[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 456: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 95: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 95: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 95: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 95: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/bbcode.php on line 95: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4246: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /includes/functions.php:3685)
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4248: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /includes/functions.php:3685)
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4249: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /includes/functions.php:3685)
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4250: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /includes/functions.php:3685)
Multiworld • View topic - Akademia Jedi

Multiworld

Nothing is impossible in the Multiworld
It is currently Thu Apr 03, 2025 10:45 pm

All times are UTC + 1 hour




Post new topic Reply to topic  [ 219 posts ]  Go to page Previous  1 ... 10, 11, 12, 13, 14, 15  Next
Author Message
 Post subject:
PostPosted: Tue Jul 18, 2006 1:19 am 
Offline
User avatar

Joined: Sat Apr 17, 2004 4:46 pm
Posts: 925
Location: Z krain, których nie ma na mapie.


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Tue Jul 18, 2006 10:17 am 
Offline
User avatar

Joined: Sat Apr 17, 2004 4:46 pm
Posts: 925
Location: Z krain, których nie ma na mapie.
-Nadszedł czas trudnych dla nas zmian. – powoli odwróciła się do zebranych.- Głównie dlatego, że nie mamy oparcia w tym, kto był tu silną ostoją. Pozostanie wiecznym bohaterem, a my udowodnimy że nie męczył się na próżno wpajając nam swoje zasady. Pociągniemy to dalej, w nie gorszym stylu. CA nie kończyło się na Yubie. Ono się na nim zaczynało. Organizacja nie skończy się wraz z jego śmiercią. Odbierzemy to, co należy do nas, uwieńczając działania odzyskaniem BOZa, czym ma się zająć generał Raflik.

Tłum zaczął szemrać. Wspomnienie o symbolu chaotów wywołało niemałe poruszenie.

-O tyle, o ile przyjdzie czas na pewną nowelizację, musicie pamiętać o tym kim jesteście i co reprezentujecie. Owszem, chaoci działają spontanicznie. Siejemy chaos, zamęt i dla zabawy rzucamy trzykilometrowymi statkami. –rzekła nieco sarkastycznie.- Działamy też często w pojedynkę. Są jednak sytuacje, w których jeden członek potrzebuje pomocy drugiego. Dlaczego w ostatnich latach zanikła tendencja do rzucania się grupą na wroga, gdy towarzysz jest w potrzebie, nie wiem. –wzięła oddech patrząc nieco z wyrzutem na zebranych. Część z nich spuściła głowy, inni zaczęli rozglądać się po bokach. Niemal wszyscy unikali natarczywych spojrzeń. -Nie chcę organizacji skutej chorymi kodeksami i konstytucjami. Nasza księga jest biała. –skierowała dłoń w stronę, gdzie wspomniana księga brała udział w ceremonii.- Ale solidarność to cecha, którą powinniśmy się szczycić. Trudno w tak wielkiej organizacji o powszechną miłość. I do tego nie dążę. Ale atakując naszego towarzysza, my sami jesteśmy atakowani. Atakowana jest organizacja, której mamy strzec, której honoru i godności bronić. Za wszelką cenę. Prawdopodobnie ta cała przemowa jest niepotrzebna i już chcecie wracać do obozów. Toteż wracajcie, lecz z zachowaniem moich słów w pamięci i rozważeniem ich.

Wiedźma rozłożyła dłonie przymykając oczy.
Ciepły wiatr przemknął między zebranymi mierzwiąc im włosy. Przed każdym pojawiła się wirująca, złota plama, która po chwili przybrała kształt bogato zdobionego pucharu wypełnionego karminową cieczą.
Wszyscy ujęli grube szyjki naczynia w ręce.
Niektórzy pewnie, inni z obawą. Część z dziwnymi wyrazami twarzy zaglądała do środka i mieszała płyn poruszając kielichami. Znaleźli się i tacy, którzy wsadzili palec do naczynia i merdali nim trunek, chcąc upewnić się o jego realności.

Chimeria delikatnie objęła dłońmi czaszę swego pucharu i wypowiedziała nad nim kilka słów, po czym wzniosła wysoko nad głowę.
-Za mistrza!
Cichy szmer na podobieństwo echa poniósł się po tłumie.
Wiedźma skrzywiła się.
-Za mistrza! –krzyknęła gromko. Niemal nakazującym głosem.
-Za mistrza!!!- tłum ryknął zawzięcie.
-Za Chaotic Alliance! Za nas! Za nowy rozdział w naszym życiu!
Adepci zaczęli krzyczeć i stukać się pucharami. Skandowali i wyrzucali ręce w powietrze.

Może to nie alkohol powinien być...

Myśl o braku taktu przemknęła jej przez myśl. Po chwili ujrzała oczami wyobraźni Yuba i uśmiechnęła się.

”A co ich to **** obchodzi...”

Skierowała spojrzenie na towarzyszy.
Xellas uniosła nieznacznie puchar i uśmiechnęła się do Chimerii.
-Za zielonego.- skinęła głową.

Lockwood szybko obracał kielichem, bawiąc się zwinnością palców.
Gdy napotkał wzrok wilkołaczki uśmiechnął się szerzej i podniósł puchar.
-Za gadzinę.- mruknął pełen życzliwości wobec nowej przedstawicielki CA.

Reszty Chimeria nie była w stanie dojrzeć. Raflik zapewne nie pozostał na uroczystości.

Twoje zdrowie również, generale.

Uśmiechnęła się rzucając nieogarnione spojrzenie w tłum.

Patetycznie upiła łyk.
Tłum ucichł idąc w ślady Chimerii.


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Mon Aug 07, 2006 1:15 am 
Offline
User avatar

Joined: Tue Sep 09, 2003 8:36 pm
Posts: 490
Location: Wrocław
Stypa trwała w najlepsze. Złośliwi powiedzieliby, że właściwie był to po prostu wielki bankiet, bez żadnej symbolicznej nawet wymowy. I nie byliby znów wcale aż tak dalecy od prawdy w tym stwierdzeniu. Zapewne wiele osób spośród obecnych doceniało przede wszystkim fakt, że mogły się najeść i napić za darmo, jak to na stypach bywa, nie zaś to, jaki hołd złożono zmarłemu. Mogliby zapewne nawet znaleźć się tacy, którzy nie bardzo wogóle mięli pojęcie, po co tu trafili, więc obżerali się, z braku lepszego zajęcia. Niewątpliwie jednak całość wydarzenia utrzymano w cichej, pełnej spokoju i zadumy atmosferze. Większość gości zbiła się w mniejsze i większe grupki, prowadząc przyciszonymi głosami ożywione dyskusje. Większość z nich dotyczyła Chimerii, która dopiero co sięgnęła po władzę. Rozprawiano o jej ewentualnych projektach i pomysłach, a także kierunku, jaki mogłoby obrać Chaotic Alliance pod jej dowództwem. Zdażały się też, przede wszystkim w męskim towarzystwie, mniej poważne dyskusje o jej urodzie, czy spekulowanych, ocenianych wprawnym okiem wymiarach. Wielu zastnanawiało się, co stało się z Górskim Smokiem, skoro nie znaleziono nigdy ciała, ani też nie zlokalizowano żadnych śladów jego duszy. Nieliczne osoby stroniły od jakiegokolwiek towarzystwa. Wśród nich były fioletowłosa wampirzyca Xellas i kasztanowłosa smoczyca Ajari, siostra zmarłego i od paru dni królowa Górskich Smoków. Obie, jako jedne z nielicznych, zaczynały przeczuwać nadchodzącą wielkimi krokami burzę.

W pewnej chwili wokół krateru, który pozostał po odejściu zielonowłosego w miejscu, gdzie dawniej stała Akademia, zaczęły zapalać się średniej wielkości i naturalnej barwy ogniki. Było to dość, by przyciągnąć uwagę zebranych, przekonanych, iż jest to jedynie kolejnych punkt programu w oszałamiającym spektaklu, jakim był pogrzeb. Nikt nie zwrócił nawet uwagi na to, że zamilkł nawet niezmordowany Dan Kerai i obecnie wpatrywał się w płomienie z wyrazem kompletnej dezorientacji, jakby to, co się właśnie działo, nigdy nie zostało przez niego zaplanowane. Ogniki uniosły się w powietrze i zaczęły wirować dookoła ogromnej dziury w ziemi, z początku bardzo powoli, z czasem coraz szybciej i szybciej. Na koniec wszystkie pomknęły w kierunku centrum zagłębienia, rozlewając płomienie po całym jego obszarze. Ziemia zaczęła płonąć, rozgrzewając się do czerwoności. Tłum cofnął się, odparty przez bijący od krateru żar. Magiczny ogień osiągał niezwykłe temperatury, które przemieniały grunt w szkło, przy wsparciu potężnych sił. Parę minut później dno i ściany krateru pokrywało lustrzane szkło. Ogień zmalał, wrócił do postaci drobnego płomyczka w centrum. Zebrani mogli znów zbliżyć się do kraawędzi i przejżeć w tafli gigantycznego lustra. Na ich szczęście wszyscy zdążyli w ostatniej chwili odskoczyć, gdy ogieńznów zapłonął i buchnął ogromnym słupem o średnicy zagłębienia wprost w górę, rozświetlając swym blaskiem nocne niebo na kilkanaście najbliższych minut. Widzowie biją brawa. Do czasu, aż wreszcie ktoś dostrzeże trzy lewitujące w pilarze płomieni postacie. Chimeria zauważyła je jako jedna z pierwszych, i zamarła, gdy jako jedyna zdała sobie sprawę, kim owe osobniki są. Gdy ogień wreszcie zgasły, trzy sylwetki opadły swobodnie, powoli, bez pośpiechu, na dno krateru. Dwie z nich należały do mężczyzn, jednego wysokiego, drugiego niskiego. Trzecia należała do kobiety. Gdy wreszcie postawili stopy na szklistej powierzchni, z miejsca, choć niespiesznie, ruszyli ku krawędzi zagłębienia. Całkowity spokój i powagę zachowali do czasu, w którym Caibre, bo to on byl jedną z postaci, poślizgnął się na szkle, zarył w nie głową i zaczął rzucać przekleństwa we wszelakich językac. Gdy wreszcie wydostali się na górę, rudzielec bez słowa skierował swoje kroki do najbliższego stołu z jedzeniem i pochłonął wszystko, co na nim stało, kompletnie ignorując zaskoczone spojżenia otaczających go istot. Prime w postaci elfki, w ramach zbierania informacji, wzbudzała sporą konsternacje, łapiąc napotkanych facetów za tyłki i całując niektóre kobiety, otoczone większym towarzystwem. Cisza nastała jednak dopiero gdy po błoniach Foorstin zaczęła kroczyć trzecia, ostatnia postać. Mimo rogów na głowie i nowego stroju, większość osób szybko zorientowała się, że albo ma zwidy i powinna pójść do lekarza, albo właśnie sam główny zainteresowany osobiście pojawił się na stypie towarzyszącej jego własnemu pogrzebowi. Szedł w całkowitym milczeniu, a wszyscy schodzili mu z drogi jak Morze Czerwone uciekało przed Mojżeszem. Gdy dotarł do tronu, na którym zasiadła Chimeria, z zadowoleniem mógł obserwować szeroko rozdziawione gęby i wielkie oczy większości członków Chaotic Alliance. Podszedł do stołu z winem, wziął puchar i nalazł sobie krwistoczerwonego trunku, po czym upił łyk, wznosząc wcześniej puchar w powitalnym geście w kierunku Xellas, jako jednej z nielicznych zupełnie nie zaskoczonej jego widokiem i szczerzącej radośnie wampirze kły.
- Cześć szefie. - Rzuciła z rozbawieniem.
Yuby obrócił się i jeszcze raz przyjżał wszystkim dookoła.
- No co się tak gapicie, jak wegetarianie na kabanosy. - Parsknął, uśmiechając się złośliwie.
Spojżał na Chimerię i posłał jej wiadomość telepatyczną, starannie unikając uwagi postronnych osób.
- Całkiem nieźle. Wygrałaś walkę o władzę. - Stwierdził z uznaniem. - A jesteś pewna, że tego właśnie pragniesz i że jesteś na takie wyzwanie gotowa? Bo ja swojego życia jeszcze nie skończyłem, i długo nie zamierzam kończyć.

_________________
Sometimes you just need to,
Level everything with the ground to,
Make room for all the things,
You wanted somehow,


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Thu Aug 10, 2006 11:58 pm 
Offline
User avatar

Joined: Sun Oct 26, 2003 1:27 am
Posts: 2039
Location: neverwhere
- Weźcie ślub - zasugerował telepatycznie Chimerii i Yubiemu lis od stołu z owocami - pełnia władzy pozostanie w Waszych rękach! Wilk syty i owca cała.. - dodał z szalonym uśmiechem, widząc ich miny...

Teleport do piekła - Drogo

Wyciągnięcie szefa z lodówki - Drożej

Wyraz osłupienia na Jego twarzy - Priceless

Niestety. Szczerząc się nie zauważył czajnika na płaskim torze lotu...
-I moglibyście jeszcze adoptować... - zaczął na głos.
Nie skończył. Głośne "brzdęk" giętej blachy rozniosło się po dogorywającej stypie. W ciszy jaka zapadła dało się wyraźnie usłyszeć zduszone "Ała.." i łomot ciała padającego w salaterkę pełną obranych owoców.

_________________
A little overkill won't hurt anyone
Image


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Fri Aug 11, 2006 11:03 am 
Offline
User avatar

Joined: Thu Feb 19, 2004 9:19 pm
Posts: 1234
Location: Ośrodek wypoczynkowy "Nomad"

_________________
Image


Last edited by NitopiR on Fri Aug 11, 2006 9:07 pm, edited 2 times in total.

Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Fri Aug 11, 2006 6:38 pm 
Offline
User avatar

Joined: Sat Apr 17, 2004 4:46 pm
Posts: 925
Location: Z krain, których nie ma na mapie.
Chimeria spojrzała zaskoczona na nowo przybyłego, który wszak był głównym bohaterem całej historii.
-Witaj Yuby. –rzekła podpierając brodę dłonią.- Mogłeś nas poinformować, iż masz zamiar wrócić. I po cóż my wydaliśmy tyle złota na ceremonię?
-Sądząc po smaku tego trunku, to nie tak wiele jakby się zdawało.- rzekł zielonowłosy ze złośliwym uśmichem.- A te race to zapewne zwinięte z magazynu Raflika ładunki wybuchowe.
Wiedźma uśmiechnęła się.
Domyślił się. Zatem był to on, nie sztuczny zmiennik.

-Nie mogliśmy się z tobą skontaktować, ale chyba najświeższe relacje znasz.
Yub skinął głową.
Tłum, po wstępnej fazie szoku i milczenia wszedł w etap komentowania. Głośnego i upierdliwego. Zagłuszającego własne myśli.
Wiedźmie szalenie to przeszkadzało.
Gdy poziom decybeli stał się dla niej całkowicie nieznośny niemal skoczyła na nogi powiewając połami sukienki.
-ZAMKNĄĆ SIĘ DO JASNEJ CHOLERY!!!- wydarła się na całe gardło.

Tłum zamilkł ponownie patrząc niepewnie na rozeźloną Chimerię.
-Nic dziwnego, że jest zła.—szepnął ktoś z tyłu.- Ledwo po walce otrzymała stołek, a Yuby wraca i wszystko jej pieprzy.
Wiedźma minęła spokojnego Yuba i zwróciła się do szepczącego, młodego chłopaka.
-Takie uwagi, to jak dorośniesz.- warknęła, po czym złośliwy uśmiech wrócił na jej twarz.- Paruj.

Elfka stojąca akurat obok niefortunnego komentatora odsunęła się szybko. I słusznie, gdyż młodzian zdołał wydać jedynie przeciągły krzyk bólu. Zupełnie jakby się dusił.
Ciało zaczęło parować, a jasny dym kłębił się nad postacią. Stała samotnie wyginając się na wszystkie strony, a towarzysze obserwowali proces z bezpiecznej odległości.

-Komentarze zostawcie sobie na później. Jakie by one nie były.- odwróciła się i wróciła siadając na tronie. – Nawiązując jeszcze do wcześniejszej, jakże pechowej wypowiedzi ... – zwróciła się do Yuba.- Nie uważasz, iż szkodą byłoby, gdyby moja walka z Raflikiem poszła na marne?
-Słucham czego byś chciała.- charakterystyczny uśmieszek na pysku smoka świadczył o jego pewności siebie.
-Porozmawiałabym o tym z tobą na osobności jeśli się zgodzisz.

W tym momencie w rozmowę wdarł się Caibre z propozycją ślubu. Na efekt w postaci czajnika nie trzeba było długo czekać.
-Wybacz, to już odruch.- warknęła wilczyca w stronę Yubiego.- Podejrzewam, że ani tobie ani tym bardziej mi pomysł połączenia dróg życiowych się nie podoba.
-Dojdziemy wreszcie do jakiegoś konstruktywnego wniosku?- zapytał zielonowłosy szybko zapominając o absurdalnym pomyśle rudego.


Last edited by Chimeria on Tue Aug 22, 2006 2:41 pm, edited 1 time in total.

Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Fri Aug 18, 2006 4:35 pm 
Offline
User avatar

Joined: Sun Oct 26, 2003 1:27 am
Posts: 2039
Location: neverwhere
Obejrzał więcej, niż gwiazdy.
-Przepraszam, przepraszam, no zdrogi. Co, życie ci nie miłe, klecho? -jęknął zbolałym głosem Caibre, przeciskając się przez tłum gęstniejący wokół cudownie ożywionego Yuba.
Wrażenie, jakie wywołał jego pojawienie powoli rozpraszało się. Co mniej zaangażowani emocjonalnie goście powrócili do wykańczania zapasów CA rozłożonych na stołach. Z drugiej strony, kilku kapłanów kompletowało właśnie chórek chłopięcy..

-No rusz że się == - zawył Cai, wykopując stojącego mu na drodze gwardzistę prosto pod stopy Yubiego. Ten zerknął na rudego...i tyl zdążył. Widok zasłonił my jakiś oficjalnie wyglądający papier.
-Co to? - zachowując wyjątkowy spokój, dowódca CA usunął wykonaną z azbestowego papieru kartkę i wczytał się w jej treść. Skończył.
Uniósł brew w wyrazie zdziwienia.
-Ale dlaczego..- zaczął, podnosząc wzrok. nie kończył.
Zamiast lisa, dopalało się przed nim ognisko.

Dym nad nim układał się w następujący tekst:

"Powodzenia na nowej drodze życia"[/url]

_________________
A little overkill won't hurt anyone
Image


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Mon Aug 28, 2006 9:14 am 
Offline
User avatar

Joined: Fri Jan 28, 2005 11:18 am
Posts: 231
Location: Między smiertelnymi

_________________
Image


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Sat Sep 02, 2006 10:37 am 
Offline
User avatar

Joined: Sat Apr 17, 2004 4:46 pm
Posts: 925
Location: Z krain, których nie ma na mapie.
Chimeria drgnęła słysząc słowa tajemniczego przybysza. Straże rzucili się rozpychając ludzi na boki.
- Łapać go!

- Zostawić. – warknęła groźnie wiedźma.

- Dziecko? Zabawka? – szepnęła do siebie przygryzając dolną wargę.

- Czyżby zaniedbany potomek domagał się uwagi zabieganej matki? – rzucił kąśliwe Yuby

Wiedźma obrzuciła smoka jadowitym spojrzeniem, po czym wstała.

- Zaraz wrócę. – rzuciła czyniąc kilka kroków w przód.

- Porzucasz CA w tak istotnym momencie, bo woła cię dziecko żądające zabawki?

Tłum zamilkł wyczekując odpowiedzi.

- Przecież powiedziałam.... – rzekła powoli opanowując agresje w głosie - .... ze zaraz wrócę. Nie zostawię CA. Jednak zabawka, o której mowa jest większego kalibru. Uwierz, iż ma ona moc zafundować ci wycieczkę na dno piekła z biletem w jedną stronę.

- Dziękuje już tam byłem.

- Wszyscy mogą się rozejść – powiedziała ignorując uwagę smoka. – Yub, poczekaj na mnie w sali głównej, chcę z tobą porozmawiać o organizacji. W cztery oczy. Raz na zawsze. – rzekła spokojnie i uprzejmie.

Powiedziawszy to zamiotła podest ogonem i znikła zostawiając po sobie kłębek dymu.

***

Drzwi do ciężkiej bramy jak zwykle były przesłonięte gęstą mgłą delikatnie osiadającą na zdobieniach wrót.
Na kamieniu tuż obok siedziało małe dziecko uparcie wpatrujące się w nieruchome ślepia posagowego lwa – strażnika Mgielni.

- Witaj.

Dziecko odwróciło się w stronę, z której nadbiegł głos.

- Cześć. – odpowiedział gdy znajoma, kobieca sylwetka wyłoniła się z mlecznej zasłony.

- Chciałeś czegoś ode mnie.

- Tak . Oddaj mi moją zabawkę.

- Przecież mi ja podarowałeś. Była w umowie. Oszukujesz. – mruknęła niezadowolona i założyła ręce na piersi.


- Wcale nie. Pożyczyłem ci ją.
Chimeria westchnęła i nie dyskutując dalej podeszła do bramy. Wyjęła klucz zawieszony na złotym łańcuszku i otworzyła wrota.
Wprowadziła dziecko do Mgielni i poprowadziła jedną ze ścieżek uważnie się rozglądając.
Niespodziewanie zatrzymała się i odwróciła do chłopca z surową mina.
- Co się stało? – zapytał przystając wlepiając swoje oczy w jadowite ślepia Chimerii.

- Znasz zasadę działania Mgielni? – spytała.


- Znam.

- Wiesz więc że odkąd oddałeś mi klucz to nie masz żadnej mocy tutaj.
Dziecko milczało doskonale zdając sobie z tego sprawę.

- Nie mogę ci oddać Galvairy. – chłopiec ściągnął brwi w nie zadowoleniu.

- Wybacz. Łuk jest w bezpiecznym miejscu. Nikt go nie użyje. Ja, zwłaszcza przeciw tobie też nie. Nikt też nie ma do niego dostępu. Poza tym to wielka szkoda, że mi już nie ufasz. – zamilkła na chwilę – Mam teraz coś bardzo ważnego do załatwienia, więc poczekaj tu i zastanów się co możesz mi zaoferować w zamian za Galvairę. Bo tanio jej nie oddam – odwróciła się szykując do odejścia. – Wiesz, że stad nie wyjdziesz. Nie szukaj też łuku, to bezcelowe, za dobrze go ukryłam. Potem możemy się potargować. – w drobnym błysku purpurowego światła wiedźma teleportowała się na główną planetę Chaotic Alliance.
Dziecko tymczasem stało niewzruszone. Uniosło głowę patrząc w nieskończoną przestrzeń nieba Mgielni.
- Ja i tak stąd wyjdę wiedźmo. I sam przyjdę po moją zabawkę.

***

Uroczyste buty uderzyły o podest z cichym stukotem.
Chimeria rozejrzała się i w zaskoczeniu stwierdziła, że wyprawa do Mgielni szybko jej poszła. Chaotiki nie zdążyły się jeszcze rozejść, podjadając resztki ze stołu.

Jednak plac powoli pustoszał.
Wiedźma ruszyła szybkim krokiem ku sali konferencyjnej, gdzie powinien czekać na nią Yuby.


Last edited by Chimeria on Sun Sep 03, 2006 3:29 pm, edited 1 time in total.

Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Sun Sep 03, 2006 12:18 pm 
Offline
User avatar

Joined: Tue Sep 09, 2003 7:54 pm
Posts: 486
Location: Gdzies w swoich przygodach...
"Crevena Zveda" CA-owski Transportowiec klasy mini"

-Generale Ceres. dotarliśmy do końca układu, tutaj już możemy uruchomić silniki Warp by wrócicć do domu.
-Doskonale. Rozpocząć manewr za dwie minuty i piętnaście sekund. Ja schodzę powiadomić ludzi na dole. - Ceres odepchnął się od fotelów nawigatorów, i odwracając się stał już przed drzwiami tej malutkiej, podobnej do ziemskich samolotow, kabinie pilotów. Drzwi z cichym sykiem otworzyły się, poczym zamknęły kiedy Ceres wyszedł...


Na początku powiadomił nieliczną załogę, która postanowiła zostać, mimo tego iż statek Flagowy już dawno opuścił układ. Zaraz po tym kiedy Raflik oddał walkę. po prostu nie był już potrzebny. Potem podszedł do kajuty Raflika i zapukał niczym zatroskany ojciec do jego drzwi.
- Nie chcę nigogo widzieć!- odezwał się głos z kabiny
- Generale. Za około minutę wchodzimy w nadprzestrzeń, wracamy do domu - odrzekł oficjalnym tonem, poczym zapukał znowu
- Natychmiast odejdź! - zabrzmail rozkaz z kabiny.
- Raflik... szanuję twoją decyzję i to że już jej nie zmienisz. Po prostu pogodz sie z nia... - powiedzial lagodnie i zapukal poraz trzeci
- Chce pobyc w spokoju -
Ceres uniósł dłoń aby zapukać znowu, ale pokręcił tylko głową, i odszedł...
Kto wie jakby zareagował gdyby zapukał po raz czwarty i otrzymał usłyszana juz odpowiedz "Nie chce nikogo widziec!"???

_________________
" Zobaczyłem Raflika....
*poke*
Dotkłem Raflika.....
...
Moge juz umrzec" Bokler
Morgana's Parapetowa 16 Feb 07


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Tue Sep 12, 2006 8:28 pm 
Offline
User avatar

Joined: Fri Mar 19, 2004 9:10 pm
Posts: 1103
Location: Pola Umysłu
Wiedźma z impetem wkroczyła do wielkiego namiotu po to by.. Stwierdzić ze niczego tam nie ma. Stoły, jadło, krzesła wszystko prysło jak sen, jaki złoty.

Rozejrzała się po pustym klepisku by i zauważyła, że pośrodku namiotu leży na nim wielki srebrny liść. Napis na liściu wykaligrafowany złotą czcionką głosił :

"To miejsce ma nieco zbyt cienkie ściany. Zapraszam do Świątyni Chaosu gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzać."

Zamaszysty podpis: Yuby The Ancient Dragon nie pozostawiał wątpliwości, co do tożsamości wzywającego.

Nieco zaskoczona młoda przywódczyni CA opuściła salę podnosząc tylnią połę namiotu. Sądząc, że Yuby nie prosiłby o dyskrecję bez powodu narzuciła na siebie Pomniejszą Niezauważalność i tyłami starając się nie wejść w drogę przeszła do świątyni. Namiot, który pokazał jej nie tak dawno Dan Kerai stał otworem. Wkroczyła do środka czując jak włoski na uszach jeżą się jej od elektryczności przy przekraczaniu portalu.

-Witam ponownie przywódczynię Chaotów.- Rzucił cynicznie Góral, gdy tylko weszła w krąg światła rzucany przez dwie czary. Magiczny ogień nie spalał paliwa i rzucał dziwaczne refleksy na ścianę nad połamanym ołtarzem, na którym przysiadł Yuby. -Nie czekałaś nawet aż ostygnę prawda?
-Wiesz, że to nie tak-odparła Chimeria- ja nigdy..
Na chwilę przerwała jakby starając się sobie coś przypomnieć.
-"Ty nigdy" co?- Rzucił Mistrz nieistniejącej już Akademii Jedi.
-W swojej wizji.. Kiedy patrzałam w głąb piekła szukając Greyblade'a wyczułam jeszcze kogoś poza waszą trójką. Jeszcze jedną żywą istotę w piekle. -Chimeria podeszła kawałek bliżej przesuwając dłonią po widniejącym nad ołtarzem skomplikowanym reliefie żyjącej entropii.
-Wróciliście we troje. -Zapytała wiedźma spoglądając badawczo na Yuba -Kto to był?

Góral jakby stracił rezon. Przez chwilę obracał symbol wiszący mu na szyi w palcach by odpowiedzieć.
-On...

************************************************************

Jakiś czas wcześniej.

Przemierzających pustkę na granicy materii i bezczasu podróżników zachwycały coraz to nowe wybuchy kolorów dookoła. Krocząc po pomoście międzywymiarowym, który miał ich zabrać lodowego piekła byli całkowicie bezpieczni. Instynktownie czuli jednak, że wystarczy jeden niewłaściwy krok... Jedno zejście ze ścieżki aby lepiej przyjrzeć się fumarolom barw... A rycząca wokół odgrodzonego tunelu entropia rzuci się na nich jak jastrząb na myszy.
Górski smok szedł dostojnie ściskając w ręce podwójny lightsaber. Tuż obok niego szedł Caibre z przewieszonym przez szyję nieprzytomnym magiem. Hybryda kłusowała kawałek przed nimi zbaczając to na lewo to na prawo jak to miały w zwyczaju hermafrodyty.

-Nie wydaje ci się to dziwne? –Spytał nagle Góral.

Lis błyskawicznie przemielił w myślach kilkadziesiąt ciętych ripost. Ich szerokie spektrum tematów zaczynało się na prawdopodobnej płci rodziców Prime’a a kończyło na wyglądzie szefa po detoksie w piekle. Niestety lis uznał, że są zbyt słabe i postanowił powstrzymać się od komentarza czekając na okazję zadania celniejszego sztychu.

-Co takiego?- Zapytał zjadliwie się uśmiechając.

-Moje uwięzienie na przykład?- Ton głosu Górala sugerował debilizm rozmówcy.

-Skądże. Co tydzień wyciągam potężne istoty z więziennych wymiarów praworządnego zła. Dziś ty z Canii, za tydzień Dzik z Szeol, a w ferie zimowe ratuje Vertisa z Tartaru.- Odparł z wystudiowaną beztroską Caibre.

-Cieszę się, że masz plany na urlop. -Odparł z równie wystudiowanym stoickim spokojem Yuby- A tak poza tym nie zastanowił cię sposób w jaki się z tego więzienia wydostałem?
Nie uderzyło cię, na przykład to że Samuel, którego noga obija się właśnie o twoje żebra, zaatakował moje mroczne wcielenie i był bliski jego pokonania? W pojedynkę? Wymachując wielkim po byku toporem?

-Oro?

-Do kogo ja to mówię…-żachnął się Yuby i przeskładał swój wywód na wersję heroic-odporną.

-Ten mag, podkreślam „mag”...- Yuby rozświetlił przed nimi świetlisty tablet i nakreślił w powietrzu rysunek patyczkowatego człowieczka- w pojedynkę walczył z moim, podkreślam, „moim” mrocznym wcieleniem...- Na rysunku pojawiła się kilkakrotnie większa sylwetka obrośnięta bułkami mięśni- Wspomaganym mocą całego piekła. I przeżył.

Cai zerknął na twarz zwisającego mu z ramienia Sama a raczej na gęste włosy które ją zasłaniały.

-Ponownie – oro? –Odparł z zadowoleniem stwierdzając że taktyka irytowania „pytaj o wszystko” jest niezawodna.

-Kiedy przybył do Akademii wyjaśnił że szuka spokoju ducha, miał w sobie jakąś niepewność, coś co nie dawało mu zasnąć. Prosił mnie o pomoc i starał się dociec kim jest i co go gnębi. Długo rozmawialiśmy i zrozumiałem że nie tyle nie chciał ich ujawnić. On po prostu nie pamięta jakie są jego początki, gdzie się wychował, kim byli jego rodzice, skąd zna magię.
Wiele wiedział ale nie potrafił sobie przypomnieć skąd. Ta ciągła niepewność drażniła go ale... Był już znużony. Żeby nie powiedzieć śmiertelnie zmęczony.

-No, parę kresek na karku to on ma. -Odparł Caibre zauważając siwe pasemko na potylicy Samuela.

-Właśnie nie. W tajemnicy przed nim przeprowadziłem pewne badania. Najpierw przy pomocy magii sondując duchy i demony na wiedzę o pochodzeniu tego człowieka.

-I?

-Potłukłem trzy lustra wieszczenia i prawie zmusiłem demona do odcieleśnienia z wysiłku. -Yuby podrapał się po brodzie.- Na próżno. Więc spróbowałem technologii. I zgadnij ile nasz staruszek ma lat?

-Zaskocz mnie.-Odparł szaroskóry chłopak.

-On nie ma lat. Nie ma nawet roku. Żyje od siedmiu miesięcy i szesnastu...nie...siedemnastu dni.

-Udało ci się.- Caibre zrobił oczy wielkie jak spodki.

- I z tego co mówią badania nasz mag starzeje się w zastraszającym tempie. Za około dwadzieścia tygodni będzie miał szczęście jeżeli będzie w stanie usiąść na łóżku bez pomocy.

-Powiedziałeś mu?

-Nie. Za to na własną rękę zacząłem szukać lekarstwa. W wypadku niepowodzenia miałby przynajmniej kilka beztroskich miesięcy dla siebie. Może w końcu znalazłby swój spokój w cichych salach Akademii?- Yuby zamyślił się i wyszedł nieco na czoło. Prime był daleko przed nimi przeskakując z jednego krańca ścieżki na drugi.

-Ale potem wydarzyła się ta historia w Salach błękitnego światła a potem wojna ze Zgromadzeniem. Nie miałem czasu by pomyśleć o nim a jeżeli nawet to tylko miałem nadzieję że jego kości nie będą walały się po jakieś nagiej asteroidzie gdzie nie będzie komu ich pogrzebać.

-Czemu zatem go nie powstrzymałeś przed odejściem?- Zapytał Caibre usiłując podrapać się po nosie nie zaburzając równowagi swojego brzemienia.

-Cóż...badania nie dawały rezultatu, a on wydawał się zdeterminowany żeby odejść. Ale tamto blednie w obliczu ostatnich wydarzeń.

Yub zakręcił lightstaffem na zmianę zapalając i gasząc ostrza.

-Widziałem poprzez ścianę kryształu jak macha mistrzowsko berdyszem w którym nie otrzymał żadnego przeszkolenia. Jak berserker odsłaniał się zupełnie byle tylko dorwać Dark Yuby’ego. Widziałem również jak ten czarodziej otrzymywał śmiertelne ciosy, i wstawał.

-Może lubi jak trochę boli.. -odparł Caibre wzruszając ramionami i Samuelem.- Każdy ma swoje ciągotki.

-Ale zauważ co stało się później. Kiedy jego strategia zaczynała dawać rezultaty przerwał i przeszedł do defensywy. Te łańcuchy które przyszpiliły Dark Yuby’ego do podłoża trudno uznać za metodę walki berserkera.

-Co sugerujesz? – odparł Caibre odkładając frapującą anegdotkę o halfingu berserkerze i olbrzymie skrytobójcy na później.

- Mam pewną teorię. Rozmawiałem z nim po walce tuż przed tym jak lodowe więzienie pękło…

Cai postawił lisie uszy do góry.

-Nie mówiłeś jak to się stało.

-Nie ma o czym mówić, zaklęcie prysło i tyle- odparł nieco zmieszany Yuby.

Na twarz Caia wpełzł uśmieszek świadczący o nieczystych myślach.
-Czyyyyżby? A co to za rumieniec?

-TO jest plama krwi. Nie mojej zresztą. Górskie smoki się nie rumienią. A nawet gdyby się rumieniły to ja tego nie robię. Koniec tematu. –uciął Yuby.

Caibre po raz kolejny wzruszył ramionami. Samuelowi spadł but i popłynął w bezmiar przestrzeni międzyplanarnej.

-Kontynuuj.

-Nie wierze że słuchasz uważnie.-odparł Yuby z niedowierzaniem.

-Mogę albo to albo patrzeć jak to coś przed nami-rzekł lis wskazując na Prime’a- udaje Glorie Gaynor do różdżki niewiadomego pochodzenia… Mniejsze zło.

-Według mojej teorii tak naprawdę to nie Samuel uwolnił mnie z piekła, nie on walczył z moim mrocznym ja, ani nie on zniszczył lód.

-Typowa schizofrenia?- rzucił lisi demon przypatrując się bliżej fumaroli nieodgadnionego koloru troszkę na lewo od nich.

-Raczej nie, a jeśli nawet to... Tak naprawdę nie jestem pewien czy to co zamieszkiwało jego ciało było jeszcze człowiekiem. Miało martwe oczy, jak dwa wyschnięte jeziora a głosu pozazdrościłby mu niejeden narrator radiowych powieści grozy. Poza tym było też widmo dziewczyny które przeniknęło przez kryształ…

-Dziewczyny? –szeroki rząd wyszczerzonych kłów wypełnił otwór gębowy lisa- jesteś pewien, że to plama krwi?

-Absolutnie. Urwij temat albo obudzisz się w wannie, z blizną na poziomie nerki, związany jak baleron i z ognioodpornymi słuchawkami na uszach w których będą lecieć największe szlagiery discopolo made by Raflik.

-Nic nie wiem, nic nie mówiłem, do niczego się nie przyznaję. Cyt, milczę jak głaz.

-Tak więc..- podjął na nowo Yuby – dziewczyna była bardzo podobna do Samuela, prawie jak jego siostra. Najbardziej interesująca była jednak chwila podczas walki gdy nagle przystanął i przyzwał łańcuchy. Sekunda po sekundzie odtwarzałem ten moment z pamięci aż zobaczyłem to co mnie zaintrygowało. Kiedy skończył jeden cios i zbierał się do drugiego jego oczy nagle błysnęły, a twarz się rozciągnęła. –Yuby spojrzał na Caia.

-Wiesz co nieco o astralu?

-Liga Snotballa z 99-tego?

-Mniejsza. Według magów, którzy się tym zajmują nasze ciało ma w sobie jakby inne ciało , ciało astralne połączone z naszym. Niematerialną wierną kopię komórek. –Yuby kroczył teraz krok przed Caibrem.- Kiedy nadszedł ten błysk i jego głowa odskoczyła do tyłu jak uderzona pod brodę- zobaczyłem jego ciało astralne. Twarz astralna została na miejscu podczas gdy głowa poleciała do tyłu. Trwało to tylko ułamek sekundy ale... Tam gdzie powinna być jego oblicze w ciele astralnym była czaszka. A raczej czaszka z resztkami tkanek. Jakby w nie w pełni zgniły trup.

-Samuel Nieumarły?- odparł lisi demon wbijając wzrok w plecy swojego szefa- Samuel Paktujący z Diabłem? Samuel Fatalnie Wybierający Astralne Kosmetyki do Cery Wrażliwej?

-Właściwie nie Samuel. To coś uważało siebie za „Kalkina” a drugie widmo zwracało się do niego per „Ares”.

-Jakie ma to znaczenie skoro wracamy właśnie na poobiednia herbatę w glorii chwały?

-Wieczorną jak coś.. Może masz rację.-dodał Yuby odwracając się.

Stanął jak wryty.

-Gdzie on jest?

-Gdzie kto jest?- odparł Cai szczerze zdziwiony.

-Gdzie jest Kalkin!

Caibre zerknął na swoje barki tylko po to by zobaczyć plamy tłustego brudu na ubraniu. Mag zniknął.

************************************************************


-On...jest dość zagadkową postacią, tak naprawdę niewiele o nim wiem.- odpowiedział Yuby Chimerii z ociąganiem.

-Imię przynajmniej?- wiedźma nie ustępowała.

-Samuel.

-Co z nim zrobiliście?- Chi patrzyła na Górala jak na winowajcę.

-Od razu my, w pewnym momencie...-Yuby zastanawiał się jak to ułożyć żeby nie brzmiało jak ich ewidentne niedopatrzenie-W pewnym momencie postanowił działać na własną rękę.

-Gdzie jest teraz?

-Tego nie wiem- odparł zmartwychwstały przywódca CA podciągając się wyżej na skośnej płycie ołtarza.- Ale powiem ci jedno, gdziekolwiek się nie pojawi możemy być pewni, że narobi sporo zamieszania...

_________________
Image
They call me Sami the Sick. And I'm spitting fire with might.


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Wed Sep 20, 2006 9:31 pm 
Offline
User avatar

Joined: Thu Feb 19, 2004 9:19 pm
Posts: 1234
Location: Ośrodek wypoczynkowy "Nomad"

_________________
Image


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Thu Sep 21, 2006 6:39 am 
Offline
User avatar

Joined: Sat Apr 17, 2004 4:46 pm
Posts: 925
Location: Z krain, których nie ma na mapie.
Zapadła cisza, której Chimeria zdawała się nie zauważyć.
Przed chwilą zatopiła się w swoich myślach niemal wyłączając świadomość z tego miejsca.
-Przeklęty, zawszony kocur...- mruknęła pod nosem.
-Słucham?- spytał Yuby zastanawiając się do kogo owy epitet został posłany. Sam nie bardzo identyfikował się z żadnego rodzaju kotem. A zwłaszcza zapchlonym.
-Nic.- przebudziła się podnosząc wzrok.

Utkwiła spojrzenie w naszyjniku Yuba błądząc myślami po bezkresach Multiworldu. Po bardzo konkretnych dla niej bezkresach.

Wewnętrzny strażnik Mgielni - białe kocisko - spoufaliło się z tym dzieciakiem. Bezczelność. Na domiar złego wypuścił go wbrew jej decyzji.

„Zapłacisz za to koteczku.

Sprowadzisz mi małego z powrotem. Inaczej nie będzie możliwości by oddać mu Galvairy”.

Której zresztą wiedźma nie miała oporów się pozbyć. Chciała jednak godziwą zapłatę za tak cenną i nieodzowną dla małego rzecz.

-Słuchaj Yub, władza władzą, mogę ci ja oddać.- zaczęła tak, by dało się po niej poznać, że chce szybko załatwić sprawę.- Nie było cię na tyle długo byś mógł stracić posłuch wśród swoich ludzi. Przynajmniej wśród większości. Chcę jednak by mój wysiłek w walczeniu o CA z Raflikiem nie poszedł na marne.

-Czego więc oczekujesz?

-Ogólnie rzecz biorąc chcę przydział ludzi i odpowiednie wyposażenie techniczne oraz militarne. Od razu zaznaczam, że będzie duże.

-Po co?- zdziwił się szczerze.

-To już moja sprawa. Wiesz...- westchnęła. - ... żeby jeszcze CA było czymś, o co naprawdę warto walczyć...- usiadła ciężko i spojrzała na zielonowłosego.- Nie twierdze, że organizacja nie ma wartości. Ale przydałoby się odpowiedzieć na pytanie kim byliśmy, a kim się staliśmy i dokąd zmierzamy. O ile, oczywiście.

-Co przez to rozumiesz?

-Kompletną degradację.- warknęła.- Co się tu dzieje? Nawet ty nie jesteś w stanie zapanować nad tym, by ten tłum prymitywów zaczął robić coś więcej niż niszczyć.

-Zarzucasz naszym adeptom analfabetyzm?

-Nie do końca to miałam na myśli...- jęknęła.- Działalność organizacji sprowadza się na razie jedynie do bezsensownych walk prowadzonych w równie karygodny sposób. Jedynym, co miało sens była Akademia, która jest zniszczona i nie istnieje.

-Akademia to nie tylko budynek. Jej idea pozostała w moich uczniach. –rzekł urażony.

-Nadal nie rozumiesz. Chaotic Alliance nie jest nawet organizacją militarną, bo brak ludziom poczucia wspólnoty. Każdy działa na własny rachunek nie dbając o to co z innymi.

Smok uśmiechnął się w lekkiej kpinie.

-CA takie nie było.- powiedziała z naciskiem wiedźma.

-Co ty wiesz o prawdziwym CA?- przerwał ostrzejszym tonem.- Nie było cię przy jego tworzeniu i przy zanikaniu Anty- Wipu. Co też więc możesz wiedzieć o prawdziwej naturze tej organizacji i jej członków?

Wiedźma spojrzała lodowato na smoka.
-Wyobraź sobie że wiem więcej niż może się zdawać.

-Co wiesz?- zapytał ironicznie.

-Że jesteśmy słabi mocą ludzi. Cóż nam z zaawansowanej techniki jak brak kompetentnych ludzi z poczuciem solidarności i jakiekolwiek dyscypliny?

-Cóż nam z zaawansowanej techniki jak mamy odpowiednią, choć wąską kadrę?

-Jaką kadrę? Mówisz o niepohamowanym zachowaniu Caibra czy olewczym stosunku niektórych wyższych członków CA?!- krzyknęła wstając i niemal strosząc włosy.

-Kiedy trzeba można ich zmobilizować i nie jest to takie trudne.

-Ciekawe czym, ciasteczkiem na wędce?

-Lojalnością.

-O nie. W momencie gdy działanie nie wymaga poświęcenia, bądź większego wysiłku, to bez odpowiedniej zapłaty, za samą lojalnością prawie nikt się nie ruszy.
Caibre nie poszedł za tobą sam z siebie.- rzekła powoli – Został wciągnięty przez siłę zewnętrzną do twojego więzienia. Nie wiem jeszcze jak i przez kogo, ale nie był to akt lojalności.

-Więc czemu potem został?

-Z kilku powodów. Po pierwsze nie potrafił sam wyjść.- wzruszyła ramionami – Po drugie, on tak ma, że lubi się pobawić w nowym miejscu. Zresztą, z tego co mi Axe powiedziała, to nie był tam sam. – zgrzytnęła zębami. – I nie mówię tu o ciele Samuela, które wam po prostu wyparowało.

Yub w zdumieniu uniósł brwi.
Wiedźma uśmiechnęła się z satysfakcją.

-Na początku walki, Axe udało się odnaleźć Caibra, po jego aurze za pomocą kuli. Co prawda zagalopowała się przechodząc do ósmego kręgu piekła, ale sporo widziała obserwując was później. Nie powiem, ciekawie było. – mruknęła z zadowoleniem.

-Skoro wszystko widziałaś, nic nie wymaga wyjaśnień.- odpowiedział zimno.

-Prawie. Została jedynie sprawa naprawienia CA i tego, kto to będzie robić. O ile, masz taki zamiar oczywiście.

-Myślisz że nagle zrobisz z CA raj własnych wyobrażeń?

-Nie zgłupiałam. – odpowiedziała szybko.- Zaprowadzenie jakichkolwiek zmian będzie tu piekielnie ciężkie. Wybij z nich wszystkich przyzwyczajenie łamania każdych zasad, a będzie to niesamowitym sukcesem.

Dalszy ciąg wypowiedzi został urwany. Chimeria ponownie zacięła się uciekając myślami. Nie było to celowe, lecz bodźce dochodzące z Mgielni były zbyt silne by je zignorować.
Wydarzyła się ciekawa rzecz, która mogła zmienić nastawienie wiedźmy do wszystkiego.
Ocknąwszy się z chwilowego transu, który zdążył już porządnie zirytować Yuba uśmiechnęła się.

-Dobrze. Bez zbędnego gadania. Sprawę o dowództwo nad CA uważam za zamkniętą.

-Że co proszę?- smok podniósł głos.

-Otóż...

Ponownie nie dane było jej dokończyć. Do sali wparowała długowłosa elfka i oznajmiła atak wroga.

-To teraz chyba nie dostaniesz swojego przydziału militarnego.- rzucił z rozbawieniem Yuby.

-Oczywiście.- zwróciła się do wyjścia.- Teraz sama go wezmę.


***

Chimeria szła szybkim krokiem ogarniając natłok myśli. W całym planowaniu odparcia ataku, oraz przeprowadzeniu kontrofensywy przeszkadzała jej mała, nie dająca o sobie zapomnieć myśl, iż gdzieś już tą elfkę widziała. Pozostawało pytanie gdzie, a na znalezienie odpowiedzi nie było czasu.
Jedno było pewne, niesamowicie ją denerwowała.

Zimny dreszcz przeszedł wiedźmę od nasady włosów na głowie, aż po czubki palców.

„Wrócił. Nie przypuszczałam jednak, że zrobi mi tak gorące powitanie.” – warknęła do siebie przygryzając wargę. –„Nie musiałeś tak tego załatwiać mój drogi...”

Elfka zaprowadziła wiedźmę do portalu, który Chimeria pewnie przekroczyła, gotując się na odparcie ataku atakujących biesów.
Rozczarowała się jednak.

-Gdzie ja do cholery jestem?!- wykrzyknęła widząc obce Foorstin krajobrazy, zdecydowana do natychmiastowej teleportacji powrotnej.


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Thu Nov 09, 2006 1:08 pm 
Offline
User avatar

Joined: Fri Mar 26, 2004 9:47 am
Posts: 1249
Location: Ośrodek wypoczynkowy "Nomad"
Przed sobą jak i w swych granicach wyrywając i niszcząc zalęgający tam las. Z wnętrza niczym wystrzelony z katapulty wyleciał transporter Zgromadzenia. By uniknąć kolizji ze ścianą drzew gwałtownie wzbił się w górę.
- Stanowczo za blisko. - ostro trzymając oparcie fotele rzekła wiedźma.
Mogło być znacznie gorzej. – odparł Zarov – Jesteśmy na miejscu, gdzie cię wysadzić?

_________________
Image


Top
 Profile  
 
 Post subject:
PostPosted: Mon Dec 04, 2006 5:10 am 
Offline
User avatar

Joined: Fri Mar 19, 2004 9:10 pm
Posts: 1103
Location: Pola Umysłu

_________________
Image
They call me Sami the Sick. And I'm spitting fire with might.


Top
 Profile  
 
Display posts from previous:  Sort by  
Post new topic Reply to topic  [ 219 posts ]  Go to page Previous  1 ... 10, 11, 12, 13, 14, 15  Next

All times are UTC + 1 hour


Who is online

Users browsing this forum: No registered users and 0 guests


You cannot post new topics in this forum
You cannot reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot post attachments in this forum

Search for:
Jump to:  
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group