – Vandel przerwała mu, i położyła na stoliku lekko zdewastowany czarny dysk. – AMV-owi udało się namierzyć skąd pochodziła owa „zjawa” lecz niestety nie zdołał przekazać mi tej informacji... -
- No dobra... – Generał wziął dysk w rękę i pooglądał go chwilę - ...ale my nie mamy ani sprzętu aby to odczytać, ani tego ze skoro już odczytamy dane, to dostaniemy się tam gdzie trzeba... jesteśmy sami... nie damy rady! -
- A może by tak... – Po raz pierwszy odezwała się Lilly, siedząca na podłodze i trzymająca się za kolana -... poprosić o pomoc? – Spojrzała pełnym nadziei wzrokiem na parę Generałów.
- Ale kogo? Na „naszych” nie ma co liczyć.. a „reszta” to potencjalni wrogowie, którzy podłożyli nam te świnię... – Zrispotował Ceres
- Nie wszyscy! Jest ktoś, kto na pewno tego nie uczynił... Jest jedna organizacja która jest całkowicie poza podejrzeniem... Miała ciebie i mnie w garści, ale nas wypuściła, nie czyniąc nam krzywdy... – podróżniczka mówiła z ogromnym zapałem i wiarą w głosie...
- Taaaa... akurat... pewno tak nam przeczyścili umysły iż jestem pewny, że muszę zmienić hasło do moich filmów porn-erghm-ahhem... bo mi się jeszcze wkradną by sobie obejrzeć...
- Zaraz... o kim wy mówicie? Chyba nie macie na myśli... – Vandel niedowierzała, starała się odrzucić tę namolną myśl...
Po burzliwej debacie, i zanalizowaniu wszystkich za i przeciw, grupa zdecydowała... Ruszają do Psiej Ligi. Dzięki kontaktom Lilly wyciągną informację z dysku, oraz przygotowują się na wyprawę w celu urwania jaj winowajcom...
- Psst... Vandel
- Czego Ceres?
- A jeśli to będą kobiety???
- ... Zamknij się, dobra? ... EJ Lilly... zostaw te flaszkę w spokoju! proszę!!!
(Dalsza część przygody – niebawem)
_________________ " Zobaczyłem Raflika....
*poke*
Dotkłem Raflika.....
...
Moge juz umrzec" Bokler
Morgana's Parapetowa 16 Feb 07
|