Xeny penetrowały miasto, nie było tu zbyt wielu fortyfikacji, kamienny mur, wysoki na siedem metrów i co pewien czas ustawione baszty. Zresztą ataki na to miejsce nie zdarzały się zbyt często, niewielu armiom chciało się wspinać kilkanaście kilometrów przez puszczę a potem moczary i kamieniste równiny, aby przekroczyć granicę chmur i zaatakować siedzibę Psiej Ligi. Tym bardziej, że wszystkie te próby kończyły się porażką. Samo miasto wyglądało jak żywcem wyjęte z początku XIX wieku. Posiadano tu już elektryczność, budynki były wysokie, wielopiętrowe, a uliczki oprócz głównych dosyć ciasne. Starano się wykorzystać każde miejsce tak efektywnie jak się tylko dało, jednocześnie dbając o wygląd. Z ważniejszych miejsc można by wymienić: ogromne i jednocześnie przepiękne sukiennice, gdzie kupcy z całej Shiroue zjeżdżali się przywożąc próbki swych towarów, dwór Sanea, gdzie spotykała się inteligencja z okazji różnych ważniejszych wydarzeń, cztery wysokie strzeliste wieże portu statków podniebnych, zielony park z muszlą koncertową, tarasami i pięcioma stawami oraz obserwatorium, uniwersytet i osobno postawiony wydział magii. Wciąż trwały wzmożone prace nad rozbudową katedry i panteonu, siedzib kapłana Psiej Ligi. Wyglądało na to, że oba te obiekty mają przyćmić wszystko inne swoją wspaniałością. Do zamku Xenom już nie udało się dotrzeć, prowadził do niego tylko jeden most z drugiego wierzchołka góry i jakaś magiczna bariera powodowała zakłócenia w pracy kamuflaży.
Sandrze i Matowi wskazano osobne dormitoria. Komnaty były spore, ocieplane kominkami, mieściły po sześć łóżek, ale i tak każdy miał sporo miejsca dla siebie. Niedaleko paleniska ustawione były sofy, stolik i drewniane krzesła. Zeszli na obiad. W jadalni znajdowało się ponad czterysta osób, były tu trzy osobne stoły kolejno dla Achariosów, Telestai i Hequitai oraz jeden mniejszy, ustawiony u szczytu pozostałych, przeznaczony dla Lawagetasów, ale ci z racji powagi pełnionych funkcji rzadko mieli możliwość jedzenia z pozostałymi Psio Ligowcami. W sali szumiało od rozmów, szczególnie dużo się działo przy stoliku adeptów. Większość z nich wypełniał entuzjazm i nierzadko też obawy. W stronę tej grupki skierowała się dwójka przybyszów. Do stołu stale donoszono potrawy. Wybór był spory, zresztą musiał z racji wielorasowego towarzystwa. Nagle po pomieszczeniu rozniosły się głośne uderzania metalowej końcówki laski o kamienną podłogę. Rozmowy z wolna przycichły. Przy stole Achariosów pojawiło się dwóch ubranych w oficjalne stroje przewodników. Jeden z nich podniósł rękę, dając znać pozostałym, że chce mówić.
- Witam wszystkich nowicjuszy – głos mężczyzny był wyraźny, wzmacniany dodatkowo przez odpowiednią akustykę sali - życzę udanego przejścia poszczególnych prób i okresu wstępnego. Tych, co dopiero przybyli chciałbym poinformować, że w czasie obiadu zostaną wam rozdane wasze przydziały oraz miejsce spotkania. Proszę spakujcie najpotrzebniejsze rzeczy, godzinę po obiedzie opuścicie zamek razem z waszymi drużynami i przydzielonymi wam przewodnikami. Smacznego i powodzenia.
Mężczyzna kiwnął zebranym głową i odszedł. Dokładnie jak zniknął z zasięgu wzroku znów wybuchła wrzawa. Kilka minut później rozdano wszystkim pergaminy z przydziałami. Mat, wcześniej wytarłszy ręce w serwetkę, zerwał pieczęć i rozwinął swój.
Pewna nadmorska siedziba jednego z możnych Hanzy. Niewielki dworek znajdujący się na skalach. Zwykle nadzwyczaj pogodny Lord Ilvean teraz w skupieniu przyglądał się zebranym postaciom. Ganganie chcieli rozwiązać sprawę, Feniksjanie byli lekko poirytowani, Hanza była zła, a Myrmidianie przyszli tu robić interesy. Piratom udało się zdobyć pewną sławę, która jednak miała też swoje złe strony.
- Doskonale rozumiem panów – flota ponad dwudziestu statków pirackich, którym przeważająca część okrętów na planecie nie była w stanie uciec, spowodowała, że większość kupców bała się wychylić nos poza port. Straty w handlu każdego dnia było ogromne – nasza organizacja również odczuwa te dolegliwości z pojawienia się nowego zagrożenia, jednakże trzeba się zastanowić, jakie zyski przynieś mogą nam dalsze poczynania i czy lekarstwo nie będzie gorsze od choroby. Naszym szpiegom udało się ustalić, że korzystano z usług przewoźników AntyWipu. Wprawdzie jest wiele sprzecznych informacji, ale to już budzi niepokój.
- Lordzie – odezwał się przedstawiciel Hanzy, ubrany wielokolorowy strój - moi senior powiedział dokładnii, moi mu przynieść głowę jednego z tych pirackich szuja – wskazał na naszkicowane portrety trojga rabusiów - i nasz sztyletio, wtedy poczuje spokói – może wyglądał na lekko dziwacznie, ale nie przysłano tu dyletantów.
Reszta osób poczęła kiwać głowami. Chyba za wyjątkiem przedstawiciela Myrmidian. Jego ród robił interesy z Feniksjanami i Psią Ligą, dziś przybył tu, aby sprzedać zebrane informacje i zaoferować pomoc. Na leżącej na stole mapie zaznaczono miejsca gdzie widziano flotę lub statki powietrzne. Pojedyncze małe punkciki tworzyły coraz mniejsze kręgi.
Zbliżał się wieczór. Niewielkie grupki adeptów maszerowały przez gigantyczny las. Wielu z nich nigdy wcześniej tu nie było, ale nie mieli się, czego obawiać. Gdzieś tam wyżej czujne oczy elfach scoutów strzegły ich bezpieczeństwa. Po pewnym czasie achariosi, którzy nie należeli do Kłów zatrzymali się przy ukrytych w gęstwinach, zbudowanych w stylu japońskim, drewnianych domkach. Tu rozpaliwszy ogniska mieli spędzić parę następnych noclegów. Zbrojne ramie Psiej Ligi udało się zaś dalej w góry. Zatrzymali się raz przy źródle, z którego polecono im nabrać wody do manierek. Następny postój nastąpił dopiero o zachodzie słońca w jakiś pradawnych ruinach. Po kilku godzinach marszu naprawdę szybkim tempem mieli dość. Osobnik najstarszy stopniem kazał im usiąść w półkolu przed sobą. Zrzucili plecaki i wykonali polecenie. Ostatnie promienie słońca malowały niebo na czerwono.
Dowodzący Hequtai odpiął pelerynę, po czym położywszy ją na plecaku stanął naprzeciwko adeptów.
- Mniej więcej wiecie już kim jestem, wiecie też, co was czeka przez najbliższe parę miesięcy. Dziś chciałbym przekazać wam słowa, które ja usłyszałem jakiś czas temu. Są one szczególnie ważne, bo jestem pewien, że wielu z was wciąż nie wie, na co się zdecydowało zapisując się do Kłów. Wysłuchajcie mnie, a może czas, jaki tu spędzicie, nie pójdzie na marne.
Zrobił krótką przerwę.
- Kły są zupełnie odstającą częścią Psiej Ligi. Jesteśmy, aby służyć innym. Aby nieść im pomoc, aby ich chronić. Nasze życia są tyle warte, ile życie ludzi, których strzeżemy. Tu nie ma miejsca na nieodpowiedzialność. Przysiągłem zrobić wszystko co w mojej mocy, aby wysłać pomoc każdemu Psio Ligowcowi, który znajdzie się w potrzebie i nie mam zamiaru złamać słowa przez jakąś bandę nieudaczników. To właśnie dzięki nam tysiące członków Psiej Ligi wykonuje teraz swoje misje gdzieś we wszechświecie, mając poczucie bezpieczeństwa, wiedząc, że w razie potrzeby znajdziemy ich i odeślemy na Shiroue. To świadomość naszej obecności daje im odwagę robić rzeczy, których nikt inny by się nie podjął. Podczas służby będziecie wykonywali najróżniejsze misje, eskortowali dyplomatów i statki kupieckie, odbijali jeńców, zabezpieczali potężne artefakty, przeprowadzali chirurgiczne ataki we wrażliwe punkty naszych przeciwników. I nie będziecie do tego mieli zabawek Agendy, ani hord CA czy flot Zgromadzenia. Będzie was prawdopodobnie tylko siedmiu i to czy wam się uda, będzie zależało całkowicie od was i waszych umiejętności. Z dnia na dzień będziecie przenoszeni w innej miejsce uniwersum. Nie chcę, abyście rezygnowali z planów na życie… ale nie róbcie zakładów, gdzie jutro będziecie. Szanujcie dni, bo każdy kolejny może być waszym ostatnim. W zamian za to, będzie wzbudzali respekt gdziekolwiek się pojawicie. Dostaniecie jednych z najlepszych nauczycieli i ekspertów, a oni wycisną z siebie i was ostatnie poty, aby przekazać wam swoją wiedzę oraz umiejętności. Nauczycie się, że to wy władacie mieczem, a nie miecz wami. Jesteś bardziej wartościowi niż wasza broń. Zastanówcie się jeszcze raz czy na pewno się na to zdecydowaliście. Jeśli ktoś właśnie zmienił zdanie, droga wolna. I tak nie wszyscy z was zostaną przyjęci do Kłów.
Hequetai dał im chwilę do namysłu, nikt jednak nie zmienił zdania.
- Rozejrzyjcie się, kiedyś była tu wieża. Wieży już tu nie ma. Potem była tu arena. Areny też już tu nie ma. Kiedyś dwie potężne armie stoczyły tu wielką bitwę. Armii już nie ma… ale pozostał duch tego miejsca… i nie w ruinach, które się tu zachowały, lecz w was.
Achariosi zaczęli rozglądać się po sobie.
- Duch jest waszym mieczem, wasze doświadczenie zaś będzie kamieniem, który go wyostrzy. Od jutra zaczynamy ostrzyć miecze.
_________________
Overcoming obstacles is my business. And business is good.
Avatar powstał dzięki uprzejmości tego .
Last edited by Windukind on Tue Aug 15, 2006 11:04 am, edited 1 time in total.
|