WWWTyk. Tyk. Tyk. Tyk.
WWWOlbrzymi tryb zaskoczył na zębatce kręcąc poziomym prętem, który przesunął kolejną sekundę do przodu. Zupełnie jakby niewzruszony strażnik czasu nie przejmował się kolejnym tchnieniem życia. Rzeźbione wahadło czasu, zakończone ostrzem zdolnym oddzielić cień od światła, kontynuowało swoją powtarzającą się od wieczności drogę, stąd dotąd.
WWWTyk. Tyk. Tyk.
WWWCzarna wskazówka, jedyna, w jaką wyposażono zegar, przeskoczyła na cyferblacie pełnym gwiazd, falującym niczym flaga na wietrze. Jego pełną załamań powierzchnię przebiegały setki wyładowań, zaczynających się tutaj i niknących gdzieś w oddali.
WWWTyk. Tyk.
WWWDo dźwięku wahadła dołączył odgłos kroków. Rozchodzący się głębokim echem pośród pustych już teraz korytarzy.
WWWTyk.
WWWPowoli gwiazdy na cyferblacie zaczęły blaknąć, wyładowania znikały jakby ucięte nożem.
WWWI wtedy... zegar czasu zatrzymał się całkowicie. A wskazówka, odmierzająca sekundy od początku świata, zatrzymała się na liczbie dwadzieścia osiem. Drobinki kurzu zatrzymały się w miejscu, pajęczyny, które dotychczas drgały poruszane powiewami wiatru, zastygły. Reszta po prostu zamarła.
WWWJednak kroki dalej rozlegały się w Wieży. Zbliżały się. Niczym niestrudzony kat, który idzie by wykonać ostatni wyrok, kierowały się prosto do Sali. Po drodze wysysając resztki światła; ciemnośc wciskała się w każdy zakamarek, jakby ponownie brała w posiadanie tę budowlę.
WWWSześć postaci siedziało przy stole w zastygłych pozach. Ich kolory blakły do momentu, kiedy dominującą barwą stała się sepia. Wtedy nagle pięć z nich rozprysło jak rozsadzony od środka kamień. Odłamki jednak odleciały tylko kawałek, po czym znieruchomiały. Ostatnia postać, otoczona obecnie trójwymiarową, czarno-białą bitmapą płomieni, poruszyła się odzyskując władzę w kończynach. I padła prosto na posadzkę. Po chwili druga, podobna do ludzkiej, rąbnęła w czarny marmur,jakim wyłożono podłogę Sali. Trzecia, kobieca postać, zmaterializowała się klęcząc i mrugając niepewnie powiekami.
WWWZło wszedł do sali. Nieruchome drobinki kurzu odbijały się od jego czarno-alabastrowej zbroi, i wytracały pęd kilka centymetrów dalej. Nie miał twarzy. O ile nawet zupełnie idealną czerń w miejscu przysłoniętym kapturem można było kiedykolwiek nazwać obliczem. Mimo to, kiedy spojrzał na ciebie, miało się wrażenie, że dwa grafitowe wiertła przewiercają cię na wylot.
WWWBokler i Mephis dochodzili do siebie po upadku, Morgana mrużyła oczy, jakby oślepiona.
WWW- Zawiedliście mnie - głos rozległ się w całej Wieży i wstrząsnął murami. - Zawiedliście mnie po raz ostatni - czarna postać podeszła otoczonej płomieniami, leżacej postaci. - Mephis - lekki gest i ciało diabła podjechało brutalnie do góry. - Czy też może Roevean - obleczona obsydianem rękawica dotknęła policzek wywołując grymas bólu na twarzy morlocka. - Nienawiść - Zło prychnął. - Użyłeś czegoś zupełnie niezrozumiałego, czegoś, czego nikt nigdy nie uważał za broń. I zawiodłeś - kolejny gest i ciało Mephisa przy akompaniamencie krzyku uderzyło gwałtownie w ścianę rozpryskując się na kawałki. Zło podszedł do Boklera, który podniósł się już do klęczek. - A tak - i znów ciało diabła podjechało do góry. - Bokler - głoś był pełen jadu. - Diabeł, który wyrzekł się mocy, myśląc, że tym samym coś zdoła osiągnąć. I grubo się pomylił - postac biesa zawirowała, z gardła dobył się wrzask, kiedy wnętrzności zapadły się w sobie. Po chwili Bokler zniknął wraz z cichnącym szlochem. - I wreszcie - kroki zatrzymały się przy diablicy. - Groza - Zło roześmiał się. - Czy też Morgana - Zło wzruszył ramionami. - Nie byłabyś w stanie przestraszyć pająków, które tak wesoło zdążyły opleść pajęczyną tą Wieżę. Nie byłabyś, gdyż za mało dawałaś przykładów swojej mocy - przybliżył rękawicę do jej twarzy, ale po chwili rozmyślił się i gwałtownym ruchem zdarł z niej odzienie. - Szkoda - powiedział sycąc się każdym kawałkiem jej ciała. Po chwili diablica, rozrywana wewnętrzną siłą, krzycząc, rozpadła się na setki kawałków, które po chwili zniknęły.
WWWZło odwrócił się i już miał wyjść, kiedy wnętrze Sali zalało mlecznobłękitne światło.
WWW- Wybierasz się gdzieś, Z? - drugi, równie potężny głos wypełnił Wieżę.
WWW- Wolałem cię spotkać gdzieś na otwartej przestrzeni, D - odparł Zło.
WWW- Tak oczywiście - postać odziana w biało-srebrną zbroję opuściła się na posadzkę.
WWW- Dawno tu nie byłeś - powiedział czarny przekrzywiając kaptur.
WWW- Co nieco się zmieniło - odparł biały. - Znów się spotykamy...
WWW- Kiedy nasze pionki zawodzą - dokończył Zło.
WWW- Tym razem rozstrzygnie się wszystko.
WWW- Tak myślisz?
WWW- Ja to wiem.
WWW- Nie bądź taki pewny. Jeszcze nie wygrałeś.
WWW- Twoja Trójca zawiodła.
WWW- Nie ze swojej winy.
WWW- A z czyjej?
WWW- Zgadnij.
WWW- No nie, znów zwalisz to na ludzkość?
WWW- Nie, na Świętego Mikołaja.
WWWDobro roześmiał się.
WWW- Człowiek rodzi się zły, ale potem zaczyna wierzyć i żałować, przez co zostaje mu wybaczone - przekrzywił kaptur.
WWW- Daruj sobie to luterańskie pierdolenie - Zło cofnął się o krok. - Kolejny ludzki wymysł. - W tym momencie spadł deszcz. - Zmieniłeś się D, ludzkie uwielbienie wzięło górę?
WWW- Po prostu mam sentyment do deszczu - odparł biały. - Powiedzmy, że deszcz jest tym czynnikiem, który zwiastuje nadejście nowych czasów.
WWW- Przestań, proszę cię - prychnął czarny.
WWW- Też się zmieniłeś, prosisz - odparł Dobro.
WWW- Prosić to się może świnia - riposta czarnego była szybka. - Przy okazji, to informacja dla twojego nieporadnego mózgu. To był sarkazm.
WWWDobro nie odpowiedział. Spoglądali na siebie a grafitowe i srebrne wiertła spojrzeń wwiercały się w obie postaci.
WWW- Czyli znów wszystko sami musimy rozstrzygać? - pytanie było dość retoryczne. - To w takim razie, po co nam ludzie? Po co nam Trójca, po co nam to całe pieprzenie?
WWW- Dla elementu niepewności. Dla tego, by postępować wedle zasad. Dlatego by nic nie pozostawić przypadkowi.
WWW- Przypadek to tylko porządane okliczności, które zdarzyły się w nieodpowiednim czasie.
WWW- Filozofia, Z? Tym razem mnie zaskoczyłeś.
WWW- Zdąrzę cię jeszcze zaskoczyć - powiedział Zło i dobywając czarnego miecza, skoczył w stronę Dobra. Ten odsunął się gwałtownie wystawiając lśniący srebrem miecz. Ostrza spotkały się sypiąc skry.
WWWWalka Dobra ze Złem się rozpoczęła.
