Re: Nowy Baator.
Posted: Mon Mar 26, 2012 8:34 pm
Można by o tym powiedzieć na wiele sposobów. Można by mówić o przenikającym każde włókno mięśni drżeniu, o gorącu i żarze odczuwanym nawet przez warstwy płyt pancernych, o
ogłuszającym huku i pisku w uszach... Jednak aby oddać pełnię tego, co sięstało, można było powiedzieć tylko jedno:
Pierdolnęło. I to potężnie.
Antymateryjyny szał przetaczał się nad skrytymi w bunkrze istotatmi, które odruchowo skuliły się wewnątrz swoich pancerzy, niepomne przynależności do dumnych las diabłów, krasnoludów, ludzi. Drżenie, huk i wiśniowy blask włazu zdawały się trwać wieczność i sekundę, ale w końcu się uspokoiło. A gdy po sekundzie spokoju istoty, będące przecież zaprawionymi w boju komandosami, podniosły głowy aby upewnić się, że dalej żyją, znów pierdolnęło.
Amunicja, która przenosiły golemy bojowe. Nawet mocniej niż jajo.
- Łoooo, skurczybyk!! - wrzasnął Luna - Chyba słyszę kolory albo widzę dźwięki, nie jestem pewien!
[Szlag... Status?] Erharivasse.
[Wszyscy OK. To imperialny posterunek komunikacyjny, miały wzmocnione podziemia. Nasze cholerne szczęście] Falker.
- Ogarnąć się! - krzyknął dowódca diabłów - Pięć minut oczekiwania, aż pożary na górze zgasną i wypierdalamy stąd! Można się dozbroić, jeśli ktoś chce!
Zołnierze nie potrzebowali dodatkowej zachęty. Od razu zakrzątneli się wśród uzbrojenia i wyposażenia zgromadzonego przez Lunę. Pustelnik/bimbrownik musiał trafić na kilka rozbitych transportów, bo miał zgromadzone wszystko - lasery przeciwpancerne Mitsubishi, lance termiczne Krohn, karabinki-granatniki Weers, wyrzutnie ppanc, termobaryczne i wielozadaniowe... Schron zawierał nawet egzemplarz Akabana 9A19, broni oficjalnie zakazanej nawet w Imperium (zanim się rozpadło po śmierci Imperatora). Akaban był miotaczem promieniowania - emitował fale o różnej przenikliwości, które w ułamku sekundu doprowadzały tkanki celu do wrzenia na głębokości kilkudziesięciu centymetrów. Bardzo skuteczne, bardzo okrutne. Elfy nie były by zbyt miłe dla kogoś schwytanego z tym rodzajem uzbrojenia.
Pięć minut dobiegło końca, każdy z żołnierzy zdążył dodać sobie dodatkowe dziesięć kilo na plecy (nigdy nie wiadomo, co spotkamy, kapitanie...), i nadeszła pora otworzyć właz.
- Skaller, przydaj się w końcu do czegoś, do kurwy nędzy. Napieraj i otwieraj - zrymował Erharivasse.
Człowiek bez słowa wspiął się po stopniach drabiny i naparł na właz. Przekręcenie koła zamka przyszło mu bez trudu; jak każdy z Węży był cyborgiem. Za to gry naparł na właz, nie było
żadnej reakcji. Skaller jedynie poczerwieniał, wyskoczyły mu wszystkie możliwe żyły i mięśnie.
- Ki chuj wodę mąci, jak ja ryby łowię - sapnął człowiek - zasypało nas, i to porządnie. Mogę podnieść trzysta kilo, a to nawet nie drgnie.
Wybuchł chwilowy zamęt. Szters krzyczał, żeby wysadzić właz ładunkami kumulacyjnymi, Falkner przekonywała do zbudowania dźwigni i podważenia gruzu, Montreass skłaniała się do poczekania na posiłki. Kapitan nic nie mówił, ale widać było, że intensywnie rozważa opcje.
W całym tym zamieszeniu względny spokój utrzymywał Luna. Ze swoim zwyczajowym wyrazem twarzy, wyrażającym totalny brak zrozumienia oraz jakiegokolwiek zainteresowania, podszedł do włazu z metalową laską, wygrzebaną ze stosu broni. Chwilkę popatrzył na właz, na powierzchni laski rozpaliły się różne piktogramy i napisy w imperialnym, po czym właz, wraz z gruzem zalegającym na nim, po prostu wyleciał w powietrze. Dosłownie, cały ten ciężar wyrzuciło kilkadziesiąt metrów w powietrze i opadał dookoła gruzowiska będącego wcześniej chatą Luny.
- No co, - mruknął Luna, wyraźnie zawstydzony nagłym zainteresowaniem. Oprócz jego słów jedynymi dźwiękami był opadający gruz i dopalający się gdzieś ogień - Imperialna laska technomaga. Miałem szkolenie. Chcecie stąd spadać, czy nie?
ogłuszającym huku i pisku w uszach... Jednak aby oddać pełnię tego, co sięstało, można było powiedzieć tylko jedno:
Pierdolnęło. I to potężnie.
Antymateryjyny szał przetaczał się nad skrytymi w bunkrze istotatmi, które odruchowo skuliły się wewnątrz swoich pancerzy, niepomne przynależności do dumnych las diabłów, krasnoludów, ludzi. Drżenie, huk i wiśniowy blask włazu zdawały się trwać wieczność i sekundę, ale w końcu się uspokoiło. A gdy po sekundzie spokoju istoty, będące przecież zaprawionymi w boju komandosami, podniosły głowy aby upewnić się, że dalej żyją, znów pierdolnęło.
Amunicja, która przenosiły golemy bojowe. Nawet mocniej niż jajo.
- Łoooo, skurczybyk!! - wrzasnął Luna - Chyba słyszę kolory albo widzę dźwięki, nie jestem pewien!
[Szlag... Status?] Erharivasse.
[Wszyscy OK. To imperialny posterunek komunikacyjny, miały wzmocnione podziemia. Nasze cholerne szczęście] Falker.
- Ogarnąć się! - krzyknął dowódca diabłów - Pięć minut oczekiwania, aż pożary na górze zgasną i wypierdalamy stąd! Można się dozbroić, jeśli ktoś chce!
Zołnierze nie potrzebowali dodatkowej zachęty. Od razu zakrzątneli się wśród uzbrojenia i wyposażenia zgromadzonego przez Lunę. Pustelnik/bimbrownik musiał trafić na kilka rozbitych transportów, bo miał zgromadzone wszystko - lasery przeciwpancerne Mitsubishi, lance termiczne Krohn, karabinki-granatniki Weers, wyrzutnie ppanc, termobaryczne i wielozadaniowe... Schron zawierał nawet egzemplarz Akabana 9A19, broni oficjalnie zakazanej nawet w Imperium (zanim się rozpadło po śmierci Imperatora). Akaban był miotaczem promieniowania - emitował fale o różnej przenikliwości, które w ułamku sekundu doprowadzały tkanki celu do wrzenia na głębokości kilkudziesięciu centymetrów. Bardzo skuteczne, bardzo okrutne. Elfy nie były by zbyt miłe dla kogoś schwytanego z tym rodzajem uzbrojenia.
Pięć minut dobiegło końca, każdy z żołnierzy zdążył dodać sobie dodatkowe dziesięć kilo na plecy (nigdy nie wiadomo, co spotkamy, kapitanie...), i nadeszła pora otworzyć właz.
- Skaller, przydaj się w końcu do czegoś, do kurwy nędzy. Napieraj i otwieraj - zrymował Erharivasse.
Człowiek bez słowa wspiął się po stopniach drabiny i naparł na właz. Przekręcenie koła zamka przyszło mu bez trudu; jak każdy z Węży był cyborgiem. Za to gry naparł na właz, nie było
żadnej reakcji. Skaller jedynie poczerwieniał, wyskoczyły mu wszystkie możliwe żyły i mięśnie.
- Ki chuj wodę mąci, jak ja ryby łowię - sapnął człowiek - zasypało nas, i to porządnie. Mogę podnieść trzysta kilo, a to nawet nie drgnie.
Wybuchł chwilowy zamęt. Szters krzyczał, żeby wysadzić właz ładunkami kumulacyjnymi, Falkner przekonywała do zbudowania dźwigni i podważenia gruzu, Montreass skłaniała się do poczekania na posiłki. Kapitan nic nie mówił, ale widać było, że intensywnie rozważa opcje.
W całym tym zamieszeniu względny spokój utrzymywał Luna. Ze swoim zwyczajowym wyrazem twarzy, wyrażającym totalny brak zrozumienia oraz jakiegokolwiek zainteresowania, podszedł do włazu z metalową laską, wygrzebaną ze stosu broni. Chwilkę popatrzył na właz, na powierzchni laski rozpaliły się różne piktogramy i napisy w imperialnym, po czym właz, wraz z gruzem zalegającym na nim, po prostu wyleciał w powietrze. Dosłownie, cały ten ciężar wyrzuciło kilkadziesiąt metrów w powietrze i opadał dookoła gruzowiska będącego wcześniej chatą Luny.
- No co, - mruknął Luna, wyraźnie zawstydzony nagłym zainteresowaniem. Oprócz jego słów jedynymi dźwiękami był opadający gruz i dopalający się gdzieś ogień - Imperialna laska technomaga. Miałem szkolenie. Chcecie stąd spadać, czy nie?