No, no Ryu, bez takich. Był ten, kto chciał i mógł, a pozostałych zapraszamy na wypad w przyszłym roku. Już nieśmiało o tym rozmawialiśmy na wypadzie. Fajnie będzie to powtórzyć. I tak dobrze, że Ty i Crow załapaliście się na autobus do Rytra P:
Tymczasem przepraszam grupę za spowalnianie wędrówki, ale i cieszę się, że mimo tego, że mieliśmy różne tempa, dogadaliśmy się i szło się bez jakiejś większej frustracji (chyba że skierowanej na siebie in my case).
Niestety, nie robiłam zdjęć, więc nie mam się czym podzielić, ale mimo wszystko fajnie, że Usa i Crow się tym zajęli. Hawk im za to! Czekamy na zdjęcia xD (ja osobiście na podwójną jaskółkę P:)
My boy builds coffins, he makes them all day
But it's not just for work and it isn't for play
He's made one for himself, one for me too
One of these days he'll make one for you
For you
For you
For you
Saovine wrote:
Tymczasem przepraszam grupę za spowalnianie wędrówki, ale i cieszę się, że mimo tego, że mieliśmy różne tempa, dogadaliśmy się i szło się bez jakiejś większej frustracji (chyba że skierowanej na siebie in my case).
Ale nie ma sensu nie wiadomo jak się katować, z tempem Usy pewnie nikt by nie wygrał, a pierwszego dnia byśmy poumierali, więc lepiej iść jak komu wygodnie.
PS - next time to przyda się zabrać mniej rzeczy (głównie jedzenia) :P
Z tym jedzeniem, to dużo zależy od tego, czy będziemy łazić po jakiś 'dzikich' terenach i sami układać sobie trasy i nadawać szlakom kolory (np. szlak sraczkowaty z dużą ilością krzaków na toaletę xD) czy też wykorzystamy wytyczone, popularne górskie szlaki. Skoro wspominaliśmy, że fajnie było by wybrać się w Pieniny, to raczej faktycznie mniej MREków, bo ich w sumie szkoda na takie coś.
Faktycznie trochę jedzenia się przywiozło do domu, ale i trochę go poszło na szlaku. Jednak nie żałuję tych tych naleśników z nutellą w schronisku ...nie wyprę się ich! :<
My boy builds coffins, he makes them all day
But it's not just for work and it isn't for play
He's made one for himself, one for me too
One of these days he'll make one for you
For you
For you
For you
Saovine wrote:
Faktycznie trochę jedzenia się przywiozło do domu, ale i trochę go poszło na szlaku. Jednak nie żałuję tych tych naleśników z nutellą w schronisku ...nie wyprę się ich! :<
Acz to była na szczęście czekolada :P
Zdjęcia wrzuciłam, mało i ne jakieś szczególnie wybitne :<
Na Chomiku są D:
- Roe, co robisz?
- Już dwie godziny czekam na autobus przy zmywaku.
- Roe, nadal zmywasz?
- Nie, rysuję talerze.
- Roe, pomóc ci zmywać?
- A masz wyższe?
- Nie.
- To nie możesz zbliżać się do zmywaka.
Od Crowa się zdjęć szybko nie doczekacie. Kiedyś czekanie trwało nawet z pól roku czy rok chyba Oo Good luck! xD
My boy builds coffins, he makes them all day
But it's not just for work and it isn't for play
He's made one for himself, one for me too
One of these days he'll make one for you
For you
For you
For you
- Roe, co robisz?
- Już dwie godziny czekam na autobus przy zmywaku.
- Roe, nadal zmywasz?
- Nie, rysuję talerze.
- Roe, pomóc ci zmywać?
- A masz wyższe?
- Nie.
- To nie możesz zbliżać się do zmywaka.
Było koło czwartej nad ranem, gdy kierowca autokaru bardzo niechętnie wysadził silną forową grupę u celu naszej podróży – w miejscowości Rytro.
Szybko okazało się, że mimo zaczynającego się już nieśmiało lata jest niebiańsko zimno. Z odmętów naszych plecaków musieliśmy wydobyć najcieplejsze ubrania i przekoczować na dworcu do przybycia Usy.
Gdy słoneczko w końcu doprowadziło temperaturę powietrza do poziomu tolerowalnego przez ludzi pełni zapału ruszyliśmy wzdłuż szlaku. Niestety – nie zaczęliśmy nawet pierwszego podejścia, gdy okazało się, że buty już obcierają. This is going to be fun…
Nim dotarliśmy do przerwy obiadowej nawet najwytrwalsi z nas opadli nieco z sił.
Szczęśliwie nie zabrakło racji żywnościowych z samopodgrzewaczami. Posiłki były może i chłodne, ale na pewno pożywne.
I tak więc po całym dniu wędrówki dotarliśmy w końcu do schroniska na Przechybie. Niezapomniany widok Ryozoku uzbrojonego w baton policyjny, a przyodzianego jedynie w majtki, rzucającego się do szarży na miejscowe dziki niestety nie został udokumentowany.
Rano okazało się, że uciekać z Przechyby musimy równie szybko co rodzące dziki przed Ryjkiem, gdy Saovine pociągnęła aggro właścicielki schroniska. Klątwa tej ostatniej miała się za nami ciągnąć do końca naszej podróży.
Drugiego dnia ewidentnie zabrakło nam niestety GvSa, który rzucając niewybredne inwektywy w stronę bobrów oczyściłby trasę przemarszu.
Pozostały więc bardziej konwencjonalne metody pokonywania przeciwności terenu.
Tu demonstrujemy odrobinę obeznania z technologią – selfie zrobiona za pomocą samowyzwalacza, a nie wyciągniętej ręki.
Jednym z najbardziej imponujących aspektów wyjazdu był zrobiony z wojskowych pałatek namiot Rena i Sao.
Szkoda więc, że porządniejsze zdjęcia zrobiłem mu dopiero ostatniego dnia, gdy widać, że biwakujemy w objęciach cywilizacji. Nie uprzedzajmy jednak wydarzeń.
Ren nie był zadowolony, gdy Sao mu złamała maszt.
Mimo różnych przeciwności losu, po raz kolejny przed wyruszeniem w drogę udało się zebrać drużynę.
Po ponad dwóch dniach w górach dotarliśmy do Szczawnicy. Przepełniony turystami w klapkach kurort prezentował się jakże odmiennie od tego, co widzieliśmy do tej pory.
Łatwo było zapomnieć, że jeszcze kilka godzin temu byliśmy tam na górze.
Podejście pod Palenice było podwójnie trudne, gdyż nie można było okazać przelatującym nad naszymi głowami ludziom na krzesełkach wyciągu jakiejkolwiek słabości.
Nikt jednak nie został wytrącony z równowagi.
Kolejny szczyt zdobyty. Jak miało się później okazać – ostatni, gdyż po nieudanej próbie rozbicia obozowiska na Orlicy musieliśmy wrócić od drugiej strony do Szczawnicy.
Rano spakowaliśmy swoje manatki i ruszyliśmy w długą i męczącą podróż do domu. Po drodze w Katowicach spotkaliśmy się z Taiiem i jego diablolaską (dzięki!). Było fajnie, zapraszamy za rok !