- Różnorodność klienteli aż zadziwia – Benedykt usadowił są wprost naprzeciwko Iranahla. Drugi z dyplomatów stanął tuż obok stołu i zaczął rozpakowywać torbę, wyjmując z niej między innymi dwa ogromne orle pióra, ze złotymi stalówkami oraz wielki kałamarz. Nie usiadł też żaden z Kłów. Komandosi zdjęli kaptury. Tak więc oczom przebywających w karczmie gości ukazali się: dobrze zadbany ork (aż dziw brał, jak bardzo odstawał urodą od swych pobratymców), poznaczona bliznami elfka o błękitnych włosach postawionych na jeża, kotołak oraz coś co przypominało ciemnego elfa, ale było znacznie muskularniejsze od większości przedstawicieli tej rasy, a także posiadało, świecące na czerwono, gałki oczne. Ork wskazał elfce i kotołakowi miejsce, z którego będą mogli obserwować całą salę, a sam razem z Khitaninem stanął za plecami negocjatorów, lustrując bacznym wzrokiem otoczenie. Tymczasem podano napoje.
- Jak już mówiłem, do tej karczmy można się dostać przez ogromną ilość portali – półsmok wzruszył ramionami.
- Posiadacie może jakiś na Shiroue?
- Tak. Jeśli zechcecie możemy was tam wypuścić.
Benedykt zamyślił się przez chwilę.
- To daje szerokie możliwości współpracy – Hequetai złapał pytające spojrzenie Iranahla – otóż Psia Liga stawia silny nacisk na rozwój jej członków, między innymi ćwiczenie kreatywnego myślenia i umiejętności komunikacji. Uważam, że moglibyśmy przysyłać tu naszych adeptów, aby próbowali przyciągnąć jak największą ilość klientów oraz organizowali im rozrywkę. Korzyści są chyba jasne dla obu stron.
- Warte przemyślenia, ale może najpierw załatwmy priorytetowe sprawy.
- Oczywiście – Benedykt uśmiechnął się lekko. Prawą ręką dał znak koledze, aby ten otworzył tubę – niestety będę się musiał cofnąć do jakże bolesnej przeszłości – przerwał, czekając chwilę aż jego rozmówca przytaknie – Tak więc waszej armii udało się wyrządzić olbrzymie szkody naszej planecie, doprowadziliście do zmian w położeniu oceanów i mórz. Z drugiej strony muszę wyrazić naszą wdzięczność za zorganizowanie punktów sanitarnych dla ofiar wojny.
- Lord Ilvean jak pamiętam wkładał sporo wysiłku, aby nam utrudnić życie.
- Wciąż uważaliśmy was za najeźdźców, których trzeba jak najszybciej przegonić z naszego terytorium. Poza tym pewien demon, przypominający mocno, jednego z waszych członków nie doprowadził omal do zniszczenia galaktyki za pomocą miecza zwanego Wiatrem Zmian.
- Został on zabrany z naszej rezydencji.
- Tak i jest to jeden z powodów, dla którego Psia Liga postanawia zatrzymać naszą zdobycz wojenną, Broń Ostatecznej Zagłady. W tej sprawie nie zgodzimy się na żadne ustępstwa.
Dookoła dyplomatów zaczął zbierać się powoli tłum gapiów. Prawie każdy, kto znał się trochę na polityce intergalaktycznej lub interesował się tym, co się dzieje w uniwersum i usłyszał, o czym toczona jest rozmowa, chciał być świadkiem tego wydarzenia. Kolejne istoty dochodziły z czystej ciekawości lub według zasady owczego pędu. Groźne spojrzenia Kłów cofały co bardziej ciekawskich, utrzymując wśród delegatów pewną pustą przestrzeń.
- … udało nam się zniszczyć sporą część floty Raflika, jak i mniemam na pewien czas wyeliminować jej przywódcę.
- Została odbudowana.
- Wiemy też o kolejnej toczonej przez was wojnie. A dokładniej o jej skutkach. Faktem też jest, że wasza organizacja posiada znacznie potężniejszych wrogów i pewnie nie chcielibyście zobaczyć naszych żołnierzy, walczących ramię w ramię pod wspólnymi sztandarami. Jednakże nie jest to aktualnie naszą wolą, ponieważ nie widzimy korzyści w działaniach bojowych.
Przez tłum przedarł się kolejny Kieł. Jeden z byłych Smoczych Jeźdźców. Elfickiej szlachty opiekującej się smokami. Bezzwłocznie zbliżył się do Benedykta i szepnął mu coś na ucho. Ten w odpowiedzi kiwnął głową, po czym splótłszy palce zwrócił się znów do Iranahla.
- Meritum, pragniemy położyć kres tej wojnie, jako, że wierzymy, że już dawno straciła sens, a nasze organizacje posiadają teraz znacznie ważniejsze cele…
Na stole pojawiły się dwa ogromne dokumenty, napisane w kilku najbardziej popularnych Multiświatu językach: elfickim, łacinie, angielskim…
-… zapomnieć o wszystkich dzielących nas urazach, prosić o uznanie neutralności Psiej Ligi, roli naszych arbitrów oraz nawiązać kontakty handlowe – ciągnął dalej Benedykt, pokazując odpowiednie części dokumentu, litery pod jego ręką, jakby na rozkaz zaczynały rosnąć i lśnić złotym blaskiem – a w akcie dobrej woli, przekazać pozostałą jeszcze u nas dwójkę jeńców. Ceresa i Lilith. Proponujemy zakończyć ten okres nienawiści i destrukcji, przynieść nowy świt naszym organizacjom. Niech rosną w chwale ku zazdrości naszych konkurentów.
_________________
Overcoming obstacles is my business. And business is good.
Avatar powstał dzięki uprzejmości tego .
|