Stypa trwała w najlepsze. Złośliwi powiedzieliby, że właściwie był to po prostu wielki bankiet, bez żadnej symbolicznej nawet wymowy. I nie byliby znów wcale aż tak dalecy od prawdy w tym stwierdzeniu. Zapewne wiele osób spośród obecnych doceniało przede wszystkim fakt, że mogły się najeść i napić za darmo, jak to na stypach bywa, nie zaś to, jaki hołd złożono zmarłemu. Mogliby zapewne nawet znaleźć się tacy, którzy nie bardzo wogóle mięli pojęcie, po co tu trafili, więc obżerali się, z braku lepszego zajęcia. Niewątpliwie jednak całość wydarzenia utrzymano w cichej, pełnej spokoju i zadumy atmosferze. Większość gości zbiła się w mniejsze i większe grupki, prowadząc przyciszonymi głosami ożywione dyskusje. Większość z nich dotyczyła Chimerii, która dopiero co sięgnęła po władzę. Rozprawiano o jej ewentualnych projektach i pomysłach, a także kierunku, jaki mogłoby obrać Chaotic Alliance pod jej dowództwem. Zdażały się też, przede wszystkim w męskim towarzystwie, mniej poważne dyskusje o jej urodzie, czy spekulowanych, ocenianych wprawnym okiem wymiarach. Wielu zastnanawiało się, co stało się z Górskim Smokiem, skoro nie znaleziono nigdy ciała, ani też nie zlokalizowano żadnych śladów jego duszy. Nieliczne osoby stroniły od jakiegokolwiek towarzystwa. Wśród nich były fioletowłosa wampirzyca Xellas i kasztanowłosa smoczyca Ajari, siostra zmarłego i od paru dni królowa Górskich Smoków. Obie, jako jedne z nielicznych, zaczynały przeczuwać nadchodzącą wielkimi krokami burzę.
W pewnej chwili wokół krateru, który pozostał po odejściu zielonowłosego w miejscu, gdzie dawniej stała Akademia, zaczęły zapalać się średniej wielkości i naturalnej barwy ogniki. Było to dość, by przyciągnąć uwagę zebranych, przekonanych, iż jest to jedynie kolejnych punkt programu w oszałamiającym spektaklu, jakim był pogrzeb. Nikt nie zwrócił nawet uwagi na to, że zamilkł nawet niezmordowany Dan Kerai i obecnie wpatrywał się w płomienie z wyrazem kompletnej dezorientacji, jakby to, co się właśnie działo, nigdy nie zostało przez niego zaplanowane. Ogniki uniosły się w powietrze i zaczęły wirować dookoła ogromnej dziury w ziemi, z początku bardzo powoli, z czasem coraz szybciej i szybciej. Na koniec wszystkie pomknęły w kierunku centrum zagłębienia, rozlewając płomienie po całym jego obszarze. Ziemia zaczęła płonąć, rozgrzewając się do czerwoności. Tłum cofnął się, odparty przez bijący od krateru żar. Magiczny ogień osiągał niezwykłe temperatury, które przemieniały grunt w szkło, przy wsparciu potężnych sił. Parę minut później dno i ściany krateru pokrywało lustrzane szkło. Ogień zmalał, wrócił do postaci drobnego płomyczka w centrum. Zebrani mogli znów zbliżyć się do kraawędzi i przejżeć w tafli gigantycznego lustra. Na ich szczęście wszyscy zdążyli w ostatniej chwili odskoczyć, gdy ogieńznów zapłonął i buchnął ogromnym słupem o średnicy zagłębienia wprost w górę, rozświetlając swym blaskiem nocne niebo na kilkanaście najbliższych minut. Widzowie biją brawa. Do czasu, aż wreszcie ktoś dostrzeże trzy lewitujące w pilarze płomieni postacie. Chimeria zauważyła je jako jedna z pierwszych, i zamarła, gdy jako jedyna zdała sobie sprawę, kim owe osobniki są. Gdy ogień wreszcie zgasły, trzy sylwetki opadły swobodnie, powoli, bez pośpiechu, na dno krateru. Dwie z nich należały do mężczyzn, jednego wysokiego, drugiego niskiego. Trzecia należała do kobiety. Gdy wreszcie postawili stopy na szklistej powierzchni, z miejsca, choć niespiesznie, ruszyli ku krawędzi zagłębienia. Całkowity spokój i powagę zachowali do czasu, w którym Caibre, bo to on byl jedną z postaci, poślizgnął się na szkle, zarył w nie głową i zaczął rzucać przekleństwa we wszelakich językac. Gdy wreszcie wydostali się na górę, rudzielec bez słowa skierował swoje kroki do najbliższego stołu z jedzeniem i pochłonął wszystko, co na nim stało, kompletnie ignorując zaskoczone spojżenia otaczających go istot. Prime w postaci elfki, w ramach zbierania informacji, wzbudzała sporą konsternacje, łapiąc napotkanych facetów za tyłki i całując niektóre kobiety, otoczone większym towarzystwem. Cisza nastała jednak dopiero gdy po błoniach Foorstin zaczęła kroczyć trzecia, ostatnia postać. Mimo rogów na głowie i nowego stroju, większość osób szybko zorientowała się, że albo ma zwidy i powinna pójść do lekarza, albo właśnie sam główny zainteresowany osobiście pojawił się na stypie towarzyszącej jego własnemu pogrzebowi. Szedł w całkowitym milczeniu, a wszyscy schodzili mu z drogi jak Morze Czerwone uciekało przed Mojżeszem. Gdy dotarł do tronu, na którym zasiadła Chimeria, z zadowoleniem mógł obserwować szeroko rozdziawione gęby i wielkie oczy większości członków Chaotic Alliance. Podszedł do stołu z winem, wziął puchar i nalazł sobie krwistoczerwonego trunku, po czym upił łyk, wznosząc wcześniej puchar w powitalnym geście w kierunku Xellas, jako jednej z nielicznych zupełnie nie zaskoczonej jego widokiem i szczerzącej radośnie wampirze kły.
- Cześć szefie. - Rzuciła z rozbawieniem.
Yuby obrócił się i jeszcze raz przyjżał wszystkim dookoła.
- No co się tak gapicie, jak wegetarianie na kabanosy. - Parsknął, uśmiechając się złośliwie.
Spojżał na Chimerię i posłał jej wiadomość telepatyczną, starannie unikając uwagi postronnych osób.
- Całkiem nieźle. Wygrałaś walkę o władzę. - Stwierdził z uznaniem. - A jesteś pewna, że tego właśnie pragniesz i że jesteś na takie wyzwanie gotowa? Bo ja swojego życia jeszcze nie skończyłem, i długo nie zamierzam kończyć.
_________________ Sometimes you just need to,
Level everything with the ground to,
Make room for all the things,
You wanted somehow,
|