Postawimy Valhallę
Re: Postawimy Valhallę
WWWNajbardziej charakterystyczną cechą zbliżającej się do granicy WISHa jednostki były rozwarte pod kątem czterdziestu pięciu stopni do podłużnego kadłuba skrzydła. Stanowiły one elementy mocowania żagli słonecznych, lub tradycyjnych po wodowaniu, a także ułatwiały poruszanie się w atmosferach planet. Pobłyskującym delikatnie w świetle odległej gwiazdy panelom słonecznym statek eksploracyjny zawdzięczał swoją nazwę. To STS Srebrny Wędrowiec, należący do cywilnej floty Akademii Omnes Artes Feminarum.
WWWW stosunku do kolosów przesłaniających ostatnio odległe gwiazdy mieszkańcom planet układu, Srebrny Wędrowiec wydawał się być zdalnie sterowaną zabawką. Jednostka miała ledwie 200 metrów długości i mogła zakwaterować na pokładzie około trzystu praktykantek w czasie lotów szkoleniowych. Dziś jednak na pokładzie przebywało jedynie czterdzieści osób stałej załogi, baronowa Catharine Cztery Popioły, oraz Crow. Ze względu na charakter misji rektor osobiście dowodził statkiem.
WWW- Wykonać skok wprost w atmosferę jednej z planet Chaotic Alliance? – Crow rozszerzył oczy usłyszawszy propozycję Baronowej. – Rozstrzelają nas nim systemy pokładowe odzyskają sprawność!
WWW- Witamy w układzie CA – baronowa wzruszyła ramionami. – Odkąd przestrzeń międzyplanetarna objęta została Wishem to jedyna metoda sprawnego poruszania się.
WWW- Nie, nie, nie – szalony pomysł był nie do zaakceptowania. – Zrobimy tak. Wyślemy w stronę głównej siedziby organizacji powitanie i grzeczne pytanie czy w układzie przebywają akurat jacyś wysoko postawieni członkowie sojuszu. Rozłożymy następnie żagle słoneczne i nie wykonując żadnych gwałtownych ruchów podlecimy do powierzchni planety.
WWWBaronowa rozczesała palcami lewej dłoni kasztanowe włosy i z rezygnacją opadła na fotel.
WWW- Nie wierzę, żagle słoneczne…
WWW- Lecimy zgodnie z Twoją propozycją na Foorstin. – Mężczyzna zignorował teatralne gesty swojego gościa. – Była siedziba Akademii Jedi znajduje się stosunkowo blisko granicy układu. Rozpędzimy się jeszcze poza Wishem i nawet przy prędkości podświetlnej dotrzemy do powierzchni w kilkanaście godzin.
WWWOficer zajmująca się łącznością nadała podyktowany przez Crowa komunikat. Chwilę później rozpędzony do połowy prędkości światła Srebrny Wędrowiec wleciał w zasięg zaklęcia, rozłożył majestatyczne żagle i rozpoczął powolną żeglugę w kierunku Froostin.
Zielone smoki i smoliste demony,
Pustka na czarnym ekranie radaru.
Światła włączone lecz,
Nikogo nie ma w domu…
WWWW stosunku do kolosów przesłaniających ostatnio odległe gwiazdy mieszkańcom planet układu, Srebrny Wędrowiec wydawał się być zdalnie sterowaną zabawką. Jednostka miała ledwie 200 metrów długości i mogła zakwaterować na pokładzie około trzystu praktykantek w czasie lotów szkoleniowych. Dziś jednak na pokładzie przebywało jedynie czterdzieści osób stałej załogi, baronowa Catharine Cztery Popioły, oraz Crow. Ze względu na charakter misji rektor osobiście dowodził statkiem.
WWW- Wykonać skok wprost w atmosferę jednej z planet Chaotic Alliance? – Crow rozszerzył oczy usłyszawszy propozycję Baronowej. – Rozstrzelają nas nim systemy pokładowe odzyskają sprawność!
WWW- Witamy w układzie CA – baronowa wzruszyła ramionami. – Odkąd przestrzeń międzyplanetarna objęta została Wishem to jedyna metoda sprawnego poruszania się.
WWW- Nie, nie, nie – szalony pomysł był nie do zaakceptowania. – Zrobimy tak. Wyślemy w stronę głównej siedziby organizacji powitanie i grzeczne pytanie czy w układzie przebywają akurat jacyś wysoko postawieni członkowie sojuszu. Rozłożymy następnie żagle słoneczne i nie wykonując żadnych gwałtownych ruchów podlecimy do powierzchni planety.
WWWBaronowa rozczesała palcami lewej dłoni kasztanowe włosy i z rezygnacją opadła na fotel.
WWW- Nie wierzę, żagle słoneczne…
WWW- Lecimy zgodnie z Twoją propozycją na Foorstin. – Mężczyzna zignorował teatralne gesty swojego gościa. – Była siedziba Akademii Jedi znajduje się stosunkowo blisko granicy układu. Rozpędzimy się jeszcze poza Wishem i nawet przy prędkości podświetlnej dotrzemy do powierzchni w kilkanaście godzin.
WWWOficer zajmująca się łącznością nadała podyktowany przez Crowa komunikat. Chwilę później rozpędzony do połowy prędkości światła Srebrny Wędrowiec wleciał w zasięg zaklęcia, rozłożył majestatyczne żagle i rozpoczął powolną żeglugę w kierunku Froostin.
Zielone smoki i smoliste demony,
Pustka na czarnym ekranie radaru.
Światła włączone lecz,
Nikogo nie ma w domu…
Re: Postawimy Valhallę
-Tu CAT-67, jak sytuacja?
- Mogło być gorzej. - odpowiedział Wichajster, któremu udało się wrócić na siedzenie. Ignis, która wpakowała się w ponure zamczysko spowodowała gigantyczny wstrząs, po którym wszyscy byli przez dłuższą chwilę ogłuszeni. Goblin podniósł się ciężko i usiadł, aż skrzypnęło. Nie był pewien czy to krzesło czy też jego kości.
-Katastrofa z bydlakiem spierdolili. - podał w eter – Mamy tu jeszcze jaszczurkę, która grzecznie prosi o szefową. A, no zamieniliśmy parter na piwnicę.
Chwila ciszy po drugiej stronie.
-Tu Kírkē ze stanowiska WD40 Foorstin 2. - odpowiedział damski, acz chrypiacy głos. - Wysyłam Adelle. Otwórzcie zachodnią bramę.
*
Pokryta dziwną skórą ręka wyłączyła nadajnik. Dwie zakończone pazurami łapy założone były na siebie na wysokości brzucha. Trzecia łapa opierała się lekko o biodro, a czwarta drapała się po podbródku. Gdyby owe stworzenie ją posiadało. Posiadało za to głowę z ptasimi atrybutami i krótki, acz mocnym dziobem. Ciało miała dobrze zbudowane, z lekkimi zaokrągleniami na wysokości piersi.
-Znów rozróba. –rzekła chrapliwie rozglądając się po radarach.
Nagle jeden z sensorów rozjaśnił się na niebiesko. Podłużny palec z łuskami na wierzchniej części przesterował sygnał na hologram.
Na niebieskim odbiorniku pojawił się migoczący obraz kobiety.
-Czego? – dziób wykrzywił się w niezadowoleniu.
-Tu STS Srebrny Wędrowiec, należący do cywilnej floty Akademii Omnes Artes Feminarum pod dowództwem Crowa. Przesyłam pozdrowienia i proszę o możliwość spotkania z głównodowodzącymi, a także o pozwolenie na lądowanie.
-Tu system WD40 Foorstin 2. – kreatura odparła formalnie i sucho – Nie zezwalam na lądowanie. Jeśli się zbliżycie otworzymy ogień. Nie mam czasu na takie bzdury.– wzruszyła górnymi ramionami, stwierdzając że jest bardzo uprzejma informując przybyszów o planach zestrzelenia i już miała się rozłączyć, gdy w kadrze gwałtownie pojawiła się inna głowa. Głowa której wyraz twarzy guantamka dobrze znała i choć widziały się dawno, nigdy jej nie zapomniała.
- Kírkē! –wykrzyknęła kasztanowo włosa kobieta.-Nie sądziłam, że siedzisz na centrali teraz!
Baronowa wepchnęła się już całą sobą w obraz hologramu spychając oficerkę.
-C… Catherine! A raczej, pani baronowa. – samica z zaskoczeniem postawiła się do pionu.
-Daruj sobie Kírkē te oficjały, przylatuję załatwić tu parę ważnych spraw. Wygaś nasze słodkie lasery i daj nam wylądować bez ostrzału. – kobieta uśmiechnęła się serdecznie.
-Co cię tu sprowadza? Obecnie ja tutaj mam nadzór, więc nikogo z góry nie złapiecie.
-Nie ma problemu, ja ich nie potrzebuję. A ktoś się pojawi w najbliższym czasie?
-Plotek jest sporo, ale ponoć szefowa poleciała na jakąś imprezę, a z nią generał. Lis ponoć robi nam rozróbę na dziewiątce, więc jeśli ktoś ma bardzo pilną potrzebę, mogę spróbować się dowiedzieć.
-Byłoby dobrze. Wpadnę na kawę to pogadamy. Ale niestety muszę załatwić tu parę nieprzyjemności. To co, dasz nam zaparkować?
-No, jak sama Cat zaszczyca nas swoją obecnością. – z ironią, ale i zadowoleniem w głosie, Kírkē nadała odpowiednie rozporządzenie. – Witaj wśród swoich.

- Mogło być gorzej. - odpowiedział Wichajster, któremu udało się wrócić na siedzenie. Ignis, która wpakowała się w ponure zamczysko spowodowała gigantyczny wstrząs, po którym wszyscy byli przez dłuższą chwilę ogłuszeni. Goblin podniósł się ciężko i usiadł, aż skrzypnęło. Nie był pewien czy to krzesło czy też jego kości.
-Katastrofa z bydlakiem spierdolili. - podał w eter – Mamy tu jeszcze jaszczurkę, która grzecznie prosi o szefową. A, no zamieniliśmy parter na piwnicę.
Chwila ciszy po drugiej stronie.
-Tu Kírkē ze stanowiska WD40 Foorstin 2. - odpowiedział damski, acz chrypiacy głos. - Wysyłam Adelle. Otwórzcie zachodnią bramę.
*
Pokryta dziwną skórą ręka wyłączyła nadajnik. Dwie zakończone pazurami łapy założone były na siebie na wysokości brzucha. Trzecia łapa opierała się lekko o biodro, a czwarta drapała się po podbródku. Gdyby owe stworzenie ją posiadało. Posiadało za to głowę z ptasimi atrybutami i krótki, acz mocnym dziobem. Ciało miała dobrze zbudowane, z lekkimi zaokrągleniami na wysokości piersi.
-Znów rozróba. –rzekła chrapliwie rozglądając się po radarach.
Nagle jeden z sensorów rozjaśnił się na niebiesko. Podłużny palec z łuskami na wierzchniej części przesterował sygnał na hologram.
Na niebieskim odbiorniku pojawił się migoczący obraz kobiety.
-Czego? – dziób wykrzywił się w niezadowoleniu.
-Tu STS Srebrny Wędrowiec, należący do cywilnej floty Akademii Omnes Artes Feminarum pod dowództwem Crowa. Przesyłam pozdrowienia i proszę o możliwość spotkania z głównodowodzącymi, a także o pozwolenie na lądowanie.
-Tu system WD40 Foorstin 2. – kreatura odparła formalnie i sucho – Nie zezwalam na lądowanie. Jeśli się zbliżycie otworzymy ogień. Nie mam czasu na takie bzdury.– wzruszyła górnymi ramionami, stwierdzając że jest bardzo uprzejma informując przybyszów o planach zestrzelenia i już miała się rozłączyć, gdy w kadrze gwałtownie pojawiła się inna głowa. Głowa której wyraz twarzy guantamka dobrze znała i choć widziały się dawno, nigdy jej nie zapomniała.
- Kírkē! –wykrzyknęła kasztanowo włosa kobieta.-Nie sądziłam, że siedzisz na centrali teraz!
Baronowa wepchnęła się już całą sobą w obraz hologramu spychając oficerkę.
-C… Catherine! A raczej, pani baronowa. – samica z zaskoczeniem postawiła się do pionu.
-Daruj sobie Kírkē te oficjały, przylatuję załatwić tu parę ważnych spraw. Wygaś nasze słodkie lasery i daj nam wylądować bez ostrzału. – kobieta uśmiechnęła się serdecznie.
-Co cię tu sprowadza? Obecnie ja tutaj mam nadzór, więc nikogo z góry nie złapiecie.
-Nie ma problemu, ja ich nie potrzebuję. A ktoś się pojawi w najbliższym czasie?
-Plotek jest sporo, ale ponoć szefowa poleciała na jakąś imprezę, a z nią generał. Lis ponoć robi nam rozróbę na dziewiątce, więc jeśli ktoś ma bardzo pilną potrzebę, mogę spróbować się dowiedzieć.
-Byłoby dobrze. Wpadnę na kawę to pogadamy. Ale niestety muszę załatwić tu parę nieprzyjemności. To co, dasz nam zaparkować?
-No, jak sama Cat zaszczyca nas swoją obecnością. – z ironią, ale i zadowoleniem w głosie, Kírkē nadała odpowiednie rozporządzenie. – Witaj wśród swoich.

Re: Postawimy Valhallę
Potężna fala uderzeniowa wywołana upadkiem fragmentu Ignis zamieniła obsadę murów w coś na podobieństwo topiącego się miasta. W teorii z dzielnych (i bardzo, bardzo nierozsądnych) minionów CA powinien ostać się tylko popiół. To ze było inaczej należało najwyraźniej przypisać chroniącemu ich ekwipunkowi.
"Marnotrawstwo" pomyślał z niesmakiem Smok Cesarz. Nie żeby było mu szkoda orków i innych genetycznych wrzodów ewolucji - teraz przerobionych na coś o konsystencji dżemu. Sam nigdy nie był skłonny do marnotrawienia zasobów li tylko dla własnej zabawy. Praktyczność zawsze dyktowała jego decyzje i nigdy nie wychodził na tym źle. Oczywiście to jak CA traktowało własnych żołnierzy nie było jego problemem.
Teraz nie było na kim robić wrażenia przy przełamywaniu się przez kolejne linie obronne - nie mówiąc o tym że pędy w które wlał życie, a następnie dygował poprzez agrokinezę również uległy spopieleniu. Same mury oczywiście pozostały nietknięte, zostały w końcu zaprojektowane by przetrzymać szturmy i ostrzał o wiele silniejsze niż zwykła fala uderzeniowa i termiczna. Tylko w niektórych miejscach odpadł tynk ujawniając świecące na różowo cegły. Zdecydowanie psuło to nastrój.
Z czystej uprzejmości Cesarz zaczekał jeszcze parę minut na jakąkolwiek odpowiedź. Był przekonany że jest obserwowany. W końcu trzeba było od czasu do czasu pokazać temu śmiertelnemu robactwu kto stoi na wyższym poziomie!
Ale czekanie przedłużało się i Shen Hou zaczął tracić cierpliwość. W zasięgu wzroku nie było nikogo (zresztą być może słusznie) i Smok Demon zaczynał być...zirytowany.
W końcu decydując że i tak okazał niesamowitą wspaniałomyślność, Shen Hou ruszył. Pędy w które wlał wcześniej siłę zostały spopielone przez ognisty podmuch ale tak naprawdę nie były one potrzebne. Trzy potężne uderzenia magiczną telekinezą powaliły i tak już zmaltretowaną bramę. Czarnoksiężnik przestąpił przez powalone wrota i jego pazurzaste stopy spoczęły na alejce która....kończyła się dosć niespodziewanie.
Samemu Ponuremu Zamczysku nie stała się żadna krzywda, nie licząc paru stłuczonych słojów z gałkami ocznymi, ukrytej ilości 'świerszczyków' (takich jak 'Świat Szydełkowania' i 'National Geographic') które już nie były takie ukryte i innych kompromitujących ale niezbyt destruktywnych incydentów.
Bo o ile sama siedziba Chaotic Alliance zostało wzniesione przez budowniczych którzy nie mieli ani jednego palca (ale za to 60 macek) i chronionych zaklęciami tak straszliwymi że mogły zjeżyć włos na głowie Jarlaxle'a to nie można było powiedzieć tego samego o skale na której stała.
Fala uderzeniowa, ogromna ilość ciepła i znajdujący się już w glebie i w wodach podziemnych kwas tymczasowo do stanu porównywalnego z miękkim ciastem. W efekcie potężna budowla zapadła się w nią acz została 'zalana'. Potężne pola magiczne trzymała stygnące kamienie na dystans. W efekcie przekrzywione na wzór Krzywej Wieży, Ponure Zamczysko stało teraz w czymś na kształt leja o bardzo, bardzo stromych ścianach. Na tyle stromych że nad poziom gruntowy wystawało jeno kilka najwyższych wież.
"Widoki z okien będą monotonne przez najbliższe kilka tygodni." pomyślał z przekąsem demon, ruszając w stronę Zamczyska. Nawet jeśli rudowłosego tutaj nie było eksploracja budynku która powinna być o wiele łatwiejsza przy chaosie ("Heh...") powstałym przy nagłej zmianie wysokość bezwzględnej.
Nagle demon przystanął. Czy to zbieg okoliczności? NIE! Ta 'Chi' mogła należeć tylko do poszukiwanego przez niego grubianina!
Ale jednocześnie było w niej coś...znajomego. Przy poprzednim spotkaniu zdołał tylko ją musnąć ale teraz...
"Nieistotne" Czarnoksiężnik zbył dziwne uczucie.
Niestety było już za późno na jakąkolwiek interwencję. 'Chi' rudowłosego była zbyt daleko, a astral wciąż był rozstrojony przez niedawną katastrofę.
O dziwo Shen Hou był spokojny. Jeśli zjawił się tu rz to może pojawić się ponownie. Dodatkowo fakt że na niego się 'natknął' tylko potwierdził to co słyszał, o związku tego grubianina z CA. Teraz gdy się nad tym zastanowić decyzja o nie podjęciu pościgu była właściwszym posunięciem. Rudowłosy poprzez doprowadzenie zderzenia fragmentu Ignis z 9-tą planetą systemu (Doprawdy, powinni już dawno znaleźć dla tego globu nazwę) dał pokaz mocy którego Czarnoksiężnik się od niego nie spodziewał. Rozsądniejsze będzie zebranie jak największej liczby informacji o nim, a kogoż lepiej o to zapytać niż jego zwierzchników.
Tak więc Shen Hou nie zrobił nic gdy fragment wzniósł się w przestworza by następnie w zniknąć w oślepiającym blasku. Demon zmrużył oczy by po chwili pokręcić z niesmakiem głową. Chmury plazmy na orbicie zdecydowanie psuły efekt.
Z paszczy Czarnoksiężnika spłynęły słowa obce dla tego uniwersum, i w połączeniu z żwawą gestykulacją wprawiły w ruch zaklęcie które....zwyczajnie zgasiło tą tandetną podróbkę lampy lawa na nieboskłonie.
Smok Cesarz zadowolony z siebie ledwo poczuł serię z ciężkiego karabinu blastowego na plecach. Ahhhh....komando CA. Chyba mieli mu trochę za złe że wszedł siłą poprzez bramę. To że był teraz kompletnie otoczony tylko o tym świadczyło.
"Bez względu na wszechświat rasy śmiertelne powoli się uczą. Ale żeby nie wiedzieć że gdy 'puka' gość to należy mu otworzyć?" powiedział z przekąsem na głos. Ahhh, z jaką łatwością mógłby ich zmiażdżyć jak karaluchy nad którymi ledwie co wyżej się znajdowali!
Zadra Shen Hou tkwiła jednak w Rudowłosym a nie z CA. Robienie sobie wroga z wpływowej organizacji było głupotą. Po co zresztą ścierać się z potencjalnym......sojusznikiem? Taaaaak, gdy teraz nad tym pomyślał wizja wydawała się kusząca. Podrapał się szponem po podbródku. Może jego upadek w rodzinnym wszechświecie tkwił w tym że był sam na szczycie? O ileż lepszym rozwiązaniem było jeśli niechęć rządzonych byłaby rozdzielona na kilkoro.
Pysk Czarnoksiężnika wyszczerzył się w szerokim uśmiechu. Taaaak, istotnie tak zrobi. Ale o ile 'pokojowe' rozwiązanie problemu jakim byli ci głupcy - z blasterami i arkana wiedzą co jeszcze - było jak najbardziej na miejscu, nie znaczyło to że Shen Hou nie mógł dać pokazu swojej skuteczności. Z pewnością będzie to tylko korzyścią przy przyszłej propozycji współpracy.
Parę słów niosących moc, kilka subtelnych gestów dłonią i grupa uderzeniowa upadła na ziemię. Głośne zbiorowe chrapanie, będące parodią gregoriańskiego chóru wskazywało na to co uczynił im demon.
Czarnoksiężnik przybliżył się do skalnego leja w którym teraz tkwiło zamczysko i jednym susem wskoczył do środka budowli przez jedno z wielkich, witrażowych okien.
"Marnotrawstwo" pomyślał z niesmakiem Smok Cesarz. Nie żeby było mu szkoda orków i innych genetycznych wrzodów ewolucji - teraz przerobionych na coś o konsystencji dżemu. Sam nigdy nie był skłonny do marnotrawienia zasobów li tylko dla własnej zabawy. Praktyczność zawsze dyktowała jego decyzje i nigdy nie wychodził na tym źle. Oczywiście to jak CA traktowało własnych żołnierzy nie było jego problemem.
Teraz nie było na kim robić wrażenia przy przełamywaniu się przez kolejne linie obronne - nie mówiąc o tym że pędy w które wlał życie, a następnie dygował poprzez agrokinezę również uległy spopieleniu. Same mury oczywiście pozostały nietknięte, zostały w końcu zaprojektowane by przetrzymać szturmy i ostrzał o wiele silniejsze niż zwykła fala uderzeniowa i termiczna. Tylko w niektórych miejscach odpadł tynk ujawniając świecące na różowo cegły. Zdecydowanie psuło to nastrój.
Z czystej uprzejmości Cesarz zaczekał jeszcze parę minut na jakąkolwiek odpowiedź. Był przekonany że jest obserwowany. W końcu trzeba było od czasu do czasu pokazać temu śmiertelnemu robactwu kto stoi na wyższym poziomie!
Ale czekanie przedłużało się i Shen Hou zaczął tracić cierpliwość. W zasięgu wzroku nie było nikogo (zresztą być może słusznie) i Smok Demon zaczynał być...zirytowany.
W końcu decydując że i tak okazał niesamowitą wspaniałomyślność, Shen Hou ruszył. Pędy w które wlał wcześniej siłę zostały spopielone przez ognisty podmuch ale tak naprawdę nie były one potrzebne. Trzy potężne uderzenia magiczną telekinezą powaliły i tak już zmaltretowaną bramę. Czarnoksiężnik przestąpił przez powalone wrota i jego pazurzaste stopy spoczęły na alejce która....kończyła się dosć niespodziewanie.
Samemu Ponuremu Zamczysku nie stała się żadna krzywda, nie licząc paru stłuczonych słojów z gałkami ocznymi, ukrytej ilości 'świerszczyków' (takich jak 'Świat Szydełkowania' i 'National Geographic') które już nie były takie ukryte i innych kompromitujących ale niezbyt destruktywnych incydentów.
Bo o ile sama siedziba Chaotic Alliance zostało wzniesione przez budowniczych którzy nie mieli ani jednego palca (ale za to 60 macek) i chronionych zaklęciami tak straszliwymi że mogły zjeżyć włos na głowie Jarlaxle'a to nie można było powiedzieć tego samego o skale na której stała.
Fala uderzeniowa, ogromna ilość ciepła i znajdujący się już w glebie i w wodach podziemnych kwas tymczasowo do stanu porównywalnego z miękkim ciastem. W efekcie potężna budowla zapadła się w nią acz została 'zalana'. Potężne pola magiczne trzymała stygnące kamienie na dystans. W efekcie przekrzywione na wzór Krzywej Wieży, Ponure Zamczysko stało teraz w czymś na kształt leja o bardzo, bardzo stromych ścianach. Na tyle stromych że nad poziom gruntowy wystawało jeno kilka najwyższych wież.
"Widoki z okien będą monotonne przez najbliższe kilka tygodni." pomyślał z przekąsem demon, ruszając w stronę Zamczyska. Nawet jeśli rudowłosego tutaj nie było eksploracja budynku która powinna być o wiele łatwiejsza przy chaosie ("Heh...") powstałym przy nagłej zmianie wysokość bezwzględnej.
Nagle demon przystanął. Czy to zbieg okoliczności? NIE! Ta 'Chi' mogła należeć tylko do poszukiwanego przez niego grubianina!
Ale jednocześnie było w niej coś...znajomego. Przy poprzednim spotkaniu zdołał tylko ją musnąć ale teraz...
"Nieistotne" Czarnoksiężnik zbył dziwne uczucie.
Niestety było już za późno na jakąkolwiek interwencję. 'Chi' rudowłosego była zbyt daleko, a astral wciąż był rozstrojony przez niedawną katastrofę.
O dziwo Shen Hou był spokojny. Jeśli zjawił się tu rz to może pojawić się ponownie. Dodatkowo fakt że na niego się 'natknął' tylko potwierdził to co słyszał, o związku tego grubianina z CA. Teraz gdy się nad tym zastanowić decyzja o nie podjęciu pościgu była właściwszym posunięciem. Rudowłosy poprzez doprowadzenie zderzenia fragmentu Ignis z 9-tą planetą systemu (Doprawdy, powinni już dawno znaleźć dla tego globu nazwę) dał pokaz mocy którego Czarnoksiężnik się od niego nie spodziewał. Rozsądniejsze będzie zebranie jak największej liczby informacji o nim, a kogoż lepiej o to zapytać niż jego zwierzchników.
Tak więc Shen Hou nie zrobił nic gdy fragment wzniósł się w przestworza by następnie w zniknąć w oślepiającym blasku. Demon zmrużył oczy by po chwili pokręcić z niesmakiem głową. Chmury plazmy na orbicie zdecydowanie psuły efekt.
Z paszczy Czarnoksiężnika spłynęły słowa obce dla tego uniwersum, i w połączeniu z żwawą gestykulacją wprawiły w ruch zaklęcie które....zwyczajnie zgasiło tą tandetną podróbkę lampy lawa na nieboskłonie.
Smok Cesarz zadowolony z siebie ledwo poczuł serię z ciężkiego karabinu blastowego na plecach. Ahhhh....komando CA. Chyba mieli mu trochę za złe że wszedł siłą poprzez bramę. To że był teraz kompletnie otoczony tylko o tym świadczyło.
"Bez względu na wszechświat rasy śmiertelne powoli się uczą. Ale żeby nie wiedzieć że gdy 'puka' gość to należy mu otworzyć?" powiedział z przekąsem na głos. Ahhh, z jaką łatwością mógłby ich zmiażdżyć jak karaluchy nad którymi ledwie co wyżej się znajdowali!
Zadra Shen Hou tkwiła jednak w Rudowłosym a nie z CA. Robienie sobie wroga z wpływowej organizacji było głupotą. Po co zresztą ścierać się z potencjalnym......sojusznikiem? Taaaaak, gdy teraz nad tym pomyślał wizja wydawała się kusząca. Podrapał się szponem po podbródku. Może jego upadek w rodzinnym wszechświecie tkwił w tym że był sam na szczycie? O ileż lepszym rozwiązaniem było jeśli niechęć rządzonych byłaby rozdzielona na kilkoro.
Pysk Czarnoksiężnika wyszczerzył się w szerokim uśmiechu. Taaaak, istotnie tak zrobi. Ale o ile 'pokojowe' rozwiązanie problemu jakim byli ci głupcy - z blasterami i arkana wiedzą co jeszcze - było jak najbardziej na miejscu, nie znaczyło to że Shen Hou nie mógł dać pokazu swojej skuteczności. Z pewnością będzie to tylko korzyścią przy przyszłej propozycji współpracy.
Parę słów niosących moc, kilka subtelnych gestów dłonią i grupa uderzeniowa upadła na ziemię. Głośne zbiorowe chrapanie, będące parodią gregoriańskiego chóru wskazywało na to co uczynił im demon.
Czarnoksiężnik przybliżył się do skalnego leja w którym teraz tkwiło zamczysko i jednym susem wskoczył do środka budowli przez jedno z wielkich, witrażowych okien.
Re: Postawimy Valhallę
WWWW czasie gdy Baronowa rozmawiała z Centralą, Crow dyskretnie spojrzał w stronę komputera podłączonego do bazy danych. Musiał sprawdzić, co to do jasnej cholery jest ‘guanta’. W wyszukiwarce wyskoczyła pierwsza grafika.
WWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWW
WWWMężczyzna z powątpiewaniem spojrzał Baronowej przez ramie, porównując wygląd jej rozmówczyni ze swoim znaleziskiem. Po odrzuceniu haseł związanych z miastem w Wenezueli, Wookiem uczestniczącym w Wojnach Klonów i gryzoniami zamieszkującymi rejon Amazonii Crow wyłączył bezużyteczne w tej chwili urządzenie.
WWWSzczęśliwie, negocjacje baronowej były krótkie i treściwe. Po zakończeniu połączenia kapitan Srebrnego Wędrowca podziękował kurtuazyjnie za zagwarantowanie bezpiecznego przelotu, po czym ogłosił pełny alarm bojowy. Nie wiedział, czy Catharine miała w systemie więcej popleczników czy wrogów, ale równie dobrze jakiś zbłąkany rajder orków mógłby postanowić ostrzelać Srebrnego Wędrowca tak po przyjacielsku, z nudów. Co prawda najpotężniejszą bronią statku był zamocowany w dziobie laser górniczy, z którego celowanie do ruchomych obiektów samo w sobie było wyczynem, ale baterie laserów przeznaczone do zestrzeliwania odłamków skalnych i meteoroidów mogły w najgorszym razie posłużyć do zestrzeliwania torped. W szczególności w obrębie działania Wisha, gdzie siła eksplozji tych ostatnich była mocno ograniczona.
WWWTak czy inaczej Crow nawet na moment nie zszedł z mostka, a podróż dłużyła się niemiłosiernie. Jak uczy Einstein, kilkunastogodzinny lot w kierunku Foorstin trwał dużo krócej według czasu pokładowego, jednak Srebrny Wędrowiec nie poruszał się wystarczająco blisko prędkości światła, by przelot wydał się krótkim momentem. Cały czas spodziewając się gwałtownego rozbłysku czerwonych świateł alarmowych, Crow spróbował odebrać sygnał jakiejś lokalnej stacji telewizyjnej.
WWWUdało się odnaleźć tylko jedną. Komiksowo narysowana twarz niebieskowłosego młodzieńca, szczerząca zęby i w połowie przesłonięta uniesionym kciukiem, figurowała w narożniku ekranu. Leciał jakiś film o transferze magicznych energii przez odzianych w pomarańczowe szaty mnichów. W momencie gdy pierwsze z nich zaczęły zsuwać się na ziemię, a projekcja zaczęła koncentrować się na technicznych detalach rytuału, Crow zmełł przekleństwo w ustach i wyłączył odbiornik. Akurat na czas, gdyż właśnie podeszła do niego baronowa.
WWW- Crow – widać było, że Catharine chce powiedzieć coś niewygodnego. – Wiem, że Twoje podopieczne potrafią doskonale o siebie zadbać, ale …
WWWSpojrzenie mężczyzny powędrowało za szerokim gestem wykonanym przez baronową. Wskazała przemieszczające się po mostku załogantki. Wszystkie wyglądające na młode i wszystkie odziane w regulaminowy mundur Akademii. Zawierający rzecz jasna białą koszulę i spódnicę powyżej kolan.
WWW- …nie powinniśmy wnosić zapałek do składu benzyny – dokończyła. – Tam gdzie idziemy powinniśmy udać się bez obstawy.
-------------------------
WWWMinęło jeszcze kilka godzin, nim Srebrny Wędrowiec w końcu dotarł do Foorstin. Po wyhamowaniu do bezpiecznej prędkości żagle słoneczne zostały zwinięte, a po przekroczeniu linii Karmana planety włączono silniki manewrowe. Statek przeleciał kilka okrążeni w około niewielkiej planety, pozwalając na schłodzenie kadłuba przed lądowaniem. W końcu osiadł delikatnie na skalistym płaskowyżu (nie chcemy w końcu, by został połknięty przez jakiegoś czerwia) w pobliżu miasta Idirien.
WWW - Populacja 30 000 – encyklopedyczne dane recytował Crow. – Jedyne miasto w tym rejonie i zarazem jedno z zaledwie trzech na całej planecie. Centrum życia Wielkiej Pustyni, słynie z wyścigów Swoopów, górnictwa i handlu kosmicznym złomem.
Rektor zeskoczył z włazu i wyciągnął dłoń, by pomóc baronowej. Ta spojrzała na niego groźnie i z gracją wylądowała na skalistej powierzchni, pozostawiając mężczyznę z wyciągniętą ręką za plecami.
WWW- Dobra dziewczyny, trzymajcie maszynę gotową do lotu – Crow wydawał ostatnie rozkazy. – W razie problemów awaryjny start i w nogi. Jeśli nic nie będzie się działo wypucujcie panele słoneczne.
WWWPo lądowaniu w pustynnym rejonie, Wędrowiec był brunatny bardziej niż srebrny. Załoga wprawnie zabrała się za przywracanie mu właściwej barwy, a rektor wraz z baronową udali się w kierunku wskazanej przez nią spelunki.
---------------------------
WWWPo nieprzespanych godzinach na mostku Crow marzył o zamówieniu kawy. Postanowił jednak nie zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi i poprosił o jakiś mocniejszy trunek. Niestety, mimo tego wkrótce jakiś stwór o rogowatej zielonej skórze i twarzy przypominającej pośladki pawiana szturchnął spokojnie sączącego napój mężczyznę. Drugi bywalec knajpy szarpnął ramię Crowa.
WWW- On Cię nie lubi – zachrypiał jednooki mężczyzna o zdeformowanej twarzy.
WWW-Przepraszam – odparł zaczepiony, wracając do swojego drinka.
WWWChaotycy nie dawali jednak za wygraną. Ten o zniekształconej facjacie odwrócił gwałtownie rektora w swoją stronę.
WWW- Ja też Cię nie lubię – mówił coraz bardziej podekscytowany. – Lepiej uważaj na siebie, mam wyrok śmierci w dwunastu systemach.
WWW- Tak, będę uważał – jeszcze raz spasował Crow.
WWWCo uważniejsi czytelnicy spodziewają się zapewne iż w kolejnym ujęciu baronowa Catherine utnie rękę szpetnego obcego. Tak jednak się nie stało. Zaczepiony po raz trzeci przywódca Akademii spokojnym ruchem ściągnął okulary i położył je na kontuarze. Następnie z całej siły uderzył pięścią w świński nos jednookiego.
WWWGdy po kilkunastu minutach spotkał się z Catharine miał podbite oko i poszarpane ubranie. Sam jednak kilka zębów powybijał, a obcego z twarzą tyłka pawiana trzeba było wynieść. Któryś z Chaoticków w barze poklepał Crowa po plecach, akceptując go jako jednego z prawie swoich.
WWW- I jak – zapytał rektor uśmiechając się zawadiacko i wycierając rękawem strużkę własnej krwi – dowiedziałaś się czegoś użytecznego?
Gwiazd dziś trochę naliczyłem,
skóra barwę ma purpury,
Tryton wie, że tu ciekawie ale,
czy nie stoję nadal w miejscu?
WWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWW

WWWMężczyzna z powątpiewaniem spojrzał Baronowej przez ramie, porównując wygląd jej rozmówczyni ze swoim znaleziskiem. Po odrzuceniu haseł związanych z miastem w Wenezueli, Wookiem uczestniczącym w Wojnach Klonów i gryzoniami zamieszkującymi rejon Amazonii Crow wyłączył bezużyteczne w tej chwili urządzenie.
WWWSzczęśliwie, negocjacje baronowej były krótkie i treściwe. Po zakończeniu połączenia kapitan Srebrnego Wędrowca podziękował kurtuazyjnie za zagwarantowanie bezpiecznego przelotu, po czym ogłosił pełny alarm bojowy. Nie wiedział, czy Catharine miała w systemie więcej popleczników czy wrogów, ale równie dobrze jakiś zbłąkany rajder orków mógłby postanowić ostrzelać Srebrnego Wędrowca tak po przyjacielsku, z nudów. Co prawda najpotężniejszą bronią statku był zamocowany w dziobie laser górniczy, z którego celowanie do ruchomych obiektów samo w sobie było wyczynem, ale baterie laserów przeznaczone do zestrzeliwania odłamków skalnych i meteoroidów mogły w najgorszym razie posłużyć do zestrzeliwania torped. W szczególności w obrębie działania Wisha, gdzie siła eksplozji tych ostatnich była mocno ograniczona.
WWWTak czy inaczej Crow nawet na moment nie zszedł z mostka, a podróż dłużyła się niemiłosiernie. Jak uczy Einstein, kilkunastogodzinny lot w kierunku Foorstin trwał dużo krócej według czasu pokładowego, jednak Srebrny Wędrowiec nie poruszał się wystarczająco blisko prędkości światła, by przelot wydał się krótkim momentem. Cały czas spodziewając się gwałtownego rozbłysku czerwonych świateł alarmowych, Crow spróbował odebrać sygnał jakiejś lokalnej stacji telewizyjnej.
WWWUdało się odnaleźć tylko jedną. Komiksowo narysowana twarz niebieskowłosego młodzieńca, szczerząca zęby i w połowie przesłonięta uniesionym kciukiem, figurowała w narożniku ekranu. Leciał jakiś film o transferze magicznych energii przez odzianych w pomarańczowe szaty mnichów. W momencie gdy pierwsze z nich zaczęły zsuwać się na ziemię, a projekcja zaczęła koncentrować się na technicznych detalach rytuału, Crow zmełł przekleństwo w ustach i wyłączył odbiornik. Akurat na czas, gdyż właśnie podeszła do niego baronowa.
WWW- Crow – widać było, że Catharine chce powiedzieć coś niewygodnego. – Wiem, że Twoje podopieczne potrafią doskonale o siebie zadbać, ale …
WWWSpojrzenie mężczyzny powędrowało za szerokim gestem wykonanym przez baronową. Wskazała przemieszczające się po mostku załogantki. Wszystkie wyglądające na młode i wszystkie odziane w regulaminowy mundur Akademii. Zawierający rzecz jasna białą koszulę i spódnicę powyżej kolan.
WWW- …nie powinniśmy wnosić zapałek do składu benzyny – dokończyła. – Tam gdzie idziemy powinniśmy udać się bez obstawy.
-------------------------
WWWMinęło jeszcze kilka godzin, nim Srebrny Wędrowiec w końcu dotarł do Foorstin. Po wyhamowaniu do bezpiecznej prędkości żagle słoneczne zostały zwinięte, a po przekroczeniu linii Karmana planety włączono silniki manewrowe. Statek przeleciał kilka okrążeni w około niewielkiej planety, pozwalając na schłodzenie kadłuba przed lądowaniem. W końcu osiadł delikatnie na skalistym płaskowyżu (nie chcemy w końcu, by został połknięty przez jakiegoś czerwia) w pobliżu miasta Idirien.
WWW - Populacja 30 000 – encyklopedyczne dane recytował Crow. – Jedyne miasto w tym rejonie i zarazem jedno z zaledwie trzech na całej planecie. Centrum życia Wielkiej Pustyni, słynie z wyścigów Swoopów, górnictwa i handlu kosmicznym złomem.
Rektor zeskoczył z włazu i wyciągnął dłoń, by pomóc baronowej. Ta spojrzała na niego groźnie i z gracją wylądowała na skalistej powierzchni, pozostawiając mężczyznę z wyciągniętą ręką za plecami.
WWW- Dobra dziewczyny, trzymajcie maszynę gotową do lotu – Crow wydawał ostatnie rozkazy. – W razie problemów awaryjny start i w nogi. Jeśli nic nie będzie się działo wypucujcie panele słoneczne.
WWWPo lądowaniu w pustynnym rejonie, Wędrowiec był brunatny bardziej niż srebrny. Załoga wprawnie zabrała się za przywracanie mu właściwej barwy, a rektor wraz z baronową udali się w kierunku wskazanej przez nią spelunki.
---------------------------
WWWPo nieprzespanych godzinach na mostku Crow marzył o zamówieniu kawy. Postanowił jednak nie zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi i poprosił o jakiś mocniejszy trunek. Niestety, mimo tego wkrótce jakiś stwór o rogowatej zielonej skórze i twarzy przypominającej pośladki pawiana szturchnął spokojnie sączącego napój mężczyznę. Drugi bywalec knajpy szarpnął ramię Crowa.
WWW- On Cię nie lubi – zachrypiał jednooki mężczyzna o zdeformowanej twarzy.
WWW-Przepraszam – odparł zaczepiony, wracając do swojego drinka.
WWWChaotycy nie dawali jednak za wygraną. Ten o zniekształconej facjacie odwrócił gwałtownie rektora w swoją stronę.
WWW- Ja też Cię nie lubię – mówił coraz bardziej podekscytowany. – Lepiej uważaj na siebie, mam wyrok śmierci w dwunastu systemach.
WWW- Tak, będę uważał – jeszcze raz spasował Crow.
WWWCo uważniejsi czytelnicy spodziewają się zapewne iż w kolejnym ujęciu baronowa Catherine utnie rękę szpetnego obcego. Tak jednak się nie stało. Zaczepiony po raz trzeci przywódca Akademii spokojnym ruchem ściągnął okulary i położył je na kontuarze. Następnie z całej siły uderzył pięścią w świński nos jednookiego.
WWWGdy po kilkunastu minutach spotkał się z Catharine miał podbite oko i poszarpane ubranie. Sam jednak kilka zębów powybijał, a obcego z twarzą tyłka pawiana trzeba było wynieść. Któryś z Chaoticków w barze poklepał Crowa po plecach, akceptując go jako jednego z prawie swoich.
WWW- I jak – zapytał rektor uśmiechając się zawadiacko i wycierając rękawem strużkę własnej krwi – dowiedziałaś się czegoś użytecznego?
Gwiazd dziś trochę naliczyłem,
skóra barwę ma purpury,
Tryton wie, że tu ciekawie ale,
czy nie stoję nadal w miejscu?
Re: Postawimy Valhallę
Ostatni Juno 2 opuszczali Psio Ligowcy. Użyczyli oni swoich terminali międzygwiezdnym armatorom. Wśród gwiazd kapitanowie statków zaczęli roznosić opowieść o niezwykłej, dramatycznej bitwie stoczonej na orbicie. O dzielnych załogach, które ginęły starając się ratować planetę, o przywódczyni CA, która powstrzymała ostateczną zagładę i o mordercy Zarovie, za którym posłano listy gończe.
Windukind udał się z delegacją w kierunku światów agendy. Tymczasem Tarieth otrzymawszy sygnał o dostrzeżeniu jednego z prototypów ZCM rozpoczął pościg. Psia Liga znając część parametrów statków dała wcześniej rozkaz swym jednostkom dodatkowo przeczesywać przestrzeń w miejscach, gdzie mogłyby zatrzymać się po zapasy. Flota handlowa docierając w o wiele dalej niż ktokolwiek inny nie musiała wreszcie trafić na uciekinierów. Teraz jeden z z najszybszych, nieoznaczonych stateczków, wypełniony dwiema drużynami Kłów pędził na odległą, lodową planetę.
Windukind udał się z delegacją w kierunku światów agendy. Tymczasem Tarieth otrzymawszy sygnał o dostrzeżeniu jednego z prototypów ZCM rozpoczął pościg. Psia Liga znając część parametrów statków dała wcześniej rozkaz swym jednostkom dodatkowo przeczesywać przestrzeń w miejscach, gdzie mogłyby zatrzymać się po zapasy. Flota handlowa docierając w o wiele dalej niż ktokolwiek inny nie musiała wreszcie trafić na uciekinierów. Teraz jeden z z najszybszych, nieoznaczonych stateczków, wypełniony dwiema drużynami Kłów pędził na odległą, lodową planetę.
We do not sow
Oh, the places you will go! There is fun to be done. There are points to be scored. There are games to be won.
Oh, the places you will go! There is fun to be done. There are points to be scored. There are games to be won.
Re: Postawimy Valhallę
Kiedy Demon-Smok wylądował w przestronym pustym korytarzu, który w tej chwili tonął w mroku, pomimo rzędu ogromnych witraży, które normalnie powinny wpuścić ogromną ilość światła, jednak trudno o takowe kilka stóp pod ziemią, coś zapiszczało pod jego nogą.
Zadziwiony spojrzał na znalezisko, po czym z tego zdziwienia zrobił coś czego nigdy w histori, żaden z demonów Wu Xing nie zrobił...
Podniósł małego gumowego kurczaka z wyświetlaczem LCD
"Co do..."
Kurczak w łapie czarnoksiężnika zagdakał, a na monitorku pojawił się napis.
Gratulacje, dotarłeś do wnętrza Ponurego Zamczyska, odwiecznej siedziby <bacznij!>ANTY-WIP-u<spocznij!> (chwilowo wynajmowane przez uzurpatorów z CA) Jeśli dotarłeś tutaj w wrogich zamiarach, radzimy zakupic pojemnik na dupę, bo jesień średniowiecza to naprawdę bajka w porównaniu z tym co z nią zrobimy. Jeśli dotarłeś tutaj w jakichkolwiek innych zamiarach, gratulujemy. Przeszedłeś pierwszy test na członkostwo. Prosimy się rozgoscić i zaczekać na jedną z osób decyzyjnych. Postaramy się aby czas oczekiwania był jak najkrótszy...
"Wygląda na to, iż nie mają szacunku dla gości, każąc im czekać." Akurat ShenHou na brak czasu nie mógł narzekać. Już miał odrzucić kurczaczka, kiedy migoczący napis znowu przykuł jego wzrok.
Aby się nie nudzić, proponujemy drugi test na członkostwo. Aktywacja za... Tkst urywał się w tym miejscu. Demon-Smok postanowił dać urządzeniu jescze kilka sekund czasu na uzupełnienie tekstu, nim zniszczy ją w swojej dłoni.
...
...
Kurczak był szybszy.
Eksplozja magiczna z detonowanego w ręce kurczaka wbiła potężne cielsko czarnoksiężnika w ścianę.
--------------------------------------------
Raflik przebywający w przestrzeni kosmicznej otrzymał telepatyczny przekaz o próbie włamania. Od ostatniej afery z szturmem na wieżę Dzika stał się dużo bardziej ostrożniejszy. Nie dał po sobie poznać o otrzymaniu kontaku, ale wszelakie działania kierował w stronę jak najszybszego dostania się do Ponurego Zamczyska
Zadziwiony spojrzał na znalezisko, po czym z tego zdziwienia zrobił coś czego nigdy w histori, żaden z demonów Wu Xing nie zrobił...
Podniósł małego gumowego kurczaka z wyświetlaczem LCD
"Co do..."
Kurczak w łapie czarnoksiężnika zagdakał, a na monitorku pojawił się napis.
Gratulacje, dotarłeś do wnętrza Ponurego Zamczyska, odwiecznej siedziby <bacznij!>ANTY-WIP-u<spocznij!> (chwilowo wynajmowane przez uzurpatorów z CA) Jeśli dotarłeś tutaj w wrogich zamiarach, radzimy zakupic pojemnik na dupę, bo jesień średniowiecza to naprawdę bajka w porównaniu z tym co z nią zrobimy. Jeśli dotarłeś tutaj w jakichkolwiek innych zamiarach, gratulujemy. Przeszedłeś pierwszy test na członkostwo. Prosimy się rozgoscić i zaczekać na jedną z osób decyzyjnych. Postaramy się aby czas oczekiwania był jak najkrótszy...
"Wygląda na to, iż nie mają szacunku dla gości, każąc im czekać." Akurat ShenHou na brak czasu nie mógł narzekać. Już miał odrzucić kurczaczka, kiedy migoczący napis znowu przykuł jego wzrok.
Aby się nie nudzić, proponujemy drugi test na członkostwo. Aktywacja za... Tkst urywał się w tym miejscu. Demon-Smok postanowił dać urządzeniu jescze kilka sekund czasu na uzupełnienie tekstu, nim zniszczy ją w swojej dłoni.
...
...
Kurczak był szybszy.
Eksplozja magiczna z detonowanego w ręce kurczaka wbiła potężne cielsko czarnoksiężnika w ścianę.
--------------------------------------------
Raflik przebywający w przestrzeni kosmicznej otrzymał telepatyczny przekaz o próbie włamania. Od ostatniej afery z szturmem na wieżę Dzika stał się dużo bardziej ostrożniejszy. Nie dał po sobie poznać o otrzymaniu kontaku, ale wszelakie działania kierował w stronę jak najszybszego dostania się do Ponurego Zamczyska
Re: Postawimy Valhallę
Raflik ze złością patrzył na oddalające się Juno 2.
-A niech cię… - w jego głosie mieszała się wściekłość i żal. – Postępujesz wbrew polityce CA. Nie jesteś Chaotykiem.
Wiedźma spojrzała spod oka na swojego generała.
-Bo Chaotycy to tylko instant rozpierdol bez polotu? – zapytała zajadle. – To, że połowie multiuniwersum do szczęścia wystarczy rozjebka i drętwy humor nie oznacza, że to coś wartościowego. Zero polotu i fantazji, a zamiast tego napinanie wymyślonych mięśni i porównywanie rozmiarów.
Raflik nie odpowiedział zagryzając ze złości zęby.
-Jesteś zbyt krótkowzroczny. – westchnęła - Planeta może i jest w całości, ale zastanów się ile straciła przez naszą wizytę. Kiatis, meteory, świątynia, szlak handlowy. Myślisz że kiedykolwiek podniesie się z ruiny? – Chimeria nie oczekiwała odpowiedzi na to pytanie.
-Za czasów Zega…-zaczął groźnie Raflik, ale Chimeria nie dała mu dojść do głosu.
-Za czasów Zegarmistrza straciliście BOZa, ot całe osiągnięcie!
-Zatopiłem Shiroue! – wydarł się z nienawiścią Raflik.
-A potem podkuliłem ogon i ze wszystkimi stateczkami Anty-Wipu spieprzyliście byle dalej. – skwitowała z pogardą.- A potem co!? Zaginiony Ładunek, w którym ostatnie resztki A-W się posypały, porażka ze Zgromadzeniem i w końcu drobne zwycięstwo nad Triuwiratem. Wybacz, ale gdzie ten GENIALNY Anty-Wip?
Raflik nie odpowiedział, jedyne o czym myślał, to czy zregenerował się na tyle, by na miejscu skrócić bezczelną wiedźmę o głowę.
-A może… - ciągnęła okrutnie -…nigdy go nie było?
-Był. – półwampir wycedził ostatnie słowa.
-Albo wszystkim wygodnie było wmawiać wam jacy jesteście wspaniali. Tymczasem wszyscy byliście po prostu słabi. Jeśli coś ma się zmienić to teraz, albo nigdy.
Żadne z nich nie ciągnęło już kłótni. Wymieniali się zaledwie spojrzeniami pełnymi szczerej nienawiści, bo choć Raflik głęboko wierzył w swoje przekonania, słowa Chimerii powoli trafiały do jego świadomości. A to bolało.
W tym momencie wszedł Zarov.
- Witam na pokładzie... Chciałbym pogratulować zniszczenia ostatniego okrętu klasy Hara w znanym wszechświecie, tylko nie wiem komu.
*
Baronowa kręciła na palcu kosmyk kasztanowych włosów.
-Niewiele. Chociaż barman wspominał, że był tu kiedyś koleś z cygarnicą i robił rozróbę. Chyba nawet zaszlachtował jakiegoś orka. Prawdopodobnie nie należy do żadnej ze znanych nam organizacji, musiał więc zostać wynajęty przez nowych graczy. – tu baronowa poważnie spojrzała na Crowa. Nowa, nieznana grupa mogła być niebezpieczna.
-Freelancer?
-Najwyraźniej. I to nie za dwie bułki. Co więcej chodzą plotki, że ZCM napadł na dziewiątą planetę przedzierając się przez WISHa bez najmniejszego problemu.
Rektorowi nie udało się ukryć zaskoczenia.
-Od kiedy ZCM dysponuje takimi możliwościami?
-Nie wiem, ale intuicja mówi mi, że właściwy zakon niewiele ma z tym wspólnego.
Barman podszedł i postawił na stole klarownego drinka w oberżynowym kolorze.
-Na koszt Zapomnianego Kapcia. – uśmiechnął się niepewnie.
-Dziękuję. – uśmiechnęła się uroczo baronowa. Była jedną z najpiękniejszych kobiet w układzie CA i była doskonale tego świadoma. – Są jakieś szanse na więcej informacji? – na stole mimochodem położyła małą, acz pękatą sakiewkę.
Barman położył demonie uszy po sobie i przestąpił z kopyta na kopyto.
-Ja tam nic nie wiem. Ale warto pójść zapytać Durvana. Łatwo go poznacie, to goblin z mordą, że mózg się marszczy. Do tego ma szramę przez pół pyska. Powinien wiedzieć coś więcej, bo stracił rękę przez tego kolesia.
-Wdał się w bójkę? – zapytał Crow.
-Skądże. Durvan to tutejszy złodziejaszek, kradnie drobne rzeczy i akurat wpadło mu w oko jakieś świecidełko wystające z kieszeni przybysza. Chyba właśnie ta cygarnica. Przyszedł tu potem w majakach i zawiniętym kikutem ręki. Bredził coś o tworzeniu nowego świata… ale to takie bzdury… Pewnie nabrał się chłopak czegoś mocniejszego.
Baronowa z Crowem spojrzeli po sobie porozumiewawczo.
-Mimo wszystko skorzystamy z tej informacji. – Baronowa jednym łykiem dopiła drinka i wstała. – Gdzie możemy go znaleźć?
-Prawdopodobnie leży podpity przy tylnim wejściu. – barman skrzętnie zebrał naczynia razem z sakiewką.
*
-W międzyczasie odpowiecie na kilka moich pytań....
-No, no Siergiej. Nie myl współpracy z przesłuchaniem. – powiedziała Chimeria wychylając zawartość czerwonego flakonika. Matowe, wyblakłe do szarości błyskotki powoli nabierały kolorów, podobnie jak wypłowiałe włosy wiedźmy.
Nadajniki przy których siedziała Chimeria nagle wystrzeliły i ze ściany poszedł ciemny dym.
-Mogłabyś nie psuć wszystkiego naokoło? – jadowicie warknął Zarov.
-Nic nie poradzę, muszę się zregenerować. – mruknęła niezadowolona Chimeria. Problem w tym, że za każdym razem gdy odzyskiwała trochę energii magicznej, działające czysto technicznie przedmioty dookoła zaczynały wariować.
-Nieważne. – Zarov przycisnął palce do kącików oczu. – Więc co ciekawego wydarzyło się na Juno?
-Fajerwerki. – wiedźma wyszczerzyła się w uśmiechu.
-I?
-Powiedzmy, że starałam się o ocieplenie wizerunku CA. Może nawet za bardzo.
Zarov nie był do końca zadowolony. Fakt, że odebranie wiedźmy z planety przy okazji dało mu masę ludzi, z których mógł skorzystać, ale przydałoby mu się trochę informacji.
-Niewiele więcej wiem jeśli chodzi o Skałę. – przyznała szczerze Chimeria – Ale Psia Liga wykazała chęci współpracy w odnalezieniu skradzionych rzeczy jako, że oni stracili kryształy stabilium. – uznała, że może to powiedzieć skoro ogólne plotki zaniosły tą wieść już pewnie na sam koniec kosmosu.
-To ciekawe. Czyli grubsza sprawa.
-Z tego powodu bardzo, ale to BARDZO mi się śpieszy na Foorstin. Więc jeśli możesz, to sprowadź proszę tego enigmatycznego gościa na statek, abyśmy mogli porozmawiać w drodze. – Chimeria zauważyła, że i Raflikowi się śpieszy, choć nie była pewna o co chodzi. Czyżby złe wieści? – Ale, kontynuując. Na mój gust ZCM jest zbyt martwy, by za tym stać. Więc dużo grubsza sprawa. Mam z PL małą umowę na potrzeby odzyskania naszych dóbr. Jak tylko będę wiedzieć coś więcej podzielę się z tobą informacjami na temat ko ordynatów złodziei. Ale chcę coś w zamian.
Zarov podniósł w zainteresowaniu brew.
-Współpracy.
-A czy nie robimy tego teraz?
-Teraz starasz się wyciągnąć ze mnie możliwie dużo informacji, co rozumiem. – powiedziała bezpośrednio wiedźma. –Ale to też kosztuje. Wiesz, że mogłam lecieć sama na Juno 2, a jednak zabrałam się z tobą.
-Twierdzisz, że masz ukryty w tym cel?
-Zgromadzeni nie padli daleko od CA. Jest punkt, w którym się spotykamy. – spojrzała porozumiewawczo – A może nawet więcej niż jeden.
-Do czego zmierzasz? – Siergiej uśmiechnął się pod bujnym wąsem.
-Do zagłady skostniałego porządku, który już dawno porządkiem nie jest, a jedynie złudną iluzją, którą ludzie wypełniają sobie ich bezsensowne istnienia wmawiając sobie, że szanują tradycje. Tym wszechświatem trzeba zatrząść, niech zaleje go fala zmian, starzy bogowie upadną, by mogli się narodzić nowi.
Zarov patrzył nie będąc pewien czy wiedźma mówi poważnie czy też po prostu oszalała.
Wiedźma miała plan, który choć wyglądał na karkołomny mógł się ziścić. Ciekawość. Ciekawość popycha ludzi do przodu. A wiedźmę najbardziej interesowało to, czy historia zatoczy koło i tyrański bóg moderatorium zejdzie z niebios, jak wydarzyło się to przed wieloma laty przy Trójporozumieniu.
„Wszakże transcendując poprzysiągł nigdy nie wracać. Czy multiuniwersum powtórzy historię, jak życie zatacza krąg?”
-Sprawa jest prosta Siergiej. Możesz odwieźć mnie do domu i wpieprzać popcorn, albo wziąć udział w wyprawie jakiej multiuniwersum jeszcze nie widziało. Współpracuj ze mną, a świat zatrzęsie się w posadach.

-A niech cię… - w jego głosie mieszała się wściekłość i żal. – Postępujesz wbrew polityce CA. Nie jesteś Chaotykiem.
Wiedźma spojrzała spod oka na swojego generała.
-Bo Chaotycy to tylko instant rozpierdol bez polotu? – zapytała zajadle. – To, że połowie multiuniwersum do szczęścia wystarczy rozjebka i drętwy humor nie oznacza, że to coś wartościowego. Zero polotu i fantazji, a zamiast tego napinanie wymyślonych mięśni i porównywanie rozmiarów.
Raflik nie odpowiedział zagryzając ze złości zęby.
-Jesteś zbyt krótkowzroczny. – westchnęła - Planeta może i jest w całości, ale zastanów się ile straciła przez naszą wizytę. Kiatis, meteory, świątynia, szlak handlowy. Myślisz że kiedykolwiek podniesie się z ruiny? – Chimeria nie oczekiwała odpowiedzi na to pytanie.
-Za czasów Zega…-zaczął groźnie Raflik, ale Chimeria nie dała mu dojść do głosu.
-Za czasów Zegarmistrza straciliście BOZa, ot całe osiągnięcie!
-Zatopiłem Shiroue! – wydarł się z nienawiścią Raflik.
-A potem podkuliłem ogon i ze wszystkimi stateczkami Anty-Wipu spieprzyliście byle dalej. – skwitowała z pogardą.- A potem co!? Zaginiony Ładunek, w którym ostatnie resztki A-W się posypały, porażka ze Zgromadzeniem i w końcu drobne zwycięstwo nad Triuwiratem. Wybacz, ale gdzie ten GENIALNY Anty-Wip?
Raflik nie odpowiedział, jedyne o czym myślał, to czy zregenerował się na tyle, by na miejscu skrócić bezczelną wiedźmę o głowę.
-A może… - ciągnęła okrutnie -…nigdy go nie było?
-Był. – półwampir wycedził ostatnie słowa.
-Albo wszystkim wygodnie było wmawiać wam jacy jesteście wspaniali. Tymczasem wszyscy byliście po prostu słabi. Jeśli coś ma się zmienić to teraz, albo nigdy.
Żadne z nich nie ciągnęło już kłótni. Wymieniali się zaledwie spojrzeniami pełnymi szczerej nienawiści, bo choć Raflik głęboko wierzył w swoje przekonania, słowa Chimerii powoli trafiały do jego świadomości. A to bolało.
W tym momencie wszedł Zarov.
- Witam na pokładzie... Chciałbym pogratulować zniszczenia ostatniego okrętu klasy Hara w znanym wszechświecie, tylko nie wiem komu.
*
Baronowa kręciła na palcu kosmyk kasztanowych włosów.
-Niewiele. Chociaż barman wspominał, że był tu kiedyś koleś z cygarnicą i robił rozróbę. Chyba nawet zaszlachtował jakiegoś orka. Prawdopodobnie nie należy do żadnej ze znanych nam organizacji, musiał więc zostać wynajęty przez nowych graczy. – tu baronowa poważnie spojrzała na Crowa. Nowa, nieznana grupa mogła być niebezpieczna.
-Freelancer?
-Najwyraźniej. I to nie za dwie bułki. Co więcej chodzą plotki, że ZCM napadł na dziewiątą planetę przedzierając się przez WISHa bez najmniejszego problemu.
Rektorowi nie udało się ukryć zaskoczenia.
-Od kiedy ZCM dysponuje takimi możliwościami?
-Nie wiem, ale intuicja mówi mi, że właściwy zakon niewiele ma z tym wspólnego.
Barman podszedł i postawił na stole klarownego drinka w oberżynowym kolorze.
-Na koszt Zapomnianego Kapcia. – uśmiechnął się niepewnie.
-Dziękuję. – uśmiechnęła się uroczo baronowa. Była jedną z najpiękniejszych kobiet w układzie CA i była doskonale tego świadoma. – Są jakieś szanse na więcej informacji? – na stole mimochodem położyła małą, acz pękatą sakiewkę.
Barman położył demonie uszy po sobie i przestąpił z kopyta na kopyto.
-Ja tam nic nie wiem. Ale warto pójść zapytać Durvana. Łatwo go poznacie, to goblin z mordą, że mózg się marszczy. Do tego ma szramę przez pół pyska. Powinien wiedzieć coś więcej, bo stracił rękę przez tego kolesia.
-Wdał się w bójkę? – zapytał Crow.
-Skądże. Durvan to tutejszy złodziejaszek, kradnie drobne rzeczy i akurat wpadło mu w oko jakieś świecidełko wystające z kieszeni przybysza. Chyba właśnie ta cygarnica. Przyszedł tu potem w majakach i zawiniętym kikutem ręki. Bredził coś o tworzeniu nowego świata… ale to takie bzdury… Pewnie nabrał się chłopak czegoś mocniejszego.
Baronowa z Crowem spojrzeli po sobie porozumiewawczo.
-Mimo wszystko skorzystamy z tej informacji. – Baronowa jednym łykiem dopiła drinka i wstała. – Gdzie możemy go znaleźć?
-Prawdopodobnie leży podpity przy tylnim wejściu. – barman skrzętnie zebrał naczynia razem z sakiewką.
*
-W międzyczasie odpowiecie na kilka moich pytań....
-No, no Siergiej. Nie myl współpracy z przesłuchaniem. – powiedziała Chimeria wychylając zawartość czerwonego flakonika. Matowe, wyblakłe do szarości błyskotki powoli nabierały kolorów, podobnie jak wypłowiałe włosy wiedźmy.
Nadajniki przy których siedziała Chimeria nagle wystrzeliły i ze ściany poszedł ciemny dym.
-Mogłabyś nie psuć wszystkiego naokoło? – jadowicie warknął Zarov.
-Nic nie poradzę, muszę się zregenerować. – mruknęła niezadowolona Chimeria. Problem w tym, że za każdym razem gdy odzyskiwała trochę energii magicznej, działające czysto technicznie przedmioty dookoła zaczynały wariować.
-Nieważne. – Zarov przycisnął palce do kącików oczu. – Więc co ciekawego wydarzyło się na Juno?
-Fajerwerki. – wiedźma wyszczerzyła się w uśmiechu.
-I?
-Powiedzmy, że starałam się o ocieplenie wizerunku CA. Może nawet za bardzo.
Zarov nie był do końca zadowolony. Fakt, że odebranie wiedźmy z planety przy okazji dało mu masę ludzi, z których mógł skorzystać, ale przydałoby mu się trochę informacji.
-Niewiele więcej wiem jeśli chodzi o Skałę. – przyznała szczerze Chimeria – Ale Psia Liga wykazała chęci współpracy w odnalezieniu skradzionych rzeczy jako, że oni stracili kryształy stabilium. – uznała, że może to powiedzieć skoro ogólne plotki zaniosły tą wieść już pewnie na sam koniec kosmosu.
-To ciekawe. Czyli grubsza sprawa.
-Z tego powodu bardzo, ale to BARDZO mi się śpieszy na Foorstin. Więc jeśli możesz, to sprowadź proszę tego enigmatycznego gościa na statek, abyśmy mogli porozmawiać w drodze. – Chimeria zauważyła, że i Raflikowi się śpieszy, choć nie była pewna o co chodzi. Czyżby złe wieści? – Ale, kontynuując. Na mój gust ZCM jest zbyt martwy, by za tym stać. Więc dużo grubsza sprawa. Mam z PL małą umowę na potrzeby odzyskania naszych dóbr. Jak tylko będę wiedzieć coś więcej podzielę się z tobą informacjami na temat ko ordynatów złodziei. Ale chcę coś w zamian.
Zarov podniósł w zainteresowaniu brew.
-Współpracy.
-A czy nie robimy tego teraz?
-Teraz starasz się wyciągnąć ze mnie możliwie dużo informacji, co rozumiem. – powiedziała bezpośrednio wiedźma. –Ale to też kosztuje. Wiesz, że mogłam lecieć sama na Juno 2, a jednak zabrałam się z tobą.
-Twierdzisz, że masz ukryty w tym cel?
-Zgromadzeni nie padli daleko od CA. Jest punkt, w którym się spotykamy. – spojrzała porozumiewawczo – A może nawet więcej niż jeden.
-Do czego zmierzasz? – Siergiej uśmiechnął się pod bujnym wąsem.
-Do zagłady skostniałego porządku, który już dawno porządkiem nie jest, a jedynie złudną iluzją, którą ludzie wypełniają sobie ich bezsensowne istnienia wmawiając sobie, że szanują tradycje. Tym wszechświatem trzeba zatrząść, niech zaleje go fala zmian, starzy bogowie upadną, by mogli się narodzić nowi.
Zarov patrzył nie będąc pewien czy wiedźma mówi poważnie czy też po prostu oszalała.
Wiedźma miała plan, który choć wyglądał na karkołomny mógł się ziścić. Ciekawość. Ciekawość popycha ludzi do przodu. A wiedźmę najbardziej interesowało to, czy historia zatoczy koło i tyrański bóg moderatorium zejdzie z niebios, jak wydarzyło się to przed wieloma laty przy Trójporozumieniu.
„Wszakże transcendując poprzysiągł nigdy nie wracać. Czy multiuniwersum powtórzy historię, jak życie zatacza krąg?”
-Sprawa jest prosta Siergiej. Możesz odwieźć mnie do domu i wpieprzać popcorn, albo wziąć udział w wyprawie jakiej multiuniwersum jeszcze nie widziało. Współpracuj ze mną, a świat zatrzęsie się w posadach.

Re: Postawimy Valhallę

















































































































































































Last edited by roevean on Fri Aug 12, 2022 8:35 pm, edited 5 times in total.
'cos im the definition of the worst kind of mean
so... are you rebel?
so... are you rebel?
Re: Postawimy Valhallę
Zaczynał mieć tego wszystkiego po dziurki w nosie. Zlecenie zleceniem, cierpliwość nigdy nie była jego cnotą gdy przychodziło do działania. To tłumaczyło umiarkowane sukcesy w Sztuce. Z drugiej strony adhd przydawało się z innych względów. Ot, choćby motywowało do wykształcenia wielu talentów.
Ileż można latać w kółko.
===
Skomplikowany splot liny zwisał z sufitu ciasnej celi.
Pustej.
Wraz z więźniem nogę dały jego ruchomości, spora część inwentarza jednej ze zbrojowni i jakakolwiek wiedza gdzie jeden wyrośnięty drow może się podziewać.
Ah, wcięło też dwie gaśnice.
Ileż można latać w kółko.
===
Skomplikowany splot liny zwisał z sufitu ciasnej celi.
Pustej.
Wraz z więźniem nogę dały jego ruchomości, spora część inwentarza jednej ze zbrojowni i jakakolwiek wiedza gdzie jeden wyrośnięty drow może się podziewać.
Ah, wcięło też dwie gaśnice.
My soul is still the same
But it has many names
But it has many names
Re: Postawimy Valhallę
- Nie przepadam za popcornem – Zarov odpowiedział wiedźmie.
- Mam to rozumieć jako zgodę na współpracę.
- Tak. - Sergiej po chwili namysłu dodał – Wypadałoby uczcić naszą współpracę czymś mocniejszym niż tylko słowa. - - - Transportowiec powinien mieć jeszcze zapasy kilku lepszych trunków.
- Innym razem ochlejusie, naprawdę spieszy nam się. - niecierpliwym tonem głosu oznajmiła wiedźma.
- Ech.. znów przyjdzie pić do lustra. - udawany smutek w głosie Zarova szybko wyparował. - Mam coś dla ciebie.
Na lewej dłoni Sergieja zaczął materializować się niewielki obiekt kształtem przypominający urządzenia którymi wczesnej obdarzył Chimeirę oraz orki.
- Kolejny nadajnik?
- Komunikator. - poprawił przywódczynie CA – Jak działa i co robi chyb anie muszę tłumaczyć.
Chimeria wyrwała z dłoni Sergieja przedmiot.
- Kiedy przeniesiesz nas na Fors... - postać wiedźmy jak i Raflika właśnie znikały w błysku teleportu. Ostatnia rzecz jaka widzieli na pokładzie transportowca Zgromadzenia był machający im na pożegnanie Zarov.
------------------------------------------------------
- I co tam mamy? Wiedźma była tak łaskawa odstawić nam pokaz mocy. - Kiedy tylko goście opuścili pokład transportowca Zarov na głos odezwał się. Strumień informacji spłynął do świadomości Zarova.
- Pięknie – zebrane teraz jak i wcześniej dane układały się w jeden spójny wzór.
- Wyszukaj podobnego schematu wśród naszej trzódki. Przy okazji uśpij cały ładunek. Nasz kolejny gość nie powinien zbyt dużo widzieć. Wewnętrzne czujniki maja być też ustawione na pełna moc. Chce wiedzieć wszystko o możliwościach naszego drogiego gościa z Agendy.
Zarov nie wiedział z kim będzie miał do czynienia. O Agnedzie miał jedynie mgliste pojęcie, a wiadomości o jej członkach praktycznie żadnych. Patrząc z perspektywy kontaktów z innymi frakcjami multiwersum mógł w 80% spodziewać się istoty obdarzonej magią.
- Satsuki... Satsuki... Imię, przezwisko, czy stopień oznaczający pozycje w hierarchii Agendy? - Sergiej pogładził wąsy – Brzmi kobieco, ale cholera wie tych odszczepieńców. Od nadmiaru nadprzyrodzonych mocy niektórym się w dupach poprzewracało.
Zarov polecił rdzeniowi przygotować miejsca na wizytę przedstawicielki Agnedy, a sam udał się do wnętrza transportowca. Miało być miło i kalmeralnie. Gdzieś na pokładzie powinno być jeszcze kilka skrzyń z racjami żywnościowymi oraz ukrytymi na czarną godzinę zapasami co lepszych alkoholi.
------------------------------------------------------
- Nieźle, całkiem kurwa nieźle! – Sergiej popatrzył na rezultaty. W środku pomieszczenia stał masywny dębowy, zdobiony stół. U jego szczytów stały równie bogato inkrustowane dwa krzesła. Mrok pomieszczenia rozstawiały ustawione na blacie stołu świece, przestrzeń między nimi gęsto wypełniały tace z jedzeniem oraz butelki rożnego typu trunków.
Przy odrobinie szczęścia wysłanniczka Agendy nie powinna zauważyć ze niemal wszystkie produkty to wysokiej jakości ale jednak syntetyki.
------------------------------------------------------
Sfera z Zarovem na pokładzie zbliżała się do miejsca spotkania z Satsuki. Sergiej wpatrzony w czerń kosmosu zastanawiał się co też myślał domonikański inkwizytor pisząc "Młot na czarownice".
- Mam to rozumieć jako zgodę na współpracę.
- Tak. - Sergiej po chwili namysłu dodał – Wypadałoby uczcić naszą współpracę czymś mocniejszym niż tylko słowa. - - - Transportowiec powinien mieć jeszcze zapasy kilku lepszych trunków.
- Innym razem ochlejusie, naprawdę spieszy nam się. - niecierpliwym tonem głosu oznajmiła wiedźma.
- Ech.. znów przyjdzie pić do lustra. - udawany smutek w głosie Zarova szybko wyparował. - Mam coś dla ciebie.
Na lewej dłoni Sergieja zaczął materializować się niewielki obiekt kształtem przypominający urządzenia którymi wczesnej obdarzył Chimeirę oraz orki.
- Kolejny nadajnik?
- Komunikator. - poprawił przywódczynie CA – Jak działa i co robi chyb anie muszę tłumaczyć.
Chimeria wyrwała z dłoni Sergieja przedmiot.
- Kiedy przeniesiesz nas na Fors... - postać wiedźmy jak i Raflika właśnie znikały w błysku teleportu. Ostatnia rzecz jaka widzieli na pokładzie transportowca Zgromadzenia był machający im na pożegnanie Zarov.
------------------------------------------------------
- I co tam mamy? Wiedźma była tak łaskawa odstawić nam pokaz mocy. - Kiedy tylko goście opuścili pokład transportowca Zarov na głos odezwał się. Strumień informacji spłynął do świadomości Zarova.
- Pięknie – zebrane teraz jak i wcześniej dane układały się w jeden spójny wzór.
- Wyszukaj podobnego schematu wśród naszej trzódki. Przy okazji uśpij cały ładunek. Nasz kolejny gość nie powinien zbyt dużo widzieć. Wewnętrzne czujniki maja być też ustawione na pełna moc. Chce wiedzieć wszystko o możliwościach naszego drogiego gościa z Agendy.
Zarov nie wiedział z kim będzie miał do czynienia. O Agnedzie miał jedynie mgliste pojęcie, a wiadomości o jej członkach praktycznie żadnych. Patrząc z perspektywy kontaktów z innymi frakcjami multiwersum mógł w 80% spodziewać się istoty obdarzonej magią.
- Satsuki... Satsuki... Imię, przezwisko, czy stopień oznaczający pozycje w hierarchii Agendy? - Sergiej pogładził wąsy – Brzmi kobieco, ale cholera wie tych odszczepieńców. Od nadmiaru nadprzyrodzonych mocy niektórym się w dupach poprzewracało.
Zarov polecił rdzeniowi przygotować miejsca na wizytę przedstawicielki Agnedy, a sam udał się do wnętrza transportowca. Miało być miło i kalmeralnie. Gdzieś na pokładzie powinno być jeszcze kilka skrzyń z racjami żywnościowymi oraz ukrytymi na czarną godzinę zapasami co lepszych alkoholi.
------------------------------------------------------
- Nieźle, całkiem kurwa nieźle! – Sergiej popatrzył na rezultaty. W środku pomieszczenia stał masywny dębowy, zdobiony stół. U jego szczytów stały równie bogato inkrustowane dwa krzesła. Mrok pomieszczenia rozstawiały ustawione na blacie stołu świece, przestrzeń między nimi gęsto wypełniały tace z jedzeniem oraz butelki rożnego typu trunków.
Przy odrobinie szczęścia wysłanniczka Agendy nie powinna zauważyć ze niemal wszystkie produkty to wysokiej jakości ale jednak syntetyki.
------------------------------------------------------
Sfera z Zarovem na pokładzie zbliżała się do miejsca spotkania z Satsuki. Sergiej wpatrzony w czerń kosmosu zastanawiał się co też myślał domonikański inkwizytor pisząc "Młot na czarownice".
USS George Washington - 90 tysiecy ton dyplomacji.