Głuchy trzask pięści o blat stołu rozniósł się po bibliotece. Okrągłe, niebieskie, lewitujące po pomieszczeniu kulki co pewien czas jarzyły się bladym światłem oświetlając postać, która nerwowo poruszała się z jednego miejsca sali do drugiego. W każdej z nich można było dostrzec zamglony obraz wielu osób oraz miejsc, zastępywane po chwlili przez następne obrazy. Wspomnienia oraz przeżycia, najważniejsze wydarzenia - wszystko to umieszczone w małej, szklanej kulce.
Regały poustawiane w rzędach jeden za drugim, na ich drewnianych półkach nagromadzona wiedza obejmująca różne tematy. Od warzenia mikstur, opis znanych gatunków zwierząt, ziół, tomy traktujące o magii, sposób jej działania, inkantacje, a także zapiski dotyczące Multiświata czy przebywającej gdzieś na krańcach kosmosu. Niezliczone regały ciągnące się od ściany do ściany. Wszystkie w komplecie, zapchane po brzegi książkami. Przynajmniej tak było do czasu gdy w bibliotece nie pojawił się intruz.
Postać przejechała czubkiem palca po zimnym drewnie w miejscu gdzie powinny znajdować się księgi. Odnajdzie je. Wie przecież jak wygląda osoba, która jest teraz w ich posiadaniu. Zna jego imię. Elf. Seymour nie znosił elfów. Na samą myśl samopoczucie jeszcze bardziej mu się pogorszyło.
Zmęczenie. Trochę odpoczynku mu się teraz przyda. Skierował swe kroki do wyjścia próbując zapomnieć o zaistniałej sytuacji
* * *
Ciemne korytarze. Szalejący za oknem wiatr i deszcz, a w oddali niebo rozświetlane błyskawicą. Echo wracających raz po raz grzmotów wypełniał co pewien czas korytarz na przemian z krótkimi błyskami światła. Uczucie wszechogarniającego chłodu wlewającego się do wnętrza zamku. Czuł jak potężna fala zimna przechodzi przez niego i ochładza od wewnątrz. Dźwięk butów uderzających miarowo o twardą posadzkę roznosił się echem po pomieszczeniu kiedy przemierzał kolejny korytarz zamku.
Coś mu nie pasowało. Doświadczał podobnego uczucia gdy w zamku pojawił się nieproszony gość. Przystanął na chwilę wpatrując się przymrużonymi oczyma przed siebie na salę pogrązoną w mroku. Z sufitu zwisały olbrzymie żyrandole pokryte cieńką, pajęczą nicią. Po środku stał długi, drewniany stół na którym umiejscowione były nierównomiernie świeczniki, niektóre ułamane lub poprzewracane, walały się po całym blacie. Widać było wyraźnie, że lata świetności ma za sobą i wyglądem odstawał od reszty mebli umieszczonych w zamku. Po obu jego stronach znajdowało się po kilkanaście krzeseł, natomiast na ścianach powieszone obok siebie obrazy przedstawiały zazwyczaj różne postacie w strojach szlacheckich. Jeden z nich, podzielony na dwie części, prezentował u dołu niewiarygodne miasta i doliny, przepiękny krajobraz rozkwitującej wiosny oraz budzącą się do życia przyrodę. U góry natomiast zamiast nieba ukazana była ta sama sceneria, odwrócona do góry nogami tym razem z nienaturalnie powykrzywianymi konturami, plamami rdzy naniesionymi na każde możliwe miejsce, zamiast słońca - ciemna otchłań przybierająca barwę zgniłej zieleni, która leniwie spływała na domostwa. Autor obrazu cierpiał na zaburzenia psychiczne. Po skończeniu malowidła na drugi dzień znaleziono go dyndającego na sznurze.
Odwrócił wzrok od ściany i postąpił kilka kroków w głąb sali zaciskajac, to rozluźniając pięść. Pochodnie umieszczone niedaleko migotały co chwila pod wpływem podmuchu wiatru powodując, że przedmioty swymi rozpostartymi na podłodze cieniami wykonywały taniec wokół niego. Podszedł do stołu i przysunął jedno z krzeseł na którym wcześniej gościł kopię elfa. Z oporami wróciło na właściwie miejsce niosąc po sali głuchy odgłos. Nim zdąrzyło dotknąć oparciem stołu Seymour wysunął energicznie rękę w stronę pobliskiej firany łapiąc za skrawek materiału, który pociągnął z impetem w sąsiednią ścianę. W momencie gdy cel napotkał twardą przeszkodę dało się słyszeć cichy jęk bólu. W tym czasie zdążył drugą ręką sięgnąć po mały nożyk z zamiarem wycelowania ostrzem w stronę gardła przeciwnika, jednak zatrzymał się w połowie drogi gdy zauważył kątem oka, że postać zrobiła ten sam ruch tylko że z kataną. Zamarli na chwilę w bezruchu, pomieszczenie wypełniał jedynie odgłos łapiącej oddech w szybko pracujące płuca osoby, którą miał przed sobą.
- Masz tupet się tu pokazywać. - Seymour podniósł głowę nieco do góry by przyjrzeć się dokładniej osobnikowi - Szczególnie w takiej chwili. Ostatnio wiele szczurów węszy po mojej posiadłości
Postać nadal ciężko dyszała wpatrując się w mężczyznę odzianego w prochowiec. Próbowała ustabilizować oddech, lecz przychodziło jej to z wielkim trudem. Seymour zmarszczył brwi i kontynuował wypowiedź, tym razem bardziej stanowczym tonem
- Mów albo wypatroszę Cię jak świnię. Twój mieczyk nie zrobi mi poważniejszych szkód. Ty od mego ciosu zapewne umrzesz
Postać najwyraźniej oceniała na ile jest prawdy w tych słowach, jednak po chwili przemówiła
- Zwe się Armakuni... - Ponownie zapadła cisza. Wiatr wzmagający się za oknem zaczął cicho świszczeć sprawiając, że atmosfera stała się jeszcze bardziej napięta. Błysk pioruna rozświetlił na moment całe pomieszczenie pozwalając mężczyźnie w prochowcu przyjrzeć się intruzowi. Nosił na sobie ciemny strój zakrywający niemalże całe ciało, na rękach ochraniacze. To samo dotyczyło nóg. Maska. Jedynie oczy były odsłonięte, które teraz wydawały się przewiercać przez Seymoura studiując dokładnie jego najdrobniejszy ruch
- To wszystko co masz do powiedzenia o sobie? - Wypowiadając słowa mocniej zacisnął pięść na trzymanym materiale - Najwidoczniej nie zależy Ci za bardzo na dalszej egzystencji pośród żywych
- O co mnie podejrzewasz? Nikt mnie nie wynajął jeżeli oceniasz po moim stroju, że jestem tu by odebrać Ci życie - Fakt, jego ubiór mógł to sugerować. Tym bardziej, że kilku wrogów w Multiświecie zdążył sobie narobić - Trafiłem w to miejsce przypadkowo. Szukałem pewnego mężczyzny. Kogoś, kogo za wszelką cenę muszę ponownie odnaleźć. Gdy na niego natrafiłem ogarnął nas oślepiający błysk i znalazłem się w jednej chwili przed tym zamczyskiem.
- Uważasz, że uwierzę w te brednie? - Historyjka jaką mu przed chwiła przedstawił rzeczywiście nie budziła większego zaufania - Do tego nie jesteś zbyt rozmowny
- Wolę by to czyny przemawiały za mnie. Nie lubię długich konwersacji, panie.... - Urwał wpatrując się w niego, wyczekując odpowiedzi
- Seymour. Przywódca organizacji zrodzonych z cienia
- Seymour-kun... Organizacji? Chętnie się przekonam co ta organizacja ma do zaoferowania. Chciałbym wstąpić w Wasze szeregi
Mężczyzna w prochowcu rozluźnił uścisk i puścił ninje, chowając miecz. Wszystko działo się za szybko. Czy ktoś, kto wtargnął do jego zamku i złapany zaczął opowiadać tak niestworzone rzeczy może być wart zaufania? Nie miał wyboru, praca czekała. Musiał jednak przyznać, że jest narazie jedyną osobą, która zdołała Seymoura zaskoczyć swoim refleksem. Schował ręce do kieszeni i oparł się o stół, który cicho zatrzeszczał
- Czyny powiadasz? Dobrze, nadal Ci nie wierzę, ale wiem jak Cię sprawdzić. Jest pewna osoba, która potrzebuje teraz naszej pomocy... - Mężczyzna dokładnie opisał cel, który ma osiągnąć nowoprzybyły by mógł zasilić szeregi ZC - Udasz się tam niezwłocznie. O transport na miejsce nie musisz się martwić
Armakuni przytaknął jedynie spoglądając na mężczyznę o ciemnoczerwonych włosach. Test. Lubił tego typu rzeczy. Sprawdzenie swych umiejętności
- Zgoda
- A, jeszcze jedno. - Wargi mężczyzny zacisnęły się w jedną linię - Jeżeli postanowisz zrobić ze mnie głupca następnego dnia obudzisz się z nożem w plecach
_________________
http://iojacket.hp.infoseek.co.jp/IOSYS ... kitoro.swf
Ehhh? Maji easy modo?
|