Nachylił się nad stołem i delikatnie przechylił naczynie. Rozgrzany metal powoli wypełnił formę z kości. Elf zamknął ją i włożył do kubła z wodą. Przetarł czoło ręką i czekał.
Po dłuższej chwili wyjął naczynie i otworzył je. Metal nie był jeszcze w pełni utwardzony, ale nie znajdował się już w stanie płynnym. Elf wyłożył go delikatnie na stół i usiadł na krześle. Z pojemnika obok wyjął dłutko z kości i starannie zaczął grawerować wierzch pierścienia. To by najgorszy moment – jeden błąd i trzeba było od nowa zaczynać całą robotę.
W laboratorium zalegała cisza, przerywana jedynie przez regularne skrzypnięcia metalu. Po dłuższej chwili elf odsunął się od dzieła. Odetchnął lekko i podniósł malutki lejek leżący obok. Wziął kolejne naczynie po czym powoli i starannie nalał czarny metal do wcześniej wygrawerowanego wzoru. Płynny metal wypełnił grawerunek złotego pierścienia i zastygł momentalnie.
Elf wstał, i położył na wpół wykończony pierścień w specjalnym wgłębieniu na stole. Odczepił zaczepiony na suficie bukłak. Był przeraźliwie zimny. Powoli nalał lodowatej wody do zagłębienia. Metal zasyczał. Elf spokojnie odłożył bukłak na miejsce i posprzątał na stole, w oczekiwaniu na stwardnienie. W końcu wyjął pierścień z wody jednym, szybkim i pewnym ruchem. Woda nagle została wyssana z zagłębienia przez specjalne przewody w stole.
Nekromanta przyjrzał się swojej pracy. Połączenie dwóch naładowanych magią metali wyszło mu świetnie. Ale to była już dla niego po prostu kwestia czasu. Nie zliczyłby ile takich pierścieni już przyszło mu zrobić. Ale z czasem coraz trudniej było mu zdobyć potrzebne materiały. Elf wrzucił pierścień do białego worka stojącego przy ścianie. Cisze w laboratorium przerwał nagły brzdęk. Worek był już pełen innych, niemalże identycznych pierścieni.
Nagle usłyszał głos Lemuresa:
- PAN CHCIAŁBY SIĘ Z TOBĄ SPOTKAĆ W SALI TRONOWEJ
Haritsuke uśmiechnął się do siebie, zasupłał worek i przyczepił go sobie do ręki. Spojrzał jeszcze raz na uporządkowane laboratorium i wyszedł.
Zjawił się w sali tronowej nie długo po tym. Wszedł spokojnie z uśmiechem na twarzy. Nikt nie byłby w stanie poznać, że przed chwilą skończył morderczą pracę. Spojrzał Władcę Dusz wesołym wzrokiem.
-Wzywałeś mnie? – to pytanie było czystą formalnością i wypowiedziane było bardzo melodyjnie. Tak jakby to jaskółka pytała się wiosny czy to już czas.
- Tak, witaj... – Powiedział alchemik zmęczonym głosem – właściwie, to nie widzieliśmy się od czasów tamtej tawerny. Nie zdążyłem ci nawet podziękować za interwencję w Advarku...
- Ano nie zdążyłeś – wtrącił się Elf i uśmiechnął się rozbrajająco.
- Mimo, że, jak mniemam, nie powiodła się – dokończył kruk uśmiechając się złośliwie.
- Cóż, pieczęci już nie ma, tak jak prosiłeś – powiedział Haritsuke patrząc w ziemie niby to oglądając but.
Raven spojrzał zdziwiony na nekromantę. Zapomniał już jak czasem rozmowy z tym osobnikiem mogą być ciężkie. Rzadko udawało mu się wyprowadzić odpowiednio złośliwy komentarz tak, by Elf go nie ominął jednym prostym zwodem. Machnął ręką.
- Nie ważne... Chciałem Cię powitać na Wzgórzu. Masz tu dla siebie laboratorium. Jednak... – Kruk zwiesił głos na chwilę. Nekromanta ukradkiem zerknął na worek przyczepiony do ręki. Gest ten nie umknął uwadze alchemika, który podążył wzrokiem za spojrzeniem Elfa.
- Czy jest coś, co pragnąłbyś mi powiedzieć? – zapytał unosząc brwi. Nekromanta ponownie uśmiechnął się w niezwykle rozbrajający i niewinny sposób.
- Nie ma – Rzekł dziecięcym głosikiem.
- W takim razie to ja mam coś do powiedzenia – Kontynuował Kruk – Możesz mieszkać na Wzgórzu i korzystać z laboratorium według własnego uznania.
- Ale? – Haritsuke znał Władcę wystarczająco długo by wiedzieć, że jest w tym jakiś haczyk.
- Ale, miej w świadomości, że twe eksperymenty będą rejestrowane oraz spisywane. Wszystko, co powstaje wewnątrz wzgórza, jest jego własnością. – Raven spojrzał przenikliwym wzrokiem na Nekromantę. Alchemik z kolei wiedział że Elf naprawdę potrafi okropnie olewać reguły. – Możesz korzystać również z biblioteki – Kruk uśmiechnął się do siebie swym podłym uśmieszkiem – właśnie wypełniłem ją ciekawymi pozycjami. Z tego co pamiętam, interesowałeś się bardzo magią Nicości.
Nagły błysk w oku elfa przerwał wypowiedź Alchemika
- Masz jakąś pozycję na ten temat?
- Przejrzyj księgozbiór, na pewno na coś trafisz. Lemures powinien już uporać się z czarem tłumaczącym.
- TAK PANIE, CZAR JEST GOTOWY – rozległ się w komnacie głos Lemuresa.
- Kolejną zasadą Wzgórza – Raven rzucił elfowi groźne spojrzenie. Ten z kolei popatrzył niewinnie w sufit. – Jeżeli sprowadzisz tu jakieś kłopoty, Lemures wyrzuci całe twe laboratorium do innej przestrzeni, póki się z kłopotami nie uporasz. Wzgórze jest neutralne, nie toleruje tutaj walki.
Nastąpiła chwila ciszy, która przerywana była jedynie lekkim, cichutkim pogwizdywaniem Nekromanty. Twarz Kruka rozjaśniła się nagle.
- I mam jedną prośbę. Potraktuj to jako zapłatę, za udzielenie schronienia. – Elf pogwizdując dalej spojrzał niewinnie na kruka. Ten zdjął z palca niewielki, srebrny pierścień i rzucił go Nekromancie. Haritsuke złapał go zręcznie.
- Pomożesz mi w projekcie „Eva”. W pierścieniu uwięzione jest ciało kobiety... nieuszkodzone... – Kruk dostrzegł błysk w oku elfa. Wiedział iż to z powodu myśli o nieuszkodzonym ludzkim ciele. Znał dość dobrze manię Nekromanty. – Pragnę uczynić ją moim Ambasadorem.
- Czy to ciało jest jakieś specjalne? – elf przerwał Władcy.
- Każde ciało jest specjalne – Rzucił z ironicznym uśmiechem Kruk.
- Twoje nie – odrzucił złośliwie Nekromanta
- Możliwym powodem tego może być to, że nie mam materialnego działa – odgryzł się Raven.
- Przecież właśnie to powiedziałem – Elf uśmiechnął się rozbrajająco i dziecinnie.
- Heh – westchnął kruk – Jeżeli chcesz, możesz zreplikować ciało i użyć go do swych eksperymentów. Lemures będzie współpracował z tobą. On wie, czego oczekuję po wynikach.
- Czy Ambasador ma mieć jakieś specjalne zdolności? – zapytał konkretnie elf.
- Chodzi mi tylko i wyłącznie o zachowanie powierzchowności tej osoby. Powierzchowności, która jest częścią większego planu.
Nagle w pokoju pojawiła się na wpół materialna postać. Mężczyzna był odziany w skórzany ubiór, na szyi miał zawieszony wielki czerwony kamień, a w prawej ręce trzymał gitarę elektryczną. Jego jasno-brązowe włosy opadały na twarz, a ciemno-niebieskie oczy spoglądały złowieszczo na obecnych. Wskazał palcem na Ravena.
– To Agenda ma plan! – powiedział bard silnym głosem, po czym jego postać się rozwiała. Dwaj rozmawiający przez chwilę zastygli w miejscach lekko zdziwieni. Raven wyszedł z szoku jako pierwszy.
- Wszystko wie Lemures. Pomoże w elementach mechanicznych i elektronicznych.
Raven przerwał na chwilę. Popatrzył uważnie na elfa, po czym jego wzrok spoczął na torbie przywiązanej do jego ręki.
- A wracając do Twojej torby – powiedział Kruk zmęczonym głosem. Dawno nie odpoczywał i miał dość owijania w bawełnę – Co w niej masz?
- Pierścionki – Elf uśmiechnął się ponownie uśmiechem słodziutkim niczym lody truskawkowe z bitą śmietaną i wisienką na szczycie. Pan na Wzgórzu przymknął oczy. Przez chwilę nie odzywał się po czym otworzył je. Uśmiech pojawił się znowu na jego twarzy. – TE pierścionki?
- Tak, TE pierścionki.
- Nie dziw się, Lemures wszystko dokumentuje, co dzieje się wewnątrz Wzgórza. Więc wybierasz się na polowanie...
- Tak, dlatego będziesz musiał chwilę zaczekać z Ambasadorem, ale jak chcesz mogę zostawić kogoś kto zacznie eksperyment za mnie.
- Czy nie mógłbyś tego odłożyć na jakiś czas? Projekt Eva... Zależy mi na rezultatach jak najszybciej.
Elf zastanowił się chwilkę.
- Niestety nie, zostawię kogoś by zaczął, i pożyczę sobie książkę z biblioteki – Nekromanta uśmiechnął się ponownie.
- Wiesz, że będziesz potrzebny, aby zakończyć dzieło...
- Wrócę by go zakończyć, polowanie nie będzie aż tak długie. – Raven wysłuchał elfa po czym zamyślił się na chwilkę.
- W drodze wyjątku pozwolę Ci zabrać księgę... Lemures, zrób szybko kopię dla Haritsuke – powiedział w przestrzeń po czym zwrócił się do elfa – Czar tłumaczący nie działa poza Wzgórzem, więc dostaniesz kopie w zrozumiałym języku. Księga leży w twoim pokoju. A teraz wybacz, jestem zmęczony..
-Dobrze, ja już wyruszam. Do następnego Kruku – powiedział Elf i wyszedł. Nie dostrzegł już jak Raven skinął głową mu na pożegnanie.
Haritsuke spokojnie przemierzył korytarz z powrotem do laboratorium. Jego wzrok spoczął na księdze która leżała na stole. W jednej chwili znalazł się przy niej z wielkim uśmiechem przyczepił się do krawędzi stołu, a jego wzrok radośnie skakał po całej księdze.
W końcu jednak Nekromanta stanął spokojnie i spojrzał na znajdujący się na ziemi oktagram. 8 magicznych kolorów błyszczało ze swoich stałych miejsc. Elf zbliżył się powoli i z namaszczeniem, po czym wystawił ręce w stronę magicznej gwiazdy. Lekki złotawy blask wypełnił laboratorium. Po chwili lekka złota poświata zmieniła się w jaskrawo-białe światło.
Światło było najpierw kulą, jednak rozciągało się i zaczynało przybierać formę ludzką, a zaraz potem zaczęło stawać się coraz bardziej materialne. Po chwili w miejscu światła stał mężczyzna. Był wysoki, miał krótkie czarne włosy oraz zielone oczy. Nie miał żadnych znaków szczególnych, i niczym się z wyglądu od człowieka nie różnił.
Jednak jego skóra była niesamowicie zimna w dotyku i bardzo blada. Zimno jakie biło od tej postaci zmroziłoby nie jednego. Wzrok postaci przez chwile jeszcze pozostał nieobecny. Potem spoczął na Haritsuke.
- O Witaj, czemu mnie wzywasz?
- Potrzebuje twojej pomocy – Elf nie owijał w bawełnę: nie miał czasu. Podał mężczyźnie pierścień. – Tu jest zamknięte ciało kobiety, sklonuj je, dla mnie. Przeprowadź badania wskazane przez macki. To wszystko, wrócę tu by to dokończyć, teraz idę na polowanie.
Nim mężczyzna zdążył cokolwiek powiedzieć Nekromanta chwycił księgę i zniknął w drzwiach.
Przybysz oparł się rękoma o blat i zawołał w przestrzeń:
- Ej, macka!
- JESTEM LEMURES – odpowiedział mu głos
- Spoko macka, gadaj co musze zrobić...
_________________ When you peer into the darkness, darkness is looking stright back at you!
I'm blind not deaf!
|