Shien spojrzal na Daedlusa, na wrak jego statku, po czym przeniosl spojrzenie na unoszacy sie w gorze piracki okret.
-Coz, nie planowalem zginac ze starosci. jak to szlo....A, Wkroczyliscie na prywatny teraz, nalezacy do Zakonu Cienistego Mlota. Macie trzy minuty na opuszczenie atmosfery, albo zostaniecie usunieci sila. Taa, skoro formalnosci zakonczone, to mozemy brac sie za robote.
Astus ulozyl pysk w smoczy odpowiednik zmartwionej miny- to zle, bardzo zle. oj, nie tak mialo byc, nie tak- po czym szybciutko nabierajac wysokosci polecial w kierunku okretu piratow.
Przez trzy minuty nic sie nie dzialo. A potem rozpetala sie burza sniezna.
imperialni nerwowo rozgladali sie w poszukiwaniu wroga, lecz nikogo nie widzieli. A snieg padal coraz gesciej. Po chwili dolaczyl do niego grad, glucho uderzajac w pancerze. Zamarzajaca woda, wespol ze sniegiem poczela wypelniac wizjery helmow, utrudniajac widocznosc.
Wiatr wzmogl sie, osiagajac predkosc kilkuset kilometrow na godzine. Kawalki ziemi i marchewek lataly wszedzie, mieszajac sie za szlamem, w ktory zamienila sie ta cala zamarznieta woda. Widocznosc, do tej pory marna, spadla praktycznie do zera.
Nagle wszystko ucichlo. Shien, ktory mial na sobie jedynie lekki pancerz, zbieral sie spod zwalu blota. Rozdygotanym wzrokiem poszukal na niebie statku piratow. nie znalazl go tam, gdzie byl ostatnio.
Ruch za soba bardziej wyczul, niz zobaczyl. Sprobowal sie podniesc, obrocic, siegnac po bron - nie zdazyl. proste ostrze zaglebilo sie w jego gardle, gladko przebijajac kregoslup i wynurzajac sie w potylicy. Shien zmarl, zanim zdazyl to sobie uswiadomic.
Daedlus widzial cale zajscie. niestety, krotka, lecz gwaltowna zamiec skutecznie unieruchomila go pod cialami jego wlasnych zolnierzy. Kilku jednak zdolalo ustac i teraz rozgladali sie w poszukiwaniu celow.
Lecz poza odziana na bialo kobieta z okrwawionym katarem nie bylo widac zadnego pirata.
Imperialni nie wiedzieli za bardzo co zrobic. Spodziewali sie walnej bitwy, a jak na razie musieli walczyc z podlozem zamienionym w bloto i lodem w wizjerach...i jeszcze ona. poruszajac sie niczym duch, nie zwazajac na grzaski teren, dziewczyna niemalze tanecznym krokiem mijala dzwigajacych sie z trudem zolnierzy, nieomylnie zblizajac sie do ich dowodcy.
Deadlus zdolal sie w pelni uwolnisc w momemncie gdy zakrwawione ostrze dotknelo jego tchawicy.
-A teraz, glupcze, zobaczysz jak twoi ludzie gina- dziewczyna odezwala sie cicho.
Wysoko ponad chmurami od kadluba statku piratow oddzielilo sie kilka sylwetek. piec z nich niczym kamienie pomknelo w dol, jeden spiralnym kregiem zaczal opadac o wiele wolniej.
Piraci opadli na zaskoczonych imperialnych. Potezne sylwetki i rozmyte ksztalty, tak jawily sie ludziom demony, ktore ich zaatakowaly.
_________________ A little overkill won't hurt anyone
|