WWWBól porażał umysł Jana. Jego ciało było zdruzgotane, jego świadomość w strzępach. Znalazł się daleko za granicą życia, ale jeszcze nie w domu śmierci. Żył tak długo, kiedyś musiało go to spotkać. Nie pamiętał już jak wiele razy walczył o swoją wiarę i ginął. Przeszyty setkami włóczni, topiony w oceanie, płonący w pożarach, umierający w mękach od trucizny, zgarotowany, przebijany mieczami, rażony błyskawicami i kulami kwasu.
WWWPomimo tego, zawsze powracał, jeżeli tylko jego szczątki dotykały ziemi, jego matki. Jeżeli mógł usłyszeć bicie serca planety, ogień życia płonący w jej wnętrzu, wszechogarniającą miłość do wszystkiego, co stworzyła to powracał do świata żywych.
WWWPamiętał jeszcze jak za pierwszym razem jego dusza obawiała się przejścia. Znał sposób, ale strach przed porzuceniem doczesnych szczątków go sparaliżował. Zwlekał, podczas gdy wokół niego ginęło Nefrytowe Miasto. Dwie potężne armie starły się i szala zwycięstwa przechylała się na korzyść tej dowodzonej przez Czarnego Smoka. Wojownicy w hebanowych puklerzach dorzynali swoich nieprzyjaciół w czerwono-pomarańczowych zbrojach. To nie był jego szczęśliwy dzień. Miał dwadzieścia trzy lata i usiłował przemknąć z Wielkiej Biblioteki do najbliższego zaułka. Czekający nieopodal oszczepnicy nie spytali, kogo popiera. Przyszpiliwszy do miejskiego bruku zostawili go by wyzionął ducha. Umierał i pośród szczęku mieczy, nawoływań zbrojnych i wrzaskach mordowanych starał się usłyszeć ten głos, o którym mówił mu nauczyciel. Głos skał, o którym mówił Mistrz.
WWW-Masz naturalny talent Janie, ale jesteś zbyt arogancki.- Powiedział mu ten wysoki, brodaty, brunet, gdy siedzieli w pochmurny poranek pod dębami Mamre.- Musisz wiedzieć, że nie istniejesz wyłącznie dla siebie. Jak każdy człowiek wpleciony w Linię Przeznaczenia jesteś tylko pionkiem w grze, ziarnkiem piasku.
WWW-Ale jak mogę spędzić swoje życie robiąc coś, co nakaże mi ktoś inny? W ten sposób utracę wszystko, co mam Mistrzu. Moją młodość, wszystko, co mogę osiągnąć samodzielnie.
WWW-Pewnego dnia twoje przetrwanie będzie zależało od tego czy pojmiesz, że można odnaleźć wolność w służbie.-Olvegg nawet z kilku yardów widział bursztynowe oczy Mistrza.- Zrozumieć, że poświęcenie się czemuś nie oznacza zatracenie siebie.
WWWKilka dni potem Jan leżał na bruku z włócznią w jamie brzusznej i słabnąc obserwował jak jego krew zbiera się w wyrwie ulicy a wpycha do niej ziarenka piasku. Jego drogie ubranie, oznaka statusu, było w strzępach. Nadchodziło przedśmiertne otępienie. Niezdolny do ruchu czy nawet szeptu patrzył jak drobinki piasku jedna po drugiej wpadają w lustro cieczy.
WWW-Wszyscy jesteśmy jak one. -Pomyślał.- Przykuci do zmysłów pędzimy do przodu nazbyt zaaferowani sobą by zauważyć otchłań. Ale w końcu…W końcu przecież pozostaje z nas tylko piasek.
WWWNagle usłyszał grzmot. Przemknęło mu przez myśl, że nadchodzi burza, ale nie, niebo pomijając dym i łuny pożarów było błękitne. Tąpnięcie się przybliżyło. Odległy pogłos, zupełnie jakby gdzieś głęboko pod nim, w środku ziemi zaczęły dudnić bębny. Ich echo stopniowo narastało aż zagłuszyło wszystkie inne hałasy. Było w nim coś wielkiego, większego nad wszystko, co w swoim krótkim życiu mógł uczynić człowiek. Zdał sobie sprawę, że to miarowe tętno bije niezmienne od setek tysięcy lat. I nagle wszystko stało się prostsze. Odrzucił ułomne ciało i pozwolił, aby to bicie przyciągnęło go do siebie. Narodził się na nowo.
WWWOd tamtej pory umierał wielokrotnie, bo wielu było takich, którzy pragnęli jego śmierci. Gdy zawodziły uniki lub ostrożność albo, gdy nie chciał posunąć się do brutalnej siły pozwalałby jego ciało złożono do grobu i regenerował się spływając pośród skał jak w płynnej materii. Wraz z każdą regeneracją pozostawało w nim trochę ich trochę więcej. Kamienie, które go odtwarzały wciąż przemieniały się w ciało. Czuł żar słońca na skórze i zmęczenie nóg po całodziennym marszu. Jedynie gdzieś w głębi duszy stawał się coraz bardziej oderwany od ludzkich spraw.
WWWWsparty na kosturze kroczył po planach idąc tam gdzie kierowała go wola Mistrza. Spotykał najróżniejsze ludy, poznawał ich obrzędy, kulturę, magię i naukę. To, w jaki sposób spędzali krótkie rozbłyski swoich żyć. Mieszkańcy mogli się różnić jednak pod powierzchnią planet zawsze słyszał to samo miarowe tętno. Bicie serc światów, które dawały życie. Ich ciepło i milczące sny.
WWWTeraz był na Foorstin. Starym świecie pełnym magii i mitycznych stworzeń. Przed chwilą umarł po raz kolejny. Ciemność wtargnęła do jego umysłu i sprawiła, że nieświadomie opuścił bezpieczne łono ziemi. Ułamek sekundy po tym jak odtworzył swoje ciało poczuł wielki ból, bardzo podobny do tego, jaki niegdyś sprawiła mu włócznia. Krwotok? Nie zdążył nawet zastanowić się, jakiej techniki użył Zarov by go wywołać a jego ciało poddało się. Gdy upadł na ziemię zaczął się rozpad. Po chwili jedynym, co pozostało na powierzchni była sterta gruzu poznaczona czerwonym płynem, który szybko parował w tropikalnym klimacie Foorstin.
WWWJego duch złączył się ze skałą, ale wciąż cierpiał. Jakby rana wciąż istniała. Jan spotkał się w czasie swoich wędrówek z wypaczonymi istotami żywiącymi się mocą umysłów przeciwników. Ci łupieżcy byli zdolni zadać rany samej świadomości czyniąc mocarnych oponentów bezsilnymi. Wówczas tylko cudem udało mu się uciec z ich unoszącego się nad wodą okrętu. Wyskoczył za burtę i przez wiele godzin miotany wirami jak pusta skorupa opadał na dno oceanu nim połączył się z planetą. Rana, którą wówczas otrzymał była inna. Ta obecna była o wiele bardziej zdradliwa i bolesna, ledwie udawało mu się utrzymać tok rozumowania.
WWWUsiłował się zregenerować. Na próżno. Myśli jak esencja życiowa wyciekały przez wyłom uniemożliwiając mu odzyskanie formy. Ziemia karmiła go mocą, ale energia nie mogła odwrócić szkód, jakie poczynił Zarov w jego umyśle.
WWWWalczył, zanurzał się coraz głębiej w płaszcz planety kierując się do samego płonącego centrum. Przez myśl przechodziły mu urywki wspomnień, twarze ludzi i widoki z miast, które odwiedził. Koncentrował się na utrzymaniu własnej tożsamości. Wiedział, że jeżeli nawet przez chwilę pozwoli sobie na odpłynięcie może już nigdy nie powrócić. Ziemia utrzyma go przy życiu, ale bez kontroli stanie się bezmyślnym duchem żyjącym w skałach. Nie lepszym od pośledniego żywiołaka.
WWW-Nie…musze najpierw dopilnować…on tak szybko tu będzie. Nie są gotowi…Muszę!
WWWPrzenikał bez trudu przez gęste skały, żyły minerałów, pokłady szlachetnych kruszców wciąż nabierając tempa. Zostawił za sobą szkielety przedwiecznych zwierząt i paskowane złoża osadów. Walcząc ze swoją słabością, z samym sobą umykał w dół coraz szybciej.
***************************************************************************
WWWPoprzez Bezczas i pustkę na Mglistej krawędzi gdzie marzenia stykają się z istnieniem przemknęła kula pyłu. Srebrne drobinki wirowały i iskrzyły się w promieniach gwiazd, które nigdy nie miały szansy się narodzić. Pył spływał poprzez wymiary prawdopodobne, potencjalnie prawdopodobne, mało możliwe i całkowicie poza dyskusją. Mignął w snach umarłych ludzi zbieranych bez przerwy przez milczące istoty Porządku. Przez ułamek sekundy był fragmentem burzy wznieconej przez Millie księżniczkę Roześmianych Legionów w odwiecznym Chaosie. Przesypał się ponad bramą z Kości i Rogu na granicy królestwa snów wywołując niewielkie poruszenie w snach Gryfa.
WWWCzas uginał się wokół niego, gdy Jednoręki Daimon wracał do realnego świata.
***************************************************************************
WWWOlvegga przeniknął przez wielki pokład magmy. Ognista zawiesina falowała setkami odcieni czerwieni, pomarańczowego i żółci. Jan tracił siły, opór jego umysłu słabnął. Rana stawała się coraz bardziej dotkliwa. Zaczynały mu umykać daty i twarze a wydarzenia mieszały się w ognistym tyglu. Następne minuty miała zaważyć o jego losie. Spróbował ostatniej szansy. Skupiając energię uzyskaną od ziemi rzucił czar prekognicji. Co zadziwiające, czar dał efekty.
WWW „Osiem kilometrów na wschód, piętnaście w górę.”
WWWGdy pospieszył w tamtym kierunku nagle znalazł się wewnątrz czegoś, co wyglądało jak gigantyczna komnata. Coś, co nie miało prawa istnieć na tej głębokości i przy tak morderczym ciśnieniu.
WWWWysoka przynajmniej na kilkadziesiąt metrów pieczara w głębi Foorstin. Na jej środku zaś kościół otoczony kwitnącym ogrodem. Zielona trawa usiana stokrotkami rosła w mdłym blasku lejącym się ze sklepienia. Starannie przystrzyżony żywopłot przedstawiał postaci ludzkie i zwierzęce. Piękne kolorowe witraże w oknach przywitały, Olveggę gdy jak duch zbliżał się do budynku. Kościół miał bogato dekorowane płaskorzeźbami ściany. Kiedy Jan przeniknął przez grube dębowe drzwi zobaczył rzędy ławek po obu stronach od wejścia i żebrowe sklepienie. W głównej nawie znajdował się ogromny witraż a tuż pod nim chrzcielnica z błękitnego kamienia, który okazał się lazurytem.
WWWWitraż przedstawiał nagiego mężczyznę ze zwieszoną głową i z rozkrzyżowanymi w powietrzu rękami. Gęste czarne włosy skrywały jego oblicze a w środku piersi miał szeroką, czarną dziurę. U jego stóp artysta wyobraził przeróżne demony i bestie. Z jego lewej dłoni zwisał szeroki szary pas z szaro-czerwoną, ozdobną klamrą, a nad prawą unosiła się złota, siedmioramienna gwiazda. Jan Spod Spadającej Gwiazdy zbliżył się jeszcze tak, że znalazł się przed chrzcielnicą.
WWWNagle w świątyni rozległo się potężne westchnienie. Z sufitu do chrzcielnicy zaczął sypać się srebrny pył. Zamiast jednak wpaść do wody zebrał się nad nią tworząc kulę o średnicy sześciu i pół stopy. Kula nie odbijała się w tafli i lewitowała powoli się obracając.
WWW-Znam… Cię- powiedział z trudem Olvegga.- On jest już… tak blisko?
WWW-I my znamy ciebie Mówco Kamieni.- Głos z kuli srebrzystego piasku brzmiał jakby dochodził od ścierających się ze sobą skał. –Nie, jego czas jeszcze nie nadszedł. Jesteśmy tu by dopilnować wszystkiego. To nasz obowiązek.
WWW-Próbowałem oczyścić… jego ścieżkę. Zabrakło mi sił. –Odpowiedział Jan czując jak jego świadomość rwie się coraz bardziej.
WWW-Ścieżki wyprostują się same, jeżeli wola do tego jest wystarczająco silna. –Odparł Daimon Cronos.- Egzystencja większości ludzi zbudowana jest z zapomnianych uczuć, utraconych nadziei, niewypowiedzianych pragnień. Stają się niewolnikami potrzeb i lęków. Potrzebujemy kogoś, kto im się nie podda, kogoś, kto przedłoży obowiązki nad słabości.
WWW-Też jestem… człowiekiem.
WWW-Możesz być czymś więcej. Potrzebujemy cię, bo zdarzył się wypadek. Gdy wracał wybrał źle a ten wybór porwał w strzępy jego psyche. Nie przewidzieliśmy tej ewentualności tuż przed Upadkiem. Byliśmy słabi, zabrakło nam czasu.
WWWKula zmieniła swoją strukturę. Na jej lewitującej powierzchni pojawiła się kamienna twarz Daimona.
WWW-Znamy Upadek i Cierpienie, znamy każde wydarzenie, które doprowadziło go do tego miejsca, ale on ich nie zna. Bez swojej pamięci nie będzie w stanie wybrać właściwej drogi. Spłonie, zgaśnie, pożre go rdza. Nie zajdzie nic z tego, co przepowiedziano, wszystko pójdzie na marne. Nie możemy do tego dopuścić. Połącz się z nami Proroku Kalkina.
WWWWiry świadomości Olveggi dochodziły do punktu krytycznego, zaczynał tracić kontrolę nad swoją auia, ale zdobył się na jeszcze na słabą manifestację.
WWW-Żyję…by służyć. –Odpowiedział Jan.
WWWCronos uniósł kamienne powieki. Błękitne światło zalało kościół. Tafla wody w chrzcielnicy zapadła się, witraże zatrzęsły i rozpadły. Ławki upadły pokotem. Pył wypełnił świątynię.
_________________
 They call me Sami the Sick. And I'm spitting fire with might.
Last edited by Samuel Kalkin on Mon Jan 08, 2007 4:39 am, edited 1 time in total.
|