Podniósł naglę głowę, jakby coś go użądliło. No, w pewnym sensie użądliło, jego system komunikacji zawsze odbierał nadchodzące wiadomości jako ukłucie w okolicach skroni… tym razem wezwanie było znacznie bardziej natarczywe niż inne, a dodatkowo wiadomość została zaklasyfikowana jako „nieznanego pochodzenia”.
Westchnął, po czym wyprostował się. Przed nim rozległ się wrzask, na wpół pożartego człowieka. A może on wrzeszczał cały czas? Raczej tak, ARek zwykle tracił poczucie czasu podczas posiłku… a ten czarodziej był po prostu dobry! Z żalem musiał odstąpić od dokończenia jedzenia.
Człowiek leżący w kompletnej ciemności na pokładzie „Demeter” był już teraz kompletnie oszalały ze strachu, bólu i ciemności. Nagi, okrwawiony, bez nóg i większości lewego ramienia, zrobił coś co Hell-chanowi wydawało się nieco zaskakujące biorąc pod uwagę jego ogólny stan, jednak poświęcił swemu rozpaczliwe pełznącemu posiłkowi tylko szczątkową (haha!) uwagę.
Wpuścił do jaźni zakodowaną wiadomość, przerywając wreszcie igły bólu.
Stał przez chwilę, odcyfrowując komunikat od… od...
A to ciekawe…
ARek uniósł dłoń do twarzy, w geście imitującym ten, gdy ktoś po obfitym posiłku obciera kąciki ust. Nie przewidział kontaktu od tego konkretnego osobnika, gdyż, wstyd powiedzieć, zapomniał o nim. Jego jedyny stały kontrakt, zawarty jeszcze w życiu, gdy szerzył spustoszenie jako demon lodu w domenie Rubinookiego... a od tego czasu minęło dużo czasu, bardzo dużo czasu. Wtedy panowała w nim zasada „wierny zlecaniu aż do śmierci”… i umarł. Zatem, czy wciąż punkty zawarte w ich umowie obowiązywały?
Człowiek, zaskakujące! doczołgał się aż do włazu wychodzącego z mrocznego pomieszczenia. Ten był jednak zamknięty, zaś jego powierzchnia w paru miejscach wygięta do środka, zaś konsola obok- rozszarpana. Mężczyzna uderzył kilka razy w stalową powierzchnię, zaś jego wrzask ustąpił miarowemu łkaniu. Strasznie kiepsko szło mu to umieranie, o ucieczce nie wspominając.
ARek w zastanowieniu zaczął się przechadzać po pomieszczeniu. Powinien był przewidzieć wcześniej iż Nitopir się odezwie… ba! To było prawie pewne, od czasu gdy Hell-chan trafił do tego Multiwersum, zakładając oczywiście iż Kapitan Glut żył. Jak powinien postąpić? Hybryda nie należała do typów na tyle głupich, aby zapłacić całą cenę zawartą w kontrakcie przed wykonaniem zlecenia, co by się bez wątpienia skończyło jego śmiercią… lub przynajmniej ciężką walką. Nie, ten interes był ubity tak dawno temu, iż sam półdemon wyrzucił z pamięci ten fakt.
Czarny zaczął wyłamywać sobie knykcie. Przez jego głowę przemknął pomysł, aby zignorować wezwanie… jednak szybko został on usunięty.
Podniósł dłoń do skroni, wysyłając prostą telepatyczną wiadomość.
- Arael, jesteś tam?
Arael potwierdził.
- Każ Lelielowi otworzyć przepust w piątce, a dla mnie przygotuj zestaw numer trzynaście. Uruchom OOR i nastaw na dwadzieścia dni. Nie będę się z tobą komunikował, więc powtarzaj procedurę aż do odwołania… podsłuchałeś wiadomość, która do mnie przyszła?
Arael ze wstydem przyznał iż owszem, dodając jednak, iż to samo zrobił Leliel. Po chwili Pilot przeprosił skruszony.
- Więc wyślij wiadomość zwrotną z potwierdzeniem oraz odpowiednimi namiarami. Ja będę czekać w hangarze.
Arael zgodził się, jednak spytał zaciekawiony na temat osobnika, który się z nimi skontaktował. W swej pamięci nie miał zapisanego żadnego telepatycznego kontaktu o bliźniaczej strukturze.
- Dawny znajomy –odparł lakonicznie Helian.
Co z innymi interesantami?
- Powiadom wszystkich naszych, że każdy kontrakt na razie zostaje zawieszony bądź odwołany. Zbierz ich na statku, mają czekać na kontakt ze mną. Obawiam się, że nie będzie mnie bardzo, bardzo długo…
Pilot zrozumiał. Bez zbędnych pytań powiadomił pół-demona, iż pokój teleportacyjny został przygotowany.
- Zaraz tam będę – odparł ARek, odwracając się do swej ofiary, wciąż żywej. Człowiek zauważalnie dygotał, dookoła niego wezbrała się spora kałuża krwi.
- Tylko strzelę sobie strzemiennego.
***
Obszerne pomieszczenie służyło niegdyś za prowizoryczną stocznię. Dokonywano tu drobnych napraw, zanim uszkodzony statek można było dostarczyć do stoczni; hangar oznaczony jako numer 5 został przez Helionisa przetransformowany na teleport udostępniany potencjalnym interesantom; podłużne pomieszczenie miał zamontowany na jednej z mniejszych ścian okrągły portal, stanowiący egzemplarz jednego z gwiezdnych wrót, które ARek porwał z jednego z Goa’uldkich statków. Ze względu na ciemność w pomieszczeniu, trudność mogłoby komuś sprawić określenie wysokości stropu.
Niezliczony złom, pudła oraz resztki pojazdów i androidów naprawczych walały się wszędzie, jakby świeżo po jakiejś bitwie. Osobie nieprzystosowanej do widzenia w ciemności, pozbawionej umiejętności latania lub co najmniej wielkiej zręczności byłoby bardzo trudno rozeznać się w tym całym bałaganie; w jednej ze ścian tkwił do połowy wbity stary, imperialny myśliwiec. Jakimś cudem struktura utrzymywała się, głównie dzięki niezłomnej woli Araela do zachowania pierwotnego wyglądu okrętu, tego, który zastał zaraz po opanowaniu. Oczywiście, całe pomieszczenie było zacienione. Wymóg właściciela.
Ten siedział na kadłubie zniszczonego myśliwca; jedna noga dyndała swobodnie w powietrzu. Peleryna delikatnie falowała, owijając się zarówno dookoła ARka jak i starego statku. Obecnie z tej części pomieszczenia zdjęta była stała osłona którą gwarantował Leliel, dlatego każdy kto znajdował się na „Demeter” znajdował się w stanie lekkiego alarmu, gotów rozszarpać, spalić, zmiażdżyć, pożreć, pochłonąć lub zrobić coś bardzo nieprzyjemnego każdej formę aktywności innej niż ta przewidziana… co prawda Leliel przepuszczał w tym momencie wiązki jedynie z jednego źródła, jednak nie zszokowałoby ARka, gdyby wyciągnięcie ręki przez Nitopira było jedynie podstępem. Nie miał ku temu powodów, prawda? Oczywiście, że nie.
Pół-demon pochylił lekko głowę, przymykając błękitne oczy.
Jednakże…
_________________ Have no fear, shadow ass is here!
|